<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554</id><updated>2011-10-29T22:20:09.893+02:00</updated><category term='układ'/><category term='Dziennik'/><category term='Stefan Zielonka'/><category term='Zbigniew Ziobro'/><category term='Metro'/><category term='Aleksander Kwaśniewski'/><category term='Donald Tusk'/><category term='SF'/><category term='prostytucja polityczna'/><category term='esbek'/><category term='Lech Kaczyński'/><category term='wybory'/><category term='CBA'/><category term='PO'/><category term='zdrajca'/><category term='elektorat'/><category term='świniokracja'/><category term='patriotyzm'/><category term='światopogląd'/><category term='Jan Nowicki'/><category term='Wojciech Czuchnowski'/><category term='An-2'/><category term='Saddam Husajn'/><category term='dyskusja'/><category term='Zbigniew Benbenek'/><category term='PiS'/><category term='celebrytka'/><category term='Rosja'/><category term='Jola Rutowicz'/><category term='Mariusz Kamiński'/><category term='system'/><category term='Sławomir Cenckiewicz'/><category term='Rywinland'/><category term='Jerzy Jachowicz'/><category term='Gazeta Wyborcza'/><category term='święta krowa'/><category term='dyktator'/><category term='Jarosław Kaczyński'/><category term='Rafał Grupiński'/><category term='afera hazardowa'/><category term='generał'/><category term='podporucznik'/><category term='Calamity Bronek'/><category term='Krzysztof Kąkolewski'/><category term='Toyah'/><category term='Wolski'/><category term='doktor G'/><category term='Elżbieta Zapendowska'/><category term='owczy pęd'/><category term='Lena Kolarska-Bobińska'/><category term='Libertas'/><category term='POKiN'/><category term='Bronisław Katastrofa'/><category term='Marek Migalski'/><category term='Marek Przybylik'/><category term='Ludwik Dorn'/><category term='Szkło kontaktowe'/><category term='Poranny WF'/><category term='Adam Michnik'/><category term='Waldemar Pawlak'/><category term='Jazda Figurowa'/><category term='geopolityka'/><category term='SLD'/><category term='Bolek'/><category term='manifestacje'/><category term='Barack Obama'/><category term='Janusz Palikot'/><category term='komunizm'/><category term='gafa'/><category term='gruba kreska'/><category term='III RP'/><category term='Robert Krasowski'/><category term='Bartek Kalinowski'/><category term='Lech Wałęsa'/><category term='blogi'/><category term='Bronisław Stanaszek'/><category term='media'/><category term='Jacek Karnowski'/><category term='Rzeczpospolita'/><category term='Jerzy Urban'/><category term='IPN'/><category term='Jarosław Kuźniar'/><category term='Wojciech Jaruzelski'/><category term='Władimir Putin'/><category term='narracja'/><category term='retarded'/><category term='Chyży Rój'/><category term='showbiznes'/><category term='manipulacja'/><category term='USA'/><category term='Jerzy Engelking'/><category term='rynsztok'/><category term='śmietnik informacyjny'/><category term='poprawność polityczna'/><category term='Mirosław Garlicki'/><category term='układ sopocki'/><category term='Smoleńsk'/><category term='Dionizy Bielański'/><category term='SB'/><category term='Declan Ganley'/><category term='komuna'/><category term='MiG-21'/><category term='prezydent'/><category term='Paweł Zyzak'/><category term='L-29'/><category term='popkultura'/><category term='nienawiść'/><category term='Kazimierz Kutz'/><category term='SB-man'/><category term='Michał Figurski'/><category term='Sopot'/><category term='Tomasz Sakiewicz'/><category term='Róża Thun'/><category term='Wojciech Cejrowski'/><category term='Alek'/><category term='2010'/><category term='Marian Krzaklewski'/><category term='Ryszard Szołtysik'/><category term='Ryszard Kalisz'/><category term='YouTube'/><category term='Fakt'/><category term='kultura popularna'/><category term='Bronisław Geremek'/><category term='afera stoczniowa'/><category term='Piotr Gulczyński'/><category term='postkomuniści'/><category term='nienawiść popularna'/><category term='Bronisław Komorowski'/><category term='kampania wyborcza'/><category term='pogrom kielecki'/><category term='ekonomia'/><category term='Ireneusz Krzemiński'/><category term='Mirosław Sekuła'/><category term='sztuczny penis'/><category term='Kuba Wojewódzki'/><category term='transformacja systemu'/><category term='WSI'/><title type='text'>Kamaryla</title><subtitle type='html'>Humor i satyra. Tu nie ma tematów tabu ani świętych krów. Przełamujmy zmowę milczenia. Zdemaskujmy i zniszczmy kamarylę. Nadchodzi kontrrewolucja.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>44</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-3260379285979190839</id><published>2010-12-07T23:58:00.006+01:00</published><updated>2010-12-09T02:33:47.557+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='system'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='geopolityka'/><title type='text'>Ciekawe czasy</title><content type='html'>&lt;p&gt;Postawy ludzi wobec 11 września&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dlaczego wydarzenia 11 września tak bardzo zaszokowały całą ludzkość? Zdarzyło się coś, co nie powinno było się zdarzyć w tym miejscu i czasie. Każdy, niezależnie od poglądów politycznych, sympatii bądź antypatii do USA oraz indywidualnej wrażliwości na ludzkie nieszczęście, musiał na nowo poukładać sobie swój światopogląd. Uporanie się z 11 września było kłopotliwe nie tylko ze względu na ogrom oraz niesamowitość tego wydarzenia. Dodatkowym problemem była uderzająco mała wiarygodność oficjalnej wersji. Prawdopodobieństwo przebiegu zdarzeń takiego, jak przyjęto w oficjalnej wersji i przedstawiono opinii publicznej, jest nikłe.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wielu ludziom ta nowa sytuacja otwarła zupełnie nowe pola interpretacji świata, na które wcześniej nie zwracali uwagi. Ludzie podzielili się według wyraźnej linii i obie grupy do dziś pozostają w wyraźnym konflikcie ideowym. Z jednej strony mamy „oficjalnych” (zwolenników wersji oficjalnej) – zinternalizowali wersję oficjalną, a na wątpliwości reagują oburzeniem i pogardą, etykietując wątpiących jako oszołomów zajmujących się teoriami spiskowymi. Z drugiej strony mamy „spiskowców” (zwolenników tzw. teorii spiskowych) – dopuszczają do siebie tak z pozoru niewyobrażalną możliwość jak udział w zamachu służb specjalnych demokratycznego państwa (inside job), a wersję oficjalną traktują jak bajeczkę, którą system karmi bezwolne i uległe masy w celu utrzymania nad nimi władzy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Obie grupy nie są jednolite. Jak zawsze w takich przypadkach możemy obserwować całe spektrum indywidualnych postaw. Spróbuję roboczo przeanalizować typowe postawy w obu grupach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;„Oficjalni”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ludzie intelektualnie gnuśni, którzy zwyczajnie nie mają ochoty wychodzić poza utarte schematy myślenia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ludzie o mocnym kręgosłupie moralnym, dla których ustalony ład społeczny jest istotną wartością: wierzą w to, że władza chce dobra obywateli, a obywatele winni są swojej władzy lojalność.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ludzie, którzy przede wszystkim chcą wygodnie żyć, wyznają zasadę, że „dobrze jest jak jest", drążenie niewygodnych tematów to strata czasu, zajęcie bezproduktywne, a nawet niepotrzebne wychylanie się (i to jest zapewne największa podgrupa wśród "oficjalnych").&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;„Spiskowcy”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ludzie łatwowierni, którzy z równym entuzjazmem „łykają” prawie każdy efektowny temat związany z odkrywaniem rzekomych dziejowych tajemnic: dowody na odwiedzanie Ziemi przez obcych przybyszów w prehistorycznych czasach, ogólnoświatowy spisek żydowski itd. Rutynowo dołączają do swojej listy kolejny efektowny spisek – zamach terrorystyczny przeprowadzony przez służby specjalne. Takie bezkrytyczne podejście sprawia, że uzasadnione podejrzenia łatwo jest ośmieszyć, etykietując je właśnie jako „teorie spiskowe”.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ludzie, którzy wytrwale selekcjonują informacje, krytycznie analizują zarówno wersje oficjalne jak i teorie spiskowe, dążąc do stworzenia na swoje potrzeby spójnej konstrukcji obejmującej takie wydarzenia jak 11 września.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ludzie, którzy odrzucają najbardziej bezczelne kłamstwa systemu, ale na szczegółowe drążenie tych tematów zwyczajnie szkoda im czasu (i to jest zapewne największa podgrupa wśród "spiskowców").&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Interesująca byłaby odpowiedź na pytanie, jak te postawy rozkładają się wśród społeczeństwa. Sondaże wykazują ogromny rozrzut wyników zależny od tego, kto przeprowadza sondaż, jak formułuje pytania, jakie są ogólne nastroje opinii publicznej w danym czasie. Na przykładzie USA wiele wskazuje na to, że wspomniana linia podziału w społeczeństwie przebiega mniej więcej przez jego środek. Między grupą „oficjalną” i „spiskową” panuje chwiejna równowaga.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sondaż Angus Reid Public Opinion z 2006 [http://www.angus-reid.com/polls/7210/americans_question_bush_on_9_11_intelligence/]&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;pytanie: W kwestii, co wiedzieli przed 11 września 2001 o możliwych atakach terrorystycznych na USA, czy uważasz, że administracja Busha mówi prawdę, przeważnie mówi prawdę, ale coś ukrywa, czy przeważnie kłamie?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;odpowiedzi: mówi prawdę – 16%, coś ukrywa – 53%, przeważnie kłamie – 28%, nie jestem pewny – 3%&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W badaniach przeprowadzanych w kolejnych latach (2002-2006) liczba odpowiedzi „przeważnie kłamie” wzrosła z 8% do 28%.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sondaż Angus Reid Public Opinion z 2010 [http://www.angus-reid.com/polls/40260/americans-disagree-with-iranian-president-on-911-fabrication/]&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;pytanie: „Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem «Wydarzenie 11 września jest wielkim fałszerstwem stworzonym jako pretekst dla wojny z terroryzmem i wstęp do inwazji na Afganistan.»”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;odpowiedzi: zgadzam się – 26%, nie zgadzam się – 62%, nie jestem pewny – 12%&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W sondażu Zogby z 2006 [http://www.globalresearch.ca/index.php?context=va&amp;aid=2502] 42% badanych uznało, że rząd ukrywa fakty w sprawie 11 września, a aż 70% opowiedziało się za nowym śledztwem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W wielu sondażach internetowych (nawet spoza środowiska „spiskowego”) liczba osób kwestionujących oficjalną wersję dochodzi do 80-90%. Mówi o tym np. artykuł z 2006 „Już nie w mniejszości: ponad 82% popiera Charlie Sheena”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;http://www.prisonplanet.com/articles/march2006/240306supportsheen.htm], który odnosi się do wypowiedzi aktora zarzucającej rządowi ukrywanie prawdziwych zdarzeń związanych z 11 września. W sondzie internetowej w serwisie CNN ponad 82% odpowiedzi popierało tę wypowiedź.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Brak refleksji na temat motywów&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sposób działania systemu w reakcji na 11 września to wielce interesująca lekcja, którą warto mieć w pamięci. Nim rozwinę ten wątek, zatrzymam się chwilę na tym, jakie popularne motywy tej operacji są nam dane w popularnych interpretacjach po obu stronach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W wersji oficjalnej Al-Kaida pod kierownictwem diabolicznego Osamy bin Ladena (właściwie: Usama ibn Ladin) przeprowadziła spektakularny atak na USA. Motywem była – zgodnie z interpretacją George'a W. Busha – nienawiść fanatycznych Muzułmanów do amerykańskiego stylu życia (attack upon freedom, American values, and the American way of life). W tej interpretacji Muzułmanie uderzyli w WTC jako symbol wolności. Poza USA ten atak interpretowano nieco inaczej – jako uderzenie w symbole amerykańskiej potęgi gospodarczej i wojskowej. Dodatkowe i mniej abstrakcyjne motywy to frustracja świata arabskiego związana z zaangażowaniem USA na Bliskim Wschodzie, wspieraniem znienawidzonego Izraela, świętokradczym pobytem amerykańskich żołnierzy w Arabii Saudyjskiej, w której znajdują się najświętsze miasta Islamu – Mekka i Medyna (w Arabii Saudyjskiej utworzono bazy wojskowe na potrzeby wojny z Irakiem, zlikwidowane w 2003). Być może cios zadany Ameryce przez Al-Kaidę miał ją zmusić do wycofania się z regionu Bliskiego Wschodu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W wersji spiskowej system przeprowadził tę spektakularną operację, by stworzyć pretekst do gigantycznych operacji militarnych (Afganistan, Irak... Iran?). Dzięki temu do globalnego medialnego krajobrazu na stałe przeniknęli szerzący zachodnią demokrację „peacemakers” (a nieco później pojawił się ich groteskowy wschodni odpowiednik – „mirotworcy”). Pomińmy chwilowo inwazję na Afganistan (2001), która została przyjęta na świecie spokojniej niż inwazja na Irak (2003). W wersji spiskowej spreparowany zamach i późniejsza inwazja na Irak zostały wykreowane przez te same siły określone zależnie od wersji jako: a) neokonserwatywny prezydent i rząd uosabiający przysłowiowych złych Jankesów – chcieli pokazać światu „kto tu rządzi” i przy okazji „położyć łapę” na zasobach ropy naftowej; b) amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy, który chciał uniknąć cięć budżetowych nieuchronnych w czasie pokoju i globalnego odprężenia; c) lobby proizraelskie traktujące USA instrumentalnie jako środek do rozprawiania się ze swoimi wrogami na Bliskim Wschodzie. Neokonserwatyści są tu wskazani jako sprawcy we wszystkich przypadkach z tą różnicą, że w wersji a) są sprawcami samodzielnymi, a w wersjach b) i c) występują jako narzędzie w rękach określonego lobby. W wersji spiskowej funkcjonuje jeszcze jeden motyw, może najważniejszy, który wynika z interpretacji 11 września jako stworzenia pretekstu do wprowadzenia ustawy USA PATRIOT Act, która stworzyła podstawy prawne dla daleko posuniętego kontrolowania społeczeństwa przez służby specjalne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jeśli dobrze się zastanowić, to nawet biorąc pod uwagę tak różne interpretacje 11 września jak wersja oficjalna i spiskowa, spektrum rozważanych motywów nie jest zbyt szerokie, a motywy te nie są zbyt skomplikowane. Przeciwnie: przedstawione propozycje motywów są jakieś płaskie, plastikowe. Trudno pogodzić się, że za tak wyjątkowym wydarzeniem stoją banalne emocje i stosunkowo proste kalkulacje. Można wręcz zauważyć, że generalnie materiały o 11 września koncentrują się raczej na przebiegu zdarzeń niż na analizie motywów. Z jednej strony mamy chęć podania spójnej wizji muzułmańskiego ataku terrorystycznego, z drugiej strony – wykazywanie braków i błędów logicznych w oficjalnej wersji. I w tym zakresie są dostępne opracowania o imponującej dokładności. W kwestii motywów pozostawia się nas przed kilkunastoma banalnymi stwierdzeniami.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zwróćmy uwagę, że atak na Afganistan będący konsekwencją 11 września zapoczątkował łańcuch wydarzeń o geopolitycznych konsekwencjach, które zmierzają do kulminacji – uderzenia na Iran z opcją użycia broni jądrowej. Dopiero w takim ujęciu można upatrywać jakiejś logiki w zniszczeniu WTC. Inaczej mówiąc, stawiam tu tezę, że wydarzenia następujące od 11.09.2001 to próba kontrolowanego przeprowadzenia przez system III wojny światowej na raty. 11 września byłby pierwszym aktem tej wojny. Amerykanie zresztą już przerabiali trochę podobny schemat rozpoczęcia wojny – Pearl Harbor w 1941. Ten trop pojawi się jeszcze w dalszych częściach cyklu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przedstawiłem powyżej możliwie zwięzły przegląd motywów ataku z 11 września, ograniczając się przede wszystkim do dość dobrze znanych oczywistych możliwości. To jednak dygresja, a nie cel dla którego temat 11 września został przywołany w tym miejscu. Dygresja sprowokowana uderzającym brakiem w większości analiz sensownego namysłu nad motywami. Można znaleźć analizy ataku z 11 września przeprowadzone z perfekcyjną skrupulatnością, zagłębiające się w rozmaite finezyjne szczegóły. Dość dobrze jest już znana retoryka obu wersji - oficjalnej i spiskowej. Przy tym wszystkim kwestia motywów ataku jest traktowana pobocznie. Owszem, zestaw motywów, które powyżej przedstawiłem (za wyjątkiem hipotezy o III wojnie światowej), funkcjonuje w przestrzeni publicznej, ale problem w tym, że przyjmuje się je a priori. Wygląda to trochę tak, jakbyśmy dostali zestaw motywów do wyboru i zostali zobligowani do tego, by najpierw wybrać sobie te, które nam najlepiej pasują do światopoglądu, a następnie już powstrzymać się od dalszych dyskusji na ten temat.