Humor i satyra. Tu nie ma tematów tabu ani świętych krów. Przełamujmy zmowę milczenia. Zdemaskujmy i zniszczmy kamarylę. Nadchodzi kontrrewolucja.

środa, 15 kwietnia 2009

Lenin wiecznie żywy

Wstęp

Ważnym elementem publicznej debaty jest sfera symboliczna. Poszczególne strony debaty na różne sposoby starają się z jednej strony eksponować i wywyższać symbole bliskie własnym przekonaniom a z drugiej strony eliminować z przestrzeni publicznej i poniżać symbole łączące się z przeciwną opcją. Działania te przyjmują najróżniejsze formy. Przykładowo sympatyk komunizmu nosi koszulkę z wizerunkiem Ernesto Guevary, młody neofaszysta pozdrawia swoich towarzyszy rzymskim salutem, czyli kolokwialnie – hajluje („Łysi hajlują, policja się nie interesuje” donosi wyraźnie tym podniecona Gazeta Wyborcza). Artystka bez dorobku i bez talentu w geście rozpaczy prezentuje kutasa na krzyżu i już grono niedorobionych estetów widzi w niej guru współczesnej sztuki. Wszystkie te sytuacje łączy wyraźne napięcie kryjące się w sferze symbolicznej. Państwo ze swoimi instytucjami i regulacjami siłą rzeczy musi jakoś odnosić się do tego napięcia, wszak jest ono dopełnieniem rzeczywistości społecznej a nie samoistnym bytem. Wydaje się, że nasze państwo zamiast być rodzajem opoki tworzącej mocne, w miarę trwałe podstawy dla rozwoju społecznego, samo jest w sferze symbolicznej zagubione. Gubi się między ochroną jednych symboli, zwalczaniem innych a poszanowaniem wolności słowa i przekonań. Gubi się też między interesem społeczeństwa jako całości a interesami wpływowych grup społecznych, które roszczą sobie prawo narzucania całemu społeczeństwu własnej sfery symbolicznej i wykorzystywania instytucji państwowych do jej promowania. W ramach wstępu do rozważań na temat tego mętliku prezentuję przegląd polskiego systemu prawnego pod kątem stosunku do różnych symboli z jednej strony i poszanowania wolności słowa i przekonań z drugiej strony.

Konstytucja RP

Artykuł 7

Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.

Artykuł 13

Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Artykuł 14

Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.

Artykuł 31

1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.

2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.

3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Artykuł 54

1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.

Artykuł 73

Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.

Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny

Artykuł 112 [Odpowiedzialność według zasady ochronnej]

Niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu zabronionego, ustawę karną polską stosuje się do obywatela polskiego oraz cudzoziemca w razie popełnienia:

1) przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu wewnętrznemu lub zewnętrznemu Rzeczypospolitej Polskiej

1a) przestępstwa pomówienia Narodu Polskiego [Punkt wszedł w życie 15.03.07 i został uchylony z dn. 30.09.08]

2) przestępstwa przeciwko polskim urzędom lub funkcjonariuszom publicznym

(...) [łącznie 6 punktów]

Komentarz: Regulacja zawarta w art. 112 nosi nazwę zasady ochronnej (inaczej: zasada przedmiotowa obostrzona). Zgodnie z tą regulacją, ustawę karną polską stosuje się do sprawców przestępstw, które w sposób szczególny godzą w polskie interesy, niezależnie od przynależności państwowej sprawcy i przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia przestępstwa. Do przestępstw ściganych według zasady ochronnej ustawa z dn. 18.10.2006 r. (Dz. U. Nr 218, poz. 1592) dodała pkt 1a, dotyczący przestępstwa pomówienia Narodu Polskiego.

Artykuł 132a. [Pomówienie Narodu Polskiego]

Przepis wszedł w życie 15.03.07 i został uchylony z dn. 30.09.08

Kto publicznie pomawia Naród Polski o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Komentarz: Przepis art. 132a został dodany przez ustawę z dn. 18.10.2006 r. (Dz. U. Nr 218, poz. 1592) i obowiązuje od 15.03.2007 r. Penalizuje on publiczne pomawianie Narodu Polskiego o odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie, co jest reakcją ustawodawcy na tego rodzaju naganne zdarzenia (np. publikacje na temat rzekomych polskich obozów koncentracyjnych albo twierdzenia o odpowiedzialności Polaków za wypędzenie Niemców z ziem polskich pod koniec II wojny światowej).

Wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich do Trybunału Konstytucyjnego RPO-545868-II/06 z dn. 15.01.07 r.

w sprawie odpowiedzialności karnej za publiczne pomawianie Narodu Polskiego o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie (sygn. akt K 5/07)

Rzecznik wniósł o stwierdzenie niezgodności art. 37 ustawy z dnia 18.10.2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów z art. 54 ust. 1 i art. 73 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.

Zaskarżony przepis wprowadza do Kodeksu karnego art. 132a w następującym brzmieniu: „kto publicznie pomawia Naród Polski o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne lub nazistowskie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Stosownie do art. 54 ust. 1 Konstytucji RP każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Natomiast art. 73 Konstytucji RP gwarantuje każdemu wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury. Zarówno wolność słowa, jak też wolność badań naukowych mogą podlegać ograniczeniom, które jednak powinny odpowiadać warunkom określonym w art. 31 ust. 3 Konstytucji. Zdaniem Rzecznika, fakty z najnowszej historii Polski powinny podlegać ocenie naukowej historyków, a nie ocenie prokuratorskiej. Bezpośrednim skutkiem wejścia w życie art. 132a Kodeksu karnego może być zaniechanie bądź ograniczenie prowadzenia badań naukowych nad najnowszą historią Polski.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dn. 19.09.08 r. sygn. akt K 5/07

Trybunał Konstytucyjny po rozpoznaniu wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich o zbadanie zgodności art. 112 pkt 1a oraz art. 132a ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny, dodanych ustawą z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów z art. 54 ust. 1 i art. 73 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji, a także z art. 7 i art. 121 ust. 2 Konstytucji

orzeka:

Art. 112 pkt 1a oraz art. 132a ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny są niezgodne z art. 7 oraz art. 121 ust. 2 w związku z art. 118 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

ponadto postanawia:

umorzyć postępowanie w pozostałym zakresie ze względu na zbędność wydania wyroku.

Wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich został częściowo uwzględniony. Uchylenie wymienionych przepisów uzasadniono błędami proceduralnymi w toku uchwalania ustawy. Sędziowie TK nie rozpatrywali sprawy merytorycznie.

Art. 133 [Znieważenie Narodu lub Państwa Polskiego]

Kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Komentarz: 1. Przepis art. 133 chroni godność Narodu i Państwa Polskiego przed publicznym znieważaniem. Publiczny charakter ma zachowanie, gdy może być dostrzeżone przez większą, bliżej nieoznaczoną liczbę osób. Chodzi zatem o znieważające zachowanie podjęte w środkach masowej informacji (prasie, radiu, tv) lub relacjonowane przez te środki, a także na otwartych, dostępnych dla publiczności zebraniach (zgromadzeniach, wiecach itp.). Argumentując a contrario, należy przyjąć, że znieważenie Narodu lub Państwa o charakterze niepublicznym (wobec pojedynczych osób, w zamkniętym gronie) jest niekaralne.

2. Przez znieważenie należy rozumieć wypowiedzi, wizerunki lub nawet gesty powszechnie odbierane jako uwłaczające.

3. Przedmiotem ochrony art. 133 jest Naród i Rzeczpospolita Polska. O ile pojęcie Rzeczpospolitej Polskiej jest jednoznaczne (istniejąca realnie struktura państwowa, oparta na określonych zasadach – rozdz. I Konstytucji), to interpretacja pojęcia „naród”, jako przedmiotu ochrony omawianego przepisu, wywołuje trudności. Zdaniem jednych komentatorów, pojęcie to należy rozumieć jako ogół obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, zdaniem innych, jest ono szersze i obejmuje również zbiorowość społeczną związaną wspólną tradycją historyczną i kulturową, a więc także żyjącą poza granicami kraju. Wydaje się, że trafniejsze jest ograniczenie przedmiotu ochrony art. 132 do osób posiadających polskie obywatelstwo, z tym że ochroną tą należy obejmować nie tylko obywateli zamieszkałych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, lecz również za granicą (zachowanie obywatelstwa jest dowodem poczucia przynależności nie tylko do Narodu w znaczeniu etnicznym, lecz także do jego zbiorowej organizacji, jaką jest Rzeczpospolita Polska).

Artykuł 256 [Publiczne propagowanie totalitarnego ustroju]

Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Uchwała Sądu Najwyższego RP z dn. 28.03.02 r. I KZP 5/2002

Zagadnienie prawne przekazane przez Sąd Okręgowy w Olsztynie postanowieniem z dn. 09.01.02: „Czy użyte w art. 256 k.k. sformułowanie propaguje dla określenia czynności sprawczej oznacza, że publiczne pochwalanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, wyrażające się np. w wystawieniu na widok publiczny swastyki, wykonywanie gestów faszystowskiego pozdrowienia etc. tylko wtedy wyczerpuje znamiona określonego w art. 256 k.k. czynu zabronionego, gdy jednocześnie łączy się z (publicznym) upowszechnianiem (popularyzowaniem) wiedzy o takim ustroju tj. uprawianiem propagandy?”

Propagowanie, w rozumieniu art. 256 k.k., oznacza każde zachowanie polegające na publicznym prezentowaniu, w zamiarze przekonania do niego, faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa.

Z uzasadnienia: Wyraz propagowanie w języku polskim oznacza przede wszystkim upowszechnianie, szerzenie czegoś, w tym także poglądu, by do tego kogoś przekonać. Wobec tego, wykładnia językowa prowadzi do wniosku, że propagowanie w rozumieniu art. 256 k.k. oznacza każde publiczne zachowanie, które stanowi upowszechnianie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, podjęte w celu przekonania do niego.

Tak ukierunkowana wykładnia, co do zasadniczych elementów jednolicie, dokonywana jest w piśmiennictwie. Uważa się bowiem, że propagowanie, w rozumieniu przepisu art. 256 k.k., to szerzenie wiedzy o totalitarnym ustroju państwa i popieranie go, zachęcanie do wprowadzenia tego właśnie ustroju, podkreślanie jego zalet i przemilczanie wad. Słusznie przy tym akcentuje się, że nie stanowi propagowania, w rozumieniu tego przepisu, samo prezentowanie zasad takiego ustroju, pozbawione angażowania się po jego stronie, cytowanie i publikowanie artykułów i książek autorów gloryfikujących lub propagujących taki ustrój, jeżeli ich publikacja miała inne cele niż jego propagowanie – tym bardziej, gdy jest to połączone z krytycznym komentarzem, a także gdy prezentowanie takiego ustroju ma służyć jedynie manifestacji osobistych poglądów, a nie przekonywaniu kogokolwiek.

Wykładnia językowa prowadzi do wniosku, że propagowanie oznacza prezentowanie tego rodzaju ustroju, co może mieć postać każdego zachowania, którego treścią jest rozpowszechnianie wiedzy dotyczącej ustroju państwa totalitarnego, a więc także wystawienie na widok publiczny symboli takiego państwa, czy też wykonywanie określonych gestów identyfikowanych z takim ustrojem. Wszystko jednak zależy od niepowtarzalnych okoliczności konkretnego zdarzenia, które, jak w tej sprawie, zdecydują o tym, czy określone zachowanie stanowi publiczne prezentowanie tego ustroju i to podjęte z zamiarem bezpośrednim przekonywania do tego ustroju. Trafnie przy tym akcentuje się, że przestępstwo to może być popełnione tylko ze szczególnie zabarwionym zamiarem wyrażenia aprobaty dla takiego ustroju.

Mając powyższe na względzie należało dojść do wniosku, że propagowanie, w rozumieniu art. 256 k.k., oznacza każde zachowanie, polegające na publicznym prezentowaniu, z zamiarem przekonania do niego, faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa. Nie może przy tym budzić najmniejszych nawet wątpliwości, że taki zakres kryminalizacji tego rodzaju zachowania nie stanowi, w świetle Konstytucji RP z 1997 (art. 31 ust. 3 w zw. z art. 54 ust. 1) i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka z 1950 r. (art. 9, 10 i 17), nieuzasadnionego ograniczenia wolności wypowiedzi. Jest bowiem oczywiste, że demokratyczne państwo nie może tolerować i ma prawo penalizować m.in. propagowanie w zamiarze przekonywania do niego, każdego ustroju totalitarnego, a więc ustroju antydemokratycznego, w tym także ustroju faszystowskiego.

Podana wykładnia dotyczyła zagadnienia prawnego przekazanego przez Sąd Okręgowy w Olsztynie, który prowadził proces o propagowanie faszyzmu podczas zjazdu ok. 200 neofaszystów w okolicach Olsztyna (klub „U Hasana”, wieś Rogiedle, gmina Lubomino, woj. warmińsko-mazurskie) 01.07.00 r. Sąd Rejonowy ustalił m.in., że osoby postronne widziały, jak młodzi ludzie, którzy znajdowali się przed dyskoteką, co jakiś czas podnosili w geście pozdrowienia prawą rękę i skandowali „Sieg heil” i „Heil Hitler”. Wewnątrz lokalu, na ścianach zawieszone były ponadto flagi z symbolami faszystowskimi. Obrońcy oskarżonych w uzasadnieniach apelacji wywodzili, że zachowanie uczestników spotkania w klubie „u Hasana” 01.07.00 r. nie stanowiło propagowania faszystowskiego ustroju państwa w rozumieniu art. 256 k.k., a wobec tego brak jest podstaw do odpowiedzialności karnej oskarżonych. Wykładnia SN jest wiążąca dla sądu w Olsztynie w tej sprawie i jest wskazówką, którą mogą brać pod uwagę inne sądy i prokuratury w podobnych sprawach.

Postanowienie Sądu Najwyższego RP z dn. 05.02.07 r. IV KK 406/06

Teza: Nawoływanie do nienawiści z powodów wymienionych w art. 256 k.k. – w tym na tle różnic narodowościowych – sprowadza się do tego typu wypowiedzi, które wzbudzają uczucia silnej niechęci, złości, braku akceptacji, wręcz wrogości do poszczególnych osób lub całych grup społecznych czy wyznaniowych bądź też z uwagi na formę wypowiedzi podtrzymują i nasilają takie negatywne nastawienia i podkreślają tym samym uprzywilejowanie, wyższość określonego narodu, grupy etnicznej, rasy lub wyznania.

Z uzasadnienia: Oceniając faktyczną treść niesionego przez oskarżonego transparentu na Placu Niepodległości w Kielcach w czasie obchodów Narodowego Święta Niepodległości w dniu 11 listopada 2004 r. – „Wyzwolimy Polskę od euro-zdrajców, Żydów, masonów i rządowej mafii”, Sąd odwoławczy w pełni podzielił zaprezentowane przez Sąd pierwszej instancji stanowisko, że na tle całokształtu okoliczności sprawy – przebiegu manifestacji, postawy oskarżonego w czasie manifestacji przy braku jakichkolwiek dodatkowych – poza treścią niesionego transparentu – wypowiedzi, gestów, nie można Z. P. przypisać zamiar nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych. Zarówno Sąd odwoławczy jak i wcześniej Sąd pierwszej instancji zwracają uwagę na sformułowanie czasownikowe zawarte w treści transparentu „wyzwolimy”, a nie jak niezgodnie ze stanem faktycznym podał w swoich zeznaniach M. O. nieobecny na pochodzie „wyzwólmy”. Oba Sądy, poza innymi podniesionymi i dokładnie omówionymi okolicznościami mającymi istotny wpływ na ocenę strony zarówno podmiotowej jak i przedmiotowej całego zdarzenia, właśnie i w sformułowaniu czasownikowym „wyzwolimy”, a nie „wyzwólmy” nie dopatrzyły się intencji nawoływania, które ma postać nakłaniania (podżegania) do nienawiści na tle różnic narodowościowych.

Sąd Rejonowy dokonał m. in. w oparciu o definicję słowa „wyzwolić”, zawartą w „Słowniku języka polskiego PWN” pod redakcją prof. Mieczysława Szymczaka, wykładni znaczenia tego słowa, wykazując, że zawartego w transparencie słowa „wyzwolimy” nie można utożsamiać z nawoływaniem, nakłanianiem (podżeganiem).

Nawoływanie do nienawiści z powodów wymienionych w art. 256 k.k. – w tym na tle różnic narodowościowych – sprowadza się do tego typu wypowiedzi, które wzbudzają uczucia silnej niechęci, złości, braku akceptacji, wręcz wrogości do poszczególnych osób lub całych grup społecznych czy wyznaniowych bądź też z uwagi na formę wypowiedzi podtrzymują i nasilają takie negatywne nastawienia i podkreślają tym samym uprzywilejowanie, wyższość określonego narodu, grupy etnicznej, rasy lub wyznania.

Przestępstwo z art. 256 k.k. ma charakter umyślny i może zostać popełnione tylko w zamiarze bezpośrednim, o szczególnym zabarwieniu a więc w konkretnej intencji (dolus directus coloratus).

Takich przesłanek Sąd pierwszej w działaniu oskarżonego się nie dopatrzył uzasadniając bardzo wnikliwie swoje stanowisko, w pełni zaakceptowane przez Sąd odwoławczy w sposób, który nie stwarza żadnych podstaw do podważania prawidłowości oceny postawy i zachowań oskarżonego, a tym samym podzielenia stanowiska zaprezentowanego w kasacji prokuratora, że Z. P. realizował swoim działaniem znamiona przestępstwa z art. 256 k.k.

Orzekające w sprawie Sądy, uznały, że czyn oskarżonego nie zawierał znamion czynu zabronionego, ponieważ oskarżony nie nawoływał do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, czy wyznaniowych, a jedynie „manifestował swój osobisty pogląd.” W ocenie Sądu pierwszej instancji, zaakceptowanej w pełni przez Sąd odwoławczy, Z. P. swoim zachowaniem nie naruszył obowiązującego prawa, a dał wyraz swoim osobistym poglądom do czego uprawniał go art. 54 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Słusznie też – w szczególności Sąd pierwszej instancji – podkreślił, a Sąd odwoławczy ustalenia faktyczne i oceną dowodów tego Sądu w pełni podzielił, że Z. P. nie jest i nie był członkiem Polskiej Partii Pracy i pomimo, że na transparencie wymieniono „Polską Partię Pracy Oddz. Kielce” treścią niesionego transparentu wyrażał wyłącznie swój osobisty pogląd i stosunek do wymienionego w nim narodu.

Sąd odwoławczy podkreślił przy tym, że nie akceptuje poglądów oskarżonego Z. P., bo niewątpliwie są one z punktu widzenia zasad współżycia społecznego oraz sposobu korzystania z praw i wolności naganne. W sferze opinii, przekonań religijnych należy unikać wyrażeń, które niepotrzebnie obrażają innych i na pewno nie przyczyniają się w żaden sposób do debaty publicznej zdolnej zapewnić realny postęp w rozwiązywaniu problemów. Nie oznacza to jednak, że każde powszechnie nieakceptowane wyrażanie swoich poglądów, odczuć, stosunku do innych należy penalizować.

Jeśli Sądy orzekające w sprawie oskarżonego, nie podzielając bynajmniej postawy oskarżonego, nie dopatrzyły się znamion zarzucanego mu przestępstwa i dały temu wyraz, po dogłębnej i wnikliwej analizie całokształtu okoliczności sprawy i ocenie dowodów, to trudno stanowisko to – w trybie kasacji – zakwestionować.

Wzruszenie prawomocnego orzeczenia w drodze nadzwyczajnego środka zaskarżenia, jakim jest kasacja, możliwe jest jedynie w wypadku stwierdzenia rażącego naruszenia prawa materialnego lub procesowego. Nie jest więc możliwe weryfikowanie w trybie kasacyjnym ustaleń faktycznych przyjętych za podstawę zaskarżonego orzeczenia, podobnie jak oceny rzetelnie przeanalizowanego materiału dowodowego i dokonania wykładni przepisu w sposób, który nie poddaje się oczywistemu błędowi.”

Art. 257. [Znieważenie z motywów dyskryminacyjnych]

Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Komentarz: 1. Artykuł 257 penalizuje godzące w godność i nietykalność człowieka przejawy dyskryminacji, polegające zarówno na publicznym znieważaniu grupy ludności lub pojedynczej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu bezwyznaniowości, jak również naruszeniu nietykalności cielesnej człowieka z wyżej określonych powodów.

2. Ze względu na zawarte w art. 257 znamię „z powodu” omawianego przestępstwa można dopuścić się jedynie w zamiarze bezpośrednim.

3. Przepisy zawarte w art. 216 i 217 ulegają wyłączeniu, gdyż art. 257 jest przepisem szczególnym (lex specialis derogat legi generali). Art. 216 dotyczy przestępstwa zniewagi a art. 217 dotyczy przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej (oba ścigane z oskarżenia prywatnego). Art. 119 § 1 dotyczy dyskryminacji i jest typem kwalifikowanym w stosunku do przewidzianego w art. 257 przestępstwa publicznego znieważania z motywów dyskryminacyjnych. Należy przyjąć, że kwalifikację z art. 119 § 1 uzasadnia zastosowanie przemocy bardziej intensywnej niż naruszenie nietykalności cielesnej (bicie, maltretowanie itp.).

4. Przepisy art. 119 § 1 i 2 oraz art. 256 i 257 realizują zobowiązania konwencyjne dotyczące karalności różnych form dyskryminacji. Należy je interpretować z uwzględnieniem norm wynikających z ratyfikowanej przez Polskę Konwencji Nowojorskiej z dn. 07.03.66 r. w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej, a także dotyczących tej materii postanowień Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ.

Ustawa z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu

Artykuł 1

Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Ustawa reguluje:

1) ewidencjonowanie, gromadzenie, przechowywanie, opracowywanie, zabezpieczenie, udostępnianie i publikowanie dokumentów organów bezpieczeństwa państwa, wytworzonych oraz gromadzonych od dnia 22 lipca 1944 r. do dnia 31 lipca 1990 r., a także organów bezpieczeństwa Trzeciej Rzeszy Niemieckiej i Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, dotyczących:

   a) popełnionych na osobach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości w okresie od dnia 1 września 1939 r. do dnia 31 lipca 1990 r.:

      – zbrodni nazistowskich,

      – zbrodni komunistycznych,

      – innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne,

   b) innych represji z motywów politycznych, jakich dopuścili się funkcjonariusze polskich organów ścigania lub wymiaru sprawiedliwości albo osoby działające na ich zlecenie, a ujawnionych w treści orzeczeń zapadłych na podstawie ustawy z dnia 23 lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego (Dz. U. Nr 34, poz. 149, z późn. zm.),

   c) działalności organów bezpieczeństwa państwa, o których mowa w art. 5;

2) tryb postępowania w zakresie ścigania przestępstw określonych w pkt 1 lit. a;

3) ochronę danych osobowych osób, których dotyczą dokumenty zgromadzone w archiwum Instytutu Pamięci;

4) prowadzenie działań w zakresie edukacji publicznej.

Artykuł 55

Kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom, o których mowa w art. 1 pkt 1, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok podawany jest do publicznej wiadomości.

Wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich do Trybunału Konstytucyjnego RPO-595164-I/08 z dn. 19.09.08 r.

w sprawie przepisu art. 55 ustawy o IPN penalizującego tzw. przestępstwo negacjonizmu

Rzecznik wniósł o stwierdzenie niezgodności art. 55 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z art. 54 ust. 1 i art. 73 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji. Wprowadzając do ustawy o IPN art. 55, ustawodawca pod groźbą kary zakazał negowania zbrodni nazistowskich, komunistycznych oraz innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne, popełnionych w okresie od dnia 1 września 1939 r. do 31 lipca 1990 r. na obywatelach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości.