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Lekcja 11 września&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Lekcja wynikająca z 11 września i kolejnych lat dyskusji o tym wydarzeniu daje nam zdumiewającą wiedzę o współczesnym społeczeństwie. Niestety mało kto zważa na tę lekcję i właściwie nie korzystamy z wiedzy, którą ona nam dała. Lekcja ta mówi nam o praktycznym panowaniu przez system nad informacją i ogromnej władzy jaką mu to daje. Do kontroli informacji wypracowano szereg metod zarówno finezyjnych jak i genialnych w swojej prostocie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jestem urodzonym outsiderem. Przynależność do większości to nie jest dla mnie szczególny powód do odczuwania satysfakcji. W sprawie 11 września przyznaję, że prawdopodobnie należę do większości światowej opinii publicznej, która uznaje, że okoliczności 11 września są przez oficjalne czynniki wyjaśnione w sposób mało wiarygodny. Jednocześnie oficjalna wersja nadal trzyma się bardzo dobrze. Żeby lepiej zrozumieć, jak to się kręci, odwołam się do pewnej historyjki rodzinnej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Żona wraca niespodziewanie do domu i zastaje nagą kobietę w łóżku obok swojego męża. Pyta ze wzburzeniem, kto to jest. Zdziwiony mąż odpowiada pytaniem: ale nie rozumiem, o kim mówisz. Tymczasem obca pani spokojnie wstaje, zakłada bieliznę. Żona: ta kobieta, była z tobą w łóżku, a teraz się ubiera... Mąż udaje, że nic się nie dzieje, a tymczasem kobieta zakłada już sukienkę. Żona patrzy na tę scenę zupełnie zbita z tropu. Mąż zagaduje żonę na jakiś neutralny temat, a tymczasem kochanka już ubrana, jeszcze z uśmiechem posyła mężowi „buziaka” i wychodzi zamykając za sobą drzwi. W pomieszczeniu nie ma już śladu jej pobytu poza rozwiewającym się powoli zapachem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zastanówmy się chwilę nad sytuacją tej fikcyjnej pary małżonków. Mają dom, dzieci – całe wspólne życie. Jeśli mąż będzie uparcie udawał, że nic się nie stało, to żona może oczywiście robić sceny, żądać rozwodu itp. Ale może też ona w swojej bezradności lub dla wygody i świętego spokoju machnąć ręką i także spróbować żyć dalej jak gdyby nigdy nic. Oczywiście wspólne życie raczej nie będzie już takie samo jak przedtem, ale przy pewnym staraniu o zachowanie pozorów może być ono całkiem znośne. Takie rozwiązanie może nawet okazać się bardziej praktyczne niż przechodzenie przez wszystkie korowody związane z rozwodzeniem się. Przyjmijmy teraz dodatkowe założenie, że nieuchronnie zbliża się kataklizm, który zniszczy miasto, w którym ta para żyje. Powiedzmy: potężne trzęsienie ziemi, które obróci w ruinę wszystkie zabudowania i zabije większość mieszkańców. W tym przypadku, obiektywnie biorąc, życie tej pary w świecie pozorów, jak gdyby nic się nie stało, może być naprawdę rozsądnym wyjściem. I tak nie zdążyliby już na dobre zamknąć wszystkich kwestii związanych z rozwodem, a tym bardziej nie mieliby żadnych szans nacieszyć się nowym życiem. Jedynym efektem rozwodzenia się byłoby to, że do reszty zepsuliby sobie ostatnie miesiące względnie normalnego życia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mamy więc największe osiągnięcie społeczne cywilizacji zachodniej – naszą wspaniałą demokrację liberalną – jak to idylliczne małżeństwo, zamożne i kochające się. W pewnej chwili dochodzi do ogromnego szoku, który wymaga całkowitego przewartościowania naszego życia. Okazuje się jednak, że można dokonać czegoś na pozór niemożliwego – przeforsować wygładzoną wersję zdarzeń i żyć jak gdyby nigdy nic w jawnym kłamstwie. Szczególną rolę w tym procesie odgrywają mass media.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Aby spokojne życie w jawnym kłamstwie było możliwe, system musi posiadać władzę nad mediami i ten warunek jest spełniony. Środki masowego przekazu są zależne od niewielkiej liczby ponadnarodowych koncernów. Wystarczy, że do systemu będą należeć tylko osoby z samego wierzchołka piramidy organizacyjnej poszczególnych koncernów, by wszystko toczyło się ustalonym torem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Istotnym warunkiem tej gry jest staranna kontrola informacji u źródeł. Do informacji źródłowych z wielu regionów świata ma dostęp elitarna wąska grupa korespondentów zagranicznych, którą można kontrolować. Podstawowym źródłem informacji dla mediów są agencje informacyjne i agendy rządowe. Niepisana reguła sprawia, że wszelkie media chętnie podejmują głośne debaty na tematy wynikające ze spływających tymi kanałami informacji, ale nikt nawet nie próbuje poruszać kwestii wiarygodności tych informacji, a szczególnie kwestii intencji kryjących się za rozpowszechnianiem takich a nie innych informacji w danym momencie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na podstawie tych surowych informacji odbywają się wielkie medialne debaty, powstają sążniste analizy, felietony i przestrogi. Ten etap powinien stwarzać pozory swobody i pluralizmu, aczkolwiek i on nie pozbawiony jest pewnych wektorów, których wypadkowa powinna wskazywać kierunek pożądany przez system. Końcowy produkt informacyjnej machiny powstaje każdego dnia w ogromnych ilościach – w ilościach, które są zupełnie nie do ogarnięcia, ale skutecznie tworzą szum i generują efekt prania mózgu. Droga między światem realnym a końcowym informacyjnym produktem jest na tyle złożona, że ten końcowy informacyjny produkt w zasadzie dotyczy już tylko rzeczywistości wirtualnej. Tak ziścił się Matrix.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pracownicy na poszczególnych poziomach w strukturach koncernów medialnych oczywiście doskonale wiedzą, co jest na agendzie w danym czasie, a o czym w ogóle nie wypada wspominać, wiedzą jakie emocje należy kreować. Króluje poprawność polityczna i autocenzura. Im wyżej w hierarchii dana osobowość medialna się znajduje, tym ma lepsze wyczucie, a profity tłumią ewentualne wyrzuty sumienia. Z drugiej strony nie można nie zauważyć, że wyczucie obowiązujących trendów jest banalnie proste. Poprawność polityczna nie narzuca szczególnych wymogów intelektualnych. Opinie rozmaitych medialnych komentatorów są przewidywalne do bólu. Większość z nas zmotywowana odpowiednimi profitami doskonale wiedziałaby, jak należy poprawnie skomentować prawie każdą pojawiającą się czystą informację, tak by przełożeni byli zadowoleni. Jakieś specjalne oficjalne szkolenia są najzupełniej zbędne, wzbudzałyby tylko niepotrzebne podejrzenia i ferment. Właściwie wszyscy jesteśmy już doskonale przeszkoleni w poprawności politycznej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Konkurencyjne stacje telewizyjne mogą spierać się o to, czy działania rządu w odpowiedzi na atak 11 września są bardziej czy mniej odpowiednie, analizować konsekwencje wysłania wojska w jakiś region, ale na pewno nie będzie sporu o to, czy prawdziwy atak 11 września w ogóle miał miejsce. Warto zwrócić uwagę na pewien interesujący efekt tego podejścia. Po latach informacje aktywności Al-Kaidy, o poszukiwaniach ibn Ladina, podawane są w mediach coraz rzadziej, jakoś tak chyłkiem, wstydliwie. W oficjalnym obiegu ukazało się ledwie kilka książek o Al-Kaidzie, kilka filmów dokumentalnych o zamachu, jeden fabularny. Przypomina to jako żywo małżeństwo z naszej historyjki po kilku latach. W taki sam sposób małżonkowie z owej historyjki okazują sobie teraz czułość i mówią sobie „kocham cię” – rzadko, nieprzekonująco, na zasadzie: "ja wiem, że ty wiesz, że ja kłamię". Może dzieci uwierzą, że żyją w szczęśliwej rodzinie, może pociągniemy tak jeszcze jeden rok.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W tym zadziwiającym stanie nasza zachodnia cywilizacja przeszła już przez całą pierwszą dekadę XXI wieku. Wiemy, że 11 września stało się coś niewytłumaczalnego i do dziś właściwie nie wyjaśnionego. Powierzchownie przebieg katastrofy jest opisany na wszystkie strony, ale jakakolwiek próba zagłębienia się najróżniejsze szczegóły tej sprawy przypomina poruszanie się we mgle. 4 samoloty pasażerskie opanowane przez 19 porywaczy przy użyciu plastikowych noży (box cutters), znikające samoloty (lot 77, lot 93), budynki zapadające się bez przyczyny (WTC7)... Zgodnie z podanym na początku podziałem albo nawet nie próbujemy zagłębiać się w tę „mgłę”, albo rozmawiamy o wątpliwościach prywatnie między sobą. Wszyscy jednak potulnie tolerujemy wersję obowiązującą oficjalnie, sączącą się z oficjalnego przekazu systemu. Bo i co możemy zrobić? Zbuntować się? A na czym właściwie miałby polegać ten bunt? A jeżeli nawet jakaś forma buntu byłaby możliwa, to w świetle gęstniejącej w ostatnich latach atmosfery międzynarodowej powstaje kolejne pytanie. Właściwie w imię czego psuć sobie ostatnie chwile (być może) życia we względnym komforcie?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To jest właśnie lekcja z 11 września, o której chciałem tutaj powiedzieć. Można to zrobić. Można ze społeczeństwem zrobić coś takiego, w co normalnie nikt by nie uwierzył i do czego na co dzień wolimy się nie nawet przyznawać. Próbuję w tym momencie oderwać się od wszystkich problemów związanych ze szczegółowym wyjaśnieniem 11 września w wersji oficjalnej czy też spiskowej, a także od kwestii dalekosiężnych konsekwencji tego zdarzenia. Wspomniana lekcja mówi nam o niewiarygodnej manipulacji. W cywilizacji szczycącej się demokracją i wolnością słowa wszystkie strony publicznej debaty uznały, że lepiej nie roztrząsać jednego niewygodnego tematu i że wystarczy jak wszyscy oficjalnie będziemy udawać, że nic się nie stało. W sferze niepublicznej, godząc się na etykietkę zwolenników teorii spiskowych, możemy sobie roztrząsać ten temat do woli. Niewiarygodny ogrom tej manipulacji polega na tym, że jest ona totalna: uczestniczą w niej nie tylko wszystkie strony publicznej debaty (to jest jeszcze zrozumiałe ze względu na ich uwikłanie w system), ale także całe społeczeństwo (my uczestniczymy w tej manipulacji choćby przez to, że łatwo godzimy się na etykietkę teorii spiskowych i niepisany zakaz poruszania tematu w sferze publicznej).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Szlak został przetarty. Skoro wiadomo, że to działa, to znaczy, że ta metoda będzie stosowana nadal, a nawet coraz częściej i w coraz bardziej ulepszonych formach. W każdym podobnym przypadku ludzie prywatnie sobie pogadają, ale system pozostanie nienaruszony, a głównie o to w tym chodzi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nieoczekiwana słabość systemu&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zwróćmy uwagę, że metoda oszukania społeczeństwa, z którą mamy tu do czynienia, w ogólnych zarysach nie jest zbyt wyrafinowana. Po pierwsze rzecz musi być zbyt niewiarygodna, aby w nią można było łatwo uwierzyć. Marshall McLuhan (1972): „Tylko małe tajemnice muszą być chronione. Wielkie sprawy pozostają tajemnicami dzięki niedowierzaniu opinii publicznej.” Jeśli mimo wszystko w społeczeństwie rozsieją się wątpliwości, to nie pozwala im się kiełkować i dojrzewać poprzez zablokowanie publicznej debaty w danym zakresie. Sytuację tę można określić ironicznie przełomem w metafizyce. Po „byt jest, niebytu nie ma” Parmenidesa oraz „myślę, więc jestem” Kartezjusza doszliśmy do czasów, w których „jest to, o czym się mówi w mass mediach”.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Spotykam taki argument przemawiający za prawdziwością wersji oficjalnej (z rodzaju argumentów związanych z niedowierzaniem): nie ma możliwości, by przy tak wielkiej akcji nie znalazł się ktoś, jakiś wykonawca, którego nie ruszyłoby sumienie i nie skłoniło go ono do zeznań, może do ujawnienia jakiegoś dowodu, który byłby ewentualnie w jego posiadaniu. Naiwność tego argumentu polega na niezrozumieniu tego, w jaki sposób media opanowane są przez system. Wyobraźmy sobie, że znalazł się hipotetyczny desperat, który miałby jakiś dowód. Przy tak sensacyjnej wiadomości nikt tego nie zatwierdzi do druku czy do ogłoszenia na antenie bez dalszego sprawdzania i konsultacji na wysokim szczeblu, a już to wystarczy, by „spalić się”. Nie ma szans, by taka wiadomość weszła do mainstreamu bez akceptacji kogoś „z góry”. Aby trafić do mainstreamu z sensacyjną wiadomością tego typu, nie da się zacząć od szeregowego dziennikarza lub od sekretariatu redakcji jakieś gazety (delikwent, który byłby na tyle naiwny, szybko zostałby zatrzymany). Decyzja, czy puścić taką wiadomość musiałaby zapaść na szczeblu właścicieli danej gazety czy stacji tv – i tak sprawa wróciłaby do systemu. Publikacja dowodu w medium niszowym zaś niczego nie zmienia. W istocie Internet i nisze pełne są tego typu informacji, które funkcjonują jako teorie spiskowe. Dla systemu jest korzystne, by teorii spiskowych powstawało jak najwięcej, a część z nich generuje wręcz sam system w ramach dezinformacji. Powstaje szum informacyjny, w którym z łatwością przepadnie ta jedna hipotetycznie prawdziwa informacja.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jest jasne, że dopóki system jest silny i spójny pojedyncza osoba z najbardziej sensacyjną wiadomością nie jest w stanie zagrozić mu w najmniejszym stopniu. Z drugiej strony, gdyby media z jakichś przyczyn jednak chciały zakwestionować oficjalną historię 11 września, to nie potrzebują do tego nikogo. Wystarczy wybrać choćby 10% „smakowitych” fragmentów z istniejących tzw. teorii spiskowych i nagłośnić je z odpowiednim przygotowaniem, oprawą, zadęciem, a następnie grzać ten temat tak długo jak byłoby to potrzebne. Dla uwiarygodnienia takiej akcji można oczywiście wykreować jakąś historię z sensacyjnym ujawnianiem tajemnic państwowych. Oczywiście system tego nie chce i nie zrobi. Ogłoszenie w mainstreamie informacji, że historia o Muzułmanach z plastikowymi nożami była od początku fałszerstwem miałaby nieobliczalne konsekwencje. Straciłaby na tym natychmiast nie tylko administracja Busha, ale i administracja Obamy kontynuująca kłamstwo, szeroko pojęty establishment. System mediów mainstreamowych całkowicie straciłby wiarygodność. Ludzie obudziliby się i zaczęliby zadawać całe mnóstwo dalszych pytań. W systemie pojawiłyby się poważne pęknięcia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niewiele wiemy o systemie, ale domniemanie, że system ma aspiracje, by stać się globalnym ośrodkiem władzy, wydaje się uzasadnione. Na razie jednak jeszcze istnieją inne ośrodki o własnych aspiracjach. Pozornie są dużo słabsze, ale szybko rosną w siłę. Są prężne, podstępne i zdeterminowane. Niewątpliwie nadchodzą ciekawe czasy. Jak starałem się wykazać system jest tak przemyślnie skonstruowany, że zwyczajne ogłoszenie przez jakiegoś samotnika, że historia 11 września była od początku fałszerstwem, jest niewykonalne. Jednak odpowiednio silny i zdeterminowany ośrodek może podstępnie wykorzystać strukturę systemu przeciwko niemu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Praktycznym przykładem przemyślanej i podstępnej akcji przeciwko systemowi jest w mojej interpretacji rozgrywka za pomocą portalu WikiLeaks. Najpierw cierpliwie budowano tę markę poprzez ujawnianie podrzędnych niby-afer, co media chętnie kupowały. Potem pokazano „wstrząsający” wyciek poczty dyplomatycznej USA. Większość komentatorów oceniła, że nie ma tam informacji kompromitujących, ani w zasadzie nic szczególnego, co nie byłoby wcześniej znane, na czołówki gazet wybrano informacje w zasadzie plotkarskie. Powstaje pytanie, jaki jest cel starannie przygotowanego głośnego odpalenia tej afery. Jest oczywiste, że nie jest to indywidualna akcja właścicieli WikiLeaks, ani też przejaw ich chęci naprawienia świata poprzez ujawnianie rządowych afer.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Prawdopodobnie w przypadku WikiLeaks mamy do czynienia z przemyślaną akcją zmierzającą do uzyskania dużej siły negocjacyjnej w globalnej grze przez nowe ośrodki. To że na WikiLeaks mogłyby pojawić się materiały demaskujące 11 września to czysta teoria. Ale jeśli dobrze się zastanowić, to nie jest głupie. Nawet gdyby pokazano sfabrykowane, ale w miarę wiarygodnie wyglądające, materiały na ten temat inside job, to skutek mógłby być piorunujący. System wpadł więc w pułapkę. Poprzez nawarstwienie intryg i podstępów sam stał się wrażliwy na atak.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rozgrywki, którą powyżej nakreśliłem w mojej interpretacji, nie należy sprowadzać do uczestników na poziomie krajów, np. do gry między USA, Rosją a Chinami. Rosja i Chiny poczuły się na tyle mocne, by rzucić wyzwanie systemowi o aspiracjach globalnych. Możemy być pewni, że rozpoznanie światowego układu sił w Rosji i Chinach jako nowych ośrodkach o aspiracjach globalnych, nie ma nic wspólnego z medialnym Matriksem. Jeśli wchodzą one do gry, to nie po to, by tworzyć mocarstwa czy imperia na modłę dwudziestowieczną. Sądzę, że raczej planują one kooperację z systemem przy czym chcą uzyskać na wstępie pozycję pozwalającą im stawiać własne warunki. Nie wyklucza to oczywiście możliwości ostrej konfrontacji w przyszłości w możliwych rozmaitych konfiguracjach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Francis Fukuyama i koniec historii&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Teorie polityczne Francisa Fukuyama zdobyły wielką popularność, lecz w świecie naukowym szybko zorientowano się, że nie mają one nadzwyczajnej wartości poznawczej, są raczej efekciarskie. Taki los (naukowy) spotkał słynny esej „Koniec historii?” i kolejne prace publikowane pod chwytliwymi tytułami. Fukuyama za sprawą swoich teorii zdobył za to niezłą popularność medialną. W ten sposób zasilił szeregi przedstawicieli pop-nauki (pop-nauka to namiastka nauki dostosowana do wymogów współczesnej popkultury, czyli nauka uproszczona do zbioru lekkostrawnych banałów). Skoro środowisko naukowe jest raczej zdystansowane do Fukuyamy, to warto może poświęcić chwilę na zastanowienie się nad przyczynami jego popularności.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przyczyny popularności pewnych idei społeczno-politycznych (niezależnie od ich trafności) wśród nie-naukowców często mają podwójną naturę. Po pierwsze pomysł musi być trochę niekonwencjonalny i chwytliwy, a po drugie na daną ideę musi być społeczne zapotrzebowanie. W 1989 roku społeczeństwa Zachodu z pewnością były gotowe na przyjęcie idei końca historii.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Francis Fukuyama w eseju „Koniec historii?” („The End of History?”) z 1989 ogłosił ostateczne zwycięstwo zachodniej idei w słowach mocnych, nie pozostawiających miejsca na znaki zapytania: „niewątpliwe zwycięstwo ekonomicznego i politycznego liberalizmu”. Dłuższy fragment: „Triumf Zachodu, zachodniej idei, jest oczywisty, o czym świadczy przede wszystkim to, że realne systemowe alternatywy dla zachodniego liberalizmu uległy całkowitemu wyczerpaniu. W minionej dekadzie miały miejsce niewątpliwe zmiany w intelektualnym klimacie w dwóch największych na świecie krajach komunistycznych, w obu zapoczątkowano poważne ruchy reformatorskie. (...) To, czego możemy być właśnie świadkami, nie jest po prostu końcem zimnej wojny lub kolejnym okresem powojennej historii, ale końcem historii jako takiej: to jest końcowy punkt ideologicznej ewolucji ludzkości i uniwersalizacja zachodniej demokracji liberalnej jako ostatecznej formy rządów. Nie oznacza to, że nie będzie więcej wydarzeń, by zapełnić strony rocznych podsumowań stosunków międzynarodowych w Foreign Affair's. Zwycięstwo liberalizmu nastąpiło przede wszystkim w świecie idei lub świadomości i jest jeszcze niedokończone w świecie rzeczywistym. Mamy jednak mocne powody, by wierzyć, że to jest idea, która będzie na dłuższą metę rządzić światem materialnym.”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zdaniem Fukuyamy zachodni liberalizm jako struktura polityczno-ekonomiczna, na którą składa się demokracja liberalna i kapitalizm (wolny rynek), jest ostateczną formą organizacji społeczeństw. Prędzej czy później tą drogą pójdzie Rosja i Chiny. Problemem pozostaną przez pewien czas lokalne nacjonalizmy i ekstremizmy religijne, ale to nie zagrozi systemowi. Za przemianami politycznymi będzie szła homogenizacja kultury i globalizacja. W kolejnych dziesięcioleciach tradycyjne zdarzenia historyczne będą wypierane przez problemy związane z optymalizacją światowej gospodarki, postępem technicznym, ochroną środowiska. W zakończeniu artykułu Fukuyama pozwolił sobie nawet na nostalgię za czasami, w których ludzie gotowi byli ryzykować życie dla idei. Odwaga, wyobraźnia, idealizm zostanie zastąpiona rachunkiem ekonomicznym. Miejsce sztuki i filozofii zajmie zaspokajanie wyszukanych potrzeb konsumentów. „Być może perspektywa stuleci nudy, które przyniesie koniec historii, sprawi, że historia ruszy znowu” – kończy Fukuyama.