W ocenie Rzecznika władza publiczna powinna stwarzać warunki dochodzenia do prawdy i upowszechniać wiedzę o wydarzeniach historycznych. Jednak państwo nie może jednocześnie ustalać historycznych dogmatów w drodze procesu legislacyjnego. W demokratycznym państwie prawa ustalenie prawdy historycznej należy bowiem do naukowców, nie zaś do przedstawicieli parlamentu, czy wymiaru sprawiedliwości.

Uznanie niekonstytucyjności art. 55 ustawy o IPN nie oznacza pozbawienia ochrony prawnej dóbr chronionych obecnie w drodze kwestionowanej regulacji. Wszelkie publiczne wypowiedzi, w tym publikacje naukowe propagujące totalitaryzm lub znieważające grupę ludności np. z powodu jej przynależności wyznaniowej, będą podlegały sankcjom karnym na podstawie art. 256 i 257 Kodeksu karnego. Wobec powyższego należy uznać, iż zakaz ustanowiony w art. 55 ustawy o IPN przekracza konstytucyjnie legitymowaną granicę ograniczania wolności słowa i nie może być uznany za konieczny w demokratycznym państwie prawa.

Abstrakt: Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o stwierdzenie niezgodności art. 55 ustawy o IPN z art. 54 ust. 1 i art. 73 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP.

Wprowadzając do ustawy o IPN przepis art. 55, ustawodawca pod groźbą kary zakazał negowania zbrodni nazistowskich, komunistycznych oraz innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne, popełnionych w okresie od dnia 1 września 1939 r. do dnia 31 lipca 1990 r. na obywatelach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości.

Zakres przedmiotowy kwestionowanej normy jest szeroki i wykracza daleko poza znaczenie nadane mu potoczną nazwą – kłamstwo oświęcimskie. Ustawodawca z faktem negowania wskazanych w przepisie zbrodni nie wiąże skutku w postaci np. poniżenia grupy ludności w opinii publicznej. Zakazane jest samo zaprzeczanie raz przyjętym ustaleniom, bez względu na to, czy i jakie konsekwencje dana wypowiedź spowoduje w odbiorze społecznym. Ustawodawca uznał przy tym, że zbrodnie objęte zakresem przedmiotowym kwestionowanej normy, stanowią w historii Polski rodzaj dogmatu – raz na zawsze ustalonej tezy. W praktyce, z uwagi na szeroki zakres przedmiotowy kwestionowanej normy, niezwykle trudno jest więc rozstrzygnąć, gdzie przebiega granica między wolnością badań naukowych i wolnością wypowiedzi, a podlegającym ściganiu z oskarżenia publicznego przestępstwem negacjonizmu. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej dopuszcza bowiem możliwość wygłaszania poglądów kontrowersyjnych i społecznie nieakceptowanych, a także chroni wolność publikowania wyników badań naukowych, w tym teorii błędnych lub fałszywych.

Wprowadzając do porządku prawnego przepis art. 55 ustawy o IPN, ustawodawca uczynił przedmiotem ochrony prawdę historyczną o zbrodniach systemów totalitarnych XX wieku, pamięć o ofiarach narodowo-socjalistycznego ludobójstwa, a także demokratyczny ustrój państwa oraz porządek, bezpieczeństwo i moralność publiczną. Na tym tle rodzi się pytanie, czy prawda historyczna może i powinna być traktowana jako kategoria prawna, podlegająca ochronie w drodze sankcji karnych.

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich władza publiczna powinna stwarzać warunki dochodzenia do prawdy, powinna upowszechniać wiedzę o wydarzeniach historycznych. Jednak państwo zobowiązane do promowania prawdy, nie może jednocześnie ustalać historycznych dogmatów w drodze procesu legislacyjnego. W demokratycznym państwie prawa ustalenie prawdy historycznej należy bowiem do naukowców, nie zaś do przedstawicieli parlamentu, czy wymiaru sprawiedliwości.

Rozbieżności co do oceny najnowszej historii Polski powodują, że odpowiedzialności karnej mogą podlegać nie tylko publiczne wypowiedzi będące przejawem propagowania zbrodniczych ideologii i nawoływania do nienawiści (tzw. hate speech) – co, jak się wydaje było zamysłem ustawodawcy, ale także wypowiedzi oparte na fałszywych przesłankach lub błędnych danych. Z uwagi na szeroki zakres przedmiotowy kwestionowanej normy nie można bowiem przyjąć, że samo negowanie określonej wersji historii jest tożsame z postawą rasistowską czy antysemicką.

Wątpliwości nie budzi samo penalizowanie zachowań propagujących ideologię nazistowską i komunistyczną, czy bezpośrednie znieważanie grup ludności lub poszczególnych osób ze względu na ich przynależność narodową etniczną, rasową, wyznaniową, albo z innych powodów. Należy jednak zaznaczyć, że uznanie niekonstytucyjności art. 55 ustawy o IPN nie oznacza pozbawienia ochrony prawnej dóbr, chronionych obecnie w drodze kwestionowanej regulacji – tj. demokratyczny ustrój państwa, bezpieczeństwo, porządek i moralność publiczna.

Zgodnie bowiem z art. 256 Kodeksu karnego, kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch. Natomiast, w myśl art. 257 Kodeksu karnego, kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Należy się więc spodziewać, że wszelkie publiczne wypowiedzi (w tym publikacje naukowe) o charakterze hate speech, propagujące totalitaryzm lub znieważające grupę ludności np. z powodu jej przynależności wyznaniowej, będą podlegały sankcjom karnym z tytułu przywołanych wyżej przepisów Kodeksu karnego. Co za tym idzie, te publiczne wypowiedzi, które pod płaszczem rewizjonizmu historycznego kryją antysemityzm, rasizm, czy chęć upokorzenia grupy ludności w opinii publicznej są penalizowanie w drodze wymienionych wyżej przepisów kodeksu karnego. Wobec powyższego, a także mając na uwadze szeroką dostępność materiałów faktograficznych oraz powszechną edukację historyczną, należy uznać, iż zakaz ustanowiony w art. 55 ustawy o IPN przekracza konstytucyjnie legitymowaną granicę ograniczania wolności słowa i nie może być uznany za konieczny w demokratycznym państwie prawa.

Do podobnych wniosków doszedł hiszpański Trybunał Konstytucyjny, który w dniu 8 listopada 2007 r. zdelegalizował przepis art. 607.2 hiszpańskiego kodeksu karnego, który penalizował rozpowszechnianie poglądów, doktryn i idei negujących ludobójstwo.

Intencją Rzecznika Praw Obywatelskich nie jest ocena wartości lub wiarygodności publikacji kwestionujących zbrodnie systemów totalitarnych XX w. Jednak fakty dotyczące najnowszej historii Polski powinny być przedmiotem otwartej i powszechnej debaty oraz podlegać ocenie historyków. W demokratycznym państwie prawa rolą władzy publicznej jest bowiem upowszechnianie prawdy historycznej, nie zaś jej kształtowanie w drodze procesu sądowego i sankcji karnych.

Bez historycznych dogmatów

Janusz Kochanowski: Bez historycznych dogmatów, Rzeczpospolita 19.09.08

Prawda o zbrodniach nazizmu i komunizmu na stałe jest zakotwiczona w naszej pamięci narodowej, pamięć o zbrodni Holokaustu we wspólnej pamięci naszej cywilizacji. Doświadczenia minionego XX wieku nie przestają ostrzegać przed groźbą totalitaryzmu, przed złem, które zbrodniczy system może wyzwolić w człowieku.

Jesteśmy winni tę pamięć nie tylko ofiarom zbrodni, lecz także sobie samym, gdyż określa ona naszą tożsamość. Ale czy pamięć tę możemy zadekretować poprzez uznanie za przestępstwa zaprzeczanie zbrodniom, tak jak próbują to zrobić niektóre ustawodawstwa, w tym polskie, uznające za przestępstwo negowanie prawdy o Oświęcimiu czy Katyniu? Czy sankcja karna jest właściwym i skutecznym środkiem ochrony tej pamięci?

Ochrona dla błędu

Jak wiadomo, artykuł 54 Konstytucji RP, podobnie jak wszystkie deklaracje i konwencje określające podstawowe prawa człowieka, gwarantuje każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Także takich, które wywołują sprzeciw i oburzenie.

W wyroku z 23 marca 2006 r. Trybunał Konstytucyjny stwierdził m.in., że: „swoboda (wypowiedzi) nie może ograniczać się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne”. Podobne stanowisko konsekwentnie zajmuje Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Natomiast art. 73 Konstytucji RP gwarantuje każdemu wolność uprawiania nauki obejmującą wolność badań naukowych oraz wolność ogłaszania ich wyników.

I znowu zauważmy, że swoboda badań naukowych obejmuje nie tylko prawo do prezentowania słusznych i prawdziwych teorii, ale gwarantuje prawo do błędu i fałszywości teorii naukowej. Któż zresztą z góry może ocenić, która teoria jest prawdziwa, a która fałszywa? Czy system kopernikański w chwili gdy powstawał, nie był uważany za sprzeczny z tym, który od dawna uważano za prawdziwy?

Konstytucja ma więc rację, kiedy dopuszcza możliwość wygłaszania poglądów kontrowersyjnych i społecznie nieakceptowanych, a także chroni wolność publikowania wyników badań naukowych, nie tylko tych słusznych i prawdziwych, ale również teorii błędnych i fałszywych.

Ale uwaga! Nie oznacza to wcale, że wolność słowa i wolność badań naukowych są wartościami absolutnymi i bezwzględnymi. Wolności te, jak każde inne, mogą według tejże konstytucji podlegać ograniczeniom. Ograniczenia te muszą jednak być „konieczne w demokratycznym państwie prawnym”. Odpowiedź na pytanie, jakim to ograniczeniom wolność słowa i badań naukowych może podlegać, zależy więc od sposobu rozumienia owej konieczności. Czy jednak odniesienie tej konieczności do demokratycznego państwa prawa nie oznacza, że ochrona demokracji ma pierwszeństwo przed postępem w rozwoju badań naukowych i w dążeniu do prawdy?

Lepszy profesor niż prokurator

Byłoby moim zdaniem więcej niż niedobrze, gdyby jakiemuś przyszłemu Kopernikowi można było powiedzieć, że proponowany przez niego system nie jest konieczny w demokratycznym państwie prawa. Vero nihil verius, czyli nic nie jest prawdziwsze od prawdy, i demokracja, jakkolwiek by była rozumiana, musi przed prawem do prawdy ustąpić.

Rzecz mogłaby się wydawać zupełnie oczywista. Wystarczy jednak przypomnieć nie tak dawną wypowiedź byłego prezesa polskiego Trybunału Konstytucyjnego, który (wypowiadając się na temat lustracji) miał nieszczęście stwierdzić, że „od prawdy jest oczywiście ważniejsza: godność człowieka”. Opowiedział się więc za nieprawdą, jeśli tylko mogła ona tak rozumianą „godność” chronić, podczas gdy ta pierwsza (czyli prawda) mogła ją na szwank narazić.

Przykładu podobnego sposobu myślenia dostarcza dodany przed dwoma laty do kodeksu karnego art. 132a zabraniający publicznego pomawiania narodu polskiego o udział, organizowanie lub odpowiedzialność za zbrodnie komunistyczne czy nazistowskie. Zdaniem polskiego ustawodawcy zakaz ten najwyraźniej spełniał konstytucyjny wymóg konieczności zezwalający na ograniczenie wolności wypowiedzi i badań naukowych w demokratycznym państwie prawa.

Osobiście rozumiem intencje, które przyświecały ustawodawcy przy wprowadzeniu tego rodzaju przepisu. Trudno nie być wzburzonym, poniżonym i nie czuć się pokrzywdzonym, słysząc po raz kolejny o osławionych „polskich obozach koncentracyjnych” czy też czytając ostatnie książki Jana Tomasza Grossa. Niemniej dochodzeniu do prawdy powinien służyć swobodny dyskurs, a nie sądowe procesy. Dyskurs, w którym prawda czy też „nasza prawda” niekoniecznie od razu musi zwyciężyć. Lepiej jeśli naprzeciw prof. Jana Tomasza Grossa stanie prof. Jerzy Robert Nowak, niż miałby to być prokurator.

Prawnokarne ograniczenia wolności słowa nie służą ani demokracji, ani dążeniu do prawdy. A zakaz głoszenia niesłusznych opinii jest bardziej szkodliwy, jak pisał John Stuart Mill, dla tych, którzy się z nią nie godzą, niż dla tych, którzy ją głoszą; „jeśli opinia ta jest słuszna, pozbawia się ich sposobności dojścia do prawdy: jeśli niesłuszna, tracą coś, co jest niemal równie wielkim dobrodziejstwem: jaśniejsze zrozumienie i żywszą świadomość prawdy wywołane przez jej kolizję z błędem”. Jestem przekonany, że Trybunał Konstytucyjny (który ma się dziś – 19 września – zająć się tą sprawą) uchyli moc obowiązującą art. 132a k.k., przychylając się do mojego wniosku, złożonego jeszcze w styczniu 2007 roku.

Niebezpieczna furtka

Powiedziawszy „a”, należy powiedzieć również „b”. Uchylenie tego przepisu nie załatwia problemu prawnego dekretowania prawdy historycznej, lecz go dopiero otwiera. Kwestionowany przeze mnie przepis jest pochodną konstrukcji, którą wcześniej zastosowano w postaci penalizacji tzw. kłamstwa oświęcimskiego. Zostało ono po raz pierwszy, co jest zrozumiałe, spenalizowane w Niemczech, by następnie zaistnieć w szeregu innych krajów. Otworzyło tym samym, moim zdaniem, bardzo niebezpieczną furtkę do prawnego dekretowania prawd historycznych, których nie wolno negować.

W ustawodawstwie polskim do kłamstwa oświęcimskiego odnosi się art. 55 ustawy o IPN, która wprowadza zakaz publicznego negowania zbrodni nazistowskich, komunistycznych oraz innych zbrodni wojennych – tj. zarówno zaprzeczania faktom historycznym, jak również kłamstwa rozumianego jako świadome i celowe fałszowanie faktów. Notabene to, co potocznie określa się mianem kłamstwa oświęcimskiego, nie ogranicza się w tym przypadku wyłącznie do negowania Holokaustu i zbrodni popełnionych na osobach narodowości żydowskiej, ale obejmuje także zbrodnie popełniane na członkach innych narodowości.

Także i w tym przypadku trudno nie zrozumieć intencji, które przyświecały ustawodawcy przy wprowadzeniu tego rodzaju przepisów. Zrozumiałych w szczególności ze względu na przedstawicieli narodu żydowskiego, którym kłamstwo oświęcimskie wyrządza podwójną krzywdę. Zaprzeczając ich cierpieniom, odmawia im także zwykłego ludzkiego współczucia i solidarności, jakiej ofiary tej strasznej zbrodni słusznie mają prawo oczekiwać. Dzisiaj i zawsze, aż do skończenia świata!

Ale zrozumienie dla intencji nie musi oznaczać zgody na proponowane w ich rezultacie remedia.

Grzech przeciw prawdzie

Gdy wielki XVI-wieczny polityk, także uczony i rektor Akademii w Padwie Jan Zamoyski, składał w polskim sejmie słynną deklarację dotyczącą „innowierców”, że dałby sobie obciąć rękę za ich nawrócenie, lecz dałby drugą rękę, gdyby miała ich spotkać krzywda, nie ulegało dla niego wątpliwości, że grzeszyli oni przeciwko prawdzie. Ale nie tylko nie chciał sięgać po narzędzia prawa karnego, lecz wręcz przeciwnie – gotów był nawet ponieść ofiarę dla obrony ich wolności.

Podobnie uważają liczni sygnatariusze niedawnej, z 2007 roku, petycji „Wolność dla historii”, skierowanej przeciwko penalizacji kłamstwa oświęcimskiego, będącej efektem dyskusji w gronie najwybitniejszych historyków z całego świata, w tym przede wszystkim z Włoch i Francji. Sygnatariusze petycji zauważyli, iż prawo, nakładając kary za odstępstwo od przyjętych ustaleń, zmusza do prowadzenia badań, których celem jest potwierdzenie narzuconych z góry tez, oraz opowiedzieli się przeciwko legislacyjnemu sterowaniu rzeczywistością.

Występując przeciwko penalizacji negacjonizmu jako niespełniającego owego wymogu konieczności ograniczenia wolności słowa i badań naukowych, trzeba od razu powiedzieć, że zakazy te mogą i powinny być podważane tylko tam i tylko o tyle, o ile nie dotyczy to tzw. mowy nienawiści (hate speech). W Polsce podlegają one odrębnej penalizacji z art. 256 i 257 k.k. zakazujących publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, a także publicznego znieważania grup ludności albo poszczególnych osób z powodu ich przynależności.

Natomiast w większości porządków prawnych odpowiedzialność karna za negowanie zbrodni nazistowskich zachodzi w związku z zamiarem propagowania idei faszyzmu lub publicznym znieważaniem grupy ludności. Tak jest na przykład w ustawodawstwie niemieckim czy austriackim.

Warto w związku z tym zwrócić uwagę, że w listopadzie ubiegłego roku hiszpański Trybunał Konstytucyjny zdelegalizował analogiczny do polskiego przepis hiszpańskiego kodeksu karnego, który penalizował rozpowszechnianie poglądów, doktryn i idei negujących ludobójstwo. Stwierdził wtedy, że samo zaprzeczanie historycznym faktom nie uzasadnia interwencji prawa karnego w wolność wypowiedzi.

Zdaniem hiszpańskiego Trybunału „przepis, który penalizuje przekazywanie idei i rozpowszechnianie informacji bez dodatkowego wymagania, by takim zachowaniem dochodziło do naruszenia innych wartości konstytucyjnie chronionych, narusza konstytucyjną wolność wypowiedzi i wolność prowadzenia badań naukowych”. W konsekwencji Trybunał hiszpański uznał, że zakwestionowana norma nie jest proporcjonalna do szkodliwości wypowiedzi, które nie zagrażają wartościom konstytucyjnym.

Świadectwo i ofiara

Do tych samych wniosków można dojść na kanwie ustawy polskiej. Z tego też względu zamierzam zakwestionować art. 55 ustawy o IPN, co będę chciał uczynić niezwłocznie po orzeczeniu TK w sprawie art. 132a k.k. Przepisy dekretujące prawdę stanowią bowiem ślepy zaułek we współczesnym prawodawstwie.

Zachowanie pamięci o ofiarach zbrodni systemów totalitarnych XX wieku jest dla nas, jak już powiedziałem, najwyższym nakazem. Na każdym z nas spoczywa obowiązek dochodzenia do tej prawdy i walki o nią. Dlatego nie można jej scedować na prokuratorów i sędziów. Ograniczenie wolności słowa i badań naukowych, do jakiego wówczas dochodzi, bynajmniej nie prowadzi do obrony prawdy.

Czy bowiem ukaranie sprawców kwestionujących zbrodnie nazizmu i komunizmu jest w stanie przekonać ich do naszych racji? Możliwość taka jest więcej niż wątpliwa. Przeciwnie, jest prawdopodobne, że skazani zostaliby w swych kręgach podniesieni do roli męczenników słusznej sprawy. Wskazuje na to w szczególności szeroko opisywana przez media sprawa Davida Irvinga, skazanego przez sąd w Austrii za negowanie Holokaustu, który w kręgach neonazistowskich urósł do rangi symbolu walki o wolność słowa.

Podobnie skazanie Jana Tomasza Grossa przydałoby mu tylko niezasłużonego nimbu ofiary i stanowiłoby spełnienie jego nieukrywanych marzeń. Wątpliwym celem sankcji karnej byłaby także próba zmiany przekonań innych, tj. tych, którzy wątpią w bronioną przez nas prawdę. Nie ulega natomiast wątpliwości, że współcześnie każdy, kto chce poznać prawdę, ma do niej łatwy dostęp, a kto chce poprzestać na stereotypach, tego nic nie jest w stanie przekonać.

Państwo nie może ustalać historycznych dogmatów w procesie legislacyjnym. W demokratycznym państwie prawa ustalenie prawdy historycznej należy bowiem do naukowców, nie zaś do przedstawicieli parlamentu czy wymiaru sprawiedliwości. Prawda wymaga także dawania świadectwa i ofiary. Takiego, jakie nasi rodacy dawali, nie pozwalając umrzeć prawdzie o Katyniu, a Żydzi i inne narodowości, zachowując prawdę o Oświęcimiu. I prawdy te będą tak długo funkcjonować w świadomości zbiorowej, jak długo będą istnieli ci, którzy się z nimi identyfikują.

Ustawa z dnia 29 grudnia 1992 r. – o radiofonii i telewizji

Artykuł 5

Tworzy się Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, zwaną dalej „Krajową Radą”, jako organ państwowy właściwy w sprawach radiofonii i telewizji.

Artykuł 6

[Przykład orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego powołującego się na konstytucyjną gwarancję wolności słowa (1).]

1. Krajowa Rada stoi na straży wolności słowa w radiu i telewizji, samodzielności nadawców i interesów odbiorców oraz zapewnia otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i telewizji.

2. Do zadań Krajowej Rady należy w szczególności:

1) projektowanie w porozumieniu z Prezesem Rady Ministrów kierunków polityki państwa w dziedzinie radiofonii i telewizji;

2) określanie, w granicach upoważnień ustawowych, warunków prowadzenia działalności przez nadawców;

3) podejmowanie, w zakresie przewidzianym ustawą, rozstrzygnięć w sprawach koncesji na rozpowszechnianie i rozprowadzanie programów;

3a) uznawanie za nadawcę społecznego lub odbieranie tego przymiotu, na warunkach określonych ustawą;

4) sprawowanie w granicach określonych ustawą kontroli działalności nadawców;

5) organizowanie badań treści i odbioru programów radiowych i telewizyjnych;

6) ustalanie wysokości opłat za udzielenie koncesji oraz wpis do rejestru;

6a) ustalanie, na zasadach określonych w ustawie z dnia 21 kwietnia 2005 r. o opłatach abonamentowych (Dz. U. Nr 85, poz. 728), wysokości opłat abonamentowych;

7) opiniowanie projektów aktów ustawodawczych oraz umów międzynarodowych dotyczących radiofonii i telewizji;

8) inicjowanie postępu naukowo-technicznego i kształcenia kadr w dziedzinie radiofonii i telewizji;

9) organizowanie i inicjowanie współpracy z zagranicą w dziedzinie radiofonii i telewizji;

10) współpraca z właściwymi organizacjami i instytucjami w zakresie ochrony praw autorskich, praw wykonawców, praw producentów oraz nadawców programów radiowych i telewizyjnych.

Ustawa z dnia 29 grudnia 2005 r. – o przekształceniach i zmianach w podziale zadań i kompetencji organów państwowych właściwych w sprawach łączności, radiofonii i telewizji

Artykuł 6

[Przykład orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego powołującego się na konstytucyjną gwarancję wolności słowa (2).]

W ustawie z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji (Dz. U. z 2004 r. Nr 253, poz. 2531 oraz z 2005 r. Nr 17, poz. 141 i Nr 85, poz. 728) wprowadza się następujące zmiany:

1) w art. 6 w ust. 2 po pkt 7 dodaje się pkt 7a w brzmieniu:

"7a) inicjowanie i podejmowanie działań w zakresie ochrony zasad etyki dziennikarskiej;";

(...) [łącznie 9 punktów wprowadzających zmiany w ustawie o radiofonii i telewizji]

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dn. 23.03.06 r. sygn. akt K 4/06

[Przykład orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego powołującego się na konstytucyjną gwarancję wolności słowa (3).]

Trybunał Konstytucyjny po rozpoznaniu, z udziałem wnioskodawców oraz Sejmu i Prokuratora Generalnego, na rozprawie w dniu 23 marca 2006 r.:

(...) wniosku Rzecznika Praw Obywatelskich o zbadanie zgodności art. 6 pkt 1 ustawy z dnia 29 grudnia 2005 r. o przekształceniach i zmianach w podziale zadań i kompetencji organów państwowych właściwych w sprawach łączności, radiofonii i telewizji (Dz. U. Nr 267, poz. 2258), poszerzającego zadania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o inicjowanie i podejmowanie działań w zakresie ochrony zasad etyki dziennikarskiej, z art. 7 w związku z art. 2 oraz art. 54 Konstytucji (...)

orzeka:

(...) Art. 6 pkt 1 ustawy z dnia 29 grudnia 2005 r. o przekształceniach i zmianach w podziale zadań i kompetencji organów państwowych właściwych w sprawach łączności, radiofonii i telewizji (Dz. U. Nr 267, poz. 2258) jest niezgodny z art. 7 w związku z art. 2 i art. 54 ust. 1 Konstytucji. (...)

...

Z uzasadnienia:

5. Niezgodność art. 6 ust. 1 z art. 7 w zw. z art. 2 i art. 54 ust. 1 Konstytucji.

Art. 6 pkt 1 kontrolowanej ustawy dodaje w art. 6 ust. 2 ustawy o radiofonii i telewizji nowy pkt 7a w brzmieniu: „7a) inicjowanie i podejmowanie działań w zakresie ochrony zasad etyki dziennikarskiej”. Istotą tej nowelizacji jest wyraźne sformułowanie nowego zadania Krajowej Rady.

Zgodnie z art. 7 Konstytucji organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Konieczne jest zatem ustalenie, czy art. 6 pkt 1 kontrolowanej ustawy da się pogodzić z wyrażoną w art. 7 Konstytucji zasadą legalizmu, a w szczególności z wymogiem precyzyjnego określania kompetencji organów władzy publicznej.

5.1. Zadania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Art. 6 ust. 2 ustawy o radiofonii i telewizji formułuje otwarty katalog zadań Krajowej Rady. Nie wdając się w szczegółowe rozważania na temat spraw, w których prawo zezwala Krajowej Radzie i jej Przewodniczącemu na kształtowanie praw i obowiązków osób trzecich, Trybunał Konstytucyjny stwierdza, że realizacja nowego zadania z zakresu ochrony zasad etyki dziennikarskiej może być wykorzystana co najmniej jako element realizacji innych kompetencji, dla których ustawa rezerwuje formę działania władczego. Dotyczy to w szczególności udzielania koncesji na rozpowszechnianie programów, czy nakładania kar na nadawców. Zgodnie z art. 33 ust. 3 ustawy o radiofonii i telewizji koncesja jest udzielana w formie decyzji administracyjnej podejmowanej przez Przewodniczącego Krajowej Rady na podstawie uchwały Krajowej Rady. Odmowa udzielenia koncesji może natomiast nastąpić w szczególności wówczas, gdy organ podejmujący w tej sprawie decyzję stwierdzi, że rozpowszechnianie programów przez wnioskodawcę mogłoby spowodować zagrożenie dobrych obyczajów (art. 36 ust. 2 pkt 1 ustawy o radiofonii i telewizji). Jednocześnie w ramach badania istnienia zagrożenia dla dobrych obyczajów mogłoby dochodzić do kontrolowania przestrzegania zasad etyki dziennikarskiej. Mielibyśmy wówczas do czynienia ze swoistym podwójnym odesłaniem poza system prawa, co poszerzałoby swobodę oceny organu administracyjnego w sposób, który może budzić wątpliwości co do zgodności z art. 7 Konstytucji. Ocena zgodności kontrolowanego przepisu z art. 7 Konstytucji wymaga poddania analizie natury i znaczenia „zasad etyki dziennikarskiej”, o których mowa w art. 6 pkt 1 kontrolowanej ustawy.

5.2. Pojęcie „etyki dziennikarskiej”.

Samo pojęcie „etyka”, które najczęściej definiuje się jako naukę o moralności, jest wieloznaczne. W literaturze przedmiotu podkreśla się, że „etyka niezmiernie rzadko zajmowała się opisem i wyjaśnieniem moralności istniejącej. Nie opisywała ona zazwyczaj moralności, lecz ją sama budowała, nie odpowiadała na pytanie, co ludzie uważają za moralne i niemoralne i dlaczego, lecz na pytanie, co ludzie powinni uważać za moralne” (M. Ossowska, O człowieku, moralności i nauce. Miscellanea, Warszawa 1983, s. 254). Współcześnie mamy do czynienia ze współistnieniem wielu różnych kierunków filozoficzno-etycznych, które znajdują swoich zwolenników i przeciwników. Wiąże się to z różnicami w zakresie moralnej specyfikacji aktu ludzkiego oraz z występowaniem różnych hierarchii wartości (por. T. Ślipko SJ, Zarys etyki ogólnej, Kraków 2004, passim).

O etyce w odniesieniu do dziennikarzy mówi art. 10 ust. 1 zd. 2 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe. Zgodnie z tym przepisem „Dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa”.

W takim kontekście etyka zawodowa jest utożsamiana z moralnością w ujęciu deontologicznym, dotyczącą obowiązków moralnych dziennikarza. W potocznym, tradycyjnym rozumieniu informowanie etyczne to przede wszystkim przekazywanie prawdy. Nawet gdyby przyjąć, że kryterium prawdy jest wyłącznym miernikiem oceny poszanowania zasad etyki dziennikarskiej, konieczne jest uwzględnienie całokształtu okoliczności ocenianej sytuacji, w tym stopnia złożoności przekazywanej informacji, charakteru jej źródeł i sposobu jej rozpowszechnienia. Współcześnie proponuje się jednak, aby oprócz kryterium prawdy stosować kryterium społecznych skutków informowania. Jest to kryterium zarazem elastyczne i niedookreślone; pozostawia podmiotowi dokonującemu oceny dużą dozę luzu decyzyjnego. W konsekwencji jakiekolwiek ograniczenia wolności rozpowszechniania informacji dokonywane przy zastosowaniu wspomnianego kryterium muszą być poddane szczególnie rygorystycznej i drobiazgowej kontroli.

Istnieje wiele zbiorów zasad etyki dziennikarskiej począwszy od regulaminów wewnątrzredakcyjnych, poprzez kodeksy etyczne opracowane przez organizacje pozarządowe (np. Karta etyczna mediów i Dziennikarski kodeks obyczajowy, na straży których stoi Rada Etyki Mediów), aż po kodeksy deontologiczne i inne regulacje z zakresu etyki dziennikarskiej przyjmowane na szczeblu międzynarodowym. Spośród tych ostatnich należy wymienić w szczególności Deklarację meksykańską z 1980 r. oraz Międzynarodowy kodeks etyki dziennikarskiej UNESCO z 1983 r. Wyznaczają one standardy rzetelnego informowania, pozytywnie wpływają na kulturę wykonywania zawodu dziennikarza i pełnią bardzo ważną rolę edukacyjną w społeczeństwie demokratycznym.

5.3. Zasada określoności przepisów prawnych.

W polskim systemie prawnym brak jest natomiast powszechnie obowiązującego, jednolitego katalogu zasad etyki dziennikarskiej, który byłby źródłem norm prawnych adresowanych do dziennikarzy. Pojęcie etyki dziennikarskiej (etyki zawodowej dziennikarzy) odsyła do pozaprawnych kryteriów oceny zdarzeń. Brak dostatecznej precyzji w definiowaniu przepisów prawa może, zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego, uzasadniać zarzut naruszenia przez dany przepis konstytucyjnych wymagań wynikających z art. 2 Konstytucji. Z zasady państwa prawnego wynika bowiem zakaz formułowania przepisów niejasnych i nieprecyzyjnych. Zasada określoności wywodzona z zasady demokratycznego państwa prawnego nie wyklucza a priori posługiwania się przez ustawodawcę zwrotami niedookreślonymi, jeżeli ich desygnaty można ustalić. Znaczenie zwrotów niedookreślonych w konkretnej sytuacji nie może być jednak ustalane arbitralnie. Dlatego użycie zwrotu nieostrego wymaga istnienia szczególnych gwarancji proceduralnych, zapewniających przejrzystość i ocenność praktyki wypełniania nieostrego zwrotu konkretną treścią przez organ decydujący o jego wypełnieniu.

Klauzulę generalną etyki dziennikarskiej należy natomiast odróżnić od klauzuli chrześcijańskiego systemu wartości, o którym mowa w art. 18 ust. 2 ustawy o radiofonii i telewizji, oraz od przepisu art. 21 ust. 2 pkt 6 wspomnianej ustawy, zgodnie z którym programy publicznej radiofonii i telewizji powinny „respektować chrześcijański system wartości, za podstawę przyjmując uniwersalne zasady etyki”. Należy zauważyć, że w przypadku klauzul zawartych w art. 18 ust. 2 i w art. 21 ust. 2 pkt 6 ustawy o radiofonii i telewizji, odesłanie następuje do określonego przedmiotowo systemu wartości.

Kontrola zgodności z Konstytucją posługiwania się przez ustawodawcę zwrotami niedookreślonymi musi być szczególnie rygorystyczna w odniesieniu do przepisów, które mogą być stosowane w ramach działań władczych organu władzy publicznej wkraczających w sferę konstytucyjnych praw i wolności jednostek. Jak trafnie stwierdził Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 30 października 2001 r., sygn. K 33/00, „Ustawodawca nie może poprzez niejasne formułowanie tekstu przepisów pozostawiać organom mającym je stosować nadmiernej swobody przy ustalaniu w praktyce zakresu podmiotowego i przedmiotowego ograniczeń konstytucyjnych wolności i praw jednostki”.

5.4. Swoboda wypowiedzi i wolność informacyjna.

W rozpatrywanej sprawie powyższe uwagi znajdują zastosowanie w szczególności w odniesieniu do gwarantowanej w art. 54 ust. 1 Konstytucji wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Przepis ten pozostaje w związku z art. 14 Konstytucji, który stanowi, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”.

Swoboda wypowiedzi jest jednym z fundamentów społeczeństwa demokratycznego, warunkiem jego rozwoju i samorealizacji jednostek. Swoboda ta nie może ograniczać się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne. Rolą dziennikarzy jest rozpowszechnianie informacji i idei dotyczących spraw będących przedmiotem publicznego zainteresowania i mających publiczne znaczenie. Pozostaje to w ścisłym związku z prawem opinii publicznej do otrzymywania informacji.

Oczywiście na gruncie Konstytucji (art. 31 ust. 3) swoboda wypowiedzi może doznawać ograniczeń. Nie ulega jednak wątpliwości, że najbardziej elementarnym warunkiem ograniczenia tej swobody jest wymóg regulacji ustawowej. Wzgląd na fundamentalną rolę wolności słowa w demokratycznym państwie prawnym nakazuje szczególnie surowo kontrolować precyzję przepisów ustaw wprowadzających ograniczenia w korzystaniu z tej wolności. Należy podkreślić, że Komitet Ministrów Rady Europy uznał, iż interwencja prawodawcy w żadnym wypadku nie jest najbardziej odpowiednim środkiem godzenia wolności mediów z innymi prawami i wartościami. Mogłoby to zachęcać decydentów politycznych do ograniczania wolności mediów pod pretekstem promowania odpowiedzialnego dziennikarstwa i umożliwiać im podejmowanie takich działań.

5.5. Wymóg istnienia gwarancji instytucjonalnych i proceduralnych w ramach wykładni pojęć niedookreślonych.

Na gruncie ustawy – Prawo prasowe przestrzeganie zasad etyki przez dziennikarzy może być badane w szczególności w sprawach o ochronę dóbr osobistych. Prawo prasowe formułuje jednak szereg szczegółowych obowiązków dziennikarzy, które powinny być uwzględnione przez sąd w ramach oceny zgodności zachowania dziennikarza z etyką zawodową. Ponadto wspomnianą klauzulę generalną napełniają treścią sądy, którym art. 173 Konstytucji gwarantuje niezależność od innych władz, zaś sędziowie orzekający w danej sprawie są w sprawowaniu swojego urzędu niezawiśli (art. 178 ust. 1 Konstytucji). Proces ten odbywa się zgodnie z utrwalonymi w kulturze prawnej regułami wykładni i przy poszanowaniu wymogu bezstronności sądu interpretującego przepisy prawa. Rozstrzygnięcie sądowe podlega wreszcie kontroli instancyjnej, która obejmuje w szczególności ocenę poprawności odczytania klauzuli generalnej. W ramach postępowania sądowego istnieją zatem gwarancje instytucjonalne i proceduralne, które stwarzają warunki dla ustalenia jednolitej i ścisłej wykładni opisywanej klauzuli generalnej, w sposób zapewniający możliwość przewidzenia określonego rozstrzygnięcia. W takim wypadku podważenie konstytucyjności przepisu posługującego się zwrotem niedookreślonym wymagałoby przeprowadzenia odpowiedniego dowodu ze wskazaniem nieprawidłowości w zakresie praktyki sądowej.

Całkowicie odmiennie należy ocenić napełnianie treścią klauzuli etyki dziennikarskiej, o której mowa w kontrolowanym przepisie, przez Krajową Radę i jej Przewodniczącego. Choć wskazane organy są niezależne od pozostałych władz, proces podejmowania przez nie decyzji nie jest obwarowany opisanymi wyżej gwarancjami instytucjonalnymi i proceduralnymi, które występują w postępowaniu sądowym. Co prawda indywidualne akty władcze, tak jak w przypadku postępowania o udzielenie koncesji, są poddane kontroli sądu administracyjnego, jednak kontrola ta jest ograniczona do kwestii zgodności z prawem.

Organ władzy publicznej, którym jest Krajowa Rada, nie powinien być wyposażany w kompetencję do podejmowania i inicjowania działań wiążących się z określaniem, jakie są zasady etyki dziennikarskiej, i z egzekwowaniem przestrzegania tych zasad. Otwartość i wysoki stopień niedookreśloności klauzuli etyki dziennikarskiej w powiązaniu z brakiem wspomnianych gwarancji instytucjonalnych i proceduralnych sprawia, że od każdorazowej, arbitralnej oceny Krajowej Rady będzie zależało, czym jest etyka dziennikarska i czy dane zachowanie było zgodne z zasadami etyki dziennikarskiej. Taki stan rzeczy jest niedopuszczalny w demokratycznym państwie prawnym, zwłaszcza że stwarza realne zagrożenie niekontrolowanego i niezgodnego z Konstytucją ograniczania wolności słowa.

Konkludując, Trybunał Konstytucyjny stwierdza, że przyznanie KRRiT zadania w postaci „inicjowania i podejmowania działań w zakresie ochrony zasad etyki dziennikarskiej” wykracza poza zakres odpowiadający roli i pozycji ustrojowej tego organu. Zadaniem organów państwowych realizujących politykę w zakresie koncesjonowania działalności nadawców nie jest ani ustalanie standardów etyki zawodowej, ani ich egzekwowanie. Przyznanie takich uprawnień wyposaża bowiem ten organ w instrumenty, które pozwalają sięgać w realizacji funkcji władczych państwa poza podstawę prawną, co jest niezgodne z art. 7 Konstytucji.

Biorąc powyższe pod uwagę, Trybunał Konstytucyjny stwierdza, że art. 6 pkt 1 kontrolowanej ustawy jest niezgodny z art. 7 w związku z art. 2 i art. 54 ust. 1 Konstytucji. W konsekwencji zbędne jest badanie zgodności kontrolowanego przepisu ustawy z innymi wzorcami konstytucyjnymi wskazanymi przez wnioskodawców.

III kadencja Sejmu – interpelacje i zapytania poselskie

Interpelacja nr 3801 do ministra sprawiedliwości

w sprawie organizacji o charakterze faszystowskim w Polsce oraz kolportażu w oficjalnym obiegu pism o treści rasistowskiej, antysemickiej i nacjonalistycznej

Szanowna Pani Minister! Co jakiś czas opinia publiczna dowiaduje się o chuligańskich zachowaniach osób związanych z organizacjami o charakterze faszystowskim, takimi jak np.: Narodowe Odrodzenie Polski, Narodowy Front Polski, Polska Wspólnota Narodowa.

Przedstawiciele środowisk rasistowsko-nacjonalistycznych wielokrotnie już atakowali obcokrajowców, aktywistów inicjatyw antyrasistowskich, młodzież lewicową. W opinii organizacji pozarządowych monitorujących aktywność polskich rasistów i faszystów od początku lat dziewięćdziesiątych w Polsce bojówki skrajnie prawicowe dokonały kilkunastu zabójstw na tle ideologicznym. Również ostatni raport Urzędu Ochrony Państwa dotyczący zagrożeń dla ładu społecznego wymienia informację o działalności skrajnej prawicy zainteresowanej gromadzeniem broni i środków wybuchowych.

Pomimo istniejących zakazów działalności ugrupowań głoszących nienawiść i agresję wobec osób innej narodowości lub rasy wymiar sprawiedliwości pozostaje bierny i nie wykazuje zainteresowania w ściganiu działaczy rasistowskich. Co więcej wymiar sprawiedliwości zezwala na kolportaż w państwowej sieci Ruch oraz klubach Empik pism o jawnie antysemickim i rasistowskim charakterze, takich jak: „Szczerbiec”, „Ojczyzna”, „Myśl Polska”.

W związku z powyższym zwracam się do pani minister z pytaniami:

– W jaki sposób wytłumaczyć obecną – bierną – postawę wymiaru sprawiedliwości wobec aktywności ugrupowań faszystowskich i faszyzujących?

– Dlaczego pozwala się na łamanie w biały dzień przepisów prawa karnego, jak i zapisów Konstytucji RP (art. 13)?

– Czy Ministerstwo Sprawiedliwości zamierza w sposób zdecydowany reagować na przejawy działalności polskich rasistów?

Andrzej Otręba (SLD), 18.04.00

Odpowiedź zastępcy prokuratora generalnego – z upoważnienia ministra – na interpelację nr 3801

w sprawie organizacji o charakterze faszystowskim w Polsce oraz kolportażu w oficjalnym obiegu pism o treści rasistowskiej, antysemickiej i nacjonalistycznej

Funkcjonowanie organizacji o charakterze faszystowskim jest w Polsce zabronione. Stanowi o tym przede wszystkim Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Zgodnie z art. 13 konstytucji zakazane jest istnienie partii politycznych odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w zdobyciu władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Oprócz konstytucji działalność partii politycznych w Polsce reguluje ustawa z dnia 27 czerwca 1997 r. o partiach politycznych (DzU nr 98, poz. 604). Art. 11 tej ustawy stanowi, że partię polityczną zgłasza się do rejestru prowadzonego przez Sąd Wojewódzki (obecnie okręgowy) w Warszawie. Sąd dokonuje wpisu partii politycznej do ewidencji niezwłocznie, jeżeli zgłoszenie jest zgodne z przepisami prawa. W razie powstania wątpliwości co do zgodności z konstytucją celów lub zasad działania partii politycznej, określonych w statucie lub programie partii, sąd zawiesza postępowanie i występuje do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie zgodności celów partii politycznej z konstytucją (art. 14 ust. 1 ustawy o partiach politycznych). Sąd nie ma samodzielnych uprawnień do badania zgodności z konstytucją celów lub zasad działania partii politycznych. Uprawnień takich nie posiada także prokurator. Zgodnie z art. 42 ustawy o partiach politycznych rozpoznawanie spraw o stwierdzenie sprzeczności z konstytucją celów lub działalności partii politycznych należy do właściwości Trybunału Konstytucyjnego. Z wnioskiem takim, który musi być wszechstronnie udokumentowany, mogą wystąpić m.in. prezydent RP, marszałek Sejmu, marszałek Senatu, prezes Rady Ministrów, 50 posłów, 30 senatorów, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prezes NSA, prokurator generalny, prezes NIK, rzecznik praw obywatelskich (art. 191 konstytucji).

Z drugiej strony należy mieć na uwadze art. 11 konstytucji stanowiący, iż Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność tworzenia i działania partii politycznych. Jest to jedna z podstawowych zasad demokracji, a przesłanki jej ograniczenia muszą być traktowane ściśle.

W związku z powyższym przed wdrożeniem stosownego postępowania konieczne jest wskazanie, iż działania określonej partii naruszają art. 13 konstytucji, a to nie jest możliwe bez szerokich działań sprawdzających. W obowiązującym prawie brak jednak przepisów, które byłyby podstawą do takich działań. Jedynie Trybunał Konstytucyjny może zlecić prokuratorowi generalnemu, w celu zebrania i utrwalenia dowodów, przeprowadzenie dochodzenia w określonym zakresie w sprawie zgodności działania partii politycznej z konstytucją. Należy wszakże podkreślić, że to uprawnienie Trybunału Konstytucyjnego jest aktualne po skierowaniu do niego stosownego wniosku, inaczej mówiąc, po zawiśnięciu sprawy przed Trybunałem. Za przesłanki, które mogłyby uzasadniać wszczęcie takiego postępowania, można z pewnością uznać wyniki postępowań karnych, których przedmiotem były lub są zdarzenia inspirowane ideologią faszystowską i rasistowską, a mające związek z działalnością określonych partii politycznych. (...)

W 1995 r. czterech członków organizacji „Legion Polski”, będącej organizacją młodzieżową „Polskiego Frontu Narodowego” z Legionowa, dokonało 28 przestępstw, w tym zabójstwa, pobicia ze skutkiem śmiertelnym, pobić i napadów rabunkowych. Mając na uwadze przedstawione powyżej dane, stwierdzić trzeba, iż nie uprawniają one tezy formułowanej w interpelacji o dokonaniu od początku lat dziewięćdziesiątych przez skrajnie prawicowe bojówki kilkunastu zabójstw, gdzie tłem były konflikty rasowe czy ideologiczne.

Ze stanowiska Urzędu Ochrony Państwa uzyskanego na potrzeby niniejszej odpowiedzi wynika, że urząd, realizując swoje ustawowe zadania, monitoruje działalności ekstremistycznych ugrupowań, m.in. o orientacji neofaszystowskiej. Poczynione przez UOP ustalenia wskazują, że członkowie tych grup mają oparcie w młodzieżowej subkulturze skinheadów i utrzymują kontakty ze swoimi odpowiednikami zagranicznymi. Przejawia się to w spotkaniach, zlotach oraz wymianie materiałów propagandowych. Odnotowano także pojedyncze sygnały o zainteresowaniu przedstawicieli tych orientacji zdobywaniem broni i materiałów wybuchowych. Jednocześnie UOP poinformował, iż prowadził postępowania przygotowawcze w sprawach dotyczących przestępstw o podłożu rasistowskim, polegających głównie na wytwarzaniu, gromadzeniu i rozpowszechnianiu wydawnictw i innych przedmiotów pochwalających faszyzm. Zdarzeń będących ich przedmiotem nie można jednak wiązać z działalnością określonych partii politycznych.

Jeśli chodzi o zarzut, że wymiar sprawiedliwości zezwala na kolportaż prasy o jawnie antysemickim i rasistowskich charakterze, należy wskazać, że zgodnie z art. 14 konstytucji Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Wszelkie ograniczenia normy konstytucyjnej muszą być traktowane na zasadzie absolutnego wyjątku i być oparte na przepisach ustawowych. (...)