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Idea przedstawiona przez Fukuyamę współgrała nie tylko z oczekiwaniami opinii publicznej, ale też z pomysłami rządzących. Demokratyzacja w tym czasie obejmowała kolejne kraje, jeden po drugim. Pozostały nieliczne reżimy i wydawało się, że po przełamaniu tej blokady efekt domina ruszy znowu i obejmie cały świat. W ten sposób idea końca historii w jakimś sensie uzasadniała zastosowanie przymusu wobec wybranych reżimów. Tym bardziej, że przymus nie miał polegać na staromodnym złupieniu, podboju, aneksji – nic z tych rzeczy. Chodziło przecież o niezwykły gest dobrej woli: poświęcenie ogromnych zasobów związanych z operacją zbrojną tylko po to, by dać najwspanialszy prezent – demokrację liberalną. Po jej wprowadzeniu zniknięcie problemów miało być tylko kwestią czasu. Nawiasem mówiąc, fakt, iż demokracja nie jest tak doskonałym lekarstwem i do niektórych kultur po prostu nie pasuje, był sporym rozczarowaniem dla wielu intelektualistów. Od tego czasu wielu z nich na zasadzie odreagowania zaczęło przesadnie krytykować wszelkie interwencje zbrojne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Koniec historii – filozoficzna krytyka pojęcia&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rok, w którym ukazał się esej Fukuyamy, jest nieprzypadkowy. W 1989 można było rzeczywiście odnieść nieodparte wrażenie triumfu Zachodu. Porażka ZSRS była tak przytłaczająca, że głównym problemem strategicznym USA nagle stała się troska o utrzymanie sowieckiego arsenału jądrowego pod kontrolą jednego stabilnego ośrodka władzy. Inne autorytarne reżimy pozbawione protektora czuły się niepewnie. Masakra w Chinach na placu Tian'anmen obnażyła moralny upadek komunizmu w wersji chińskiej – wydawało się, że taki system nie ma przyszłości.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W 1989 koniec historii wydawał się faktem i naprawdę trudno zarzucać naiwność ludziom, którzy łatwo przyjęli taką interpretację wydarzeń. Entuzjazm wywołany zmianami na świecie, optymistyczny "wiatr zmian" – to wszystko nieuchronnie zagłuszyło rozsądne zdystansowanie, dopuszczając do głosu uproszczoną pierwotną wizję świata, według której czas i przestrzeń koncentruje się wokół tu i teraz.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jesteśmy tymi samymi ludźmi, którzy tysiące lat temu w szalejącej burzy widzieli gniew bogów za swoje złe uczynki. Również tymi samymi, którzy przez wiele pokoleń dawali wiarę codziennemu doświadczeniu, z którego wynikało, że wszelkie ciała niebieskie krążą wokół Ziemi. To wszystko są przejawy naturalnego i pierwotnego stanu naszej świadomości, który można nazwać „centryzmem podmiotu”. Centryzm podmiotu bardzo silnie wpływa na światopogląd. Centryzm podmiotu skłania nas do wiary, że spośród tysięcy pokoleń, które ludzkość ma za sobą i przed sobą jedynie nasze (i właśnie w naszej zachodniej cywilizacji!) jest tym wyjątkowym, w którym dokonują się ostateczne przemiany decydujące o kształcie świata. Chcemy wierzyć, że to nasza cywilizacja i nasz styl życia jest właściwą odpowiedzią na wszelkie egzystencjalne problemy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Centryzm podmiotu jest na wskroś ludzką cechą i nie powinniśmy się go wstydzić. Można ją uważać za poznawczą niedogodność, ale z drugiej strony świadomość homo sapiens i tak jest na swój sposób doskonałym narzędziem poznania świata, najdoskonalszym na tle całej dotychczasowej ewolucji życia na Ziemi. Popularność idei końca historii w jednym szczęśliwym momencie dziejów była równie uzasadniona jak popularność przepowiedni o końcu świata w niespokojnych czasach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pojęcia takie jak koniec historii czy koniec świata są tak naprawdę wewnętrznie sprzeczne – z definicji odnoszą się do konkretnego „tu i teraz”, a roszczą sobie pretensje do ostatecznej odpowiedzi na egzystencjalne pytania. Pojęcia te dramatycznie odstają od tego, co już wiemy o Wszechświecie. Człowiek a nawet cała ludzkość właściwie niknie wobec ogromu czasu i przestrzeni. Wprowadzanie tych sprzecznych pojęć do obiegu idei wynika właśnie ze wspomnianej słabości ludzkiego umysłu, którą nazwaliśmy "centryzmem podmiotu".&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-3260379285979190839?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/3260379285979190839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/12/ciekawe-czasy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/3260379285979190839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/3260379285979190839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/12/ciekawe-czasy.html' title='Ciekawe czasy'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-2454511874951651467</id><published>2010-07-02T18:45:00.009+02:00</published><updated>2010-10-31T00:49:57.749+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Metro'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prezydent'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bronisław Komorowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2010'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wybory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jarosław Kaczyński'/><title type='text'>„Prawda” z Czerskiej</title><content type='html'>&lt;p&gt;Jak wiadomo, w Warszawie na ulicy Czerskiej mieści się siedziba koncernu medialnego Agora. Powstały już książki na temat zła i kłamstwa, które skaziło i wypaczyło rodzącą się w Polsce wolność, a którego źródłem był Adam Michnik, jego koledzy, &lt;span class="tmp"&gt;Gazeta Wyborcza&lt;/span&gt; i wyrosły wokół niej koncern Agora. Agora od wielu lat wydaje drugi dziennik, darmowe &lt;span class="tmp"&gt;Metro&lt;/span&gt;. Kłamstwa i manipulacje są w nim uskuteczniane równie gorliwie jak w głównej gazecie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dlaczego przypominam o tym przed ciszą wyborczą? Można bez końca wymieniać powody, dla których Jarosław Kaczyński jest przynajmniej o klasę lepszym kandydatem na prezydenta Polski od Bronisława Komorowskiego. Wiemy też coraz lepiej, jak precyzyjnie prowadzony był projekt upodlenia naszego narodu, właściwie już od czasu pierwszej Solidarności, byśmy doszli do dzisiejszego dnia, gdy wszystko wskazuje na to, że naprawdę tak beznadziejny kandydat, z tak szkodliwej i zdradzieckiej formacji jak Platforma Obywatelska, ma w tych wyborach mniej więcej równe szanse z kimś takim jak Jarosław Kaczyński. Ja szczególnie mocno w pamięci mam jeden powód z tych tysięcy, dla których Jarosław Kaczyński jest dla Polski lepszy. Tym powodem jest pragnienie prawdy w życiu publicznym.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W drugiej debacie Jarosław Kaczyński szczególnie dobitnie podkreślił, jak ważne jest prowadzenie w Polsce polityki opartej na prawdzie. Tymczasem kłamstwo i manipulacja, prowokacja i zdrada, towarzyszą Bronisławowi Komorowskiemu na każdym kroku, są esencją jego kampanii wyborczej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wrócę dzisiaj do sprawy zakłamanych sondaży podawanych przez media wrogie Polsce takie jak właśnie gazety Agory, czy prywatne telewizje, w których Komorowski ma przyjaciół, czyli &lt;span class="tme"&gt;TVN&lt;/span&gt; i &lt;span class="tme"&gt;Polsat&lt;/span&gt;. Zakłamane były sondaże przedwyborcze jak i sondażowe wyniki wyborów. Co jest celem tego kłamstwa? Osłabienie woli zwycięstwa u Kaczyńskiego i jego sympatyków? Wywołanie na rzecz marszałka tzw. „efektu kuli śniegowej”? A może przykrycie fałszerstwa wyborczego? Każda z tych możliwości może być trafna. Wracam do tego dzisiaj, bo chciałbym, by pewne moje spostrzeżenie pozostało w przestrzeni publicznej (choćby w niszy), a po wyborach sprawa będzie miała już znaczenie wyłącznie historyczne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W powyborczy poniedziałek 21.06.10 na jedynkach polskich dzienników pojawiły się informacje o wynikach wyborów. W chwili oddawania gazet do druku PKW jeszcze obliczała głosy więc pole do manipulacji było nadal otwarte. Redaktorzy &lt;span class="tmp"&gt;Metra&lt;/span&gt; wykorzystali ten fakt przy użyciu całej pełni swojej nikczemnej wyobraźni. Artykuł na pierwszej stronie był podpisany nazwiskiem i pseudonimem: &lt;span class="nj"&gt;Mariusz Jałoszewski&lt;/span&gt;, &lt;span class="nj"&gt;akar&lt;/span&gt;. Z kolei grafika z wynikami wyborów była podpisana nazwiskami: &lt;span class="nj"&gt;S. Kamiński&lt;/span&gt;, &lt;span class="nj"&gt;W. Olkuśnik&lt;/span&gt;. Dodajmy jeszcze, że &lt;span class="tmp"&gt;Metro&lt;/span&gt; jest czytane bardzo pobieżnie, częściej właściwie tylko przeglądane, w drodze do pracy, w środkach komunikacji. Nikt tej gazety nie studiuje dokładnie, a autorzy biorą to pod uwagę przy układaniu swoich manipulacji.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 600px; height: 545px;" src="http://lh6.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TC9Q5F8G04I/AAAAAAAABMs/pqSYrjM06ew/Metro1tura_1.jpg" alt="Metro, 1 strona, sondażowe wyniki I tury"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 1.&lt;/span&gt; Wynik I tury wyborów według &lt;span class="tmp"&gt;Metra&lt;/span&gt;. Tak to wygląda przy szybkim przeglądaniu. Rzuca się w oczy wysoka, około 10%, różnica między wynikiem Kaczyńskiego i Komorowskiego według wszystkich prognoz.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 600px; height: 404px;" src="http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TC9Q517cNuI/AAAAAAAABMw/M9qjbASJo9Y/Metro1tura_2.jpg" alt="Metro, sondażowe wyniki I tury, objaśnienia małym druczkiem"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 2.&lt;/span&gt; Wynik I tury wyborów według &lt;span class="tmp"&gt;Metra&lt;/span&gt;. Tylko nieliczni, którzy zdecydują się wczytać w to, co napisano „małym druczkiem”, mają szansę spostrzec zaskakującą układankę wykonaną z wyników prognoz.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 600px; height: 212px;" src="http://lh5.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TC4XYUv1tYI/AAAAAAAABLs/oAWIxDPdk5U/przykladowe_cwiczenie.jpg" alt="bogowie i przedmioty, przykładowe ćwiczenie typu połącz liniami"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 3.&lt;/span&gt; W dziecięcych łamigłówkach i w ćwiczeniach szkolnych dla początkowych klas często można spotkać się z zadaniem typu „połącz liniami”.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 600px; height: 545px;" src="http://lh6.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TC9Q7GGSX9I/AAAAAAAABM4/8LFtNP4SW74/Metro1tura_3.jpg" alt="Metro, sondażowe wyniki I tury, widoczna manipulacja"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 4.&lt;/span&gt; Redaktorzy &lt;span class="tmp"&gt;Metra&lt;/span&gt; na pierwszej stronie zamiast logicznego zestawienia danych z prognozowanymi wynikami wyborów zamieścili łamigłówkę. Tylko najbardziej dociekliwi czytelnicy mieli szansę spostrzec, że różnica między kandydatami według prognozy TNS OBOP (zresztą jedynej trafnej!) wynosi tylko 5,4%. Łamigłówka zawierała dodatkowe utrudnienia: jedną z błędnych par uwypuklono czerwonym kolorem (sugerując różnicę ponad 10%), a czcionkę podpisów tak dobrano, by zniechęcić do wczytywania się w nią.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-2454511874951651467?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/2454511874951651467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/07/prawda-z-czerskiej.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/2454511874951651467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/2454511874951651467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/07/prawda-z-czerskiej.html' title='„Prawda” z Czerskiej'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh6.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TC9Q5F8G04I/AAAAAAAABMs/pqSYrjM06ew/s72-c/Metro1tura_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-4081260098840241046</id><published>2010-06-23T20:32:00.025+02:00</published><updated>2010-10-31T00:34:18.565+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prezydent'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2010'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wybory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jarosław Kaczyński'/><title type='text'>Po I turze - spostrzeżenia i zalecenia</title><content type='html'>&lt;p class="pt1"&gt;Dlaczego cel nie został osiągnięty?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Muszę odnieść się do postulatu, który wyraźnie stawiałem w okresie kampanii wyborczej przed I turą: &lt;span class="cyt"&gt;„W tych wyborach ważne jest zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego w I turze dużą większością głosów.”&lt;/span&gt; Wobec tego czuję się zobowiązany do próby odpowiedzi na pytanie: &lt;span class="nj"&gt;Dlaczego ten cel nie został osiągnięty?&lt;/span&gt; Zanim podam swoją odpowiedź, chciałbym wyraźnie powiedzieć, jakie przyczyny niepowodzenia odrzucam lub pomijam. Należy odrzucić wszelkie wyjaśnienia, które traktują polskich wyborców en bloc jako złych, nierozumnych lub intelektualnie gnuśnych, wreszcie zastraszonych i uległych. Piszę o tym wyraźnie, bo istnieje pokusa prostych emocjonalnych osądów. W tym opracowaniu zasadniczo pomijam kwestię manipulacji i oszustw wyborczych, której ewentualnie należałoby przyjrzeć się oddzielnie.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 686px; height: 270px;" src="http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TCN4e85wv8I/AAAAAAAABKw/4EnE58YCd3M/wybprez2010_wyniki1tura.jpg" alt="wybory prezydenckie 2010, wyniki I tury"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 1.&lt;/span&gt; Wyniki I tury wyborów prezydenckich 2010&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Analizując postawę społeczeństwa, należy przede wszystkim zadać sobie pytanie, o co walczymy. Przecież w ostatecznym rozrachunku nie chodzi w tej walce o PiS czy o Jarosława Kaczyńskiego, pozostając z ogromnym szacunkiem dla politycznych dokonań tej formacji i jej lidera. Jeśli Polska jest dla nas tak ważna, to przecież nie ze względu na nasze pola i miasta, nie chodzi o nasz piękny język, ani nawet o dziedzictwo naszej wspaniałej historii. To wszystko ma sens tylko pod warunkiem istnienia i zaangażowania tych milionów ludzi, którzy tu mieszkają, mówią po polsku i choć trochę tę historię znają. Bez tych ludzi atrybuty polskości byłyby martwe i straciłyby swoje znaczenie. I to ci ludzie muszą zdecydować, czy w ogóle te atrybuty polskości są jeszcze dla nich istotne, a jeśli tak, to w jakim stopniu, czy są na przykład gotowi do pewnych poświęceń dla polskości. Nie możemy się stawiać ponad zwykłymi Polakami. Musimy raczej wspólnie z nimi zastanowić się, co dalej z naszą polskością i czy chcemy, by władzę absolutną dzierżyła formacja, której lider uważa, że „polskość to nienormalność”.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 640px; height: 914px;" src="http://www.atlas.travel.pl/images/cms/1868/Mapy/POLSKA_panorama.JPG" alt="panorama terytorium Polski na podstawie widoku z satelity"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 2.&lt;/span&gt; Panorama terytorium Polski na podstawie widoku z satelity [źródło: &lt;a href="http://www.atlas.travel.pl/"&gt;Księgarnia Atlas&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Wynik I tury wyborów prezydenckich 2010 daje pewien obraz kondycji naszego społeczeństwa. Musimy spróbować przyjrzeć się tej kondycji. Przy takiej ocenie-analizie bardzo łatwo jest popełnić prosty błąd. Osoby politykujące mają mocno sprecyzowane poglądy na polską politykę i najczęściej ogólnie znany standardowy zestaw argumentów na poparcie tych poglądów. Obie strony przez lata sporów toczonych prywatnie, publicznie czy przez Internet, wykrystalizowały swoje argumenty i poznały argumenty przeciwnika. Spory przez to stają się powoli trochę nudne, przewidywalne, rytualne. Możliwy błąd przy ocenie wyborców polega na prostym przeniesieniu dobrze sobie znanego sporu politycznego na wszystkich wyborców i przyjęcie założenia, że cały elektorat danego kandydata zna i podziela obowiązującą w danym czasie linię polityczną.