Art. 37 prawa prasowego stanowi, że do odpowiedzialności na naruszenie prawa spowodowane opublikowaniem materiału prasowego stosuje się zasady ogólne, chyba że ustawa stanowi inaczej. Przepisy rozdziału 7 Prawa prasowego (odpowiedzialność prawna) nie zawierają przepisów szczególnych w zakresie odpowiedzialności za treści antysemickie i rasistowskie. Mogą więc mieć zastosowanie inne przepisy karne, w szczególności zamieszczone w Kodeksie karnym. O ile zatem tego rodzaju teksty ukazują się w określonych wydawnictwach, organy ścigania reagują na nie, wszczynając stosowne postępowania, zmierzające do pociągnięcia ich autorów i wydawców do odpowiedzialności.

Reasumując, stwierdzić należy, iż zawarty w interpelacji zarzut bierności w ujawnianiu i ściganiu przestępstw o podłożu rasistowskim nie jest słuszny, nie został bowiem poparty konkretnymi przykładami. Organy ścigania, w tym prokuratura, reagują zgodnie z swoimi ustawowymi zadaniami na wszystkie przypadki naruszenia prawa, w tym także tego rodzaju, których dotyczy interpelacja.

W okresie od 1998 r. do maja 2000 r. w prokuraturach na terenie całego kraju zawisło 26 postępowań dotyczących występków o podłożu rasistowskim, z czego 6 zakończono aktami oskarżenia, 5 umorzono, 3 zakończono odmową wszczęcia postępowania przygotowawczego, a 12 spraw pozostaje w biegu. W żadnej z tych spraw nie ustalono, by sprawcy tych przestępstw związani byli z określonymi partiami politycznymi i realizowali ich programy. Tego rodzaju ustalenia nie dają prokuratorowi generalnemu podstaw do działania w trybie art. 191 konstytucji.

Zastępca prokuratora generalnego Włodzimierz Wolny, 09.06.00

Zapytanie nr 2192 do ministra sprawiedliwości

w sprawie stosowania art. 256 Kodeksu karnego

W związku z uzyskanymi przeze mnie – za pośrednictwem Stowarzyszenia „Młodzi Konfederaci” – niepokojącymi informacjami o wzmożonej aktywności organizacji społecznych i osób fizycznych łamiących art. 256 k.k. zwracam się z uprzejmą prośbą o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

1. Jak wygląda wykorzystywanie w praktyce prokuratorskiej oraz sądowej ww. przepisu?

2. Czy w praktyce sądowej do dnia dzisiejszego zapadł choć jeden wyrok na podstawie art. 256 k.k. od czasu ostatniej nowelizacji Kodeksu karnego ustanawiającej ten przepis – wobec osób lub organizacji społecznych propagujących treści gloryfikujące komunizm?

Adam Słomka (KPN-Ojczyzna), 30.06.00

Odpowiedź ministra sprawiedliwości na zapytanie nr 2192

w sprawie stosowania art. 256 Kodeksu karnego

Odpowiadając zapytanie posła Adama Słomki w sprawie stosowania art. 256 Kodeksu karnego, uprzejmie wyjaśniam, że w okresie od dnia 1 września 1998 r., kiedy to zaczął obowiązywać nowy Kodeks karny, zarejestrowano w jednostkach prokuratury łącznie 24 postępowania, których przedmiotem było zdarzenie polegające na publicznym propagowaniu faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa lub nawoływaniu do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych. (...)

W okręgu Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku zarejestrowano 5 spraw, to jest: 1 DS 604/99 Prokuratury Rejonowej w Koszalinie, w której w dniu 21 czerwca 1999 r. dwóm podejrzanym przedstawiono zarzut o popełnienie czynu polegającego na tym, że w dniu 18 lutego 1999 r. w Koszalinie, działając wspólnie, przez naklejanie w miejscu publicznym ulotek o treści nacjonalistycznej i rasistowskiej, a nadto znieważając grupy ludności z uwagi na ich przynależność narodową i rasową, nawoływali do nienawiści na tle różnic narodowościowych, rasowych i wyznaniowych, tj. o czyn z art. 256 K.k. i art. 257 K.k. przy zastosowaniu art. 11 § 2 K.k. W dniu 25 listopada 1999 r. w sprawie tej wniesiono akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Koszalinie.

Wyrokiem tego sądu z dnia 14 kwietnia 2000 r. obaj oskarżeni uznani zostali za winnych popełnienia zarzucanego im czynu i skazani na karę po 1 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okresy próby po 4 lata, kary grzywny po 80 stawek dziennych po 10 zł, orzeczono dozór kuratora i przepadek dowodów rzeczowych. Wyrok ten nie jest prawomocny wobec apelacji wywiedzionej przez jednego z oskarżonych.

Druga ze spraw to postępowanie 1 Ds 3939/99 w zakresie dotyczącym 2 podejrzanych z art. 256 K.k. w zw. z art. 257 K.k. przy zastosowaniu art. 11 § 2 K.k., umorzone wobec stwierdzenia, że czyn, którego popełnienie im zarzucono, nie zawiera znamion czynu zabronionego, tj. na podstawie art. 17 § 1 pkt 2 K.p.k. Postanowienie to jest prawomocne.

W Prokuraturze Rejonowej w Słupsku prowadzono 3 sprawy:

1. 1 Ds 3223/99 – w dniu 30 września 1999 r. wniesiono akt oskarżenia przeciwko Leszkowi Bocianowi o to, że w czerwcu 1999 r. w Słupsku jako przewodniczący Zarządu Regionu Pomorskiego NSZZ „Solidarność 80” upublicznił poprzez wywieszanie w gablocie umieszczonej na budynku przy ul. Sienkiewicza kserokopii biuletynu zatytułowanego „Grabią Polskę Niemce i grabią odmieńce” zawierającego propagowanie nienawiści do narodu niemieckiego i żydowskiego, tj. o czyn z art. 256 K.k. Postanowieniem Sądu Rejonowego w Słupsku zwrócono tę sprawę do uzupełnienia postępowania przygotowawczego, które jest w toku.

2. 1 Ds 812/00 – dotyczące zredagowania i powielania biuletynu „Grabią Polskę Niemce i grabią odmieńce”, który w swej treści nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, tj. o czyn z art. 256 K.k. Postępowanie zostało umorzone wobec niewykrycia sprawcy.

3. 1 Ds 4896/99 – w dniu 16 stycznia 2000 r. wniesiono akt oskarżenia przeciwko Eugeniuszowi Linkowskiemu o to, że w okresie od 18 do 19 czerwca 1999 r. w Ustce na zjeździe NSZZ „Solidarność 80”, umieszczając na stoliku propagandowym biuletyn pt. „Grabią Polskę Niemce i grabią odmieńce”, propagował treści wyszydzające naród niemiecki i żydowski, tj. o czyn z art. 256 K.k. Sprawa nie została dotychczas zakończona w postępowaniu sądowym. (...)

W jednostkach organizacyjnych podległych Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie zarejestrowano ogółem 5 postępowań w sprawach dotyczących publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju.

Są to następujące sprawy:

1. 4 Ds 1734/98 Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów – postępowanie dotyczyło rozpowszechniania treści norodowo-socjalistycznych przez wydawnictwo „Gazety Wojennej”, które morzono wobec braku znamion czynu zabronionego (postanowienie prawomocne).

2. 1 Ds 540/99 Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów – w sprawie propagowania totalitarnego ustroju państwa w Statucie Deklaracji Programowej Związku Komunistów Polskich „Proletariat” – w sprawie tej odmówiono wszczęcia postępowania przygotowawczego (postanowienie prawomocne).

3. 3 Ds 522/99 Prokuratury Rejonowej w Olsztynie w sprawie propagowania faszystowskiego i innych ustrojów totalitarnych przez Wojciecha Maciejewskiego i Sebastiana Skazę w czasopiśmie „Warmiak”. Wyrokiem Sądu Rejonowego w Olsztynie z dnia 17 lutego 2000 r. ww. skazani zostali z art. 256 i art. 257 § K.k. w związku z art. 11 § 2 K.k. na kary po roku i 2 miesiące pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem ich wykonania na 3 lata i grzywny w wysokości po 50 stawek dziennych (po 20 zł). Wyrok jest prawomocny.

4. Ds 6/00 Prokuratury Rejonowej w Olsztynie Północ – w sprawie propagowania ideologii faszystowskiej w dniu 1 lipca 2000 r. w klubie „U Hasana” w m. Rogiedle w trakcie zjazdu ok. 200 osób z terenu całego kraju. W sprawie tej wszczęto w dniu 4 lipca 2000 r. dochodzenie w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa określonego w art. 256 K.k.

5. 1 Ds 1829/00 Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście – w sprawie propagowania faszyzmu w trakcie zorganizowanego w dniu 11 listopada 1999 r. w Warszawie przez Narodowe Odrodzenie Polski wiecu. W sprawie tej odmówiono wszczęcia postępowania przygotowawczego (postanowienie prawomocne). (...)

Jak wynika z przedstawionego wyżej zestawienia, od czasu wejścia w życie Kodeksu karnego z 1997 r. nie prowadzono postępowań przygotowawczych wobec osób lub organizacji społecznych propagujących treści gloryfikujące komunizm, a zatem brak jest też i orzeczeń sądowych w tym zakresie.

Minister Lech Kaczyński, 25.07.00

V kadencja Sejmu – interpelacje i zapytania poselskie

Interpelacja nr 1767 do ministra spraw wewnętrznych i administracji

w sprawie kontrolowania i zamykania stron internetowych propagujących faszyzm

Panie Ministrze! Internet w dzisiejszych realiach stanowi niewyczerpalne źródło pozyskiwania wiedzy, informacji, zapewnia rozrywkę i ułatwia komunikację międzyludzką. Niestety jest również wykorzystywany do szerzenia nienawiści, a także do celów przestępczych.

Jednym z najczęstszych przestępstw popełnianych przy pomocy sieci komputerowej jest propagowanie treści o charakterze faszystowskim. Internet stał się wyjątkowo niebezpieczną sceną propagowania rasizmu, ponieważ poprzez swoją dostępność trafia do wielu młodych ludzi niemających jeszcze wykształconego światopoglądu i często podatnych na propagandę ksenofobii.

Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego z dnia 28 marca 2002 r.: „Propagowanie, w rozumieniu art. 256 i 257 k.k., oznacza każde zachowanie polegające na publicznym prezentowaniu, w zamiarze przekonania do niego, faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa.”

Celem państwa prawa nie jest zabranianie nikomu wygłaszania własnych poglądów, jednakże wolność słowa kończy się w momencie, gdy zostaje naruszona godności osobista, prawa człowieka oraz gdy dochodzi do upokorzenia i prześladowań. Na straży wolności obywatelskich i praw człowieka stoi ustawa zasadnicza, która w sposób jednoznaczny zakazuje istnienia organizacji odwołujących się do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu lub prowadzenia działalności propagującej m.in. nienawiść rasową i narodowościową.

Mając na uwadze powagę problemu, zwracam się do Pana Ministra z pytaniami:

1. Czy prowadzone jest stałe monitorowanie sieci przez organy ścigania w celu wyszukiwania polskich stron, które:

– propagują treści rasistowskie,

– nawołują do przemocy na tle rasistowskim, etnicznym lub narodowościowym,

– propagują idee neofaszystowskie lub neonazistowskie,

– wykorzystują faszystowską symbolikę,

– wszystkich innych, które naruszają art. 256 i 257 k.k.

2. Czy strony o ww. tematyce są systematycznie zamykane, a osoby tworzące je ścigane?

3. Czy jest stworzony – i jeżeli tak, to jak wygląda – program ochrony dzieci przed treściami faszystowskimi dostępnymi w sieci internetowej?

4. Jakie obowiązki nakładane są na administratorów i właścicieli poszczególnych portali w celu zapobieżenia umieszczaniu w Internecie stron o tematyce faszystowskiej?

5. Jak wygląda współpraca polskich organów ścigania z organami innych państw w celu blokowania stron propagujących faszyzm, a umieszczonych na serwerach zagranicznych?

Janusz Krasoń (SLD), 14.03.06

Odpowiedź podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji – z upoważnienia ministra – na interpelację nr 1767

w sprawie kontrolowania i zamykania stron internetowych propagujących faszyzm

W przypadku ujawnienia publikowania na stronach internetowych treści mogących wskazywać na znieważenie grupy ludności albo poszczególnych osób z powodu ich przynależności narodowej, etnicznej, rasowej albo wyznaniowej oraz nawoływania do nienawiści rasowej (tj. publikowania treści mogących naruszać przepisy art. 256 i art. 257 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny (Dz.U. Nr 88, poz. 553 z późn. zm.), Policja podejmuje czynności operacyjno-procesowe w celu ustalenia wszelkich okoliczności sprawy.

Policja prowadzi również rozpoznanie organizacji i grup o charakterze rasistowskim i neonazistowskim. W zakresie monitoringu internetu współpracuje z założycielem internetu w Polsce – Naukową i Akademicką Siecią Komputerową (NASK), która w ramach współpracy międzynarodowej prowadzi tzw. gorącą linię „Hotline-Polska”, przyjmującą zgłoszenia o zamieszczaniu w Internecie treści mogących naruszać prawo. Zgłoszenia przyjmowane przez NASK przekazywane są Policji, w celu przeprowadzenia czynności sprawdzających. Należy podkreślić, że administratorzy serwerów w Polsce mają obowiązek dbania o „czystość” sieci internetowej. Nie mogą jednak bezprawnie blokować lub usuwać określonych stron i tekstów.

W ramach przeciwdziałania zjawisku rozpowszechniania treści faszystowskich w Internecie Policja prowadzi współpracę międzynarodową polegającą na wzajemnej wymianie informacji, doświadczeń i tak zwanej dobrej praktyki. Współpraca prowadzona jest między innymi w ramach Grupy Wyszehradzkiej (V4+1) oraz Policyjnej Grupy Roboczej do Spraw Terroryzmu (PWGT).

Z posiedzeń Grupy V4+1 wynika, że zagrożenie działalnością ekstremistyczną w Polsce, w porównaniu do innych krajów członkowskich, utrzymuje się na stałym, niskim poziomie. Największą aktywność notowano w latach 1993-1998. Po 2000 r. nastąpił znaczący spadek tego typu incydentów. Ponadto Policja zwalcza przestępstwa zgodnie z art. 256 i art. 257 Kodeksu karnego w ramach realizacji założeń Europejskiego Centrum Monitorowania Rasizmu i Ksenofobii (EUMC). (...)

Z prowadzonego przez Policję rozpoznania nie wynika, aby obecnie istniało istotne zagrożenie popularyzacją rasizmu i ksenofobii. Prowadzone są jednak czynności mające na celu:

– właściwe przygotowanie zabezpieczeń wizyt i uroczystości państwowych, manifestacji i protestów,

– rozpoznanie i przeciwdziałanie ewentualnemu zagrożeniu terroryzmem rodzimym (krajowym),

– bieżącą realizację spraw związanych z naruszeniem prawa.

Wszelkie przypadki naruszenia prawa przez działaczy i zwolenników organizacji skrajnie prawicowych oraz lewicowych powinny być zgłaszane w jednostkach Policji, w celu ewentualnego wszczęcia postępowania przygotowawczego.

Działalność organizacji neofaszystowskich w Polsce sprowadza się do funkcjonowania grup stanowiących „odłamy” organizacji działających za granicą. Jest to działalność nieformalna, natomiast delegalizacja może dotyczyć legalnych i oficjalnych organizacji, których funkcjonowanie lub założenia programowe naruszają zapis art. 13 Konstytucji RP, czyli odwołują się między innymi do totalitaryzmu, nienawiści rasowej lub narodowościowej oraz przewidują utajnienie struktur lub członkostwa.

Do ustawowych zadań Policji należy rozpoznanie organizacji i grup o charakterze rasistowskim i neonazistowskim. W każdej z komend wojewódzkich w pionie prewencji znajdują się komórki odpowiedzialne m.in. za rozpoznawanie potencjalnych zagrożeń ze strony powyższych grup zarówno pod kątem zagrożenia ładu i porządku publicznego, jak i demoralizującego wpływu na małoletnich. Działania Policji obejmują również prowadzenie współpracy międzynarodowej oraz wymianie informacji, z uwagi na fakt, że grupy neofaszystowskie lub odwołujące się do symboliki faszystowskiej posiadają namiastkę struktur organizacyjnych w wymiarze ponadnarodowym.

W Polsce realizowane są założenia Krajowego Programu Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i Związanej z Nimi Nietolerancji. Działania te są rezultatem międzynarodowych zobowiązań Polski w kwestii wypełnienia zaleceń zawartych w dokumentach końcowych Światowej Konferencji Przeciwko Rasizmowi, Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i Związanej z Nimi Nietolerancji, zwołanej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych (Durban, 31 sierpnia – 7 września 2001 r.). Dokumenty końcowe zostały przyjęte w drodze consensusu przez wszystkich uczestników. Na ich podstawie państwa zobowiązały się do opracowania i realizacji krajowych programów przeciwdziałania zjawiskom rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i związanej z nimi nietolerancji.

Strategicznym założeniem ww. Programu jest wypracowanie metod przeciwdziałania wyżej wymienionym zjawiskom i podjęcie praktycznych działań podnoszących poziom świadomości społecznej i kultury tolerancji. Priorytetowym założeniem jest prowadzenie prac badawczych, mających na celu określenie skali i zasięgu zjawisk ksenofobii i rasizmu. Ponadto, celem Programu jest uświadomienie obywatelom ich praw i obowiązków, związanych z zapobieganiem szerzeniu się tych negatywnych ideologii.

Podsekretarz stanu Władysław Stasiak, 14.04.06

VI kadencja Sejmu – interpelacje i zapytania poselskie

Interpelacja nr 4396 do ministra spraw wewnętrznych i administracji

w sprawie funkcjonowania na terytorium RP organizacji partyjnej odwołującej się w swojej działalności do praktyk komunistycznych

Konstytucja RP, jako najwyższe źródło prawa w naszym kraju, w art. 13 zakazuje istnienia partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa, albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa. Nadzór nad przestrzeganiem tego jakże słusznego, bo popartego historycznym doświadczeniem, przepisu ustawy zasadniczej powinien być przedmiotem szczególnej troski Rady Ministrów.

Tymczasem w ostatnim okresie na terytorium Polski uaktywniła się Komunistyczna Partia Polski. Organizacja ta w swoim logo używa wizerunku sierpa i młota, które są symbolami komunizmu – doktryny, która tak bardzo dotknęła kontynent europejski, pochłaniając miliony istnień ludzkich. (...)

Mając powyższe na uwadze, uprzejmie kieruję do Pana Ministra następujące pytania:

1. Czy Panu Ministrowi, jako członkowi rządu odpowiedzialnemu za bezpieczeństwo wewnętrzne, znane są realia działalności organizacji partyjnej Komunistyczna Partia Polski?

2. Czy Pan Minister dostrzega, że organizacja ta używa symboli komunistycznych, a także prezentuje idee komunistyczne?

3. Czy Komunistyczna Partia Polski prowadzi legalną działalność na terytorium RP, w tym czy została zarejestrowana zgodnie z procedurą przewidzianą w ustawie z dnia 27 czerwca 1997 r. o partiach politycznych (Dz. U. z 1997 r. Nr 98, poz. 604, ze zm.), a jeżeli nie, to jaka jest podstawa jej działalności?

4. Czemu Pan Minister nie zgłasza zastrzeżeń co do działalności tej organizacji, choćby do publikowanego przez nią czasopisma elektronicznego?

5. Mając na uwadze wyżej przywołany przepis Konstytucji RP, czy Pan Minister nie uważa za stosowne porozumieć się z prezesem Rady Ministrów celem złożenia wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z konstytucją celów lub działalności Komunistycznej Partii Polski?

Joachim Brudziński (PiS), 05.07.08

Odpowiedź sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji – z upoważnienia ministra – na interpelację nr 4396

w sprawie funkcjonowania na terytorium RP organizacji partyjnej odwołującej się w swojej działalności do praktyk komunistycznych

Na wstępie wskazać należy, że wyrażona w art. 2 Konstytucji RP zasada demokratycznego państwa prawnego stanowi jedną z podstawowych zasad ustroju Rzeczypospolitej Polskiej. Z zasady tej wynika między innymi obowiązek poszanowania wolności i praw jednostki, w tym również prawo organizowania się jednostek w celu wyrażania swoich poglądów politycznych czy ideologicznych. Konstytucja RP uznaje celowość istnienia partii politycznych, jak również stwarza podstawy prawne ich działalności, przyjmując zasadę pluralizmu politycznego, zgodnie z którą obywatele mogą się organizować i tworzyć partie polityczne w zależności od swych celów programowych i poglądów politycznych.

Jednocześnie ustawa zasadnicza w art. 13 wprowadza zakaz istnienia partii politycznych i innych organizacji przyjmujących niedemokratyczne struktury organizacyjne, metody działania i ideologię. Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Kompetencja Trybunału Konstytucyjnego w zakresie orzekania o zgodności celów lub działalności partii politycznych z Konstytucją RP wynika z art. 188 pkt 4 Konstytucji RP. Zgodnie z art. 43 ustawy z dnia 27 czerwca 1997 r. o partiach politycznych (Dz. U. z 2001 r. Nr 79, poz. 857, z późn. zm.) tryb rozpoznawania tych spraw określają przepisy ustawy z dnia 1 sierpnia 1997 r. o Trybunale Konstytucyjnym (Dz. U. Nr 102, poz. 643, z późn. zm.). Na podstawie przepisów przedmiotowej ustawy wyróżnić można dwie formy kontroli sprawowanej przez Trybunał Konstytucyjny: kontrolę prewencyjną oraz kontrolę następcza (represyjną).

Kontrola prewencyjna polega na badaniu – na zasadach i w trybie przewidzianych dla rozpoznania wniosków w sprawie zgodności aktów normatywnych z konstytucją – celów partii politycznych wyrażonych w statutach i programach (art. 56 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym). Kontrola ta ma miejsce na etapie rozpatrywania przez Sąd Okręgowy w Warszawie, jako sąd prowadzący ewidencję partii politycznych, wniosku o wpis do ewidencji (art. 14 ustawy o partiach politycznych) lub wniosku o wpis do ewidencji zmian wprowadzonych w statucie partii (art. 21 ustawy o partiach politycznych). Inicjatorem kontroli konstytucyjnej jest wówczas Sąd Okręgowy w Warszawie, a postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym ma charakter wpadkowy w stosunku do właściwego postępowania o wpis do ewidencji. Zadaniem Trybunału Konstytucyjnego jest dokonanie wykładni statutu, programu i innych dokumentów, na których ma opierać się działalność partii, odtworzenie na tej podstawie jej celów lub zasad działania oraz zbadanie ich zgodności z Konstytucją RP. Podkreślić należy, iż z charakteru kontroli prewencyjnej wynika, że nie może ona doprowadzić do delegalizacji partii. Celem przedmiotowej kontroli jest zapobieżenie wpisowi do ewidencji partii, które nie odpowiadają kryteriom prawnym, lub zapobieżenie wprowadzeniu do statutu partii zmian, które nie spełniają tych kryteriów.