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Spośród ok. 17 mln osób, które wzięły udział w wyborach prezydenckich 2010 można wyróżnić sporą liczbę osób o dobrze zdefiniowanych sympatiach politycznych. Jest to ogromna zróżnicowana wewnętrznie grupa. Spróbuję dokonać teraz krótkiej analizy tej grupy, wyróżniając w jej ramach pewne grupy szczegółowe. Pierwszą grupę wśród ludzi o jasno określonych sympatiach politycznych stanowią oczywiście zawodowi politycy i osoby zaangażowane w politykę, czyli kilkaset tysięcy członków różnych partii i może drugie tyle osób bezpartyjnych, których interesy ściśle zależą od koniunktury politycznej. Dodajmy ich najbliższe rodziny i otrzymamy grupę liczącą jakieś 2 mln ludzi, których można umownie nazwać określeniem &lt;span class="tg"&gt;insiders&lt;/span&gt;. Następną grupę stanowią ludzie dbający o swoją wiedzę i w miarę uporządkowany światopogląd, których życie codzienne nieco wykracza poza pracę i typowe rozrywki. Siłą rzeczy ludzie z tej grupy mają wykrystalizowane poglądy a ewentualna zmiana nie jest prosta – jest światopoglądową rewolucją poprzedzoną zwykle długim procesem narastania wątpliwości i poszukiwań. Tę grupę nazwijmy umownie &lt;span class="tg"&gt;intelektualistami&lt;/span&gt;. Kolejna grupa to ludzie chętnie politykujący prywatnie, czy to w realu, czy w Internecie – umownie: &lt;span class="tg"&gt;amatorzy&lt;/span&gt;. &lt;span class="t2"&gt;Amatorzy&lt;/span&gt; i &lt;span class="t2"&gt;intelektualiści&lt;/span&gt; mają część wspólną, lecz wszystkich &lt;span class="t2"&gt;amatorów&lt;/span&gt; jest dużo więcej niż &lt;span class="t2"&gt;intelektualistów&lt;/span&gt;. Większość &lt;span class="t2"&gt;amatorów&lt;/span&gt; ma dość płytką wiedzęna temat wydarzeń politycznych, ich poglądy nie mają mocnych podstaw merytorycznych, biorą oni argumenty wprost ze środków masowego przekazu, a przy tym ten masowy przekaz traktują dość dosłownie. Brak im krytycznego podejścia do napływających informacji, często poważnie traktują tzw. „autorytety”, np. aktora czy piosenkarza, który demonstracyjnie opowiada się za daną opcją polityczną. &lt;span class="t2"&gt;Amatorzy&lt;/span&gt; często bardzo mocno emocjonalnie angażują się w dyskusje na rzecz opcji politycznej, z którą sympatyzują. Na pograniczu umownych &lt;span class="t2"&gt;intelektualistów&lt;/span&gt; i &lt;span class="t2"&gt;amatorów&lt;/span&gt; sytuuję blogerów politycznych. &lt;span class="t2"&gt;Intelektualiści&lt;/span&gt; i &lt;span class="t2"&gt;amatorzy&lt;/span&gt; to w sumie najwyżej 2-3 mln ludzi. Wprowadzę jeszcze jeden umowny termin na określenie wszystkich osób o dobrze zdefiniowanych sympatiach politycznych łącznie (czyli trzech wymienionych grup szczegółowych łącznie). Osoby te nazwę &lt;span class="tg"&gt;aktywnymi politycznie&lt;/span&gt;, a krótko będę o nich mówić: &lt;span class="t2"&gt;aktywni&lt;/span&gt;, ich przeciwieństwo to &lt;span class="tg"&gt;nieaktywni politycznie&lt;/span&gt;, czyli &lt;span class="nj"&gt;milcząca większość&lt;/span&gt;. Podsumowując to robocze oszacowanie: mamy 38 mln mieszkańców, w tym 31 mln uprawnionych do głosowania. Z tego 20 czerwca w wyborach wzięło udział 17 mln ludzi, a 14 mln nie skorzystało z tego prawa (frekwencja 55%). Dalej, posługując się przyjętym przeze mnie nazewnictwem, z 17 mln wyborców ok. 5 mln to &lt;span class="t2"&gt;aktywni politycznie&lt;/span&gt;, którzy podjęli decyzję wyborczą świadomie, kierując się swoim interesem lub silnym i jako tako umotywowanym przekonaniem (dla uproszczenia przyjmuję, że wszyscy &lt;span class="t2"&gt;aktywni&lt;/span&gt; konsekwentnie głosują); pozostałe 12 mln głosujących wyborców to ludzie &lt;span class="t2"&gt;nieaktywni politycznie&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Podkreślmy bardzo wyraźnie: większość dyskusji na argumenty, jakie by one nie były, cała ta nieustająca polityczna walka ostatnich lat toczy się w ramach co najwyżej 5 mln ludzi (myślę, że ta liczba prędzej jest przeszacowana niż niedoszacowana). W toku tych dyskusji zostały już nakreślone pewne pola dyskusji, punkty odniesienia, wspólny kod pojęciowy. Jeśli przykładowo pada hasło Cimoszewicz-Jarucka, to u osoby należącej do tych umownych 5 mln pojawiają się określone skojarzenia niezależne od tego, z którą opcją polityczną ta osoba sympatyzuje. Pojawia się więc skojarzenie z atmosferą wyborów 2005 roku, splotem interesów i konfliktów między głównymi siłami politycznymi: SLD, PO i PiS, przypomina się podstępny atak i dziwna kapitulacja, wreszcie wyłaniają się z pamięci narracje poszczególnych stron biorących udział w tym wydarzeniu. W tym kontekście jawi się nasza ocena tych narracji i ewentualne przyjęcie jednej z nich za prawdopodobną. Dla pozostałych Polaków hasło Cimoszewicz-Jarucka jest całkowicie puste. Jeśli nie wierzycie, to zróbcie eksperyment i zapytajcie o skojarzenia kilka osób, o których wiecie, że nie należą do &lt;span class="t2"&gt;aktywnych&lt;/span&gt; – nie należą do żadnej partii, nie pracują na kierowniczym stanowisku w administracji lub w korporacji, nie blogują, ani nie politykują namiętnie w innej formie. Możecie – tak jak ja – powiedzieć żartem, że robicie prywatną ankietę czy sondaż. Taka osoba w najlepszym przypadku będzie kojarzyła Cimoszewicza jako prominentnego polityka lewicy, który kiedyś pełnił jakąś ważną funkcję, a obecnie sytuuje się politycznie gdzieś na pograniczu SLD i PO. Jedna z indagowanych przeze mnie osób przyznała, że Cimoszewicza kojarzy z pełnioną kiedyś jakąś wysoką funkcją w państwie, i że ze zbliżonego kręgu oraz czasów kojarzy Mazowieckiego czy Oleksego.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 720px; height: 766px;" src="http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TC9IcsxlzfI/AAAAAAAABMM/_25TTDpiRJw/Terra_Incognita_by_Mouse_eater.jpg" alt="Terra Incognita"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 3.&lt;/span&gt; Terra incognita [źródło: &lt;a href="http://mouse-eater.deviantart.com/"&gt;Mouse-eater on deviantART&lt;/a&gt;]&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Pewnie widać już, do czego zmierzam. Te 12 mln wyborców to &lt;span class="nj"&gt;terra incognita&lt;/span&gt;. Choćbyśmy stawali na głowie, to nie ma prostej metody, by do nich dotrzeć, wyłożyć im prawdę o stanie polskich spraw i przekazać naszą przejmującą troskę o przyszłość kraju. Problemem jest samo zainteresowanie ich dyskursem politycznym i przezwyciężenie barier pojęciowych. Do wielu z nich najłatwiej trafiają sensacje i skandale, łatwo ulegają stereotypom, a nie mają oni czasu i ochoty, by walczyć ze swoimi stereotypami. Do argumentów ważnych dla sporej części tej grupy należą kwestie obyczajowe i podejście do Kościoła. W latach dekoniunktury i ubożenia najważniejsze stają się kwestie ekonomiczne. Zwykli ludzie chcą bowiem przede wszystkim realizować swoje materialne aspiracje – mieszkanie, samochód, atrakcyjne wakacje; mieć pracę, ale też w miarę możliwości uniknąć konieczności pracy ponad siły.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W Polsce został przygotowany i dopracowany medialno-polityczny aparat, który pozwala sprawnie przekierowywać frustracje tych milionów wyborców tak, aby prawdziwe elity władzy trwały niezmiennie na swoim miejscu. Poszczególne osoby i projekty polityczne pełnią funkcję przedmiotową w politycznym teatrze. Klasycznym przykładem jest teatralny – jak okazało się po latach – wybór w 1995 między dwoma agentami SB, Wałęsą a Kwaśniewskim. A był to wybór, który wzbudził największe społeczne emocje w ciągu tych 21 lat – frekwencja w II turze wyniosła 68%. Innym klasycznym przykładem politycznego teatru jest UW – partia, która stopniowo przepoczwarzyła się w PO, a jednocześnie zachowała odłam równolegle lansujący projekty określane jako lewicowe (PD, później LiD), przy czym wszystkie te projekty funkcjonowały w ramach jednego kręgu interesów (wskazówka: poparcie udzielane temu kręgowi przez &lt;span class="tmp"&gt;Gazetę Wyborczą&lt;/span&gt;). Kolejny przykład to chowanie i wyciąganie Lecha Wałęsy w zależności od bieżących potrzeb. W kluczowych momentach łatwo zauważyć zbieżność interesów wszystkich wymienionych frakcji. W ostatnich latach dobrze to widać we wspólnych i dopełniających się atakach na PiS.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wyborca należący do grupy &lt;span class="t2"&gt;nieaktywnych&lt;/span&gt; zwykle łatwiej zmienia sympatie polityczne niż &lt;span class="t2"&gt;aktywny&lt;/span&gt;, ale jednocześnie jest w zasadzie poza zasięgiem naszego oddziaływania. Manipulacje mediów, choć dziś czytelne jak nigdy dotąd, w odniesieniu do &lt;span class="t2"&gt;nieaktywnych&lt;/span&gt; są nadal skuteczne. Dlatego właśnie są stosowane, nawet kosztem zdemaskowania i ośmieszenia całego oficjalnego przekazu w oczach bardziej świadomych odbiorców. Chodzi o to, że grupa &lt;span class="t2"&gt;aktywnych&lt;/span&gt; ma przekonania w dużej mierze autonomiczne. Osób o sympatiach pro-PO nie zniechęci nawet największa kompromitacja mediów, gdyż dla nich jest to po prostu wkład w zwycięstwo słusznej sprawy. Osoby o sympatiach pro-PiS są całkowicie zdystansowane od oficjalnego przekazu i zabieganie o ich sympatię jest traktowane jako bezcelowe, czyli zbędne. Stosuje się jedynie praktyki godzenia w morale sympatyków PiS przez poniżanie ich za pomocą przekazu w stylu Palikota, Wojewódzkiego czy &lt;span class="tpr"&gt;Szkła kontaktowego&lt;/span&gt; i jego wiernych widzów zabierających głos na antenie, ale to już inny temat.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Motywy, które kierują elektoratami poszczególnych stronnictw politycznych, są oczywiście złożone, elektoraty te mają też określoną strukturę. Nie wchodzę w tym miejscu w te szczegóły, bo chodziło mi głównie o zademonstrowanie immanentnych trudności związanych z wymianą elit rządzących w ramach demokratycznego porządku. Trudności te mają zresztą charakter uniwersalny wykraczający poza dzisiejszą Polskę. Kwestię wymiany elit rządzących można jeszcze bardziej uogólnić. Elity rządzące w każdym miejscu, epoce i systemie politycznym mają tendencję do degeneracji przy jednoczesnym konserwowaniu systemu i próbach utrzymania się przy władzy za wszelką cenę. W kolejnych epokach zmieniają się tylko nazwy i metody, rośnie oczywiście stopień komplikacji systemu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Znaleźliśmy się w punkcie, w którym starania części &lt;span class="t2"&gt;aktywnych&lt;/span&gt; – wyborców jednego stronnictwa politycznego – zbiegły się z procesami odnowy polskiego narodu trwającymi od dobrych kilku lat. Przejawem tych procesów był już pierwszy okres rządów PiS, które znacząco zmieniły dość zabetonowany do 2005 układ władzy w Polsce. Dziś aż trudno uwierzyć, że wcześniej pojawienie się w mainstreamie jakiegokolwiek newsa nieaprobowanego przez Michnika było praktycznie niemożliwe, że przez tyle lat obce służby mogły oficjalnie panoszyć się w sercu polskiego państwa pod płaszczykiem WSI. Osiągnęliśmy więc niemało. Ten proces odnowy został zachwiany w 2007 roku przez zmasowane działanie broniącego się układu, ale uzyskał nowy potężny impuls po katastrofie w Smoleńsku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mieliśmy nadzieję i całym sercem wierzyliśmy, że nadszedł czas, by polski naród już teraz, w I turze tych nadzwyczajnych wyborów prezydenckich, głośno i zdecydowanie przemówił własnym głosem, odrzucając zdegenerowane elity władzy, stąd postulat zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego w I turze. Danie Kaczyńskiemu tak silnej legitymacji społecznej bez najmniejszych wątpliwości miałoby wielką wagę zarówno dla porządkowania spraw wewnętrznych, jak i dla zewnętrznych potęg, które są zainteresowane ingerowaniem w nasze sprawy. Krótko mówiąc, władza w Polsce zostałaby zmuszona do większego uwzględniania w swoich planach interesów zwykłych ludzi i zaniechania osłabiającej państwo wojny z opozycją, a kraje zewnętrzne zostałyby zmuszone do większego liczenia się z interesem Polski w swoich kalkulacjach. Na takie rozwiązanie system okazał się jeszcze zbyt silny, a dynamika procesów społecznych w Polsce jeszcze za słaba.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Co osiągnęliśmy w I turze?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przed I turą wyborów prezydenckich 2010 obie strony miały wygórowane oczekiwania. &lt;span class="nj"&gt;System&lt;/span&gt; wspierał swojego kandydata, Bronisława Komorowskiego, za pomocą mediów i części sondaży. Oficjalne sondaże publikowane przez &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt; i &lt;span class="tmp"&gt;Gazetę Wyborczą&lt;/span&gt; okazały się księżycowe. Na 2 dni przed wyborami dawały Komorowskiemu od 15% do 18% przewagi nad Kaczyńskim, co należy zestawić z 5% przewagi osiągniętej w wyborach. To bardzo duży błąd. A &lt;span class="tmp"&gt;Gazeta Wyborcza&lt;/span&gt; zachęcała: &lt;span class="cyt"&gt;„Gdyby takim wynikiem skończyło się głosowanie, to zamiast walki przed drugą turą zaczęłyby się wakacje.”&lt;/span&gt; Brzmi efektownie, ale od kiedy wynik wyborczy Komorowskiego ma decydować o czyichś wakacjach, z wyjątkiem jego własnych i ewentualnie jego ludzi? Czy &lt;span class="tmp"&gt;Gazeta Wyborcza&lt;/span&gt; już oficjalnie robi za biuletyn PO?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Trzeba przyznać, że były też dostępne w mediach trafne sondaże, np. w &lt;span class="tme"&gt;TVP&lt;/span&gt;. Ciekawe jest to, że wiele nieoficjalnych sondaży, w tym wiele internetowych, dawało bardzo dużą przewagę dla Jarosława Kaczyńskiego. W tym przypadku trudno mieć zastrzeżenia, gdyż sondaże te nie rościły sobie pretensji do reprezentatywności (z jednym wyjątkiem, który stanowi &lt;a href="http://www.polskie-wici.pl/sis-spoleczna-inicjatywa-sondazowa"&gt;Społeczna Inicjatywa Sondażowa&lt;/a&gt;), do jakiej są zobowiązane firmy przeprowadzające oficjalne sondaże.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mamy do czynienia z sytuacją, w której przeważająca część mediów jest stronnicza na rzecz &lt;span class="nj"&gt;systemu&lt;/span&gt;. Nie jest to nic nowego. &lt;span class="nj"&gt;System&lt;/span&gt; od 21 lat w ten sposób zwalcza siły patriotyczne, wymyślając przy tym dla nas coraz nowsze obelgi: &lt;span class="nj"&gt;oszołomy&lt;/span&gt;, &lt;span class="nj"&gt;ciemnogród&lt;/span&gt;, &lt;span class="nj"&gt;zwierzęcy antykomuniści&lt;/span&gt;, &lt;span class="nj"&gt;genetyczni patrioci&lt;/span&gt;, ostatnio: &lt;span class="nj"&gt;moherowe berety&lt;/span&gt; czy &lt;span class="nj"&gt;mohery&lt;/span&gt;. Zmiana polega na tym, że do 2005 do mainstreamu nie miało prawa przebić się nic, co zakłócałoby ten przekaz, a zatem stronniczość mediów dla niezorientowanej osoby była praktycznie niezauważalna.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po roku 2005 zmieniło się bardzo wiele. Już w 2005 redaktorem naczelnym &lt;span class="tmp"&gt;Gazety Polskiej&lt;/span&gt; został Tomasz Sakiewicz. Po zmianie redaktora naczelnego &lt;span class="tmp"&gt;Rzeczpospolitej&lt;/span&gt; z Grzegorza Gaudena na Pawła Lisickiego w 2006, gazeta ta z wtórnika &lt;span class="tmp"&gt;Gazety Wyborczej&lt;/span&gt; przekształciła się w świetną i obiektywną gazetę. Świeży powiew wniósł początkowo po swoim powstaniu w 2006 &lt;span class="tmp"&gt;Dziennik&lt;/span&gt;, który na stronach redakcyjnych z udawaną bezstronnością wspierał Tuska, ale dopuszczał też do głosu wielu publicystów niepoprawnych polityczne, jak choćby Macieja Rybińskiego. W telewizji mimo gwałtownych reakcji &lt;span class="nj"&gt;systemu&lt;/span&gt; pojawił się zupełnie nowy przekaz: kultowe programy &lt;span class="tpr"&gt;Pod prąd&lt;/span&gt;, &lt;span class="tpr"&gt;Misja specjalna&lt;/span&gt;, programy Pospieszalskiego, Wildsteina, Sakiewicza – to była nowa jakość. Katalizatorem zmian w świadomości społecznej jest też Internet. Nie da się już przemilczeć &lt;span class="tpr"&gt;Nocnej zmiany&lt;/span&gt;, każdy z pomocą Internetu może łatwo dotrzeć zarówno do tego filmu, jak i do wielu wielu innych filmów demaskujących &lt;span class="nj"&gt;system&lt;/span&gt;. Mamy więc sytuację, w której stronniczość mediów staje się faktem dość łatwo dostrzegalnym. Dostrzeżenie tego faktu nie wymaga już długotrwałych poszukiwań, a tylko pewnej intelektualnej odwagi, wyjścia z utartych kolein myślowych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wspomniana wcześniej dynamika zmian społecznych oraz opisywane tutaj stopniowe przełamywanie monopolu mediów znajduje swoje odzwierciedlenie w wynikach wyborów. Przyjrzyjmy się na spokojnie liczbom bezwzględnym, by zrozumieć jak wielu Polaków wewnętrznie przełamało już propagandowy ucisk &lt;span class="nj"&gt;systemu&lt;/span&gt; oraz dostrzec, że – wbrew propagandzie – jest to proces wzrostu, a czas działa na naszą korzyść.&lt;/p&gt;
&lt;div class="ramkainf1"&gt;
&lt;p class="ri1t"&gt;Liczba głosów na partie i kandydatów na prezydenta w milionach&lt;/p&gt;
&lt;p class="ri1z"&gt;wybory parlamentarne 2005: frekwencja – 40%; PiS – 3,2; PO – 2,8&lt;/p&gt;
&lt;p class="ri1z"&gt;wybory prezydenckie 2005, I tura: frekwencja 50%; Lech Kaczyński – 4,9; Donald Tusk – 5,4&lt;/p&gt;
&lt;p class="ri1z"&gt;wybory prezydenckie 2005, II tura: frekwencja 51%; Lech Kaczyński – 8,3; Donald Tusk – 7,0&lt;/p&gt;
&lt;p class="ri1z"&gt;wybory parlamentarne 2007: frekwencja – 54%; PiS – 5,2; PO – 6,7&lt;/p&gt;
&lt;p class="ri1z"&gt;wybory prezydenckie 2010, I tura: frekwencja 55%; Jarosław Kaczyński – 6,1; Bronisław Komorowski – 7,0&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Zasadnicza część tego przyrostu od 3,2 mln zwolenników PiS w 2005 do 6,1 mln głosów oddanych na Jarosława Kaczyńskiego w 2010 to przyrost nie w grupie &lt;span class="t2"&gt;aktywnych&lt;/span&gt;, a w tej wielomilionowej szarej masie &lt;span class="t2"&gt;nieaktywnych&lt;/span&gt;, o których w gruncie rzeczy wiemy niewiele. Jest to wynik bardzo znaczący wobec faktu, że PiS jest partią antysystemową, z którą walczą wszyscy. Jako pierwsi nowy przekaz polityczny przyjmują osoby najbardziej intelektualnie odważne i otwarte. Proces zmian nie objął jeszcze tzw. &lt;span class="nj"&gt;lemingów&lt;/span&gt;, które najlepiej czują się w stadzie. Gdy to nastąpi, proces ten może przyjąć charakter lawinowy. Chcielibyśmy oczywiście, by to nastąpiło jak najszybciej. Jest to szczególnie ważne w warunkach ewidentnej dekoniunktury w zakresie bezpieczeństwa międzynarodowego. Geopolityczne wakacje się skończyły.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Konsekwencje I tury&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Musimy cieszyć się tym, co udało się osiągnąć. Wbrew zaklinaniu rzeczywistości przez stronę medialno-rządową coraz trudniej będzie im ciągle obrażać wielomilionowy elektorat PiS, wysyłać go do kąta, rozbijać i pacyfikować. Ten elektorat jest polskim ogromnym kapitałem społecznym. To w jego rękach spoczywa dziś dziedzictwo naszej historii i odpowiedzialność za suwerenną Polskę. Naszym obowiązkiem jest wytrwać i sprawić, by coraz więcej Polaków zaczęło rozumieć, że polskość jest wspaniała i zachęcić ich do przejścia na naszą stronę. Byłoby jednak absurdem negowanie politycznych konsekwencji dzisiejszego stanu świadomości społecznej w Polsce takiego, jaki on jest. Nawet jeśli wiemy, że reguły gry są nieuczciwe.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wybory są równoznaczne z nieodwracalnym podjęciem decyzji przez społeczeństwo w danym momencie i wszystkimi tego konsekwencjami. Polskie państwo można naprawiać albo nie. Nie da się tego przekładać na później, gdy Polacy wreszcie do tego dojrzeją. Kaczyńscy w latach 2005-2007 złożyli Polsce jednoznaczną propozycję: likwidacja wyprowadzania ogromnych pieniędzy z budżetu państwa, uzdrowienie korporacji prawniczej, ujawnienie agentów SB, ukrócenie przywilejów postkomunistów, podmiotowość na arenie międzynarodowej, ambitna reforma finansów publicznych przygotowana przez Zytę Gilowską, reforma służby zdrowia Zbigniewa Religi, bardzo ważne a mniej znane działania na rzecz ujednolicenia systemów informatycznych w administracji publicznej przy jednoczesnej likwidacji patologicznego uzależnienia od wiadomej firmy. W 2007 – niezależnie od szczegółowych analiz wyników wyborów – propozycja ta została jednoznacznie odrzucona. Po historycznym wydarzeniu w Smoleńsku w 2010 towarzyszyła nam tylko jedna myśl przewodnia: zakończyć spory i bratobójcze walki polityczne w imię ratowania suwerenności Polski. Wynik I tury i tym razem nie dał pozytywnej odpowiedzi społeczeństwa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Daleki jestem od negowania zbiorowej mądrości narodu. Procesy społeczne biegną swoim torem, czy nam się to podoba, czy nie; czy je rozumiemy, czy nie. Prędzej czy później doprowadzą do przemian i konsekwencji, których dziś może nie umiemy przewidzieć. Wbrew propagandzie – to władza sprawowana przez PO prowokuje i nakręca konflikty w naszym społeczeństwie. Dekoniunktura ekonomiczna i rosnąca frustracja może doprowadzić do tego, że wymiana elit nastąpi w sposób bardziej burzliwy niż byłoby to możliwe, gdyby strona medialno-rządowa traktowała społeczeństwo poważnie i nie nadużywała tak bardzo swoich wpływów. A może czekają nas jeszcze inne niewyobrażalne zmiany.