Przedmiotem kontroli następczej (represyjnej) jest natomiast działalność partii politycznych (art. 57 i 58 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym). Kontrola następcza ma bowiem miejsce, gdy zachodzą wątpliwości, czy działalność partii już wpisanej do ewidencji jest zgodna z Konstytucją RP. Wskazać należy, że w tym przypadku sąd nie jest uprawniony do inicjowania kontroli przed Trybunałem Konstytucyjnym. W myśl art. 191 Konstytucji RP z wnioskiem we wskazanych sprawach mogą wystąpić między innymi: prezydent Rzeczypospolitej, marszałek Sejmu, marszałek Senatu, prezes Rady Ministrów, 50 posłów, 30 senatorów, rzecznik praw obywatelskich. Każdy z wymienionych wyżej podmiotów może zainicjować kontrolę, jeżeli poweźmie wątpliwość co do zgodności działalności partii politycznej z Konstytucją RP. Zadaniem Trybunału Konstytucyjnego jest wówczas przeprowadzenie postępowania dowodowego (przesłuchanie świadków, zbadanie okoliczności faktycznych) w celu ustalenia, czy działalność partii narusza zasady konstytucyjne. Ciężar udowodnienia niezgodności z konstytucją spoczywa na wnioskodawcy, który w tym celu powinien przedstawić lub zgłosić dowody wskazujące na tę niezgodność. Kontrola następcza może prowadzić do delegalizacji partii politycznej przez Trybunał Konstytucyjny i do jej wykreślenia z ewidencji partii politycznych. Zgodnie z art. 47 ustawy o partiach politycznych Sąd Okręgowy po uprawomocnieniu się postanowienia o wykreśleniu wpisu partii z ewidencji zarządza likwidację partii politycznej.

Podkreślenia wymaga, że Komunistyczna Partia Polski została wpisana do ewidencji partii politycznych zgodnie z procedurą przewidzianą w ustawie o partiach politycznych. W dniu 9 października 2002 r. Sąd Okręgowy w Warszawie Wydział VII wydał postanowienie o wpisie Komunistycznej Partii Polski do ewidencji pod nr EWP 152. Tym samym Komunistyczna Partia Polski działa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej legalnie, nieprzerwanie od 6 lat. (...)

Jednocześnie informuję, że w myśl art. 256 Kodeksu karnego publiczne propagowanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa lub nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Przestępstwo to jest ścigane z urzędu, w związku z tym każdy, kto ma uzasadnione podejrzenie o jego popełnieniu, ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję (z art. 304 § 1 Kodeksu postępowania karnego).

Sekretarz stanu Tomasz Siemoniak, 18.08.08

Uwagi: Zaprezentowane dokumenty prawne pochodzą z serwisów internetowych odpowiednich instytucji państwowych. Przepisy prawne są cytowane ściśle wg stanu prawnego na określony dzień (np. w omówieniu uchylenia określonego przepisu przez TK podany jest tekst przepisu wg stanu sprzed uchylenia go). Komentarze do Kodeksu karnego są podane na podstawie książki Andrzej Marek, Kodeks karny, Wolters Kluwer Polska, 2007, wyd. 4. Uzasadnienia orzeczeń sądowych nieznacznie skrócono, głównie przez usunięcie odsyłaczy zaciemniających podstawową treść. W przypadku interpelacji i zapytań poselskich usunięto zwroty grzecznościowe i dokonano skrótów. W przypadkach, w których dla poprawienia czytelności usuwano krótkie nieistotne fragmenty, pomijano wielokropek. W zestawieniu znajduje się również artykuł Rzecznika Praw Obywatelskich opublikowany w Rzeczpospolitej. Elementy szczególnie ważne dla rozważań zamieszczonych w dalszej części wpisu są podkreślone pojedynczą linią.

Zamęt w sferze symbolicznej a wolność przekonań

Zamęt w sferze symbolicznej, który cechuje współczesne społeczeństwa (będę nawiązywał także do innych nacji należących do cywilizacji zachodniej) jest zasmucający. Tym bardziej, że zamęt ten nie ma wiele wspólnego z pluralizmem i wolnością przekonań.

Pierwszym przejawem tego zamętu, przejawem, który będzie jasny dla osób znających podstawy historii, jest sposób, w jaki funkcjonują w świadomości społecznej XX-wieczne zbrodnie ludobójstwa. Jako symbole zła traktowani są przywódcy Hitler i Stalin, przy czym funkcja symboliczna tych postaci przesłania dziś okoliczności ich dojścia do władzy. Zapomina się w których krajach systemy totalitarne odniosły sukces, a które kraje systemy te odrzuciły i walczyły z nimi. Fanatyczne potępienie Hitlera skutkuje obecnie tym, że ucieka się od dyskusji na temat źródeł i kontekstu historycznego narodowego socjalizmu. Jak pisał niedawno Der Spiegel: „Dziś większość Niemców traktuje nazistów jak przybyszów z innej planety, którzy po prostu na pewien czas zniewolili w gruncie rzeczy porządnych Niemców. Niemieckiej opinii publicznej brak głębszej refleksji nad tym okresem i dopuszczenia do świadomości faktu, że Hitler był w gruncie rzeczy wykwitem niemieckiej kultury z jej przekonaniem o własnej wyższości, wyjątkowości i nieomylności.” To jednak odosobniony głos we współczesnych Niemczech. Z kolei w krajach postkomunistycznych całe zło komunizmu zwykle wygodnie sprowadza się do Stalina. Zgodnie z założeniami propagandy komunistycznej, nie tak dawno uskutecznianej siłą, Lenina traktuje się jako dobrego komunistę przeciwstawianego złemu komuniście – Stalinowi, przy czym w odniesieniu do działalności Stalina używa się zamiast określenia ludobójstwo – lżejszego określenia represje. Pisze się też laurki późniejszym komunistycznym funkcjonariuszom, aparatczykom. W Polsce należą do nich chociażby: Gierek, Jaruzelski, Kiszczak, którzy według współczesnych pokrętnych teorii traktowani są jako gospodarni przywódcy, bohaterowie, ludzie honoru itp.

Drugim przejawem tworzenia zamętu w sferze symbolicznej jest zadziwiająca niepisana zgoda między dawnym zimnowojennym Zachodem i Wschodem, że społeczne potępienie totalitaryzmu należy skupić przede wszystkim na Hitlerze, jego ideologii i symbolach. Zachód nigdy nie doznał bezpośrednio plagi komunizmu, a pokolenie ’68 czuło wręcz niezwykły sentyment do zbrodniczego systemu i jego symboli. Przedstawiciele tego pokolenia naiwnie wierzyli, że to dobry sposób buntu przeciwko skostniałemu – ich zdaniem – kapitalizmowi. Niestety antysystemowi aktywiści ’68 nie tylko świetnie zintegrowali się z systemem i dziś rządzą w polityce, w mediach, w kulturze masowej, ale i przejawia niesłabnący sentyment do komunistycznych symboli. Drugą stroną tej zgody są byłe państwa komunistyczne, które nie były w stanie rozliczyć się ze swoją przeszłością. Byli komuniści nazwali się socjaldemokratami czy też „lewicą demokratyczną” i wykorzystując swoje aktywa bez trudu pokonywali w wyborach swoich przeciwników, którzy byli tak samo goli i bosi, jak wtedy, gdy stawali do nierównej walki ze zbrodniczym systemem. Byli komuniści swoją władzę i wpływy wykorzystali przede wszystkim do tego, aby zapobiec rozliczeniu swoich niedawnych zbrodni, a niejako przy okazji chronić komunistyczne symbole. W przypadku byłych komunistów ta ochrona symboli nie wynika ze względów ideowych ani nawet sentymentalnych, a z czystej kalkulacji – zindoktrynowane społeczeństwo nie będzie wywierało presji na rozliczenia. Cynizm takich postaci jak nasz Kalisz, Olejniczak itd., gdy bronią rzekomych osiągnięć PRL-u, czy honoru byłych esbeków, jest mocno wyczuwalny, niemal namacalny. Byli komuniści wszak pierwsi się uwłaszczyli, stając się tym samym orędownikami przemian rynkowych i gorliwymi kapitalistami. Podsumowując, taryfa ulgowa dla komunistycznych symboli we współczesnym świecie jest łatwo zauważalna, ten aspekt dalej zostanie szeroko omówiony.

Symbole zła w zdrowym, demokratycznym i pluralistycznym społeczeństwie powinny być zrozumiałe bez prawnego dekretowania. Zapisy prawne poczynając od konstytucyjnego zakazu „totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu” tylko powiększają wspomniany zamęt i przynoszą szkody.

Po pierwsze, wymieniając explicite XX-wieczne totalitarne systemy już w jednym z pierwszych artykułów Konstytucji, prawodawca wykazuje najwyższą naiwność. Próbuje nas bowiem zabezpieczyć przed ideami dawno przebrzmiałymi. Zło na ogół nie przychodzi ze strony, z której wszyscy się go spodziewają. Sam faszyzm czy komunizm współczesnym wydawały się idealnymi sposobami na życie, na naprawę świata. Idee, które spowodują kolejne burze dziejowe dopiero się narodzą albo już istnieją, ale nam na razie wydają się dobre, a ich pełne znaczenie zrozumieją dopiero potomni. Bardzo krótkowzroczne było wieszczenie końca historii przez zachodnią cywilizację końca XX wieku, zachłyśniętą względnym dobrobytem. Powtarzam więc, iż zabezpieczanie się w Konstytucji akurat przed faszyzmem i komunizmem to naiwność granicząca ze śmiesznością, która nie przystoi aktowi takiej wagi i powagi jak Konstytucja. Jeżeli nawet znajdzie się grupa ludzi złych i przebiegłych, zamierzająca posiąść dyktatorską władzę, to przecież elementarny rozsądek sprawi, że sięgną po metody bardziej finezyjne, niż odwołanie się do przebrzmiałych i skompromitowanych ideologii, które nie mają dziś żadnych szans na szerszy oddźwięk społeczny.

Po drugie, prawodawca stwarza tu pole do niekończących się sporów między tym co wolno, a czego już nie wolno w ramach wolności słowa. Pole do dowolnej interpretacji, do demoralizującej niekonsekwencji w penalizowaniu różnych zachowań, a nawet do manipulacji, od której nie jest wolny żaden system prawny, a polski w szczególności. Znacznie lepsza byłaby tu całkowita rezygnacja z ograniczania wolności słowa. Dla poszkodowanego zwykle nie stanowi wielkiej różnicy, czy został zraniony przez ekstremistę faszystowskiego, komunistycznego, czy też – dajmy na to – fanatycznego wyznawcy zoroastrianizmu. Rola państwa powinna w tym wypadku ograniczyć się do potępienia przemocy oraz sprawnego ścigania i osądzania winnych. Należy też pamiętać, że nadmiar agresji u części młodych mężczyzn oraz łączenie się ich w grupy kultywujące przemoc jest raczej cechą naszego gatunku niż takiej czy innej ideologii. Szyld ma tu znaczenie drugorzędne – może nim być równie dobrze dowolna subkultura, klub piłkarski, osiedle, lokalna mafia. Intencją prawodawcy, przy formułowaniu normy konstytucyjnej zakazującej faszyzmu i komunizmu wszak nie było zabezpieczenie przed pospolitymi przestępstwami tylko przed zbrodniczym systemem. A takiej roli ta norma już nie pełni, jak wcześniej wykazano. Ma ona jednak niszczący wpływ na wolność słowa. Niewielu jest bowiem chętnych do narażania się systemowi, mało kto też może konsultować każdą kontrowersyjną wypowiedź z prawnikami. W typowym przypadku osoba wypowiadająca się publicznie będzie wolała dokonać prewencyjnej autocenzury lub w ogóle zrezygnować z kontrowersyjnej wypowiedzi, niż narażać się na proces i wszystkie związane z tym niedogodności, nawet gdyby okazało się, że ostatecznie sąd przyznałby takiej osobie rację. A przecież wiadomo, że wyroki sądów zależą od wielu czynników – także od zaplecza materialnego, które pozwala zorganizować sobie drogą profesjonalną obronę.

Wolność przekonań a ład społeczny

Szkodliwość przepisów ograniczających wolność słowa i przekonań i wynikające z ich stosowania rozmaite absurdy również zostaną szerzej omówione w kolejnych rozdziałach. W tym miejscu zastanówmy się przez chwilę nad alternatywnym sposobem ochrony ładu społecznego, czy w ogóle taki sposób istnieje. Przyjmijmy pewne hipotetyczne założenia. Wyobraźmy sobie, że konstytucja i inne przepisy prawne gwarantują pełną wolność słowa i przekonań. Dość oczywisty wyjątek stanowią przypadki nawoływania do popełniania takich przestępstw jak stosowanie przemocy, zabójstwa. Celowo wymieniłem tylko najcięższe przestępstwa, a zasadność tak wąskiego zakresu ograniczenia wolności słowa wykażę na przykładzie.

Jeśli w naszym funkcjonującym systemie jest zakazana samodzielna produkcja alkoholu czy też paliwa, to być może przyjęcie takich reguł było uzasadnione. Jednak dopuściłbym istnienie partii, która sprzeciwia się takim regułom. I to nie tylko sprzeciwia się biernie, przez nawoływanie do zmiany tych reguł, ale i czynnie – przez nawoływanie do samodzielnej produkcji alkoholu, paliwa oraz propagowanie odpowiednich instrukcji. Czasem bowiem trzeba radykalnych metod, by bezwładny i skostniały system zmusić do zmian. Gdyby została wynaleziona metoda prostej, taniej produkcji paliwa na własną rękę, to przy istniejących regułach nasz system mógłby długo blokować jej szersze stosowanie, a w końcu doprowadziłby do sytuacji, w której główna część korzyści przeszłaby w ręce koncernów paliwowych i samego państwa. Gdyby jednak konstytucja dopuszczała pełną wolność przekonań, to mogłaby powstać partia, która spopularyzowałaby początkowo nielegalną metodę produkcji paliwa, a w końcu doprowadziłaby do zmiany przepisów. Oczywiście do czasu zmiany przepisów, każdy naruszałby je na własną odpowiedzialność, narażając się na sankcje. Najważniejsze jest samo dopuszczanie do głosu także partii kontestujących system, taki jest bowiem według mnie sens pluralizmu. Demokracja, w której prawo do działalności mają tylko ci, którzy w gruncie rzeczy nie chcą nic zmieniać jest trochę oszustwem, bo wiemy z praktyki, iż czysto deklaratywna wola zmian zwykle przegrywa z inercją systemu. Demokratyczne wybory są w praktyce niekończącym się ciągiem rozczarowań następujących wkrótce po uformowaniu nowych rządów. Przejawem takiego odbioru społecznego współczesnej demokracji jest niska frekwencja w wyborach. W moim przykładzie z paliwem doprowadzenie do sytuacji, w której część ludzi – z reguły bardziej przedsiębiorczych, zaradnych – łamie reguły systemu, powinno doprowadzić z czasem do niebezkonfliktowej, acz w sumie dosyć łagodnej regulacji (tuningu) i poprawy tego systemu. Brak możliwości takiej regulacji, który przejawiłby się w delegalizacji hipotetycznej partii wzywającej do produkcji paliwa na własną rękę, nie zlikwidowałby ludzi zaradnych, natomiast spowodowałby narastanie frustracji i konfliktów. W tym przykładzie nielegalna powinna być partia, która przykładowo wzywa do wysadzania w powietrze stacji benzynowych, ale nie partia, która propaguje tanią produkcję paliwa. Analogiczne przykłady można mnożyć. Podobno w wielu krajach istnieją odpowiedniki szwedzkiej Piratpartiet – Partii Piratów (bynajmniej nie chodzi tu o piratów somalijskich). W tym przypadku mamy do czynienia z praktycznym przejawem powyższego, po części abstrakcyjnie przedstawionego problemu, czyli: jak powinna działać partia, która chce istotnie zmienić system, by uniknąć zlikwidowania przez system na starcie. Szczegóły umożliwiające funkcjonowanie systemu, w którego założeniach mieści się dopuszczenie do względnie łagodnych konfliktów społecznych, wymagają starannego dopracowania. Na pewno w takim systemie nie byłaby wskazana totalna kontrola jednostek, do której przy użyciu teleinformatyki i biometrii zmierzają współczesne demokracje, które paradoksalnie wymieniają hasło wolności na wszystkie sposoby.

Wróćmy do hipotetycznej konstytucji, która gwarantuje pełną wolność słowa i przekonań. Posłużmy się takim zmyślonym przykładem, w którym hipotetycznie przeanalizujemy zagrożenie dla ładu społecznego. Oto powstaje zupełnie nowa ideologia, niepodobna do dotychczasowych, nazwijmy ją depresjonizm. Cechuje się ona tym, że jej zwolennicy popadają w taką melancholię, że aż wypadają ze swoich ról społecznych. Albo inna, powiedzmy wirtualizm, która zachęca do tego, by 24 h na dobę spędzać w świecie MMORPG (np. World of Warcraft). Ideologie te w miarę rozprzestrzeniania się zaczynają stanowić poważne zagrożenie dla ładu społecznego (ludzie przestają chodzić do pracy). Punktem krytycznym jest założenie przez ich zwolenników własnych partii. Wiadomo już, że dopuszczenie do zarejestrowania tych partii będzie miało katastrofalne konsekwencje, ale w naszym hipotetycznym państwie jest gwarancja pełnej wolności przekonań, a powstające partie nie nawołują do ciężkich przestępstw – zabójstw, terroryzmu, co w prawdziwie wolnym państwie byłoby jedynym uzasadnieniem dla odmowy działalności. Nawiasem mówiąc, przed takimi ideologiami nie zabezpiecza nas nawet nasza restrykcyjna konstytucja, gdyż – jak pisałem wcześniej – nowe czasy prawdopodobnie przyniosą zupełnie nowe zagrożenia. Otóż proponowałbym: zamiast wprowadzać oderwane od rzeczywistości wyliczenia zakazanych ideologii i symboli w Konstytucji czy innych aktach prawnych, wprowadzić prawo, które pozwoli dynamicznie reagować na nowe, rzeczywiste zagrożenia. Mógłby to być na przykład zapis w konstytucji, który pozwala zdelegalizować każdą partię czy organizację większością powiedzmy 2/3 głosów. Wysoki próg, ewentualnie jeszcze dodatkowe zabezpieczenia instytucjonalne, powinny wystarczająco zabezpieczać przed nadużywaniem tego przepisu, a jednocześnie umożliwiać systemowi reakcję na konkretne i rzeczywiste a nie tylko wyimaginowane zagrożenie ideologiczne, bez zakładania a priori szkodliwości takich czy innych ideologii we współczesnych realiach.

Warto dodać pewną uwagę metaprawną. Otóż gwarancja wolności słowa i przekonań w rozumieniu takim, jak przedstawiłem w tym rozdziale, byłaby przejawem pewnego porozumienia między prawodawcą a ogółem społeczeństwa. Porozumienia zakładającego dojrzałość tegoż społeczeństwa, która sama z siebie wyklucza możliwość triumfu jakiegoś złowrogiego totalitaryzmu. Takie „porozumienie” byłoby znakomitym fundamentem systemu prawnego, który społeczeństwo mogłoby postrzegać jako własny, którego stosowanie pomaga w codziennym życiu, a nie jako taki który jest dolegliwością narzuconą przymusem przez opresyjne państwo.

Nie jest tak, że nasze polskie społeczeństwo nie dojrzało do demokracji, jak twierdzą oszołomy z obozu Adama Michnika za każdym razem, gdy wybory pójdą nie po ich myśli. W rzeczy samej takie uwagi z ich strony są wysoce nie na miejscu w odniesieniu do narodu o tysiącletniej tradycji, który wyszedł obronną ręką z tak wielu opresji. Prędzej można powiedzieć, że to obóz Michnika nie dorósł do demokracji, skoro demokracja dla nich jest dobra tylko wtedy, gdy rządzą „nasi”, czyli partie, które są ich aktualnymi pupilkami (ROAD, UD, UW, LiD, PO). A jeśli jesteśmy przy tradycjach naszego narodu, to nie sposób nie zauważyć, że próba narzucania nam zakazów związanych z propagowaniem faszyzmu i komunizmu jest dla nas wręcz obraźliwa. To trochę tak, jakby ktoś został przez bandytów prawie na śmierć zatłuczony młotkiem i w końcu, gdy po latach leczenia i rehabilitacji doszedł do siebie, dostał zakaz dotykania młotka, bo to narzędzie jest dla niego zbyt groźne. Niech antytotalitarne zakazy dotyczą narodów, które faktycznie kiedyś wyhodowały u siebie totalitaryzmy, jak Niemcy i Rosjanie. Niech oni udowodnią, że umieją rządzić się demokratycznie i zrezygnować z ekspansywnej polityki – a wtedy przyjmiemy ich starania z umiarkowanym optymizmem.

Ograniczenie wolności przekonań jako substytut rozliczeń

Ledwie sześćdziesiąt parę lat temu we Włoszech Benito Mussolini został uznany za zbrodniarza i rozstrzelany wraz ze swoją kochanką Clarą Petacci, a ich zwłoki zostały sprofanowane przez powieszenie na widok publiczny głowami w dół w Mediolanie. Taki koniec faszystowskiego przywódcy sam wielki Winston Churchill skwitował słowami: „Ha! Nie żyje ta krwawa bestia!” Czyli nawet tak drastyczny los zbrodniarzy nie wzbudzał protestu społeczeństw ani elit europejskich. Dla masowej wyobraźni znacznie większe znaczenie miał ten marny koniec zbrodniarzy, niż jakiekolwiek werbalne czy normatywne potępienie faszyzmu. Nieprzypadkowo przez dziesięciolecia tyle emocji wzbudzała domniemana ucieczka części nazistowskich zbrodniarzy czy nawet samego Hitlera do krajów Ameryki Południowej. Nie przypadkowo też sowiecki reżim – mający na sumieniu własne ludobójstwa, jeszcze większe od nazistowskich – prowadził własną grę, do końca swojego istnienia ukrywając los Hitlera i jego zwłok. Nie inaczej jest w dzisiejszych czasach: rozprawę z Saddamem Husajnem zakończono tak a nie inaczej – upokorzeniem i egzekucją, gdyż zdecydowano, że w ten sposób najpełniej dotrze do świadomości społecznej w Iraku upadek krwawego reżimu.

W kraju o wysokiej kulturze, jakim zawsze była i jest Polska, nie oczekiwałem żadnych bezprawnych upokorzeń komunistycznych zdrajców i zbrodniarzy czy też profanacji ich zwłok. Wystarczyłoby mi w zupełności uczciwe osądzenie i wykonanie wyroków śmierci po dokonaniu transformacji systemu z komunistycznej dyktatury na demokrację. Nieodzowne jest też zdegradowanie funkcjonariuszy komunistycznego reżimu, bo to, że tak nikczemne postacie, jak Jaruzelski, Kiszczak czy zamieszani w morderstwo ks. Jerzego Popiełuszki – Ciastoń i Płatek, cieszą się do dziś generalskimi szarżami i płynącymi z tego przywilejami to wielki wstyd dla naszego narodu, także wobec przyszłych pokoleń. Przyszłych pokoleń bowiem nie będzie uczył historii Adam Michnik, przyjaciel Jerzego Urbana, dla którego zdrajcy Polski są ludźmi honoru.

Myliłby się ktoś, przypisując takim intencjom małostkową mściwość, wszak nie żądam dla komunistycznych zdrajców i zbrodniarzy kaźni, jaką zgotowali wielu Polakom (ks. Jerzy Popiełuszko jest postacią symboliczną, ale też jednym z wielu torturowanych i zabitych). W moim wewnętrznym kodeksie za zdradę stanu, jakiej niewątpliwie dopuścili się wszyscy przywódcy Polski i ich najbliżsi współpracownicy w czasach komunistycznego reżimu służalczego w stosunku do Moskwy, nie istnieje wystarczająco wysoka kara. Dlatego dla mnie osobiście ich los oraz warunki, w jakich dożyją swoich nędznych żywotów, są całkowicie obojętne. Choć, jeśli mają żyć, to lepiej, gdyby wyemigrowali lub zostali wydaleni do Rosji, tam jest dla nich najlepsze miejsce. Jeśli domagam się dla nich kary śmierci, to nie ze względu na mściwość, tylko ze względu na niezwykle ważny interes społeczny, jakim jest oczyszczenie naszej sfery symbolicznej. Bez rozliczenia komunistycznych zdrajców i zbrodniarzy, na zawsze będzie ona u nas pełna zamętu.

Komunistyczni zdrajcy i zbrodniarze z naszego podwórka, chociażby: Gierek, Jaruzelski, Kiszczak, powinni zostać skazani na śmierć i straceni od razu w 1989 roku. Nie mielibyśmy wtedy wstydliwego epizodu w najnowszej historii, gdy w rzekomo wolnej już Polsce Jaruzelskiego uczyniono prezydentem. Dzisiaj mniej byłoby problemów z oszołomami, którzy chcą stawiać pomnik Jaruzelskiemu, czy imieniem Gierka nazywać ulice. W naszym świecie rządzącym się dziwnymi, pokrętnymi zasadami zbrodniarze mogą jednak nie tylko spać spokojnie, ale i walczyć o przejęcie sfery symbolicznej. Zwyciężyli oni swoich przeciwników z opozycji pod względem politycznym (przynajmniej w najnowszej rundzie), a roszczą sobie również pretensje do zwycięstwa moralnego, każąc ludziom uwierzyć w swoją wersję historii, przypisując sobie przy tym dokonania, które rzekomo zapewniły Polsce wolność i dobrobyt. W ich wersji stan wojenny miał uratować Polskę przed wyimaginowanymi nieszczęściami a rzekome oddanie władzy miało być aktem historycznej wspaniałomyślności i wielkości (w rzeczywistości zachowali władzę, tyle że w innej formie). Ludzie, którzy dawno powinni zostać straceni podobnie jak dyktator i zbrodniarz Saddam Husajn w Iraku, piszą nam dziś historię.

Ciekawym zjawiskiem jest ogromna skala usług oddawanych ludziom dawnego systemu, zwanym teraz postkomunistami, przez znaczną część dawnych przeciwników z obozu opozycji. Pomoc ta dotyczy legitymizacji postkomunistów właśnie przez tworzenie zamętu w sferze symbolicznej i retuszowanie historii (słynne rozgrzeszające: „wszyscy byliśmy umoczeni” Michnika). Często ci formalnie dawni przeciwnicy byli elementami systemu jeszcze przed jego transformacją w demokrację jako agenci działający na rzecz tego systemu a na szkodę opozycji. W tej tajnej roli oddawali dawnemu systemowi jeszcze większe usługi niż jego jawni funkcjonariusze. Wydawałoby się, że po transformacji systemu różnica między rzeczywistymi opozycjonistami a agentami udającymi opozycjonistów traci na znaczeniu, skoro jedni i drudzy stali się teraz otwartymi sojusznikami postkomunistów i przyłączyli się do nich w ramach tzw. kooptacji. Jednak nie jest to dobry tok myślenia, gdyż czym innym jest jawne dokonanie życiowego wyboru i poddanie go ocenie społecznej, a czym innym – oszukiwanie społeczeństwa. W ten sposób doszło do żenującego zjawiska polegającego na tym, że lustrację bardziej gorliwie atakują dokooptowani do systemu opozycjoniści niż postkomuniści. Tym ostatnim zależało przede wszystkim na utrzymaniu w tajemnicy działalności WSI oraz obronie przywilejów byłych esbeków.

Na skutek wymienionych zjawisk doszło dziś do odrzucającego w swoim zakłamaniu fetowania okrągłego stołu przez obie strony ponoć walczące ze sobą w czasach komunizmu. Społeczeństwu, które jako jedyne było przedmiotem szykan ze strony komunistycznego reżimu, a potem jako jedyne ponosiło koszty transformacji, pozostawiono rolę przymusowego oklaskiwania zjednoczonych dziś starych i nowych włodarzy, co przypomina mi jako żywo zakończenie Folwarku zwierzęcego: „Nie było już żadnych wątpliwości, co się zmieniło w ryjach świń. Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł rozpoznać, kto jest kim.” Dzisiejsze elity, wspominając sukces, jakim bez wątpienia było z ich punktu widzenia bezbolesne przeniesienie aktywów z komunizmu w kapitalizm lub udana kooptacja, pomijają jeden aspekt ówczesnej sytuacji w tych wspominkach. Starają się nie pamiętać atmosfery w polskim społeczeństwie AD 1989 i kilku następnych lat.

W społeczeństwie radość z tzw. końca komunizmu szybko zmieniła się w zdumienie przechodzące w szok. Najbardziej znienawidzeni komuniści, a jednocześnie najbardziej rozpoznawalne twarze stanu wojennego, zostali prominentami w rzekomo wolnej Polsce. Jaruzelski nazywany w czasach reżimu komunistycznego z mieszanką pogardy i nienawiści Jaruzel – został prezydentem. Jest to szczególnie wstydliwy, wręcz haniebny epizod naszej najnowszej historii. Jerzy Urban, który z kolei w czasach komunizmu był nazywany głównie niecenzuralnymi określeniami, wkrótce dał się poznać w roli kapitalisty i redaktora naczelnego obelżywego pisemka Nie. Z oddaniem prezydentury Jaruzelskiemu mam osobiste wspomnienie. Byłem świadkiem demonstracji w Warszawie pod hasłami protestu przeciw tej prezydenturze w pierwszych dniach lipca 1989 r. Garstce studentów przeciwstawiono ogromną liczbę ZOMO, była to prawdziwa demonstracja siły. Jeden z dowódców nawoływał przez megafon: „Ta anarchia musi się skończyć!” Studenci prowadzili swego rodzaju prowokacyjną grę z bandycką władzą, chowając się przed szturmującymi zomowcami w kościele, do którego ci ostatni nie mieli wstępu. Jednak jednego z tych biedaków zomowcy dopadli na schodach i łaźnia jaką mu tam sprawili jest dla mnie do dziś bolesnym wspomnieniem.

Nastąpiło dramatyczne pogorszenie i tak mizernej sytuacji materialnej całych grup społecznych na skutek hiperinflacji i spadku realnych dochodów. Ciężką sytuację w zubożałym i zdezorientowanym społeczeństwie wykorzystywali oszuści rozmaitych gatunków. Pierwszą lekcją były spekulacje kantorowym kursem dolara (nieoficjalnej waluty) w 1990: na szybkich zmianach kursu między 10000 a 20000 zł zwykli ludzie tracili resztki oszczędności a zarabiali cinkciarze, mafie i aferzyści. Nastąpiła złodziejska prywatyzacja – zasoby 38-milionowego kraju z typowym dla socjalistycznej gospodarki dominującym sektorem państwowym w krótkim czasie rozpłynęły się. Drugą lekcją było wielkie oszustwo państwa w stosunku do obywateli, czyli Program Powszechnej Prywatyzacji rozpoczęty w 1994 r. – rzekoma rehabilitacja elit za poprzednie afery okazała się kolejną aferą. Społeczeństwo zostało „wyedukowane”, iż papierek kupiony za 20 zł można w odpowiednim momencie sprzedać za 100 zł. Cinkciarze ostatni raz mieli swoje 5 minut.

Nie lepiej przedstawiały się początki demokracji. W wyborach prezydenckich 1990 społeczeństwo w odruchu rozpaczy postawiło na oszołomów – Lecha Wałęsę i Stana Tymińskiego. W II turze Wałęsa obiecujący każdemu 100 mln zł wygrał z kandydatem z czwartego wymiaru promującym się za pomocą czarnej teczki i książki Święte psy. 100 mln starych zł to 10 tys. nowych zł, dzisiaj po uwzględnieniu inflacji – jakieś 25 tys. zł. W wyborach parlamentarnych 1991 r. zastosowano nietypową ordynację obliczoną na rozbicie sceny politycznej. Brak progu wyborczego spowodował, że w sejmie znalazły się tak osobliwe twory jak Partia X, Sojusz Kobiet przeciw Trudnościom Życia czy Polska Partia Przyjaciół Piwa, która już w Sejmie podzieliła się na frakcje: Duże Piwo i Małe Piwo. Jak na warunki rozdrobnionego Sejmu stosunkowo wysoki wynik miały m.in. KPN Leszka Moczulskiego, która zebrała głosy pod hasłami patriotycznymi i KLD Donalda Tuska – pod hasłami liberalnymi. Jeszcze więcej głosów otrzymało PC Jarosława Kaczyńskiego. Dzięki PC udało się stworzyć jedyny rząd w tym dziesięcioleciu dający szansę na pozytywne zmiany – rząd Jana Olszewskiego. Rząd jednak upadł w czasie słynnej nocnej zmiany w nocy 04/05.06.1992, w której po raz pierwszy doszło do jawnego (acz nie nagłaśnianego szczególnie) sojuszu postkomunistów i dawnej opozycji w celu obrony agentów przez zdemaskowaniem. W tajnym spotkaniu z prezydentem Wałęsą, który bardzo obawiał się ujawnienia akt „Bolka” uczestniczył m.in. młody wówczas lider KLD Donald Tusk („panowie, policzmy głosy” – tak starał się robić wrażenie elokwentnego, poza tym nie miał wiele do powiedzenia). Najdziwniejsze jest jednak to, że do tej egzotycznej – jak na tamte czasy – koalicji przystąpił Leszek Moczulski. Sprawa stała się jasna, gdy okazało się, iż również on był agentem SB. Nocną zmianę można więc uznać za wynik oszustwa i to na wielu poziomach. Na poziomie legitymacji społecznej było to oszustwo, bowiem KPN przejął głosy najbardziej radykalnie antykomunistycznej części społeczeństwa, która z pewnością nie legitymizowała obrony komunistycznych agentów. Moczulski, idąc na układ z postkomunistami, moim zdaniem sprawił, że nie można przyznać nocnej zmianie legitymacji społecznej. W kontekście tych faktów nocną zmianę można uznać za faktyczny zamach stanu – akcję tajnych agentów (z bardziej znanych: Wałęsa, Moczulski, Kwaśniewski) realizowaną ze stwarzaniem pozorów zachowania prawa. Są pewne przesłanki, by twierdzić, że Wałęsa w tym czasie był już przejęty przez WSI i realizował polecenia tychże służb.

Podsumowując, mamy w połowie lat 90. sytuację społeczeństwa oszukanego i upokorzonego. Długie 10 lat rządów Aleksandra Kwaśniewskiego 1995-2005 było etapem konserwacji naszkicowanego tu pokrótce układu. W takich okolicznościach wpisanie do konstytucji z 1997 r. zakazu komunizmu było bardzo mizernym substytutem rozliczeń z komunizmem już tylko w sferze symbolicznej, dodajmy – rozliczenia nieefektywnego nawet w tej sferze. Po uwłaszczeniu byłych komunistów i zagwarantowaniu sobie przez nich wpływów politycznych uczyniono taki pusty gest. Przepis ten jest zbędnym ograniczeniem wolności słowa, demoralizującym martwym przepisem (w Polsce bez przeszkód działa od 2002 r. Komunistyczna Partia Polski), wreszcie ma zamknąć usta tym, którzy twierdzą, że komunizm w Polsce nie został właściwie rozliczony.

Artykuł 13 Konstytucji RP

Mamy dość obszerną literaturę skupiającą się na interpretacji przepisów dotyczących zakazu propagowania określonych ideologii totalitarnych. Wśród opracowań znajdują się artykuły dotyczące konkretnych spraw sądowych i orzeczeń, w kontrowersyjnych przypadkach orzeczenia te są poddawane krytyce. Zupełnie pomijana jest natomiast sama idea prawnego normowania sfery symboli. Ja stoję na stanowisku, iż złe jest samo stanowienie prawa wchodzącego zbyt mocno w sferę symboli, a w szczególności ustanowienie zakazów dotyczących określonych ideologii w konstytucji i w kodeksie karnym było pozbawione sensu, a wręcz szkodliwe, co szerzej uargumentowałem w poprzednich rozdziałach. Co więcej, obecnie obowiązujące u nas normy są szczególnie źle pomyślane, niekonsekwentne i szkodliwe.

Artykuł 13 Konstytucji RP z 1997 r. zawiera zakaz dotyczący partii politycznych i organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu. Nie chcę już nawet wchodzić w to, że zakaz jest sformułowany mętnie. Zakazane są bowiem jedynie „metody i praktyki”, co może w każdym konkretnym przypadku powodować konieczność historycznej analizy i odwołania się do ekspertów, którzy ocenią czy dana metoda lub praktyka jest swoistą cechą danej ideologii czy też nie. Norma nie wyraża wprost zakazu prezentowania określonych symboli, co w praktyce oznacza, że będzie presja na penalizację prezentowania swastyki przy tolerancji dla sierpa i młota. Osobiście uważam oba symbole za nośniki porównywalnego ładunku zła i nienawiści. Tym niemniej problemem tego mętnego sformułowania nie będę się dalej zajmował.

Artykuł 13 wprowadzający zakaz odnoszący się do określonych XX-wiecznych ideologii – nazizmu, faszyzmu i komunizmu sprawia, że konstytucja ustanowiona u progu XXI wieku śmiesznie kręci się wokół dawno przebrzmiałych idei. Oznacza to, że jej twórcy zdecydowanie nie byli wizjonerami. Kolejność wymienionych w artykule 13 ideologii jest nielogiczna, ale zapewne przyjęta nieprzypadkowo. Nieprzypadkowo też zdecydowano się na inne drobne manipulacje: użyto w dokumencie takiej wagi kolokwialnego określenia nazizm zamiast poprawnego historycznie określenia narodowy socjalizm oraz wymieniono dwie ideologie typu faszystowskiego oraz tylko jedną typu komunistycznego, podczas gdy komunizm doczekał się wielu odmian. Trzymając się tymczasem katalogu totalitaryzmów wyszczególnionych w artykule 13 Konstytucji, zacznę krytykę tego artykułu od przyjętej w nim kolejności.

W krytyce tej zakładam, że faszyzm wyliczony równoprawnie obok narodowego socjalizmu musi odnosić się do faszyzmu włoskiego. Kolejność historyczna powinna zatem wyglądać następująco: komunizm, faszyzm, narodowy socjalizm. Pod względem liczby ofiar poniesionych przez naród polski oba totalitarne systemy są winne ludobójstwa liczonego w milionach istnień, oba też szczególnie zajadle niszczyły nasze elity umysłowe. Bez głębszej analizy historycznej spróbujmy określić kolejność systemów w aspekcie ludobójstwa na naszym narodzie: narodowy socjalizm, komunizm, faszyzm. Logicznie rozumując, najistotniejsza z punktu widzenia polskiego systemu prawnego jest kwestia realnego zagrożenia odrodzeniem się poszczególnych totalitaryzmów w Polsce. Z tego punktu widzenia samo wprowadzanie takich norm jest wręcz obraźliwe dla naszego narodu, gdyż totalitaryzm jest nam kulturowo całkowicie obcy. Filozoficzne korzenie obu głównych XX-wiecznych totalitaryzmów sięgają przede wszystkim XIX-wiecznych Niemiec. Manifest komunistyczny wydali niemieccy filozofowie Marks i Engels w 1948 roku. Natomiast korzenie faszyzmu sięgają do prądów nacjonalistycznych i rasistowskich, które opanowały w II poł. XIX wieku całą Europę, ale na szczególnie podatny grunt trafiły w Niemczech. Ostatecznie wymienione w Konstytucji totalitarne systemy rozwinęły się jako integralny element określonych, obcych naszemu narodowi kultur: komunizm w Rosji, faszyzm we Włoszech i narodowy socjalizm w Niemczech. Zagrożenie totalitaryzmem dla naszego narodu zawsze miało charakter zewnętrzny. Nie zapominajmy, że komunizm został przyniesiony do Polski na sowieckich bagnetach. Jeśli mimo wszystko zdecydujemy się podnieść kwestię wewnętrznego zagrożenia totalitaryzmem, to prawidłowa kolejność byłaby taka: komunizm, faszyzm, narodowy socjalizm. Wynika to z tego, że przez dziesięciolecia narzuconej Polsce władzy komunizm niestety zdołał wytworzyć sobie dość pokaźne zaplecze w naszym kraju (zarówno w sferze materialnej jak i symbolicznej) i nadal jest dla nas najgroźniejszy od wewnątrz. Narodowy socjalizm natomiast przez stosunkowo krótki czas 6 lat okupacji ograniczał się dla nas wyłącznie do zniewolenia i eksterminacji Polaków przez Niemców, posądzanie więc polskiego narodu o tendencje narodowosocjalistyczne można uznać tylko za niezdrową fantazję.

Zwróćmy teraz uwagę na jakość katalogu totalitaryzmów, który prawodawca określił w artykule 13 Konstytucji RP. Przepis wymienia trzy konkretne ideologie: nazizm, faszyzm i komunizm, zakazując stosowania zawartych w tych ideologiach „totalitarnych metod i praktyk”. Ducha tego przepisu odnajdujemy w artykule 256 kk, który z kolei zakazuje propagowania „faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa”. Artykuł 256 kk w odróżnieniu od Konstytucji uwzględnia każdą ideologię totalitarną, ale wymienia tylko jedną taką ideologię. W tym miejscu w systemie prawnym powstaje łatwo zauważalna luka. Czy komunizm jest ideologią totalitarną, której należy zakazywać (na mocy art. 256 kk), czy też tylko zawiera pewne totalitarne metody i praktyki, które są zakazane (na mocy art. 13 Konstytucji RP), ale bez generalnego zakazu propagowania komunizmu i jego symboli? Zakaz propagowania wyrażony expressis verbis istnieje tylko w odniesieniu do faszyzmu (co w praktyce odnosi się też do narodowego socjalizmu), natomiast w odniesieniu do komunizmu i jego pochodnych została pozostawiona luka.

Artykuł 13 Konstytucji RP wymienia wśród 3 ideologii totalitarnych – 2 ideologie typu faszystowskiego i 1 typu komunistycznego. Jednak w XX wieku komunizm był znacznie bardziej rozpowszechniony i powstało więcej odmian tej ideologii. Gdyby nie uzasadnione podejrzenie, że w artykule 13 mamy do czynienia z celowymi manipulacjami, można by podejrzewać, iż prawodawca kierował się nie tyle rzeczywistą historią XX wieku, co serialami Czterej pancerni i pies oraz Stawka większa niż życie. Żeby pozostać w zgodzie z historią i logiką, artykuł 13 powinien wymieniać po prostu komunizm i faszyzm. Jeśli natomiast w artykule miało znaleźć się bardziej szczegółowe wyliczenie ideologii totalitarnych, to powinny zostać uwzględnione również: bolszewizm, marksizm-leninizm, trockizm, stalinizm, maoizm.

Ostatnia manipulacja, której się przyjrzymy polega na zastosowaniu kolokwialnej nazwy nazizm zamiast poprawnej historycznie – narodowy socjalizm. Zacznijmy od rozbioru słowa nazizm. Pełna oryginalna nazwa ideologii brzmi w języku niemieckim Nationalsozialismus (ang. National Socialism, pol. narodowy socjalizm). Członkowie NSDAP nazywali siebie Nationalsozialisten (ang. National Socialists, pol. narodowi socjaliści). W czasie, gdy narodowi socjaliści zdobywali władzę, ich przeciwnicy ukuli określenie potoczne i nacechowane negatywnie: der Nazi/die Nazis (ang. nazi/nazis, pol. nazista/naziści), słowo odnotowane w 1930 r. Od tego potocznego określenia powstawały następnie potoczne wyrazy pochodne, w tym potoczna nazwa ideologii – narodowego socjalizmu: Nazismus (ang. nazism, pol. nazizm), słowo odnotowane w 1934 r. Potoczne określenie nazista i wyrazy pochodne nie były szerzej używane w Niemczech do 1945 r. Odpowiednikiem określenia nazista jest określenie komuch. Odpowiednikiem sformułowania „zakazany jest nazizm” jest sformułowanie „zakazana jest partia komuchów”. Przykładem braku zrozumienia tych kwestii i wyczucia językowego jest też etymologia słowa nazizm podana w polskiej Wikipedii, błędnie sugerująca, że słowo nazizm powstało bezpośrednio jako skrót od słowa narodowy socjalizm. Co ciekawe odpowiednik tego błędu znajduje się w rosyjskiej Wikipedii, natomiast nie dostrzegłem go w innych wersjach językowych. Intencja tej manipulacji w artykule 13 Konstytucji RP jest czytelna. Jest to kolejny kompleksowej ochrony symboliki komunistycznej. Za pomocą wcześniej opisanych manipulacji, negatywna historyczna rola komunizmu została w ahistoryczny sposób umniejszona: został on wymieniony jako jeden z trzech groźnych totalitaryzmów i to na końcu. W tej manipulacji poprzez zredukowanie potocznego określenia nazizm następuje jakby wstydliwe przemilczenie faktu, że narodowy socjalizm wywodzi się z ideologii komunistycznej. Takie podejście nie dziwi, jeśli weźmiemy pod uwagę, że za naszą Konstytucją stoi parlament zdominowany przez postkomunistów i postkomunistyczny prezydent.

W tych manipulacjach ujawnia się jeden z dobrze znanych aspektów wojny o sferę symboliczną między prawicową a lewicową opcją polityczną. W tym aspekcie chodzi o coś w rodzaju licytacji, w której trzeba udowodnić przeciwnikowi większą liczbę historycznych przewin. Dodajmy, że ta licytacja sprawia wrażenie trochę dziecinnego podejścia do poważnych problemów. Niemniej jednak taka oś sporu istnieje, uczestnicy tego sporu z uporem godnym lepszej sprawy walczą o przelicytowanie przeciwnika, a efekty tej licytacji oddziałują na masową wyobraźnię. W tego rodzaju licytacji arbitralnie przyjmuje się, że faszyzm a za nim narodowy socjalizm należy traktować jako skrajną i totalitarną formę opcji prawicowej, a komunizm i jego odmiany należy traktować jako skrajną i totalitarną formę opcji lewicowej. Dla osiągnięcia właściwego efektu uczestnicy tego rodzaju licytacji starają się przemilczeć marksistowskie komponenty narodowego socjalizmu, a w tym celu forsują używanie kolokwialnego określenia nazizm zamiast poprawnego historycznie narodowy socjalizm. Chodzi o wywołanie w świadomości społecznej skojarzenia zbrodni Hitlera z opcją prawicową. Bardzo możliwe, że właśnie to jest także prawdziwym powodem, dla którego Mein kampf Adolfa Hitlera nadal jest na indeksie ksiąg zakazanych. Przeczytanie tej książki – jako źródła historycznego – raczej nie przekabaci nikogo na narodowy socjalizm (tak jak przeczytanie Manifestu komunistycznego jeszcze nie czyni z człowieka komunisty), natomiast pozwala przekonać się, jak wiele Hitler zaczerpnął z marksizmu. Manipulacja stanie się jeszcze bardziej oczywista, gdy uświadomimy sobie, że w czasach, gdy NSDAP sięgało po władzę kwestia lewicowych korzeni narodowego socjalizmu nie budziła wątpliwości. NSDAP była przekształconą DAP (Niemiecka Partia Robotnicza) i walczyła o ten sam elektorat co KPD (Komunistyczna Partia Niemiec), przy czym wybór między tymi dwiema partiami był odbierany w niemieckim społeczeństwie jako wybór między dwoma wersjami komunizmu: bolszewicką i narodową. Bolszewizm kładł wtedy szczególny nacisk na międzynarodowy charakter komunizmu, komuniści związani z bolszewikami głosili, że ich celem jest rewolucja światowa (posługiwali się hasłem: Proletariusze wszystkich krajów łączcie się). Rosja silnie wspierała partie komunistyczne w większości krajów demokratycznych. Niemcy woleli „narodowy komunizm” Hitlera od internacjonalistycznego bolszewizmu. Czas pokazał, że nacjonalizm objawił się nie tylko w totalitaryzmie niemieckim. Komunizm rosyjski nie uniknął wejścia na drogę rosyjskiego nacjonalizmu. Już Stalin realistycznie porzucił myśl o rewolucji światowej na rzecz budowy rosyjskiego imperium (m.in. to poróżniło go z Trockim), a zależność lokalnych partii komunistycznych od ZSRS bezwzględnie wykorzystywał dla celów bieżącej rosyjskiej polityki. Różnice między dwiema totalitarnymi ideologiami siłą rzeczy musiały być eksponowane przez propagandę w trakcie śmiertelnego starcia między dwoma opartymi na nich systemami. 64 lata po zakończeniu wojny powinniśmy jednak umieć już spojrzeć na tę sprawę spokojniej.