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Zalecenia przed II turą&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;span class="cyt"&gt;„Kluczem do zwycięstwa, do ostatecznego zwycięstwa, bo te wybory nie są zakończone, jest nasza wiara, nasze przekonanie, że zwyciężyć można i trzeba.”&lt;/span&gt; Te słowa Jarosława Kaczyńskiego po zakończeniu I tury wyborów są dobrą ogólną podpowiedzią, jak zachować się w zaistniałej sytuacji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Musimy jasno zdać sobie sprawę z tego, że jesteśmy nie tyle liczącą się, co wręcz potężną siłą społeczną. Cechujemy się na ogół odwagą w głoszeniu swoich poglądów, jesteśmy wręcz zahartowani w polemicznych bojach z przeciwnikami specjalizującymi się w manipulacjach, pyskówkach i obrażaniu. Kochamy Polskę, swoje rodziny i jesteśmy piękni. Tak, nie bójmy się tego powiedzieć. Wykreowano mit, według którego piękni to np. oślizgły pulpet Michał Figurski lub obleśny dziad Kazimierz Kutz. W programach telewizyjnych mogliśmy poznać tak spokojnych i ciepłych ludzi jak choćby Jan Pospieszalski czy Tomasz Sakiewicz, którzy nie używają brutalnych słów, ani nikogo nie obrażają. Jednak &lt;span class="nj"&gt;system&lt;/span&gt; skupia na nich swoją złość i kreuje ich na wcielenia zła, ludzi pełnych bezrozumnej nienawiści, i wreszcie brzydkich. Nie przypadkiem w prawie każdej relacji telewizyjnej dotyczącej wiecu patriotycznego czy wiecu zwolenników PiS muszą pojawić się ludzie brzydcy, którzy wykrzykują prymitywne obelgi pod adresem obecnej władzy. Ciekawe, że w takich kreacjach specjalizują się „przyjaciele z mediów” –  redakcje TVN i Polsat. Cieszę się, że nie udała się prowokacja Palikota w Lublinie. Bardzo wymowne było zdjęcie prowokatora, który pokazywał do obiektywu &lt;span class="nj"&gt;fucka&lt;/span&gt;. Według planu to zdjęcie miało stać się w tej kampanii wyborczej symbolem zwolenników PiS, a stało się symbolem metod, które stosuje PO – twarz zacięta i arogancka, wyciągnięty środkowy palec i całkowity brak skrupułów w stosowaniu brudnych chwytów.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 640px; height: 428px;" src="http://lh6.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TC9IdzBrPHI/AAAAAAAABMQ/nQSsBCa15wc/Krakow_protest.jpg" alt="13.04.10, Kraków, Protest przeciwników Lecha Kaczyńskiego"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 4.&lt;/span&gt; 13.04.10, protest przeciwników Lecha Kaczyńskiego w Krakowie&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 640px; height: 428px;" src="http://lh5.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TC9IaL-lgXI/AAAAAAAABMI/mLck-yBtqxw/Lublin_prowokacja.jpg" alt="09.06.10, Lublin, Prowokacje Palikota na wiecu Jarosława Kaczyńskiego"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 5.&lt;/span&gt; 09.06.10, mężczyzna, który miał stać się symbolem agresji zwolenników PiS. Gdy okazało się, że to mogła być prowokacja Palikota, sprawę błyskawicznie wyciszono [źródło: Gazeta Wyborcza]&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 720px; height: 540px;" src="http://farm5.static.flickr.com/4071/4632040087_2a16de322f_b.jpg" alt="10.05.10, Warszawa, Marsz Pamięci"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 6.&lt;/span&gt; 10.05.10, Marsz Pamięci w Warszawie. Tego mainstreamowe media nie chcą wiedzieć, nie chcą widzieć, nie chcą słyszeć [źródło: Blogpress.pl]&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Będą chcieli nas skłócić, rozbić i zniszczyć. My musimy zachować w sobie coś w rodzaju pozytywnej zawziętości. Ta zawziętość musi być ukierunkowana na osiągnięcie celu nadrzędnego – w pełni suwerennej Polski. Inne sprawy są drugorzędne, dawne krzywdy i urazy schodzą na dalszy plan. Wobec wyniku wyborów w I turze trzeba nastawić się na długi marsz, którego celem jest uzyskanie w przyszłym roku pełnej władzy w Polsce przez zjednoczone siły patriotyczne. Mój postulat zwycięstwa w I turze nie wynikał z arogancji czy chęci spektakularnego pogrążenia przeciwnika. Takie zwycięstwo byłoby oczywiście ważną demonstracją polityczną, o czym wcześniej wspominałem. Chodziło też o pokazanie przez społeczeństwo czerwonej kartki dla stosowania w polityce metod Janusza Palikota. Skoro nam się nie udało, to strona medialno-rządowa będzie czuła się upoważniona do dalszego stosowania tych metod. Wojownicze deklaracje sugerują, że po tamtej stronie jest wielka liczba osób, które lepiej czują się w wojnie na zniszczenie przeciwnika niż w sporach merytorycznych. Oni będą rozgrzewać emocje i dążyć do ostrej konfrontacji, my musimy odpowiadać spokojem i godnością, z wyrozumiałością ludzi mądrzejszych, rozumiejących więcej, patrzących dalej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niektórzy po naszej stronie podważają sens zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Mówią, że ten polityk jest lepszy do rządzenia i lepiej, by poczekał do wyborów parlamentarnych, po których będzie prawdopodobieństwo, że zostanie premierem. Według tej koncepcji mała porażka PiS w wyborach prezydenckich może być dobrym punktem wyjścia do walki o zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. To błędna strategia. Po pierwsze kandyduje się po to, by wygrać. Plan B wdraża się po ewentualnej porażce, nie wcześniej. Po drugie władza absolutna Platformy Obywatelskiej stanowiłaby ogromne zagrożenie dla Polski i dla wolności obywatelskich Polaków. Po trzecie (przypominam to) w tej walce nie chodzi o PiS ani o Jarosława Kaczyńskiego, tylko o to, by uczynić z Polski kwitnący i silny kraj. Do tego będzie potrzebna współpraca prezydenta i patriotycznego rządu. Łatwo sobie wyobrazić, jak bardzo mógłby zaszkodzić nienawistny i arogancki Komorowski, współpracując z destrukcyjną opozycją i mediami, które nagle przypomniałyby sobie o funkcji kontrolnej w stosunku do rządu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po tych zaleceniach ogólnych, chciałbym poświęcić kilka zdań na to, jak powinniśmy formułować pewne konkretne argumenty i reagować na pewne konkretne zarzuty. Nawiasem mówiąc, wcale nie uważam się za osobę cechującą się nadzwyczajną mądrością, by tego rodzaju zalecenia od siebie przekazywać. Te zalecenia to raczej efekt poświęcenia pewnej pracy na zebranie i uporządkowanie rozproszonych argumentów, które uznałem za szczególnie ważne i cenne w dzisiejszej sytuacji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na początek zwróćmy uwagę, że argumentacja naszych przeciwników jest starannie przemyślana i podstępna. Jest ona przygotowywana w formie swego rodzaju pułapek. Przykładem jest usilne kierowanie głównego ciężaru politycznych sporów w tej kampanii wyborczej na problem, czy Jarosław Kaczyński się zmienił naprawdę, czy też jego zmiana jest jedynie jakimś diabolicznym planem wymierzonym przeciwko Polsce. Pułapka polega na tym, że samo podjęcie dyskusji na ten temat jest przyznaniem, że spośród polskich polityków Kaczyński jest w jakiś szczególny sposób zobowiązany do zmiany, a może jeszcze lepiej by było, gdyby w jakiś poniżający dla siebie sposób odszczekał swoje dotychczasowe poglądy i może w ogóle zrezygnował z kandydowania w wyborach. Jeśli odpowiemy, że się nie zmienił, to zostanie to potraktowane jako przyznanie się, że próbuje on dojść do władzy na oszustwie. Jeśli odpowiemy, że się zmienił, to zarzucą nam brak konsekwencji i w ogóle po co nam PiS, skoro chce on być drugim PO.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kluczem do prawidłowej odpowiedzi na to pytanie-zarzut jest zrozumienie przełomowego znaczenia katastrofy smoleńskiej. Oczywiście przeciwnik i tu ma gotowe argumenty. Po pierwsze maksymalnie obniża rangę tego zdarzenia, mimo że była to katastrofa niespotykana dotąd w dziejach, a jej symbolika była wręcz uderzająca. Próbuje się szybko przejść nad tą katastrofą do porządku dziennego, a za całe wyjaśnienie ma nam wystarczyć to, że piloci rzekomo podjęli ciąg bezrozumnych decyzji. Narrację o małym znaczeniu tej katastrofy dopełniają doniesienia o szokujących zaniedbaniach w prowadzonym śledztwie. No, a kto miałby przejmować się niedbałym śledztwem, skoro katastrofa była mało znacząca? Po drugie przeciwnik stosuje szantaż polegający na tym, że każde przypomnienie o tej katastrofie ma być równoznaczne z wykorzystywaniem ofiar do walki politycznej. Temu szantażowi nie możemy się poddać. Możemy odłożyć w czasie rozliczenie winnych zaniedbań poprzedzających katastrofę i zaniedbań w śledztwie dotyczącym katastrofy. Ale mamy prawo przypominać o randze i przełomowym znaczeniu katastrofy smoleńskiej dla polskiej polityki. Każdy Polak miał pełne prawo odczuć wstrząs i przeżyć wewnętrzną przemianę po tym zdarzeniu, tym bardziej miał do tego prawo brat naszego prezydenta. Myślę, że Jarosław Kaczyński zmienił się w tym sensie, że kroczy swoją drogą jeszcze pewniej i patrzy jeszcze dalej w przyszłość niż dotychczas. Nie tylko nie dał się zniszczyć, ale z polityka bardzo dobrego stał się politykiem perfekcyjnym i z pewnością groźnym dla tych, którzy za nic mają polską rację stanu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;IV RP była dobrą odpowiedzią z 2005 roku na nabrzmiałe problemy, które pozostały nam w spadku po reglamentowanej rewolucji 1989 roku. Czas jednak nie stoi w miejscu, priorytety się zmieniają. Katastrofa smoleńska zmieniła Polaków, a dowodu na to nie trzeba szukać. Był nim narodowy tydzień, w którym nasz ból przeżyliśmy z należną powagą i godnością. Strona medialno-rządowa na chwilę zrobiła się jakaś malutka, a jej główni przedstawiciele gdzieś się pochowali. Nadal mam w pamięci niekończące się kondukty, żałobną muzykę i setki tysięcy ludzi na Krakowskim Przedmieściu. Pytanie o to, czy Jarosław Kaczyński się zmienił jest więc źle postawione. Kaczyński daje nam po prostu aktualną odpowiedź na nową sytuację, w jakiej Polska znajduje się dziś, na bieżące problemy i zagrożenia. Tą odpowiedzią jest odrzucenie dawnych sporów na rzecz wspólnych działań na rzecz utrzymania suwerenności Polski.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kolejny argument przeciwko Kaczyńskiemu polega na karkołomnym żonglowaniu pojęciami &lt;span class="t2"&gt;prawicy&lt;/span&gt; i &lt;span class="t2"&gt;lewicy&lt;/span&gt;. W skrócie brzmi to tak: my (PO/SLD) jesteśmy dobrą prawicą i dobrą lewicą, a oni (PiS) są złą prawicą i złą lewicą. W tej karkołomnej retoryce przymiotniki &lt;span class="nj"&gt;prawicowy&lt;/span&gt;, &lt;span class="nj"&gt;lewicowy&lt;/span&gt; w odniesieniu do  PO i SLD mają być pochwałą, a w odniesieniu do PiS – przyganą.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Faktem politycznym stał się niepokojący sukces Napieralskiego. Nie niepokoi mnie to, że polska lewica może znowu liczyć na pokaźne zaplecze w społeczeństwie, ani nawet to, że zakulisowa współpraca PO i SLD może skłonić część wyborców Napieralskiego zorientowaną w tych grach do przepłynięcia do Komorowskiego w II turze. Chodzi o to, że kandydat stosunkowo mało znany, bez predyspozycji do urzędu prezydenta, mógł zostać tak znacząco wylansowany w ciągu tak krótkiego czasu. Zmiana poparcia z kilku do kilkunastu procent w ciągu ok. 2 tygodni jest ściśle skorelowana z jego intensywnym lansowaniem w telewizji. Niepokojąca jest w tym łatwość, z jaką można sterować społeczeństwem. Wynik Napieralskiego można potraktować jako niezwykle udany eksperyment &lt;span class="nj"&gt;systemu&lt;/span&gt; i sygnał, że takie metody będą nadal stosowane i doskonalone.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pominę dywagacje na temat możliwej struktury elektoratu Napieralskiego. Jest jasne, że trzeba ten elektorat potraktować poważnie. Media chętnie propagują narrację, że Kaczyński &lt;span class="nj"&gt;kokietuje&lt;/span&gt; lewicę czy też stosuje &lt;span class="nj"&gt;umizgi&lt;/span&gt; do Napieralskiego. Słowa &lt;span class="nj"&gt;kokietować&lt;/span&gt; i &lt;span class="nj"&gt;umizgi&lt;/span&gt; są powtarzane często i z naciskiem, gdyż chodzi tu o manipulację językową. Są to usilne próby, by jedynemu poważnemu liderowi politycznemu w Polsce maksymalnie tej powagi ująć, choćby za pomocą rodzaju języka używanego w komentarzach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jarosław Kaczyński wypowiedział w Szczecinie słowa niezwykłe: &lt;span class="cyt"&gt;„Niech nam mówią, że jesteśmy lewicowi. Może i po trosze jesteśmy. Dzisiaj zresztą warto używać tego słowa «lewica» właśnie, a nie postkomunizm. Bo stało się coś symbolicznego, zwrócili na to uwagę inni, ale ja to też Państwu powiem. W tej strasznej katastrofie zginęli także ludzie – i to ludzie dojrzali – z tego pokolenia, które było aktywne jeszcze w PRL, z tamtej formacji. I jest w tym coś, co ma wymiar symbolu i dlatego ja dzisiaj będę zawsze już mówił «lewica», nie będę używał tego słowa, którego sam używałem.”&lt;/span&gt; Od początku, gdy analizowałem katastrofę w Smoleńsku, nie dawał mi spokoju Jerzy Szmajdziński na liście ofiar. To ktoś z samego rdzenia tej formacji, która przez ostatnie 21 lat uważała się za spadkobiercę PZPR i prawowitego właściciela Polski. Nie ma możliwości, by ktoś z nich świadomie poświęcił Szmajdzińskiego. Ta ofiara realnie zmienia sytuację, ale są jeszcze inne sprawy. Po 21 latach tropienie winnych komunistycznych zbrodni przekształciło się w smutną farsę, ostatni agenci i byli funkcjonariusze SB powoli kończą swoje parszywe żywoty, IPN został brutalnie przejęty przez PO, a społeczeństwo jako całość nie bardzo rozumie, o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Lech Kaczyński docenił i odznaczył tylu bohaterów Solidarności, ilu zdołał. Jeśli Polska zrobiła tak mało dla historycznej sprawiedliwości, to pozostanie to już na zawsze naszym wstydem wobec przyszłych pokoleń, ale nadrobić tego już się nie da.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Platforma Obywatelska tak bardzo już zaplątała się w żonglowanie terminami &lt;span class="t2"&gt;prawica&lt;/span&gt; i &lt;span class="t2"&gt;lewica&lt;/span&gt;, że lepiej, by to oni tłumaczyli się ze swoich poglądów, które tak skrzętnie ukrywali przez ostatnie lata podczas gdy media lansowały sztuczny termin &lt;span class="t2"&gt;postpolityka&lt;/span&gt;. Chcą mieć ciastko i zjeść ciastko. Szermują liberalizmem, ale wstydzą się zamiaru sprywatyzowania służby zdrowia i wytaczają w tej sprawie kuriozalny proces („program partii na stronie internetowej jest programem roboczym” – to jakaś kpina). Krytykują PiS za rzekomą lewicowość, ale ich zdaniem to Komorowski ma „naturalne” prawo do głosów lewicowego Napieralskiego, nawet nie musi o nie zabiegać. Dziwne to wszystko.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Trzeba przyznać, że ostatnie lata nie ułatwiały ludziom uporządkowania sobie pojęć &lt;span class="t2"&gt;prawicy&lt;/span&gt; i &lt;span class="t2"&gt;lewicy&lt;/span&gt;. Publicyści w imię realizacji politycznych zamówień miast wyjaśniać i porządkować pojęcia tylko wprowadzali coraz większy mętlik. &lt;span class="tg"&gt;Prawica&lt;/span&gt; to poszanowanie własności prywatnej w gospodarce oraz konserwatyzm obyczajowy. &lt;span class="tg"&gt;Lewica&lt;/span&gt; to dążenie do kontroli państwowej (współcześnie przyjęło to formę koncentrowania uprawnień kontrolnych i regulacyjnych w rękach coraz bardziej rozbudowanych urzędów, także ponadnarodowych) oraz liberalizm obyczajowy. PiS jest partią pod każdym względem prawicową. Troska o przetrwanie dużych zakładów w czasach dekoniunktury, o interes zwykłych ludzi, próby ukrócenia wszechwładzy oligarchów – to nie neguje prawicowych poglądów, jak usiłuje się nam wmawiać od lat. Może to być natomiast pole do dyskusji i współpracy z ideową lewicą. Ważne jest i to, że PiS przynajmniej otwarcie i odważnie formułuje swoje postulaty, natomiast PO tak kręci, że od lat nikt nie może doszukać się w polityce tej partii szumnie deklarowanego liberalizmu gospodarczego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pamiętajmy, że 10. kwietnia 2010 skończył się czas wstydu za patriotyzm w wolnej Polsce. Platforma Obywatelska straciła prawo, które zresztą sama sobie przyznała, do tego, by elektorat PiS wyzywać od moherów, wysyłać do kąta i pacyfikować. Szyderczy przekaz w stylu Palikota i Wojewódzkiego stracił swoją atrakcyjność i moc. Nowak z PO szydzący &lt;span class="cyt"&gt;„Kłamstwo ma krótkie nóżki jak u kaczuszki”&lt;/span&gt; nie wygląda już na fajnego wesołka – jest żenujący. Poważni sympatycy PO przy tych wyskokach czują chyba takie zażenowanie, że tylko im współczuć. Pamiętajmy, że to nas cechuje godność, duma z Polski i poważne traktowanie spraw publicznych. Warto być sympatykiem PiS i zagłosować na Jarosława Kaczyńskiego.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-4081260098840241046?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/4081260098840241046/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/06/po-i-turze-spostrzezenia-i-zalecenia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/4081260098840241046'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/4081260098840241046'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/06/po-i-turze-spostrzezenia-i-zalecenia.html' title='Po I turze - spostrzeżenia i zalecenia'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TCN4e85wv8I/AAAAAAAABKw/4EnE58YCd3M/s72-c/wybprez2010_wyniki1tura.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-1143510773831018745</id><published>2010-06-18T23:54:00.008+02:00</published><updated>2010-11-18T18:26:42.505+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prezydent'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bronisław Komorowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2010'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wybory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jarosław Kaczyński'/><title type='text'>Przed wyborem prezydenta - spostrzeżenia i zalecenia</title><content type='html'>&lt;p&gt;W miarę skromnych możliwości obserwuję zwykłych ludzi i polityków w ciągu 2 miesięcy, które minęły od katastrofy i narodowego tygodnia. Najważniejsza przemiana dokonała się na początku. To wtedy wielu zwykłych Polaków dostrzegło z całą wyrazistością, jak iluzoryczna jest wolność, która została dana Polsce w 1989 roku. Dostrzegliśmy też, że cała polska polityka była oparta na wielkim medialnym oszustwie. Symbol Katynia związał się metafizycznie z symbolem Smoleńska i te dwa symbole stały się odtąd trwałym elementem polskiej świadomości społecznej. Wydaje się, że symbole te zrozumieliśmy i za ich sprawą gotowi jesteśmy nawet do pewnych poświęceń dla utrzymania ciągłości naszego państwa i naszej wspólnoty narodowej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wymienione procesy ugodziły z ogromną mocą w Platformę Obywatelską, która od 2007 wydawała się nie do ruszenia z pozycji dominującej siły politycznej w Polsce. Z całego hałasu związanego z PO, z jej księżycowych obietnic, markowania rządzenia, dziwnych ludzi na najwyższych urzędach, i z niekończącej się nienawiści do Kaczyńskich, została tylko ta nienawiść z jej symbolami – Palikotem, sztucznym penisem i świńskim ryjem. Perfekcyjnie to podsumowała pani Jadwiga Staniszkis w jednej z ostatnich rozmów, gdy powiedziała do Palikota: &lt;span class="cyt"&gt;„Pana nie ma”&lt;/span&gt;. To stwierdzenie dotyczy właściwie całej tej dziwnej partii: &lt;span class="em1"&gt;was nie ma&lt;/span&gt;. Jest tylko nienawiść, chciwość i zdrada. Poza tym pustka.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wielu porządnych ludzi w Polsce wiernie popiera PiS, szczególnie od 2005 roku, gdy pojawiła się nadzieja na naprawę spraw publicznych w Polsce. Wielu innych porządnych ludzi jednak łatwo dało się zwieść oszukańczej retoryce PO. Poprzez wydarzenia ostatnich miesięcy otrzymaliśmy kolejną szansę, by wszyscy, którym zależy na silnej i suwerennej Polsce, jeszcze raz policzyli się i zawiązali silną wspólnotę, niezbędną do osiągania celów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z bólu i zagubienia, które zapanowały w Polsce po tragedii w Smoleńsku, wyłonił się niewątpliwie odmieniony Jarosław Kaczyński. Wrócił niczym Gandalf Szary po walce w otchłani z Barlogiem. Wszyscy myśleli, że ta walka zniszczyła Gandalfa i że bezpowrotnie go stracili. I teraz wielu martwiło się lub cieszyło na myśl, że ta tragedia zniszczyła Jarosława Kaczyńskiego i nie będzie on już w stanie wrócić polityki. On jednak wrócił w wielkim stylu – odmieniony i gotowy poprowadzić nas do zwycięstwa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kampania wyborcza była taka, jak miała być. Jarosław Kaczyński po tym wszystkim, co stało się w Polsce w kwietniu chyba nie mógłby nie wygrać tych wyborów. On jednak poszedł dalej i porwał swoich wyborców swoją wspaniałą spokojną i godną postawą w tej kampanii. Myślę, że ta godność udzieliła się wielu z nas. Platforma Obywatelska nas nie zaskoczyła. Nienawiść i jątrzenie to elementy, bez których tej partii nie ma. Dlatego szybko z powrotem pojawił się Palikot i nastąpił powrót do retoryki nienawiści. Wynikało to z całkowitego braku zrozumienia dla przemiany, która dokonała się w Polsce. Wydaje się, że w nowej rzeczywistości ciosy PO trafiały w próżnię i tylko pogrążały tę partię. Kandydat PO okazał się dramatycznie nieudolny. Był szykowany na zupełnie inną kampanię, los sprawił, że znalazł się w okolicznościach, które go całkowicie przerosły. Nie umiał wyjść poza dość głupawe w gruncie rzeczy ataki na swojego głównego przeciwnika.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W odświeżonej perspektywie na polską politykę widzimy dziś jasno, że praktycznie mamy dwóch kandydatów: Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego. Ostatnio pospiesznie podrasowano notowania Napieralskiemu, ale nie wydaje mi się, by zbyt wielu ludzi dało się na to nabrać. Jednocześnie podano taką narrację, że ten przebłysk Napieralskiego daje Kaczyńskiemu szansę na II turę. Nieprawda – to Komorowski walczy o II turę. Lansowanie Napieralskiego to rozpaczliwa próba doprowadzenia do tego, by Komorowski dostał tę szansę na II turę, a przynajmniej do tego, by bezwzględna przewaga Kaczyńskiego mniej rzucała się w oczy. Inaczej system nigdy nie zdecydowałby się lansować kandydata, który korzysta z tego samego elektoratu, co jego główny faworyt. Wybory jako walka między ociężałym umysłowo i nienawistnym Komorowskim, a politykiem najwyższej klasy – Kaczyńskim – muszą skończyć się dramatyczną porażką tego pierwszego. I niech tak pozostanie. W tych wyborach ważne jest zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego w I turze dużą większością głosów. Tylko to będzie dobitnym sygnałem dla naszych niekoniecznie kochających nas sąsiadów, że &lt;span class="sen"&gt;„jeszcze Polska nie zginęła”&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wygrane wybory nie zmienią politycznego status quo. Pozycja Polski i sił patriotycznych w Polsce po śmierci Lecha Kaczyńskiego bardzo się pogorszyła. Kolejne instytucje zostały utracone, wiele niewidocznych tajnych nici władzy zostało przeciętych. Odbudowa tego potrwa jakiś czas. Wybory to jednak nie tylko formalne wyznaczenie prezydenta. W tych szczególnych warunkach musimy uznać Jarosława Kaczyńskiego jako lidera wspólnoty narodowej odrodzonej po 10 kwietnia. Akt wyboru Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta niech będzie jednocześnie świadomym aktem powierzenia mu naszych wspólnych aspiracji, które wyraził prosto i dobitnie 6 maja, dziękując za zebrane podpisy: &lt;span class="cyt"&gt;„Jestem przekonany, że coś nas łączy. Że łączy nas przekonanie, że Polska ma prawo do marzeń o tym, że będzie silna, licząca się w świecie, że będzie sprawiedliwa, że będzie dumna.”&lt;/span&gt; Jarosław Kaczyński, dysponując urzędem prezydenta o ograniczonych uprawnieniach, ale i potężną legitymacją społeczną będzie mógł działać na rzecz tej wspólnej wizji. Konieczne będzie powściągnięcie polskiej kłótliwości, sobiepaństwa i natrętnego mędrkowania. Jeśli uznaliśmy Jarosława Kaczyńskiego za naszego naturalnego lidera i depozytariusza marzeń o silnej Polsce, to dlatego że jest naprawdę idealnym liderem i należy mu się nasze wsparcie, ale i swoboda działania na etapie realizacji naszych celów.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 591px; height: 1600px;" src="http://lh5.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TBzRQTq_87I/AAAAAAAABKQ/ku_Ztu68AWs/sondazeprez2010.jpg" alt="wybory prezydenckie 2010, zestawienie sondaży"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 1.&lt;/span&gt; Wybory prezydenckie 2010, zestawienie sondaży z różnych źródeł. Oficjalne firmy zajmujące się badaniami opinii publicznej podały bardzo zróżnicowane wyniki, niespójne są również tendencje. Wszystkie firmy pokazują przewagę BK. Największą różnicę między BK a JK pokazują wyniki podane przez PBS DGA (dla GW) i SMG KRC (dla TVN24); najmniejsza różnica jest w wynikach Homo Homini (dla PR) i OBOP (dla TVP); pośrednie wskaźniki podaje GfK Polonia (dla Rz) i CBOS. Nieoficjalne inicjatywy i sondy internetowe w przeważającej większości pokazują wyraźną przewagę JK. Najbardziej spektakularne są tu wyniki sondy sms-owej Telegazety TVP, w której poparcie dla JK przekroczyło 73%.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-1143510773831018745?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/1143510773831018745/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/06/przed-wyborem-prezydenta-spostrzezenia.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/1143510773831018745'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/1143510773831018745'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/06/przed-wyborem-prezydenta-spostrzezenia.html' title='Przed wyborem prezydenta - spostrzeżenia i zalecenia'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh5.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TBzRQTq_87I/AAAAAAAABKQ/ku_Ztu68AWs/s72-c/sondazeprez2010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-1868343516848274906</id><published>2010-06-16T15:48:00.010+02:00</published><updated>2010-07-03T16:12:23.910+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Donald Tusk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marek Migalski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kazimierz Kutz'/><title type='text'>Treuhänder Kutz</title><content type='html'>&lt;p&gt;Zdarzenie goni zdarzenie. Graś, ten co dorabia u Niemca jako cieć, tym razem w upokarzający dla Polski sposób przeprasza po rosyjsku siepaczy z OMON-u (warto przypomnieć sobie historię tych jednostek) w związku ze sprawą kradzieży kart kredytowych, dla jasności – to Rosjanie okradli polskie ofiary katastrofy. Prowokacja Palikota w Lublinie wymierzona w Jarosława Kaczyńskiego okazuje się dla Platformy Obywatelskiej katastrofą. W &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt; Migalski demoluje Kutza – konkretnej i racjonalnej argumentacji młodego politologa zblazowany antypatyczny starzec przeciwstawił jedynie arogancję władzy. Upadek Platformy następuje szybciej niż można było przypuszczać jeszcze niedawno. Wielu dworaków Tuska zdaje się być nieświadomymi tego krachu. Ale szereg innych już medialnie wycofało się z poronionego projektu „Komorowski”. Nie może ujść uwagi zdystansowana postawa Tuska, który jest ambitny i inteligenty (szczególnie w porównaniu z takim Komorowskim) i liczy na to, że będzie jeszcze potrzebny i załapie się do jakiegoś kolejnego projektu. Czy prawdziwi administratorzy Polski, agenci kreujący zdarzenia kryjące się za politycznym teatrem, są wściekli? Sądzę, że nie. Oni kalkulują na chłodno i są zbyt poważnymi graczami, by nie mieć planów na każdą ewentualność. Strategicznie z punktu widzenia naszych największych sąsiadów pożądane jest, by funkcję przywódczą w Polsce pełnił niemiecki zarządca zatwierdzony przez Rosję lub na odwrót – to jest ich główny plan dla Polski.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po tym wstępie przechodzę do właściwego tematu. Ten tekst dotyczy tego, jak bardzo okrągłostołowe elity odcięły się od polskiego społeczeństwa i narodu, a został zainspirowany drobnym fragmentem rozmowy Marka Migalskiego z Kazimierzem Kutzem w &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt; 11 czerwca, program &lt;span class="tpr"&gt;Rozmowa Rymanowskiego&lt;/span&gt;. Arogancja PO – dziś głównego reprezentanta okrągłostołowych elit – skupia się w postawie Kutza jak w soczewce. Wystarczy podać choćby takie cytaty z tej jednej rozmowy: &lt;span class="cyt"&gt;„Opinia publiczna może się nie zna na wielu sprawach”&lt;/span&gt; (odpowiedź na negatywne reakcje dotyczące pospiesznego mianowania prezesa NBP przed wyborami); &lt;span class="cyt"&gt;„To jest odzyskiwanie placówek, które wyście zawłaszczyli w sposób haniebny. – Czyli teraz wy zawłaszczycie? – To jest recykling proszę pana”&lt;/span&gt; (o tym, że PO obsadza przed wyborami wszystkie możliwe stanowiska); &lt;span class="cyt"&gt;„Ja myślę, że jemu się należy wdzięczność ponieważ on przerwał tą nudę straszliwą, którą się charakteryzuje ta kampania – takie klepanie w tych mediach, to ględzenie, że on nie powinien, bo nie jest pełnym prezydentem, że takie lapsusy robi”&lt;/span&gt; (o prowokacji Palikota w Lublinie); &lt;span class="cyt"&gt;„Słuchałem pana Bielana, który mówił, że największą zaletą pana Jarosława Kaczyńskiego jest to, że on będzie przywódcą, że Polsce jest potrzebny przywódca, Führer taki”&lt;/span&gt; (tu zaprotestował Migalski, na co Kutz odpowiedział, że &lt;span class="nj"&gt;Führer&lt;/span&gt; to tylko niemieckie słowo) &lt;span class="cyt"&gt;„Ja myślę, że on [Komorowski] nie ma ambicji politycznych, żeby rządzić wbrew układom w jego partii, w której jest”&lt;/span&gt; (może niezamierzona, lecz zdumiewająca szczerość ze strony elit, które dotychczas zapewniały, że niezbędna jest tylko prezydentura ponadpartyjna).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Platforma Obywatelska zdążyła nas przyzwyczaić do totalnej pogardy jaką żywi dla przeciwnika politycznego. Spowszedniała arogancja władzy, która chyba nawet za SLD nie spotykała się z taką wyrozumiałością ze strony mediów. Media w istocie współuczestniczą w wojnie przeciwko polskiemu społeczeństwu. Jednak to, co powiedział Kutz na sam koniec tej rozmowy, wymyka się próbom jakiegoś zaklasyfikowania. Gdy Rymanowski kończył już program, Kutz rzucił trochę oderwane zdanie: &lt;span class="cyt"&gt;„Treuhänder jest potrzebny w Polsce.”&lt;/span&gt; To zdanie przeszło bez większego echa, a powinno być ono właściwie niszczące dla wizerunku PO. To trochę jak słowa wicemarszałka Stefana Niesiołowskiego (połączone z działaniami całego środowiska PO) przekreślające 20 lat starań III RP o powszechne uznanie zbrodni katyńskiej za ludobójstwo. Niesiołowski powiedział 09.09.09 w wywiadzie dla &lt;span class="tmp"&gt;Dziennika&lt;/span&gt;: &lt;span class="cyt"&gt;„To była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu. W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i wielki głód na Ukrainie. Katyń to było coś innego. Polscy oficerowie odmówili współpracy z komunistami i zostali zamordowani. Ci, którzy na nią poszli, przeżyli, jak Berling. Poza tym przyjęcie takiego stanowiska miałoby bardzo poważne konsekwencje polityczne.”&lt;/span&gt; Po takich słowach zarówno Niesiołowski kilka miesięcy temu, jak i Kutz dzisiaj, zasłużyli tylko na to, by natychmiast zniknąć w niesławie z życia publicznego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kutz nie wygłosił jednoznacznej antypolskiej deklaracji, a jedynie rzucił niedbałe zdanie. Gdyby media raczyły je zauważyć, to przy takiej pobłażliwości dla PO, jaka miała miejsce dotychczas, udałoby mu się z niego wykręcić, tak jak Niesiołowski wykręcił się po swojej wypowiedzi o Katyniu. My jednak nie mamy (na razie) obowiązku płaszczenia się przed władzą. Na początek przypomnienie znaczenia słowa &lt;span class="jez"&gt;treuhänder&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;div class="ramkainf1"&gt;
&lt;p class="ri1z"&gt;&lt;span class="tg"&gt;Treuhänder&lt;/span&gt; – powiernik (komisarz), zwł. naznaczony przez okupanta niemieckiego dla zarządzania polskim przedsiębiorstwem albo majątkiem (1939-45). Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego. Etymologia: &lt;span class="kwajez"&gt;niem.&lt;/span&gt; &lt;span class="jez"&gt;‘urzędowy zarządca (komisarz) cudzego majątku’&lt;/span&gt;. Źródło: &lt;a href="http://www.slownik-online.pl/kopalinski/B9F597C70EBE47BE412565B000005FB9.php"&gt;Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="ramkainf1"&gt;
&lt;p class="ri1z"&gt;&lt;span class="tg"&gt;Treuhänder&lt;/span&gt; – powiernik, podczas II wojny światowej na ziemiach okupowanych przez Niemcy administrator, z ramienia władz niemieckich, poszczególnych zagrabionych przedsiębiorstw oraz majątków niektórych zlikwidowanych instytucji i stowarzyszeń; w Polsce w GG 1940 było ok. 1,2 tysięcy Treuhänderów, na ziemiach wcielonych do Rzeszy ogólna ich liczba w różnych okresach przekroczyła 100 tysięcy; w przeważającej części byli to Niemcy zamieszkali w Polsce przed wojną lub przesiedleni z krajów nadbałtyckich. Źródło: &lt;a href="http://biznes.pwn.pl/haslo/3989034/treuh228nder.html"&gt;Portal wiedzy PWN&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Współczesne niemieckie znaczenie słowa &lt;span class="jez"&gt;Treuhänder&lt;/span&gt; to ‘powiernik, zarządca majątkowy’. Nie wiem, dlaczego Kutz użył tego niemieckiego słowa i do jakiej narodowości właściwie on się poczuwa. Ale nie widzę możliwości, by człowiek w jego wieku nie wiedział, kim Treuhänderzy byli w Polsce okupowanej przez Niemców. Jeśli jednak jego słowa wynikały z niewiedzy, to powinien gęsto się tłumaczyć z tej wpadki. Treuhänderami byli Niemcy a często volksdeutsche. Łatwo sobie wyobrazić, jak na ich działalność patrzyły setki tysięcy Polaków, właścicieli, którzy zostali zmuszeni do porzucenia swojej własności i ucieczki. W latach 70. niemiecki tygodnik opublikował artykuł mówiący o tym, że Jan Nowak-Jeziorański z RWE w czasie wojny współpracował z Niemcami m.in. jako Treuhänder cegielni w Radzyminie. Materiał ten wywołał poważny skandal, a Nowak-Jeziorański odpowiedział pozwem cywilnym.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Najprostsza interpretacja słów Kutza jest taka, że uważa on, iż to nie Polacy mają się troszczyć o swój kraj. Jego zdaniem w Polsce potrzebny jest zarządca (powiernik) nadany z zewnątrz, być może przez Niemcy i Rosję, bo te 2 państwa najwyraźniej dziś artykułują swoje interesy w odniesieniu do Polski. W kontekście wyborów prezydenckich może to oznaczać, że Treuhänderem Polski ma być Bronisław Komorowski. Kutz może też oczywiście tłumaczyć, że chodziło mu o to, by w ten sposób ironicznie i obraźliwie nazwać Jarosława Kaczyńskiego (wcześniej w tej rozmowie próbował nazwać go &lt;span class="jez"&gt;Führerem&lt;/span&gt;). Jednak nie jest jasne, czy to był żart. Kutz pokazywał często już wcześniej, że czuje się zupełnie bezkarny w swoich wypowiedziach. Może być więc tak, że on z tymi myślami żyje i nie boi się tego ujawniać jako polityk partii rządzącej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oficjalna propaganda bardzo nerwowo przedstawiała historię „dziadka w Wehrmachcie”, tymczasem nie ma jasnych przesłanek do twierdzenia, że Józef Tusk służył w Wehrmachcie przymusowo, chyba że każdą służbę wojskową uznamy generalnie za formę przymusu. Zamiast pytania o przymus, należałoby raczej zapytać, czy dziadek, a raczej dziadkowie Tuska, służąc w Wehrmachcie, czuli się Niemcami, a to jest już całkiem prawdopodobne. W każdej narodowości składającej się na przedwojenną Polskę znajdowali się zarówno bohaterowie wierni polskiej ojczyźnie na śmierć i życie, jak i tacy, którzy chętnie przyjmowali nową władzę. Sam Donald Tusk był działaczem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, organizacji o tendencjach separatystycznych, podkreślającej związki Kaszub z Niemcami, a także wspierał te dążenia politycznie. Jako przykład można podać referat na II Kongresie Kaszubskim 1992, &lt;span class="tpr"&gt;Pomorska idea regionalna jako zadanie polityczne&lt;/span&gt;, w którym Tusk przedstawił postulat utworzenia konstytucji Kaszub jako państwa regionalnego (treść wygłoszona zawierała postulaty dalej idące niż treść zapisana w materiałach z Kongresu). ZK-P udzieliło Tuskowi oficjalnego poparcia w wyborach prezydenckich 2005. Jarosław Kaczyński w wypowiedzi z sierpnia 2007 zwracał uwagę na niemieckie obsesje Donalda Tuska i podatność na dominację Niemiec w jego środowisku politycznym. Są relacje, z których wynika, że w domu Tuska w dzieciństwie mówiło się po niemiecku. W &lt;span class="tpr"&gt;Szkle kontaktowym&lt;/span&gt;, programie, który mocno wspiera Tuska, jeden z redaktorów (chyba Miecugow) tłumaczył przy okazji spotkania 01.09.09, że Tusk z Putinem dobrze dogadują się bez tłumacza i nie trzeba tu nawet spekulować, czy Tusk faktycznie zna angielski lub rosyjski, gdyż obaj mogą swobodnie rozmawiać po niemiecku. Putin zna niemiecki doskonale jako były wieloletni agent KGB w NRD.