Spór polityczny jest integralną częścią współczesnych systemów demokratycznych a prawica i lewica to naturalne strony tego sporu. Należy tworzyć jak najlepsze warunki do tego, by zawsze mógł on się toczyć bez nadmiernego faworyzowania jednej ze stron. Wydaje się, że w szczególności konstytucja nie powinna wchodzić w ten spór. Tymczasem przeanalizowane tu manipulacje widoczne w artykule 13 Konstytucji RP pokazują, że u podstaw naszej konstytucji leży jednak lewicowa wizja historii. Taka wizja historii jest nie do pogodzenia z naszym rzeczywistym doświadczeniem historycznym: IV rozbiorem Polski zadekretowanym w tajnym załączniku do Paktu Ribbentrop-Mołotow 23.08.1939 i przypieczętowanym wspólną defiladą Wehrmachtu i Armii Czerwonej w Brześciu nad Bugiem 22.09.1939 r. oraz 45 latami rządów komunistycznej dyktatury (plus 2 lata tzw. sejmu kontraktowego).

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Marian Krzaklewski przedwcześnie odznaczony

Marian Krzaklewski przedwcześnie odznaczony medalem pośmiertnym

Jak tłumaczy rzecznik prezydenta, pośmiertny Krzyż Komandorski drugiej klasy, został przyznany Marianowi Krzaklewskiemu wskutek biurokratycznej pomyłki. Niestety, przepisy nie przewidują takiej sytuacji i uhonorowanie byłego przewodniczącego „Solidarności” pozostaje w mocy. Jednakże odznaczenie może odebrać tylko ktoś z rodziny przedstawiając akt zgonu. Krzaklewski nie jest zainteresowany jego otrzymaniem za wszelką cenę. „W tej sytuacji pozostaje tylko czekać”, powiedział rzecznik.

Tusk wzywa do prywatyzacji partii politycznych

W myśl rządowego projektu przemian własnościowych planowanych na 2009 rok, prywatyzacja partii politycznych mogłaby nastąpić w pierwszej połowie przyszłego roku. (...)

Premier zakłada, że partie będą emitować akcje, które w wolnym obrocie znajdą się na giełdzie papierów wartościowych. „Z tego co już wiadomo, zakupem pakietu kontrolnego Platformy Obywatelskiej zainteresowane jest PiS”, ciągnął Tusk. „Nie zamierzamy jednak ułatwiać życia opozycji, której napiętnowanie jest świętym prawem rządu. Przynajmniej tak długo, jak ostatni ich przedstawiciel zasiada w ławach poselskich”. (...)

„Natomiast z PSL-em toczymy przyjacielskie spory o to, kto sobie zafunduje wszystkie możliwe stanowiska w państwie”, mówił dalej premier. „Ja osobiście chcę mieć największy udział w swoim rządzie, który po przekształceniach przejdzie w prywatne ręce już oficjalnie. Pozostaje jeszcze kwestia urzędu prezydenta. Zajmiemy się nią zaraz po sprywatyzowaniu Trybunału Stanu. Jedyne czego nie sprywatyzujemy, to szpitali”, zapewnił Tusk i dodał, że żadne weto prezydenta im w tym nie przeszkodzi. „Szpitale, w drodze sprzedaży, przejdą po prostu na własność osób reprezentujących samych siebie”.

Na koniec Donald Tusk zaapelował także o udzielenie mu wsparcia w walce z L. Kaczyńskim, który wbrew wszystkiemu nadal uparcie kontynuuje swoją politykę bycia prezydentem kraju. „Skoro tylu uczciwych wyborców okazało nam zaufanie, które jeszcze niepokojąco wzrasta, to wzywam, pomóżcie nam zrzucić to jarzmo ponieważ wszyscy tego pragniemy, a najbardziej ja. Chcę wprowadzić wreszcie rządy ponad wszelką miarę przyzwoite i nie znoszące sprzeciwu. Osobiście wszystkiego dopilnuję, jak tylko znajdę chwilkę czasu”.

Coraz bardziej wychodzi na jaw, że większość esbeków była w opozycji

Dziennikarze śledczy dotarli do dokumentów, z których wynika, że większość agentów Służby Bezpieczeństwa w czasach PRL prowadziła działalność opozycyjną. Niemal wszyscy pracownicy III Departamentu spiskowali przeciwko władzy. Było to na tyle powszechne zjawisko, że dyrektor departamentu (pseudonim Orzeł w koronie) musiał rozbudować siedzibę swojego urzędu, zaczęło już bowiem brakować konspiracyjnych lokali kontaktowych.

„W 1989 roku udało nam się wreszcie obalić władzę i jednocześnie ją przejąć. W nagrodę każdy spiskowiec otrzymał podwyżkę, mocne alibi i status reformatora państwa”, powiedział szef dawnego III Departamentu.

 

Krótko

Kingston – Gabońscy korespondenci są coraz bardziej zaintrygowani informacjami polskich mediów o zainteresowaniu prasy gabońskiej polskimi doniesieniami na temat Gabonu – podały gazety na Jamajce.

Materiały dodatkowe

1. Nowy Pompon
Magazyn satyryczny, którego pełny tytuł brzmi: Nowy Pompon. Bóg Ojczyzna Honorarium. Absurdalny klimat newsów w Nowym Pomponie uświadamia, jak bardzo absurdalnymi i ogłupiającymi wiadomościami jesteśmy karmieni przez oficjalne polskie media. Teksty w tym wpisie pochodzą z serwisu Nowy Pompon, w którym znajdziecie więcej dobrej satyry w tym stylu.

piątek, 3 kwietnia 2009

Figurski kontra Jola

Przy tworzeniu wpisu na temat pary showmanów: retarded gay (ang. ‘świetny wesoły’) Wojewódzki oraz retarded gay (ang. ‘świetny wesoły’) Figurski natknąłem się na kilka artykułów na temat samodzielnej działalności Figurskiego. Wcześniejszy wpis dotyczył głównie medialnego ataku na Prezydenta RP, jaki pod płaszczykiem satyrycznej audycji wyprowadzili z anteny radia Eska Rock retarded gay Wojewódzki i retarded gay Figurski. Ich działaniom można tu przypisać skrajny koniunkturalizm – przyjmując to zlecenie, zapewne mieli zapewniony nie tylko wzrost poważania w tzw. salonie, ale może w przyszłości jakąś posadę przy nowym prezydencie, na którego tak usilnie promują konkurenta Lecha Kaczyńskiego, czyli Tuska. Mając pełnię władzy, do czego za pośrednictwem Tuska salon tak usilnie dąży, będą mieć zresztą wiele profitów do rozdzielenia. Niezależnie od koniunkturalności tych „niegrzecznych 40-letnich dzieci” trzeba oddać sprawiedliwość, że zajęli się sprawą ciężkiego kalibru. Próba podskoczenia na taką wysokość, żeby zauważyli ich poważni ludzie zajmujący się poważną polityką to jednak przedsięwzięcie stresujące dla nich, było to nawet po nich widać w kolejnych dniach. Mam zresztą obawy, że ten stres odbije się im na zdrowiu i wkrótce mogą stanąć im również inne organy. W dzisiejszych czasach u mężczyzn coraz częściej kłopoty z sercem zaczynają się już po czterdziestce. A u nich tym bardziej – ciągły stres, szybki tryb życia, psychodeliki, nadużywanie viagry – to wszystko musi pozostawić ślady na zdrowiu. W każdym razie chłopaki mierzyli wysoko. Są tacy, którzy za to mają dla nich szacunek i ja to rozumiem. Jednakże to, co retarded gay Figurski niedawno zrobił w swoim samodzielnym nędznym programie, nie zasługuje już na niczyj szacunek.

Chodzi o sprawę związaną z pewną młodą, hm... artystką, a używając modnego w niektórych kręgach określenia – celebrytką. Cały ten świat plotek ze środowiska showbiznesu – kto, z kim, gdzie i kiedy, jak ubrany – dotąd kompletnie do mnie nie trafiał. Nawet nie zauważyłem, kiedy z jednego egzotycznego serwisu tzw. plotkarskiego o niewiarygodnie głupiej nazwie – Pudelek, wypączkowało kilkanaście kolejnych o jeszcze bardziej kiczowatych nazwach. Dotarło to do mnie dopiero, gdy zająłem się sprawą niesławnego duetu WF z Eski Rock. Okazuje się, że światek ten kręci się wokół określonej grupy osób i zapewne dla wielu wielkim zaszczytem jest, gdy do tej grupy wybrańców mają szansę dołączyć. Jedną z popularniejszych obecnie metod zrobienia kariery celebrytki przez dziewczynę jest robienie z siebie idiotki. Ścieżkę przetarła tu Dorota Rabaczewska (Doda), która obecnie obrosła w kasę, piórka i zapewne nie przyznałaby się do zawodowego powinowactwa z młodszymi stażem koleżankami. Doda ma też oddanych fanów, którzy oburzają się na porównywanie jej z początkującymi gwiazdkami, które poszły tą samą drogą. Nie bez znaczenia jest też to, że Doda śpiewa (ocenę poziomu artystycznego pozostawiam tym, którzy się na tym znają). Kolejne celebrytki, które tu wymienię załapały się do grupy wybranych, o których „mówi się”, przez udział w reality show: Agnieszka Frykowska (Frytka), Jolanta Rutowicz albo przez nazwisko plus udział w tanecznym show w zaprzyjaźnionej z politykami telewizji: Aleksandra Kwaśniewska (Ola), Maria Wiktoria Wałęsa. Aha, jak mogłem zapomnieć o Kasi Tusk, która także miała status celebrytki, ale od czasu premierowania taty, jakby trochę mniej (zabawa w przywódcę Tuskowi i tak nie wychodzi, więc mamy nadzieję, że szybko da szansę Kasi na dalsze łechtanie swojej próżności jako celebrytce). Tak więc trzy ostatnie na co dzień orbitują gdzieś między światem celebrytek a innymi zajęciami i starają się robić i mówić trochę mniej głupot od koleżanek, które nazwisko czy tam pseudonim artystyczny muszą promować sobie same.

Celebrytki w Wikipedii - kolaż

Obr. 1. Kolaż z informacji o popularnych celebrytkach zamieszczonych w Wikipedii

Klip 1. Jola Rutowicz w czasie reality show Big Brother 4.1 w 2007, epizod w tzw. Pokoju zwierzeń. Czy widz śmiejąc się z głupoty celebrytki, naprawdę śmieje się z niej, czy raczej z własnej głupoty odbitej w popkulturze i mass mediach, niczym w krzywym zwierciadle? Pytanie chyba retoryczne.

Różne twarze Joli RutowiczJestem skłonny zaakceptować wyżej opisany stan rzeczy i temat na tym zamknąć. Daleko mi do namiętnego śledzenia przygód sercowych i łóżkowych tychże panien lub pań. Nie wykrzeszę też z siebie entuzjazmu, który pozwoliłby mi stać się fanem jednej z nich. O co więc chodzi? Otóż wspomniany wyżej retarded gay Figurski najwyraźniej zawodowo zajmuje się obrażaniem ludzi. I to właśnie uznałem za fakt, o którym trzeba głośno powiedzieć. Tym bardziej, że – co dalej wykażę – młodzi uczestnicy internetowych dyskusji sprawiają wrażenie nie tylko bardzo podatnych na manipulacje, ale i przekonanych, że obrażanie ludzi to dobry sposób na publiczne zaistnienie. Mimo moich braków w szczegółowej faktografii dotyczącej celebrytek, myślę, że mogę spokojnie przyjąć, iż Jola Rutowicz, pozując na głupiutką dziewczynę, podążyła szlakiem przetartym przez chociażby Dodę czy Frytkę. Każda z dziewczyn ma jakąś cechę szczególną: Doda – silikonowy biust i głupi śmiech, Frytka – skłonność do seksualnych ekscesów, a Jola promuje się za pomocą wyzywającego makijażu i pluszowego konia (jeśli dobrze zrozumiałem). Jeśli ktoś ma czas i zacięcie do tego, to może oczywiście oceniać pomysłowość czy styl wabienia do siebie fanów, ale trudno dopatrywać się w tym wyższości którejkolwiek z celebrytek, bo co tu porównywać? Mało tego, wytykanie głupoty osobie, która tę głupotę pozuje po to, by o niej częściej mówiono, świadczy o kompletnym niezrozumieniu mechanizmów showbiznesu a jednocześnie o przerażającej naiwności w akceptowaniu świata medialnego jako realny. A jednak są tacy, którzy podejmują się misji zniszczenia jednej celebrytki, która im się nie podoba, czy z jakichś powodów mają z nią na pieńku. Tak właśnie odbieram niektóre działania podejmowane przez Figurskiego między jednym a drugim atakiem na prezydenta. Retarded gay Figurski oczywiście doskonale zna medialne mechanizmy i postanowił wykorzystać naiwność młodej publiczności w sposób, moim zdaniem, dość mściwy.

Chodzi mi o program Jazda Figurowa, do którego retarded gay Figurski niedawno zaprosił Jolę Rutowicz. Ta edycja programu była następnie szeroko komentowana w tzw. portalach plotkarskich. Autorski program Jazda Figurowa ma format talk show, ale jest niemiłosiernie nudny. Podczas jego oglądania ręka sama wędruje do pilota. Myślę, że ten stan rzeczy jest „zasługą” prowadzącego. Charakterystyka programu zamieszczona na stronie stacji TV4:

Jazda Figurowa to komentarz do rzeczywistości; czasem poważny, czasem ironiczny, zawsze ciekawy. W programie znajdzie się miejsce na poważną rozmowę o ważnych i aktualnych sprawach, błyskotliwy żart, szczere wyznanie i słowną szermierkę.

Znany z radia i wyrazistych poglądów dziennikarz zapraszać będzie kontrowersyjnych gości – ludzi, którzy są lub byli na pierwszych stronach gazet, a znaleźli się tam z najrozmaitszych powodów: jako bohaterowie skandali, przywódcy partii i narodu, postaci barwne i nietuzinkowe. W szczerej i zaskakującej, niebanalnej rozmowie opowiedzą Michałowi Figurskiemu o kulisach dawnych i aktualnych wydarzeń, odkryją nieznane fakty, ujawnią nowe okoliczności, zdradzą swoje motywacje, cele i zamierzenia. Obok znanych i wpływowych osób, pojawią się też nieznane, choć z różnych przyczyn wyjątkowe. Z pomocą publiczności powstanie Antylista osób i wydarzeń. W Jeździe Figurowej pęknie balon patosu, znikną nieistotne szczegóły, a zamiast nich pojawi się zdrowy śmiech. Chociaż czasem będzie też poważnie.

Ankiety - Jola Rutowicz i Jazda Figurowa

Obr. 2. Wpisując się w infantylną pozę leczenia własnych kompleksów przez wyśmiewanie Joli Rutowicz, Figurski, jako licencjonowany skandalista, liczył zapewne na poklask szerokiej publiczności. Jeśli jednak uważa się on za profesjonalistę, to chyba bardziej od ankiet o głupocie Joli Rutowicz powinny go interesować ankiety popularności jego programu. Na obrazku z prawej aktualne wyniki ankiety z głównej strony TV4, w ankiecie nie było więcej opcji – tylko te 4 programy.

17.02.09 odbyło się nagranie programu Jazda Figurowa z gośćmi Jolą Rutowicz i Janem Nowickim. Program został wyemitowany 13.03 (pt) o 22:05. Od tego dnia zaczyna się ciąg ciekawych zdarzeń. Niemal z dnia na dzień to wydanie programu staje się najważniejszym newsem w plotkarskim światku. W wielu portalach artykuły na ten temat są ilustrowane 10-minutowym klipem z YouTube zawierającym fragment programu oraz obszernym fotoreportażem. Są przesłanki, by sądzić, że za akcją w światku internetowych mediów przeciwko Joli Rutowicz stał sam retarded gay Figurski. Zaznaczam jednak, że są to tylko przypuszczenia. Pierwszą niespodzianką jest to, że klip znalazł się na YouTube w dniu emisji. Jest praktycznie niemożliwe, aby był on dziełem osoby przypadkowej. Taka osoba musiałaby nagrać program, a następnie w ciągu godziny zmontować elegancki klip (starannie dobrane fragmenty tworzące spójną całość o długości 10 minut zgodnej z wymogami YouTube), przekonwertować na format akceptowany przez YouTube i zamieścić w YouTube wraz opisem i tagami. A zatem prawdopodobnie ktoś ten klip miał przygotowany wcześniej i tylko niecierpliwie czekał na emisję programu, aby go wrzucić do sieci. Następnego dnia ukazały się pierwsze artykuły ilustrowane tym klipem (np. Kozaczek), a 16.03 (pn), czyli w pierwszym dniu roboczym po emisji programu na portalach plotkarskich nastąpił wysyp takich artykułów. Często autorzy nie zadali sobie trudu, by wymyślić tytuł, usłużnie kopiując jednostronny tytuł z YouTube: Jola Rutowicz wyśmiana i poniżona. Efekt takiej promocji klipu: znalazł się on na stronie głównej YouTube i 20.03 osiągnął 200.000 wejść. Drugą niespodzianką jest to, że teksty artykułów we wszystkich przypadkach są bardzo podobne i przeinaczają wymowę klipu, powielając naciągane sugestie, że Jola została poniżona. Do promocji programu Figurskiego, może także z myślą o tych artykułach, przygotowano dużą ilość zdjęć. Wygląda to na akcję inspirowaną przez kogoś związanego z Figurskim lub TV4, kto dostarczał portalom gotowy zestaw materiałów do wklejenia. Warto dodać do tych „przypadków” jeszcze to, że choć na YouTube szybko pojawiły się kopie tego klipu, to wszyscy osadzali u siebie ten pierwszy. Gdybym ja był redaktorem poważnego portalu, zrobiłbym akurat przeciwnie. Wolałbym zamieścić każdą inną kopię niż tę wyjściową. Każdy czytelnik może bowiem łatwo wejść na profil YouTube autora klipu i kojarzyć potem tego autora z portalem, w którym przeczytał artykuł. A tu nie było czym się chwalić. Przepraszam za dosłowność dalszych wulgarnych treści. Autor nazwał swój profil JebacRutowicz. W profilu nie ma żadnej aktywności ze strony autora poza zamieszczeniem 2 klipów, opisy i tagi tych klipów też nie należą do eleganckich. Poniżej opis z YouTube klipu z fragmentem Jazdy Figurowej, który wykorzystano w artykułach na portalach, czasem należących do poważnych firm jak eFakt.pl:

Profil: JebacRutowicz

Tytuł: Jola Rutowicz wyśmiana i poniżona

Opis: Kobieta koń w programie Jazda Figurowa, którego gospodarzem jest Michał Figurski. Pani Jolanta skompromitowała się na całej linii.

Tagi (wybór): jola jolanta rutowicz kobieta kon rozowy wywiad doda elektroda bb big brother vip krolowa pustak wodoglowie glupia debilka jebnieta pojebana kurwa szmata ladacznica dziewica lateks tipsy frytka gwiazda reality show paris hilton britney spears

Wulgarny profil autora popularnego klipu z fragmentem Jazdy Figurowej

Obr. 3. Klip z fragmentem Jazdy Figurowej oraz jego kopie został usunięty z YouTube w trakcie pisania tego artykułu. 1. Ślad po usuniętym klipie w jednej z Playlist. 2. W profilu o wulgarnej nazwie obecnie znajduje się 1 starszy klip także dotyczący Joli Rutowicz. 3. Tagi tego klipu, który jeszcze jest dostępny, i tego usuniętego były podobne.

Klip z fragmentem Jazdy Figurowej był promowany przez portale plotkarskie

Obr. 4. Klip z fragmentem Jazdy Figurowej był promowany przez portale plotkarskie, a po 2 tygodniach został usunięty.

W profilu i pod obydwoma klipami znalazło się wiele komentarzy utrzymanych w wulgarnym tonie zasugerowanym w opisach i w tagach, komentarzy zamieszczonych zapewne przez młodych użytkowników, którzy są szczególnie podatni na przejmowanie takiego stylu. Myślę, że gdyby faktycznie Figurski okazał się autorem i inspiratorem tych wulgarnych bredni, to byłby on kompletnym zerem i powinien całkowicie zaprzestać publicznej działalności (choć, o czym mówimy, taki Urban działa i ma się dobrze...) Nawet portal eFakt.pl związany z ogólnopolskim tabloidem nie ustrzegł się błędu i osadził u siebie klip zamieszczony w profilu JebacRutowicz. Dzięki takiej promocji klip ten znalazł się na liście YouTube Most Viewed: #14 - Most Viewed (This Month) - Poland / 258,566 views (stan tuż przed usunięciem). Jednak klip został usunięty i tylko gdzieniegdzie zostały po nim ślady. Mimo że w klipie znalazły się tylko fragmenty programu, które można by uznać za rodzaj promocji (na YouTube są fragmenty wielu komercyjnych programów z różnych stacji), TV4 usunęła z YouTube zarówno wyjściowy klip jak i wszystkie jego kopie. Wygląda to tak jakby po zrealizowaniu założonej promocji Figurskiego i jego programu starali się szybko usunąć wstydliwe materiały. Dodatkowe światło na sprawę rzuca oświadczenie agenta Joli Rutowicz: „Film krążący po internecie jest poniekąd zmanipulowany na niekorzyść Jolanty. Sporo wypowiedzi zostało wyciętych. Ubolewam, że prowadzący we wcześniejszych programach nie potrafił zachować się jak prawdziwy dżentelmen i okazać należnego szacunku kobietom w tym między innymi Jolancie. Niestety złe obyczaje posłużyły do promocji programu.” Oświadczenie to zamieścił w swoim artykule eFakt.pl. W tym miejscu czytelnik powinien mieć możliwość zapoznania się z omawianym klipem. Dociekliwym, którzy go jeszcze nie widzieli, pozostaje jednak tylko grzebanie w internecie, jest też możliwe, że został on dość dokładnie wymazany. Pozostaje mi zamieścić streszczenie klipu (nie widziałem tej edycji Jazdy Figurowej w oryginale).

Zacznę od tego, że czytając inne artykuły dotyczące programu a właściwie zamieszczonego klipu, wg których przedstawia on kompromitację Joli Rutowicz, trzeba wziąć pod uwagę, że ośmieszenie Joli było założeniem z góry przyjętym przez gospodarza programu, autora klipu oraz przewodnim motywem dalszej akcji medialnej. Figurski jako gospodarz programu przygotował w tym celu odpowiednie rekwizyty i dowcipy oraz umówił się z drugim zaproszonym gościem, aktorem Janem Nowickim. Reakcje publiczności były sterowane niczym w sitcomie – jak to często bywa w tego typu programach. Jak się wydaje, Jola Rutowicz była świadoma tych warunków, a mimo to zdecydowała się wziąć udział w tym przedstawieniu. Mało tego, zaskoczyła prowadzącego i praktycznie przejęła inicjatywę, a potem zakończyła swój występ w wybranym przez siebie momencie. Trzeba naprawdę interpretować rzeczywistość na odwrót, by nazwać to kompromitacją Rutowicz. Można oczywiście zgrywać osobę o wyszukanym guście i krytykować poziom jej wypowiedzi, ale jaki jest sens takiej krytyki w kontekście takiego programu jak Jazda Figurowa, w którym zdarza się, że prowadzący i goście z upodobaniem i wielokrotnie wymieniają się bon motami „kurwa” i „weź, nie pierdol”, a publiczność za każdym razem reaguje na to aplauzem.