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przypominam pewne fakty z działalności politycznej Tuska nieprzypadkowo. We wspomnianym referacie Tusk pisał m.in.: &lt;span class="cyt"&gt;„Trzeba zrobić wszystko, aby wpływ ruchów regionalnych i samorządowych oraz partii politycznych, dla których regionalizm jest istotnym fragmentem ich programu, na zmiany ustrojowe i gospodarcze był jak największy. Konieczne jest uczestnictwo regionalistów w debacie konstytucyjnej i w pracy nad innymi aktami legislacyjnymi. Tak długo bowiem, jak trwać będzie w Polsce centralistyczny model władzy, jak długo większość decyzji zapadać będzie w Warszawie – marzenie o państwie regionalnym pozostanie utopią.”&lt;/span&gt; W &lt;span class="tmp"&gt;Playboyu&lt;/span&gt; 12/2007 ukazał się skandalizujący wywiad z posłem Kutzem, nas tu interesują fragmenty polityczne. Kutz opisuje, jak zgodził się kandydować z listy PO: &lt;span class="cyt"&gt;„Zostały dwa dni do zamknięcia list, a ja się wciąż wahałem. Uległem dopiero Balcerowiczowi, który zadzwonił do mnie z Ameryki. A ja do niego mam wielki szacunek. Tuskowi postawiłem jednak warunki dotyczące dwóch spraw – mojej starości i promowania autonomii Śląska. Tusk przystał na jedno i drugie. Obiecał, że nie będzie mnie zanadto eksploatować.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jak widać środowisko polityczne Tuska jest zdeterminowane, by długofalowo grać na osłabienie polskiego ośrodka państwowego, co wpisuje się w strategiczne plany Rosji i Niemiec dla Europy Środkowo-Wschodniej. Dlatego te państwa będą bezwarunkowo wspierać środowisko Tuska. Czy jest to bardziej sojusz wynikający ze zbieżności celów, czy jednak sterowane i sponsorowane z zewnątrz działanie tego środowiska na rzecz państw zewnętrznych kosztem Polski, to z pewnych praktycznych powodów sprawa na dziś drugorzędna. Komunistyczne elity w III RP miały zagwarantowane nie tylko miękkie lądowanie i grubą kreskę, ale wręcz stały się głównym beneficjentem transformacji ustrojowej. Podobnie raczej nie jest realistyczne oczekiwanie, że elity III RP w najbliższym czasie poniosą odpowiedzialność za swoje działania noszące znamiona zdrady stanu. Dlatego ich motywy na dziś uznaję za drugorzędne. Najważniejsze jest otrzeźwienie naszego społeczeństwa. Długi czas wielu z nas ciężko było się pogodzić, że Polacy w swojej przeważającej masie wspierają osłabianie i rozmontowywanie polskiej państwowości. Bo głównie do tego sprowadza się władza Tuska i jego zaplecza, w którym widzimy ludzi pokroju Kutza. Na szczęście 10 kwietnia pokazał, że pragnienie silnej Polski tkwiło w nas uśpione, a poparcie dla PO wynikało jednak z wielkiego oszustwa, a nie ze świadomego wyboru społeczeństwa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z mentalności Tuska i Kutza czy wcześniej wymienionego Niesiołowskiego wynika, że ludzie ci bezwzględnie grają na osłabienie a w ostateczności zniszczenie polskiej państwowości. Tu leży chyba klucz do zdania &lt;span class="cyt"&gt;„Treuhänder jest potrzebny w Polsce.”&lt;/span&gt; Ludzie z tego środowiska są już chyba na swój sposób zmęczeni życiem w stanie ciągłego moralnego upadku. Przejawia się to zmanierowaniem, brakiem ostrożności, skłonnością do funkcjonowania pod wpływem rozmaitych używek. Możliwe, że Kutz wypowiedział to zdanie w chwili słabości, ale tym bardziej powinniśmy zrozumieć, jak daleko zaszły już działania, których ostatecznym celem jest rozmontowanie polskiej państwowości. To jest dzwonek alarmowy. Przed nami długa droga do odzyskania równowagi naszego państwa i stworzenia mu warunków do suwerennego rozwoju. Warunkiem wejścia na tę drogę jest &lt;span class="em1"&gt;wybór odpowiednich liderów we wszystkich nadchodzących wyborach&lt;/span&gt;. Warunkiem utrzymania się na tej drodze jest &lt;span class="em1"&gt;poczucie odpowiedzialności za kraj wśród nowych elit oraz w całym społeczeństwie&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube-nocookie.com/v/gwAbp6a9_Bw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube-nocookie.com/v/gwAbp6a9_Bw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Klip 1.&lt;/span&gt; 11.06.10 w &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt; w rozmowie z Markiem Migalskim i Kazimierzem Kutzem miała miejsce zdumiewająca i skandaliczna wypowiedź Kutza (2:32): „Treuhänder jest potrzebny w Polsce.”&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-1868343516848274906?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/1868343516848274906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/06/treuhander-kutz.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/1868343516848274906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/1868343516848274906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/06/treuhander-kutz.html' title='Treuhänder Kutz'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-679757307068648983</id><published>2010-06-03T23:33:00.013+02:00</published><updated>2010-07-03T13:40:32.548+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bronisław Komorowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Janusz Palikot'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lena Kolarska-Bobińska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sztuczny penis'/><title type='text'>Jaki kandydat, taki penis</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;img style="margin: 2px 6px 2px 0px; float: left; width: 286px; height: 264px;" src="http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TAghKLcSmZI/AAAAAAAABIE/M0F3o-Tv9Uo/Komorowski%26penis.jpg" alt="Bronisław Komorowski w Londynie, sztuczny penis"&gt;Polska zobaczyła prawdziwą twarz Platformy Obywatelskiej po wyborach w 2005 roku, kiedy ta partia nie uzyskała spodziewanej względnej większości. Polacy w przeważającej większości oczekiwali naprawy państwa przez formację nazwaną nieformalnie POPiS-em. W odpowiedzi Platforma pokazała nam „gest Kozakiewicza” i rozpoczęła wojnę polityczną z rządem na niespotykaną wcześniej skalę. Mniej więcej od 2007 roku nienawistna twarz Platformy przyjęła postać odrażającej wulgarnej twarzy posła PO z Lublina, Janusza Palikota, z jego atrybutami – &lt;span class="t2"&gt;sztucznym penisem&lt;/span&gt; i &lt;span class="t2"&gt;świńskim ryjem&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Platforma Obywatelska stosowała swoją politykę nienawiści i totalnej wojny skutecznie. Ci, którzy wierzyli w moc tej formacji do przekształcenia Polski w biznesowy raj, uwierzyli też, że Palikot to nieznaczący dodatek, na którego należy przymknąć oko dla dobra sprawy. Ci zaś, których polityczne zainteresowania zostały tak urobione, by wystarczała im prymitywna nienawiść, otrzymywali taki przekaz – przekaz kreowany przez Palikota przy znaczącym współudziale usłużnych mediów. To nie mogło trwać wiecznie. W kolejnych latach społeczeństwo coraz bardziej otwierało oczy na to, że z tuskowej ferajny nie są wcale tacy eksperci od rządzenia, a przekaz oparty na nienawiści wypalał się i stawał własną karykaturą.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po &lt;span class="t2"&gt;10 kwietnia&lt;/span&gt; Platforma Obywatelska ogłosiła nawet śmierć Palikota. Minął jednak krótki czas i Palikot zaczął udzielać się w kampanii wyborczej na rzecz kandydata PO i znowu zaczął jątrzyć w polskiej polityce. Media śledzą każde posunięcie Jarosława Kaczyńskiego w poszukiwaniu choćby cienia radykalizmu, by znaleźć pretekst do skutecznego uderzenia. Te same media rozgrzeszają Platformę Obywatelską z powrotu Palikota. Socjolog Agnieszka Rothert mówi wprost, że jeśli Komorowski ma wygrać wybory, to musi przyciągnąć wyborców radykalnych a do tego jest mu potrzebny Palikot. Media wyraźnie stanęły po stronie jednego kandydata, otwarcie stosując podwójne standardy na korzyść faworyzowanego marszałka Komorowskiego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Próby reaktywacji Palikota spowodowały narastanie frustracji wyborców. Wczoraj kandydat Bronisław Komorowski odwiedził wyborców w Londynie. Na wieczornym spotkaniu jeden z uczestników, nota bene były sympatyk i działacz PO, wrzucił Komorowskiemu na stół sztucznego penisa i zapytał dobitnie: &lt;span class="cyt"&gt;„Niech pan marszałek się wypowie, czy odrzuca Palikota, czy nie odrzuca? Odrzuca czy nie?!”&lt;/span&gt; Komorowski jak ostatni buc sięgnął po idiotycznie podrygującego penisa i uniósł go z głupkowatą miną, po czym położył go przed siedzącą obok niego Leną Kolarską-Bobińską z PO. Nawet pomijając już poglądy polityczne, gdybyśmy mieli w Polsce tak ociężałego umysłowo prezydenta, to byłoby po prostu straszne. Komorowski nie odpowiedział na pytanie o Palikota, ale palnął: &lt;span class="cyt"&gt;„W Polsce debata polityczna troszkę się uspokoiła, ale rozumiem, że nie wszystkie te nowinki dotarły tutej.”&lt;/span&gt; W ten sposób pozwolił sobie potraktować emigrantów jak jakiś zaścianek o ograniczonej orientacji w rzeczywistości. Łatwo zgadnąć, jak to mogą odebrać emigranci, którym do niedawna skutecznie wmawiano, że są awangardą wykształciuchów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Film z tym zdarzeniem szybko znalazł się na &lt;span class="tme"&gt;YouTube&lt;/span&gt;. Media niby łase na sensacje w tym przypadku przyjęły taktykę ograniczania strat. Starały się zdarzenie zbagatelizować i przedstawić jako marginalny wybryk i dzieło oszalałych wyborców PiS. W mainstreamowych portalach opisywano zdarzenie mniej więcej tak: &lt;span class="cyt"&gt;„Na stół, przy którym siedział marszałek, podrzucono sztucznego penisa, a jeden z uczestników spotkania skandował «Palikot».”&lt;/span&gt; Przypuszczalnie podobnie będzie to wyglądało w jutrzejszej prasie. W dzisiejszym wydaniu wiadomości &lt;span class="tme"&gt;TVN&lt;/span&gt; przedstawiono zdarzenie z – ciekawe zagranie – wyprzedzającym komentarzem: &lt;span class="cyt"&gt;„Część elektoratu PiS-u ma problemy z zapanowaniem nad emocjami.”&lt;/span&gt; Osoba odbierająca wiadomości pobieżnie miała przyswoić przekaz: „PiS znowu atakuje Komorowskiego”. Oczywiście, nie dopowiedziano, że sugestia, iż przeciwnicy Komorowskiego w Londynie to akurat elektorat PiS-u, jest tu jedynie niekoniecznie trafnym domysłem. Nie powiedziano, że Sławomir Wróbel, który rzucił Komorowskiemu sztucznego penisa to tylko były działacz PO, który zawiódł się na tej partii. Wiadomość tak zmontowano, że tylko dociekliwy widz mógł skojarzyć, że komentarz oskarżający PiS o spowodowanie incydentu pochodził od rzecznik sztabu wyborczego Komorowskiego, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Odpowiedni podpis pojawił się nietypowo dopiero na końcu zręcznie zmontowanej sekwencji. Sprytnie, ale czego się nie robi dla przyjaciół. Zamysł był prosty. Skoro w czasach Internetu i portali społecznościowych informacji nie da się przemilczeć, trzeba zminimalizować straty. I to zdarzenie przedstawiono właśnie tak, by zminimalizować straty.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Warto poświęcić chwilę na obejrzenie tego klipu na &lt;span class="tme"&gt;YouTube&lt;/span&gt; bez cięć i propagandowej otoczki w mediach mainstreamowych. Jeśli do tego dodamy ogólnie chłodne przyjęcie Komorowskiego przez Polonię na wyspach, liczne grupy demonstrantów z hasłami krytykującymi Platformę, to przekonamy się, jak dramatycznie media starają się oddzielić swoich odbiorców od rzeczywistości. Sytuacja tego kandydata może być znacznie gorsza niż się to oficjalnie przedstawia. Ale bardzo zasłużył sobie na tego penisa i wszelkie drwiny. Ten podrygujący penis w ręku marszałka Komorowskiego pozostanie w świadomości społecznej jako symbol. W ten sposób nienawiść zasiana z taką pasją przez Platformę Obywatelską wraca do niej i przyczynia się do jej upadku.&lt;/p&gt;
&lt;div class="ramkabig2"&gt;Panie marszałku, jaki kandydat, taki penis: mały, miękki i różowy.&lt;/div&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube-nocookie.com/v/8yYOZ96EJM8&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube-nocookie.com/v/8yYOZ96EJM8&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Klip 1.&lt;/span&gt; &lt;span class="tpr"&gt;Bronisław Komorowski nagrodzony penisem&lt;/span&gt; – ten incydent to symbol upadku Platformy Obywatelskiej, która walkę polityczną sprowadziła wyłącznie do nienawiści i pogardy.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 524px; height: 648px;" src="http://lh6.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TAghJamMMGI/AAAAAAAABIc/bsRlJCw-xN8/Bronek_Lena_penis.jpg" alt="Bronisław Komorowski, Lena Kolarska-Bobińska, Komorowski dostaje sztucznego penisa i nie umie się zachować"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 1.&lt;/span&gt; Ten buc, Komorowski, kandyduje na prezydenta Polski, a nie umie zachować się w żadnej sytuacji.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-679757307068648983?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/679757307068648983/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/06/jaki-kandydat-taki-penis.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/679757307068648983'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/679757307068648983'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/06/jaki-kandydat-taki-penis.html' title='Jaki kandydat, taki penis'/><author><name>cyrulik syberyjski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/13231114649949363292</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_kVEjmVWRv5M/SdHHe2V_zbI/AAAAAAAAAAM/rZ2L50MiJnA/S220/tsiryulnik.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TAghKLcSmZI/AAAAAAAABIE/M0F3o-Tv9Uo/s72-c/Komorowski%26penis.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-1335584342179407363</id><published>2010-05-16T08:39:00.020+02:00</published><updated>2010-05-29T12:44:16.434+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='III RP'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zbigniew Benbenek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kuba Wojewódzki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kultura popularna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rynsztok'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='popkultura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michał Figurski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nienawiść popularna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nienawiść'/><title type='text'>Kronika nienawiści popularnej</title><content type='html'>&lt;p class="pt1"&gt;Krótka historia zła&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jakub Wojewódzki nie ma poglądów politycznych. To nie poglądy polityczne czy troska o dobro publiczne skłaniają go do agitacji na rzecz Tuska i jego ludzi. U podstaw jego działalności leży prostytucja a wręcz kurewstwo (określenie brutalnie, lecz usankcjonowane w kontekście politycznym przez pewien „autorytet” – wyjaśnienie poniżej). Wojewódzki to prostytutka najgorszego sortu, gotowa spełnić każde najbardziej odrażające życzenie klienta, taka, dla której rynsztok i bycie opluwanym to codzienność. Mimo iż wszystkie publiczne występy Wojewódzkiego są w aspekcie politycznym skrajnie stronnicze, on do ich reżyserowania nie potrzebuje poglądów, jemu wystarczy wiedzieć, na kogo ma szczekać, a komu wchodzić w tyłek, a w tym ma doskonałą orientację. Nie ulega dla mnie wątpliwości to, że ma on świadomość w jak odrażającej podstępnej wojnie przeciwko Polakom uczestniczy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Waldemar Kuczyński: Palikota pod pręgierz, 13.01.09&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Prostytucja polityczna to epitet brutalny, ale używany publicznie w języku polityki na określenie zachowań drastycznie szargających to, co powinno być szanowane. I w takich przypadkach jest on celny, wobec mężczyzny i kobiety. W kuluarach i prywatnie mówi się wprost o politycznym kurewstwie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wojewódzki ze swoim kompanem z tej samej branży, Figurskim, dla kasy zrobią wszystko w zakresie „szargania tego, co powinno być szanowane”, ale te 2 pajace są zaledwie przejawem zła, jednym z jego narzędzi. Źródłem zła jest szczególny system trwający w Polsce od 21 lat – III RP, postkomunizm, układ okrągłostołowy, Rywinlad – system oplatający nasz kraj na rozmaitych poziomach. Szczególnie bolesne było zawłaszczenie świadomości społecznej przez ten układ. Dla układu było to jednak niezbędne, aby mógł zostać właściwie domknięty. Bezbronność społeczeństwa na poziomie świadomości społecznej miała swoje źródła. W latach 90. źródłem tej bezbronności było zagubienie zwykłych ludzi w ówczesnym gangsterskim kapitalizmie. W kolejnych latach przyniosło owoce systematyczne zatruwanie świadomości społecznej rynsztokową popkulturą sztucznie wyniesioną do głównego nurtu. I tak, od lat możemy wyraźnie obserwować, iż jedną z metod podtrzymania systemu jest utrwalanie przekazu popkulturowego, w którym główną zasadą jest cynizm, szyderstwo i rynsztok, a głównym celem ataku – wartości i symbole wiążące się z trwałością i godnością polskiego narodu. Treść jest, co prawda, tandetna i rynsztokowa, ale elita biznesowo-polityczna III RP traktuje tę dziedzinę bardzo poważnie. Co więcej, im bardziej naród próbuje zrzucić to jarzmo, tym bardziej nasila się presja tego przekazu, sięgając granic absurdu w formie choćby happeningów Janusza Palikota z PO. Jakby tego było mało, twórcy tej części projektu, którą stanowi Palikot, każą nam wierzyć, że plugawe ekscesy tego osobnika są wykwitem jego rzekomej filozoficznej erudycji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W roku 2007 urabianie młodzieży przy pomocy rynsztokowej popkultury trwało już od wielu lat i po raz pierwszy przyniosło spektakularny efekt polityczny. Odpowiednio ukształtowana młodzież, która osiągnęła już wiek wyborczy, łatwo uwierzyła, że politykę trzeba uprawiać w kategoriach imprezy towarzyskiej, a Kaczory po prostu nie są trendy. Następnie dała się zmobilizować tandetnymi hasłami („zabierz babci dowód”, „zmień Polskę”) i jak owce (lemingi – wg nowszego trafnego określenia) poszła zagłosować na rzecz kolejnego pookrągłostołowego projektu (pod szyldem PO). Zręczna manipulacja pozwoliła osiągnąć unikatową frekwencję w tej grupie wiekowej i znacząco wpłynąć na wyniki wyborów. Naiwna młodzież nieświadomie, bo sądząc, że to wszystko jest tylko kolejnym niezłym ubawem (polewka z Kaczorów), przyczyniła się do zakonserwowania układu okrągłostołowego w Polsce. Medialni politolodzy, którzy siłą rzeczy musieli doskonale rozumieć ten mechanizm, wyjaśnili zdumionemu narodowi, że całe społeczeństwo zdecydowanie i trwale odrzuciło władzę PiS i Kaczyńskich. Lemingom zaś powiedziano, że trzeba jeszcze tylko dorżnąć watahy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Baza medialno-biznesowa&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rynsztokowy przekaz zapoczątkował w 1990 r. jeden z byłych prominentnych funkcjonariuszy PRL, Jerzy Urban, za pomocą skandalizującego tygodnika Nie. Po latach jego kontynuatorem jest właśnie Wojewódzki (podobne ogólne zasady w unowocześnionej formie – wszak w czasach świetności Nie telewidzowie dopiero zaczynali oswajać się z formułą talk-show (Na każdy temat)). Rynek prywatnych mediów w Polsce został tak podzielony, by mógł być naturalną bazą dla tego typu przekazu. Show Wojewódzkiego było pokazywane w obu głównych prywatnych telewizjach wywodzących się z PRL-owskich służb specjalnych: od 2002 w Polsat, a od września 2006 w TVN.