Klip zaczyna od rozwinięcia czerwonego dywanu dla Joli Rutowicz, Figurski nalewa do kieliszków szampana, niczym na jakiejś gali i wita Jolę jako supergwiazdę, oczywiście to jest szopka. Można wychwycić, jak na początku Jola, podając rękę Nowickiemu, mówi ciepłym głosem „Witam serdecznie.” Najwyraźniej nie planowała ścięcia z leciwym aktorem, ale ten był do niej uprzedzony. Po powitaniu Jola wzięła od osoby towarzyszącej na widowni główkę kapusty i wręczyła ją Figurskiemu, tłumacząc mu, że skoro nazwał ją głąbem, to powinien nauczyć się jak wygląda głąb (kapusta była podpisana „Figurski”), po czym zażądała przeprosin, podając mu dłoń do ucałowania, co Figurski uczynił. W końcu zajęła miejsce dla gości na kanapie obok Nowickiego. Właściwie, cały fragment Jazdy Figurowej zawarty w klipie był głównie słowną potyczką między Jolą a Figurskim, a jeśli ktoś tam się skompromitował, to przede wszystkim starszy aktor Jan Nowicki, który nie powinien znaleźć się w tym towarzystwie. Nie umiał zresztą odnaleźć się tam, a jego próby błyśnięcia dowcipem wypadły żałośnie. Nie interesowałem się wcześniej bliżej tą osobą i nie spodziewałbym się takiego zachowania po dawnym Wielkim Szu, ale widocznie niektórzy na starość (70 lat) zamiast mądrzeć – głupieją. Na pytanie Figurskiego „Panie Janie, szampana?” z miną zblazowanego starego piernika odpowiedział „Nie, ja piwo...” [śmiech, oklaski], jakby znajdował się właśnie w knajpie, a nie brał udział w programie tv. Na to Jola: „Proszę pana, od piwa brzuch rośnie, nie możemy pić piwa.” Nowicki: „Brzuch u mężczyzny to jak piersi u kobiety” [aplauz]. Jola: „O Jezu, to wstrętne porównanie.” Potem Nowicki brnął coraz bardziej w chamstwo. Figurski: „Panie Janie, czy [w obecności Joli] pan się czuje znowu prawdziwym mężczyzną?” Nowicki: „A nie, skąd, nie chce mi się [śmiech]. Słuchaj, a czy ten... a czy... a czy pani śpiewa... czy pani... ja nie wiem co...” Jola: „Jeszcze nie, jeszcze nie, ale jeszcze kopara wszystkim opadnie, tak więc spokojnie, spokojnie, opanujmy się, ludzie, Boże...” Figurski: „Panie Janie, czy pan wie, co to znaczy kopara opadnie?” Nowicki: „Co opadnie?” Figurski: „Kopara!” [śmiech]. Nowicki: „Kopara?” Figurski: „Tak” [z kpiną w głosie]. Jola: „Słuchaj, na pewno jest to lepszym pojęciem niż głąb, słowo którego używasz i obrażasz kobiety, wiesz, po prostu jest zero dżentelmena.” Dalej Jola w sposób trochę nieskładny odpowiadała na pytania o swoją karierę, trzeba jednak przyznać, że w trudnej dla siebie sytuacji starała się zachować urok osobisty. Nowicki w tym czasie obleśnie naśmiewał się i, prawdę mówiąc, wyglądał ohydnie. Zresztą i on nie wyrażał się składnie ani elegancko (może faktycznie mu się nie chciało, ale to afront raczej dla gospodarza i widzów, niż dla Joli Rutowicz). Jola przerwała rozmowę o karierze, mówiąc: „Wiesz co, ja nie przyszłam tutaj w ogóle odpowiadać poważnie na pytania, bo uważam ciebie za niepoważnego człowieka. (...) Zawsze byłam gwiazdą w przeciwieństwie do ciebie.” Nowicki: „Ja bym dalej poszedł z tym. Kiedy to pani poczuła i czy to się da wyleczyć?” [burzliwy aplauz]. Figurski: „Dzięki, panie Janie!” Po dalszych docinkach Jola stwierdza, że pytania są beznadziejne, Nowicki proponuje, by w takim razie ona poprowadziła dalej program, a gdy Jola wstaje, sili się na złośliwość: „ale nie areobik, tylko proszę prowadzić ten...” [aplauz]. Jola: „To znaczy, to znaczy, a to jest... to jest aktor, tak? Bo ja tak [pogardliwe machnięcie ręką], nie znam za bardzo.” Figurski, siedząc na kanapie dla gości z niezbyt elegancko założoną nogą na nogę: „Pan Jan Nowicki jest aktorem.” Figurski do Joli: „Pytania, pytania, bo jest nudno, nudno, nudno” [śmiech, oklaski]. Jola: „Pytania, tak? Dobrze, powiedz mi, dlaczego odeszłeś z Antyradio?” Figurski do Nowickiego: „Jak się panu podoba?” Jola: „Dlaczego odeszłeś z Antyradio i...” Nowicki: „Ja proponuję, żeby się pani jednak przesiadła tutaj” [aplauz]. Figurski śmieje się jakby z ulgą, że udało mu się zmienić temat. Nowicki zaczyna jakieś szyderstwo z Joli, ale dowcip jest trochę przyciężki (ni w pięć, ni w dziewięć zaczyna z emfazą wspominać Cannes) i nie jest mu dane skończyć go. Kolejnym „punktem programu” miało być ostentacyjne ignorowanie Joli. Figurski odwraca się do Nowickiego i nawiązuje do jakiegoś wcześniejszego dialogu o aktorkach, ale Jola od razu przerywa, wstaje i wygłasza krótkie przemówienie na koniec swojego występu: „Chciałam wręczyć ci jeszcze raz tą kapustę, tak naprawdę nie jesteś w ogóle mężczyzną, powiem ci szczerze. Słyszałam, że jeździsz motorem, w ogóle motory są dla prawdziwych mężczyzn, tak więc kup sobie rower i dołącz sobie te kółka obok, żebyś sobie pojeździł na nim. I nie mów do kobiet w taki sposób, jak powiedziałeś do mnie, bo sobie nie życzę. Tak naprawdę przyszłam do tego programu, żeby ci podnieść oglądalność, bo masz coraz mniej ludzi, którzy cię oglądają, tak więc, wiesz... powinieneś mi zapłacić, że ci rozbrykałam w ogóle cały program, bo ci niedługo zdejmą z anteny. Bo nic tutaj nie robisz po prostu. (...) I jeszcze chciałam powiedzieć, żebyś mówił do mnie pani Jolanto Rutowicz, tak? Tak, złotko? O, jak się cieszę, Jezu, że ty w końcu coś zrozumiałeś w ogóle, ty jesteś trochę, jakby, kumaty.” Po zejściu Joli ze sceny Nowicki zasłania oczy rękami, po czym mówi z satysfakcją „Voilà!” i wybucha głośnym udawanym i nieprzyjemnym śmiechem ze stłumionym „Ja pierdolę.” Figurski mu wtóruje równie głośno i sztucznie [długotrwałe oklaski, aplauz].

Ogólne wrażenie po obejrzeniu klipu nie jest zbyt miłe. 36-letni mężczyzna cyniczny, uważający się za specjalistę od obrażania ludzi, razem z 70-letnim obleśnym, aroganckim dziadem, uważającym się za zapomnianego aktorskiego geniusza, przez kilkanaście minut w napastliwy sposób zwracali się do 25-letniej dziewczyny, która, o ile mi wiadomo, krzywdy nikomu nie zrobiła. Nawet nie udawali, że oczekują ciekawej rozmowy w dobrej atmosferze. Nie ukrywali, że są w świetnej komitywie – do siebie nawzajem zwracali się familiarnie, porozumiewawczo, a dziewczynę starali się sprowokować i wyśmiać, a nawet w miarę możliwości poniżyć. Formuła programu gospodarz plus 2 gości została złamana i gospodarz z zaproszonym aktorem występowali przeciwko zaproszonej dziewczynie. Mężczyźni wyszli z założenia, że poniżenie roztrzepanej celebrytki będzie dla nich bardzo łatwe, jednak nie udało im się to. Gdyby nawet fakt poniżenia Joli Rutowicz faktycznie miał miejsce, to należałoby to uznać za niegodziwy czyn Figurskiego i Nowickiego. Upatrywanie w tym wydarzeniu jakiejś chwały dla niesympatycznego showmana i zgryźliwego starego aktora jest kompletnym nieporozumieniem. Entuzjazm z jakim portale plotkarskie odnosiły się do rzekomego poniżenia Joli był obrzydliwy, stanowił też antywychowawczy przekaz dla młodych odbiorców, którzy mogą nabrać przekonania, że publiczne poniżenie nielubianej osoby jest rzeczą godną pochwały, a przynajmniej podziwu. A wiemy, jak tragiczne konsekwencje w ostatnich latach miało upowszechnianie przez młodzież w internecie filmików ze swoimi koleżankami czy kolegami właśnie z intencją poniżenia ich.

Wspomniane wcześniej medialne reakcje w portalach plotkarskich całkowicie przekłamały zarówno przebieg programu jak i jego ogólną wymowę. Te artykuły oraz komentarze pod nimi mogłyby posłużyć za jakieś studium manipulacji, ale z konieczności temat zostanie potraktowany skrótowo. Wypunktuję typowe przekłamania.

  1. Tworzenie wrażenia, że Jola emocjonalnie nie wytrzymała presji dwóch starszych mężczyzn, którzy bądź z niej kpili, bądź ją ignorowali, doznała upokorzenia, załamania, co zmusiło ją do opuszczenia programu: „Była pracownica solarium nie wytrzymała presji i wyszła ze studia” (eFakt.pl), „Nie poradziła sobie z uszczypliwościami Michała Figurskiego i Jana Nowickiego. Wypadła żenująco. Zobaczcie” (Wideoportal.pl), „Jolka tak się wkurzyła ignorowaniem jej, że w końcu wyszła ze studia.” (Gadulek.pl). W rzeczywistości dziewczyna przez cały czas swojego występu w programie dość wyraźnie panowała nad sytuacją, a przed wyjściem, wbrew intencjom prowadzącego, wypowiedziała dość długie oświadczenie.
  2. Tworzenie wrażenia, że tylko Jola popełniała błędy językowe i wyrażała się nieskładnie, poprzez absurdalnie wierne cytowanie Joli oraz wygładzanie wypowiedzi pozostałych uczestników. Dialog Nowicki: „Słuchaj, a czy ten... a czy... a czy pani śpiewa... czy pani... ja nie wiem co...”, Jola: „Jeszcze nie, jeszcze nie (...)” w relacji zmieniono tak, Nowicki: „A czy pani śpiewa, czy co, bo ja nie wiem?” Jola: „Yyyyyy... Jeszcze nie, jeszcze nie (...)”. W innym miejscu przytoczono błąd językowy Joli: „dlaczego odeszłeś z Antyradio”, ale poprawiono przekręcone przez Nowickiego słowo „areobik” na poprawne „aerobik” (przykłady przekłamań z Pudelka). W rzeczywistości Jola popełniła sporo błędów językowych, co niestety zdarza się coraz częściej w telewizji, nie tylko jej. Przerywniki ‘yyy’, ‘eee’ miał też Figurski, choć mniej wyraziste od Joli Rutowicz. Nikt jakoś nie zwrócił uwagi na kolokwialne, niepasujące do sytuacji, stwierdzenie Figurskiego: „Gadaliśmy z panem Janem o kobietach.” Natomiast Nowicki wyrażał się po prostu niechlujnie, bo podstawy polskiego teoretycznie powinien znać.
  3. Tworzenie wrażenia, że obrażanie Joli przychodziło mężczyznom bardzo łatwo, że brała ona tę szopkę na poważnie, nie rozumiała dowcipów i nie umiała się odciąć. „Nie zauważono”, że Jola też kpiła z szopki Figurskiego – czerwonego dywanu, szampana, kwiatów.
  4. Podawanie gotowych wniosków o kompromitacji Joli za wszelką cenę: „I choć to ona podarowała Michałowi kapustę z głąbem (tak nazwał ją kiedyś dziennikarz), to i tak występ gwiazdki «Big Brothera» można nazwać totalną kompromitacją” (Koktajl24.pl).

Całe zdarzenie nasuwa smutne wnioski. Można zgodzić się, że Jola Rutowicz jest głupią celebrytką. Można przyjąć, że w bardziej czy mniej udany sposób zapełnia niszę rynkową na taki produkt. Reakcja społeczna polegająca na wyśmiewaniu tej głupoty jest zapewne wpisana w jej marketingowe założenia. Jednak nagonka jaką tu urządził Figurski była mocno przesadzona i nie pasująca nawet do zwyczajów przyjętych w specyficznym światku showbiznesu. Trudno uwierzyć, by taka nagonka mogła być dziełem przypadku, by w ani jednym portalu plotkarskim nie było redaktorów myślących samodzielnie. Część z redaktorów zapewne zadziałała zgodnie z instynktem stadnym, ale przynajmniej część z nich musiała doskonale zdawać sobie sprawę z dokonywanej manipulacji. Mamy więc w światku showbiznesu do czynienia z wszechobecnym w naszym kraju kolesiostwem, zamkniętymi korporacjami, ukrytymi mechanizmami, salonem czy kamarylą. Dlaczego sprawę w gruncie rzeczy błahą – sprawę animozji między marnym redaktorem a podrzędną gwiazdką – tak bardzo rozdmuchano? Dlaczego tego redaktorka wspiera stary wyjadacz, aktor dobrze ustosunkowany w branży? Zasmucająca jest reakcja zwrotna – niezliczone komentarze, dyskusje na forach, wpisy w blogach. Nie widać w tej reakcji żadnego mechanizmu obronnego przed działaniem stadnym. Linię zasugerowaną w wyjściowym materiale kontynuują zarówno komentarze pisane młodzieżowym wulgarnym językiem jak i silący się na prezentację głębszych przemyśleń autorzy blogów. Ci ostatni czasem zauważają sprzeczność między krytykowaniem głupoty celebrytki a samym okazywaniem zainteresowania showbiznesem tego sortu czy rozumieniem elementarnych zasad działania tegoż showbiznesu. Zagłuszają jednak te sprzeczności za pomocą różnych intelektualnych łamańców tylko po to, by na koniec stwierdzić z triumfem za Figurskim et consortes: Jola jest głupia.

Przytaczanie przykładowych komentarzy krytycznych w stosunku do Joli mija się z celem. W większości są dość infantylne, wulgarne. Nieliczne komentarze krytyczne napisane normalnym językiem z bezbrzeżną naiwnością powtarzają innymi słowami tezy komentowanych artykułów. Oto jeden z takich komentarzy, którego autor wierzy w spontaniczność publiczności w telewizyjnym studio: „Jolka, słysząc reakcje publiczności na świetne wypowiedzi Jana Nowickiego i widząc całkowity spokój Michała Figurskiego, który się nie przejął kapustą (bo to nie był głąb, jak zapowiadała Jolka), zobaczyła, że sobie nie poradzi. Może lepiej dla siebie, bo jeszcze gorzej by się pogrążyła.” Jeden z komentatorów zapałał misją edukowania tych, którzy nie zauważyli w klipie rzekomej kompromitacji Joli, jego zdaniem klip trzeba oglądać, czytając artykuł z gotową interpretacją (ten chyba na polskim zawsze jechał na brykach...): „Głupi jesteście, trzeba obejrzeć, czytając. Inaczej się to odbiera oglądając i czytając, jak obejrzycie to widać jak Figurski i Nowicki po niej pojechali, a ona pewnie nawet tego nie zauważyła. Jest głupia tak jak wy, którzy piszecie, że Nowicki się zbłaźnił czy coś.” Mówi się – uderz w stół... itd. – gdy ktoś przypomniał o Dodzie, zaraz znaleźli się jej urażeni fani: „Gdzie ty widzisz podobieństwo do Dody? Chyba jesteś głuchy i ślepy! Doda jest zdolna, piękna i jest prawdziwą gwiazdą. A z Joli robią sobie po prostu żarty. Bo nic nie umie.” Autor tego komentarza zapomniał jeszcze dodać słów z infantylnej reklamy: „Królowa jest tylko jedna i koniec.”

Jeśli chodzi o trzeźwe komentarze, zwracające uwagę na sprzeczną z faktami interpretację klipu, to były one bardzo nieliczne i szybko zagłuszane. Przykłady takich zabawnych „dyskusji”: 1) „Jola jest sprytna. Wie, jak zaistnieć w mediach. Udając idiotkę, może sobie pozwalać na wszystko i koniec końców to zapraszający ją wychodzą na idiotów...” Odpowiedź: „Tłumoku, przecież ona nie udaje idiotki. Ona nią jest. A w tych bezmyślnych gałach miała taką panikę przed Figurskim i Nowickim, że pewnie w majtki nasikała. Dobrze, że ją w końcu wyprosili, bo to była kompletna żenada.” 2) „Ci, którzy widzieli program powinni zauważyć, że kwiatów Jolanta nie przyjęła. I nie uważam, żeby to ona została «zajechana» przez prowadzącego... sytuacja chyba była zupełnie inna. Jolanta pojawiła się w programie, podniosła oglądalność i wyszła... co miała więcej robić...” Odpowiedź: „Widzieliście komentarz tej osoby która twierdzi, że oni jej tam nie pojechali!? Nie do wiary, tzn. że jest więcej takich bezmózgów w naszym kraju! Gdybym nie widziała, to bym nie uwierzyła.” Gdzie indziej w morzu pochwał dla Nowickiego, który z dnia na dzień stał się idolem młodzieży, ktoś napisał „Ten śmiech Nowickiego na końcu... taki jakiś niegrzeczny był.”

Widoczna w komentarzach estyma, jaką z dnia na dzień zaczął cieszyć się wśród młodzieży Nowicki, chałturnik z czasów PRL-u, współcześnie znany głównie z drugoplanowych ról w różnych ramotach, a całkiem od niedawna ze spóźnionego pociągu do skandalizowania, jest sama w sobie ciekawym zjawiskiem. Nagle okazało się, że obciachem jest nie znać tegoż Nowickiego. Fajnie podsumowuje to ten dialog: „Dziwię się, że można nie znać Nowickiego – klasa sama w sobie, aktor z prawdziwego zdarzenia (nie cierpi Mroczków, heheh), wymierający już, niestety, rocznik. Obawiam się, że niedługo właśnie tak będzie, mierna młodzież, mierna ich wiedza i gwiazdy pokroju Mroczków, Cichopków, i Rutowicz.” Odpowiedź: „No, ale dlaczego wiedza na temat kinematografii jest taka cenna? Mnie dziwi, że ludzie nic nie wiedzą o Banachu czy Sierpińskim... Ba, większość nawet nie ma pojęcia, że ktoś taki istniał – no, może poza tym, że w Wawie na Banacha jest szpital. A przecież były to wybitne osobistości, które są znane na całym świecie! Więc jak to jest z mierną wiedzą o świecie?” Sam Nowicki nie tak dawno w wywiadzie powiedział, co myśli o młodzieży, która dziś go tak ceni: „Szczerze mówiąc, coraz mniej lubię młodych ludzi. To okropne tłumoki, większość z nich nie wie nawet, kto to Dostojewski. Nudzą mnie, są tak naprawdę niemłodzi, nie rozmawiają ze sobą, nie piszą wierszy, nie śpiewają, nie tańczą. Wątpię nawet, czy się pieprzą. (…) Szczerze mówiąc, mam to chyba w dupie. Nie zależy mi wcale, by zrozumieć młodzież.” Dziś pewnie jego zdanie o młodzieży byłoby lepsze, bo choć może nadal nie czytają Dostojewskiego, to już poznali i cenią Nowickiego.

Pobieżny przegląd reakcji zwrotnej pozwala oszacować odsetek komentarzy idących pod prąd głównego nurtu na jakieś 5%. A są to na ogół sprzeciwy nader ostrożne, tylko delikatnie zwracające uwagę na absurd całej sytuacji. Duża ilość komentarzy bezmyślnie wyśmiewających Jolę bierze się z zupełnie naturalnej reakcji społecznej polegającej na odzwierciedlaniu emocji – ludzie dobrze się czują naśladując innych, innymi słowy: nawzajem nakręcają się takimi komentarzami. Trudniej zrozumieć, że młodzież tak łatwowiernie daje się przeciągnąć na stronę starych zgredów wbrew pokoleniowej lojalności, która nakazywałaby wesprzeć Jolę Rutowicz, nawet przymykając oko na jej mankamenty. W końcu ta sama młodzież kupuje markę Doda, nie bacząc na jej tandetność. Cała ta sytuacja może być traktowana jako symptom niepokojącego zjawiska – łatwej, zbyt łatwej, sterowności dzisiejszego młodego pokolenia, łatwości manipulacji młodzieżą i kanalizowania naturalnego młodzieżowego buntu przeciw zastanemu światu w stronę dowolnie wybraną przez architektów zbiorowej wyobraźni. W tym kontekście wmówienie masie użytkowników tezy sprzecznej z oczywistą wymową klipu, który każdy mógł obejrzeć, jawi się jako eksperyment inżynierii społecznej z wykorzystaniem najnowszych kanałów medialnych, eksperyment zakończony sukcesem. Może to być też część swego rodzaju tresury młodego pokolenia, która przyniesie efekt za kilka lat, gdy ci sami ludzie równie ochoczo wyłączą samodzielne myślenie i pójdą na wybory głosować zgodnie z życzeniem tych społecznych autorytetów, a właściwie pseudoautorytetów, które częściej i bardziej efektownie używają słów „zajebisty” albo „ja pierdolę”. Wracając do opisanego talk show: to jest właśnie ten poziom. Poziomu Figurskiego właściwie nie ma co komentować, ale wbrew początkowemu zdziwieniu umieszczeniem w tym towarzystwie uznanego aktora, Nowicki całkiem dobrze tam pasuje. Jest antypatycznym dziadem, w swoich wywiadach epatuje cynizmem oraz gęsto rzuca wulgarnymi sentencjami typu „rządzą nami pojeby”. W ten sposób młodzi ludzie ukształtowani przez zblazowanych showmanów i starców, trochę starsi ludzie, nazywający się z dumą wykształciuchami, ukształtowani przez godzinę nienawiści zwaną Szkłem kontaktowym, a na marginesie też klientela zakładów penitencjarnych, stają się wspólnie bazą wyborczą elit rządzących, które obecnie są u władzy. Świadome tego poparcia robią wszystko by rozbudować tę bazę, by jak najwięcej ludzi unikało samodzielnego myślenia i kierowało się nienawiścią, pogardą do określonych osób, grup społecznych. Konsekwentnie też do tego żelaznego elektoratu skierowane są populistyczne wystąpienia i działania polityków z opcji rządzącej.

Klip 2. Oryginalny klip co prawda zniknął, ale jeden z naszych czytelników kilka urywków specjalnie dla nas umieścił w społeczności Esnips. Jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów, a jeden klip wart więcej niż tysiąc obrazów. Wobec tego zachęcam do obejrzenia dostępnych jeszcze urywków.