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W wersji radiowej wypromowano parę skandalistów w pakiecie, czyli Jakuba Wojewódzkiego i Michała Figurskiego, określających się skrótem WF. Konsekwenta promocja tej pary obejmowała m.in. liczne kampanie billboardowe w całej Polsce, a w koszty akcji były pewnie wliczone protesty lokalnych społeczności przeciwko nieobyczajnej zawartości reklam. Od stycznia 2008 WF występują w Eska Rock w audycji pt. Poranny WF.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Eska Rock to stacja radiowa należąca do spółki Grupa Radiowa Time (Eska, Eska Rock, Vox FM, Wawa, Eska TV) należącej do firmy ZPR SA (znanej jako Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe) kontrolowanej przez Zbigniewa Benbenka i działającej jako główny gracz w branży hazardowej (kasyna, automaty hazardowe). Do ZPR SA należy także Super Express. Benbenek to prawdziwy rekin biznesu III RP, wiele wskazuje na jego świetne kontakty ze środowiskiem politycznym z kręgów KLD/PO oraz SLD. Ironia losu polega na tym, że dalekim przodkiem Radia Eska było podziemne Radio Solidarność z czasów stanu wojennego i kolejnych lat opozycji. W czasach opozycji często używano skrótowej nazwy Radio S, a w 1991 pod tą nazwą zaczęło działalność pierwsze komercyjne radio w Poznaniu. Poznańskie Radio S zostało włączone w sieć o nazwie Radio Eska do 1998 nadającą tylko w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu. Wrocławskie Radio Eska założył w 1993 przewodniczący KLD we Wrocławiu i sekretarz generalny KLD, przyjaciel Donalda Tuska, Zbigniew Schetyna. Pieniądze na stację radiową wyłożył Zbigniew Benbenek. Radio odniosło sukces, a KLD poniosło wyborczą porażkę w wyborach 1993 roku. Dzięki radiu Schetyna wypromował i rozwinął klub koszykarzy Śląsk Wrocław. Gdy w roku 2000 drogi Schetyny i Benbenka rozeszły się, Benbenek odebrał mu radio, a Schetyna jako poseł Unii Wolności a później PO skupił się na biznesie sportowym (koszykówka, piłka nożna) przy wykorzystaniu dobrych znajomości wśród polityków różnych opcji. W ramach sportowych interesów następowało stopniowe zbliżanie Schetyny z Ryszardem Sobiesiakiem. Benbenek tymczasem przejmował częstotliwości kolejnych niezależnych dotąd stacji i włączał je do sieci Eska. W mediach o Benbenku zrobiło się głośno w 2003 jako o konsultancie ustawy hazardowej uchwalanej wtedy przy aktywnym udziale Jerzego Jaskierni (SLD) i Zbigniewa Chlebowskiego (PO). Doszło wtedy do afery, Benbenek miał przekazać politykom 10 mln $ za korzystne zapisy, ale afera ta w końcu rozmyła się. W cieniu katyńskiej rocznicy i nowego dramatu narodowego bez większego echa przeszło przesłuchanie Benbenka przed komisją hazardową 08.04.10, które było o tyle ważne, że ten boss stoi w branży hazardowej wyżej od aktorów dzisiejszej afery – Rycha (Ryszard Sobiesiak) i jego dyspozycyjnych kolesi z PO – Zbycha, Mira (Zbigniew Chlebowski, Mirosław Drzewiecki).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wróćmy do działalności Wojewódzkiego. Wojewódzki dobiera gości i tworzy scenariusze swoich programów według starannie przemyślanego klucza, a poszczególne skandale są dokładnie zaplanowane. Działania na rzecz skażenia przestrzeni publicznej całym tym rynsztokowym przekazem są – jak wcześniej napisałem – bardzo ważne dla domknięcia systemu. Koszty kar finansowych są przy tym drugorzędne i w razie potrzeby ponoszone, choć nie zdarza się to zbyt często. Podejmowanie prawnej walki ze słabymi instytucjami państwa próbującymi zwalczać ten przekaz ma przede wszystkim znaczenie wizerunkowe. Dla systemu jest bowiem korzystne, gdy obraźliwe treści w przestrzeni publicznej są niejako oficjalnie zatwierdzone. Dzięki temu następuje wzmocnienie przyzwolenia społecznego na ich obecność. To przyzwolenie staje się czynnikiem sprzyjającym włączaniu się społeczeństwa w tworzenie nienawistnego przekazu poprzez Internet. Samo postępowanie w sprawie kar wraz z towarzyszącą mu debatą jest też elementem promocji, szerszego zaistnienia w świadomości społecznej, określonych mediów, programów i osób. Większość postępowań związanych z występami Wojewódzkiego kończy się umorzeniem, a jeśli już dojdzie do orzeczenia kary finansowej (zawsze niewielkiej w porównaniu z zarobkami), to ponoszą ją stacje telewizyjne lub radiowe, które nadają ich programy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Przepisy prawne&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W sprawach opisanych w tym opracowaniu skargi do KRRiT oraz do odpowiedniego sądu umożliwia ustawa o radiofonii i telewizji, punkt 1. lub 2. artykułu 18. W niektórych przypadkach może mieć zastosowanie Kodeks karny.&lt;/p&gt;
&lt;div class="cytat"&gt;
&lt;p class="ct_top"&gt;Ustawa z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji&lt;/p&gt;
&lt;p class="ct"&gt;Artykuł 18&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;1. Audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści dyskryminujących ze względu na rasę, płeć lub narodowość.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;2. Audycje lub inne przekazy powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kom1"&gt;(...) [łącznie 7 punktów]&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="ct_top"&gt;Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny&lt;/p&gt;
&lt;p class="ct"&gt;Artykuł 135 [Czynna napaść lub znieważenie prezydenta RP]&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;§ 1. Kto dopuszcza się czynnej napaści na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej,&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;§ 2. Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej,&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.&lt;/p&gt;
&lt;p class="ct"&gt;Artykuł 136 [Czynna napaść lub znieważenie przedstawiciela państwa obcego]&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;§ 1. Kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dopuszcza się czynnej napaści na głowę obcego państwa lub akredytowanego szefa przedstawicielstwa dyplomatycznego takiego państwa albo osobę korzystającą z podobnej ochrony na mocy ustaw, umów lub powszechnie uznanych zwyczajów międzynarodowych,&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;§ 2. Kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej dopuszcza się czynnej napaści na osobę należącą do personelu dyplomatycznego przedstawicielstwa obcego państwa albo urzędnika konsularnego obcego państwa, w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych,&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;§ 3. Karze określonej w § 2 podlega, kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej publicznie znieważa osobę określoną w § 1.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;§ 4. Kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej publicznie znieważa osobę określoną w § 2,&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.&lt;/p&gt;
&lt;p class="ct"&gt;Artykuł 137 [Znieważenie znaku lub symbolu państwowego]&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;§ 1. Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy,&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;§ 2. Tej samej karze podlega, kto na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwa obcego, wystawione publicznie przez przedstawicielstwo tego państwa lub na zarządzenie polskiego organu władzy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="ct"&gt;Artykuł 138 [Zasada wzajemności]&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;§ 1. Przepisy art. 136 oraz 137 § 2 stosuje się, jeżeli państwo obce zapewnia wzajemność.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kom1"&gt;(...) [łącznie 2 paragrafy]&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Przypadki z pogranicza skandalu i polityki&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;04.12.05, Tusk&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Aktywność polityczna Jakuba Wojewódzkiego jest maskowana przez pozowanie na niby-buntownika walczącego ze staroświeckimi normami społecznymi i kpiącego ze wszystkiego. Ale dokładnie sprecyzowany kierunek jego działalności został ujawniony wprost w programie z udziałem Tuska wyemitowanym przez Polsat 04.12.05, kilka miesięcy po przegranych przez Tuska wyborach. Wojewódzki zaczął program od wyjawienia, że credo jego pokolenia „Nie wierzę politykom” odnosi się do wszystkich polityków z wyjątkiem Tuska, któremu warto zaufać. Potem jawnie podlizywał się Tuskowi i kreował go na idola, a program zakończył wezwaniem do wszystkich widzów: „Chciałem wam powiedzieć na zakończenie, patrząc wam prosto w oczy z ekranu telewizji Polsat: Zobaczcie jakiego fajnego mogliście mieć prezydenta. Dziękuję bardzo. Do widzenia.” Nota bene, co za upadek polskiej polityki nastąpił w 2007 roku: szalę w wyborach przeważyła grupa uważająca, że politycy mają być głównie fajni.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;26.02.06, Szczuka&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Do stałej oprawy talk-show Wojewódzkiego należało szyderstwo z Kaczyńskich. Taki przekaz, zręcznie wmontowany, był w tych programach sączony na zasadzie zbliżonej do przekazu podprogowego. Skandale, które kreował wraz ze swoimi gośćmi były precyzyjnie ukierunkowane na osaczenie i zepchnięcie do narożnika części społeczeństwa stygmatyzowanej przy użyciu przezwiska „mohery” wprowadzonego do obiegu w końcu 2005 roku przez Donalda Tuska. Do głośniejszych przykładów należy program z udziałem Kazimiery Szczuki wyemitowany przez Polsat 26.02.06. W programie tym Szczuka szydziła z ciężko chorej dziewczyny prowadzącej w Radiu Maryja i Telewizji Trwam programy dla dzieci polegające na wspólnej modlitwie. Szczuka opowiedziała, jak jechała samochodem z kolegą w ciemnościach przez Bory Tucholskie, a gdy stracili już nadzieję na znalezienie noclegu, ona zaczęła się „modlić” na podstawie audycji zasłyszanej nieco wcześniej w Radiu Maryja. Następnie zademonstrowała, jak parodiowała modlitwę, naśladując charakterystyczny głos Madzi Buczek z Radia Maryja, bo o niej mowa. Szczuka posunęła się w bluźnierstwach jeszcze dalej i zakończyła opowieść tym, jak to za sprawą tej „modlitwy” stał się cud i zupełnie nieoczekiwanie znalazła z kolegą nocleg w przypadkowym prywatnym domu. Przytoczę fragment programu następujący dalej:&lt;/p&gt;
&lt;div class="cytat"&gt;
&lt;p class="ct"&gt;Kuba Wojewódzki&lt;/p&gt;
&lt;p class="ct_bottom"&gt;Kuba Wojewódzki, gość: Kazimiera Szczuka, TVN 26.02.06&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Szczuka [parodiując głos Madzi Buczek]:&lt;/span&gt; Byliśmy małymi pielgrzymami z Dziecięcych Podwórkowych Kółek Różańcowych...&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Powiesz to jeszcze 10 razy i zwymiotuję.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Szczuka:&lt;/span&gt; ...i pan czekał, rozumiesz?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Na małą pielgrzymkę?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Szczuka:&lt;/span&gt; Tak!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki [rechocząc]:&lt;/span&gt; Żeby się z nią zabawić?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Szczuka [śmiejąc się]:&lt;/span&gt; Nie, ale... Słuchaj, to był cud!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Kazia, więc ja ci coś powiem. Cudem jest to, że ja poszedłem w niedzielę pod kościół. To był cud. I wybrałem sobie 10 „moherowych beretów” i zapytałem, czy te „moherowe berety” dadzą wiarę, że ty będziesz pracowała w Telewizji Trwam. I wiesz co to było? Chcesz zobaczyć?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Szczuka:&lt;/span&gt; No.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; No to zobaczcie razem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;Na ekranie pokazano wypowiedzi kilku starszych ludzi głównie chwalących Szczukę, którą znają z telewizji TVN. Jeden z panów ironizuje na temat Telewizji Trwam.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;Komentarz Szczuki: [„Moherowe berety”] to są panie, które uległy jakoś tej takiej hipnozie tego swojego przewodnika duchowego. Ja bym chciała, żeby one się wyzwoliły spod wpływów ojca Tadeusza, żeby zostały demokratkami, żeby one zrzuciły to jarzmo mówienia im, co one mają myśleć. Niech one zrzucą z siebie to jarzmo. Niech one przyjdą na manifę. Niech one po prostu śpiewają, tańczą.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Powyższy fragment przytoczyłem nie po to, by epatować postawą Wojewódzkiego i jego gości, ale po to, by pokazać jak w praktyce wygląda ten popkulturowy rynsztokowy przekaz, o którym wcześniej pisałem. Przekaz jednakże nie spontaniczny i przypadkowy, a bardzo precyzyjnie wyreżyserowany. Podlany sosem modnej wśród młodzieży postawy: nonszalancji, zblazowania, cynizmu – lekceważenia wszelkich wartości i idei włącznie z własnymi. Za obraźliwe treści, które znalazły się w tym programie, KRRiT już marcu 2006 nałożyła na Polsat karę 500 tys. zł. Przewodniczącą KRRiT była wtedy Elżbieta Kruk. Rada Etyki Mediów negatywnie zaopiniowała karę. Po odwołaniach do sądu gospodarczego, apelacji i oddaleniu kasacji w styczniu 2010 kara została ostatecznie zatwierdzona.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;12.03.06 i 29.05.09, Urban&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Odnotuję teraz program, który sam w sobie nie był skandalem – spotkanie dwóch pokoleń skandalistów III RP, które miało miejsce w programie wyemitowanym przez Polsat 12.03.06. Gościem Wojewódzkiego był Jerzy Urban. Jak na standardy tego talk-show to był nudny odcinek. Urban nie popisał się elokwencją, nie wzbudził sympatii, jego repliki wypadły blado z punktu widzenia młodzieżowej widowni. Wojewódzki i Urban wyraźnie określili się po jednej stronie politycznej barykady, czyli przeciwko Kaczyńskim, ale jednocześnie Wojewódzki pozostał zdystansowany oraz wyraźnie odciął się od komunistycznej przeszłości swojego gościa. Myślę, że los SLD/LiD w sensie kulturowym został już wtedy przesądzony i było to przemyślane posunięcie układu. Ten program odebrałem jako symboliczne pokojowe przejęcie pałeczki przez młodych od starych w dziedzinie „rządu dusz”, co obaj w swoim specyficznym stylu potwierdzili. Wojewódzki na początku zapowiedział to spotkanie jako pojedynek „pierwszego chama II Rzeczpospolitej z pierwszym chamem III Rzeczpospolitej” (absurd tego sformułowania zapewne zamierzony). Jedno z pierwszych pytań Wojewódzkiego brzmiało: „Czy pan jest ciekaw, jak pana odbiera młode pokolenie?”, Urban: „W ogóle mnie nie odbiera. Ja jestem takim komunistycznym zabytkiem i młode pokolenie nie jeździ zwiedzać Pałacu Kultury.” I chwilę później: „Niech pan nie wmawia, że jakakolwiek młodzież wie co to jest Urban. Teraz dopiero będzie wiadomo, że to jest ten, z którym rozmawiał Kuba Wojewódzki.” Bardzo paradoksalny był ten program, w którym zadeklarowany postkomunista do spółki z Wojewódzkim przekonywali młodzież, że władza Kaczyńskich jest gorsza od komunizmu. Oto jeszcze jeden charakterystyczny fragment.&lt;/p&gt;
&lt;div class="cytat"&gt;
&lt;p class="ct"&gt;Kuba Wojewódzki&lt;/p&gt;
&lt;p class="ct_bottom"&gt;Kuba Wojewódzki, gość: Jerzy Urban, TVN 12.03.06&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt;  Panie Jurku, ja wygrzebałem gdzieś w jakichś archiwach informację, że pan dostał kiedyś bardzo popularną nagrodę telewizyjną, Wiktora.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Urban:&lt;/span&gt; No, należała mi się jak psu buda. Ja miałem 60% oglądalności – czego i panu życzę – w moim talk-show.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Ale pan miał jedną telewizję, a my mamy teraz ile? Z iloma ja muszę walczyć!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Urban:&lt;/span&gt; Niedługo będzie jedna, tylko nie wiem, czy pan się do niej załapie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Nie, bo ja niewierzący jestem.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Aż trudno uwierzyć, że Wojewódzki z Urbanem zagrali tak otwarcie, ale ci panowie w tymże programie zainscenizowali symboliczne przekazanie Wojewódzkiemu tego Wiktora, którego Urban dostał w 1987 roku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W tym miejscu odejdę od układu chronologicznego i przejdę do pewnej audycji radiowej. Skandalizująca audycja Wojewódzkiego i Figurskiego w Eska Rock posiada specjalną wersję nadawaną w piątki, w której Figurski samodzielnie prowadzi wywiad, zwykle z jakimś celebrytą. W konwencji tych rozmów, podobnie jak w głównej audycji, także mieści się atakowanie Kaczyńskich. W audycji nadanej 29.05.09 Figurski przeprowadził wywiad z Jerzym Urbanem. W audycji pojawiła się kolejna wskazówka mówiąca o przekazaniu młodszym pokoleniom misji upodlenia społeczeństwa, przy zachowaniu ciągłości tej misji.&lt;/p&gt;
&lt;div class="cytat"&gt;
&lt;p class="ct"&gt;Poranny WF – Śniadanie mistrzów&lt;/p&gt;
&lt;p class="ct_bottom"&gt;Michał Figurski, gość: Jerzy Urban, Eska Rock 29.05.09&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; A jak emerytura? To jest stanowczo za wcześnie, żeby akurat o tym rozmawiać, natomiast chciałem się spytać, czy pan się kiedykolwiek uda na zawodowy spoczynek, bo wielu na to czeka.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Urban:&lt;/span&gt; No, ja też na to czekam, ale nie dostanę żadnej emerytury ponieważ mi nie przysługuje.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Oczywiście, czyli pańska gazeta nic nie warta. Natomiast, czy pan przewiduje taki moment, że rzeczywiście Jerzy Urban się uciszy i zaprzestanie swojej wrogiej, wywrotowej działalności? Czy pan już znazł swoich spadkobierców w sensie spuścizny?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Urban:&lt;/span&gt; Ja już jestem uciszony, ale ja uważam, że jestem stworem odrębnym i że zdolniejsi dziś ode mnie, a wcale nie moi naśladowcy, hasają na tym świecie. Ja jestem pełen podziwu dla jednego z wybitnych posłów Platformy, nie wymienię jego nazwiska, bo bym bardzo mu zaszkodził, który robi o wiele bardziej udane happeningi niż mi się to udawało.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Do litery „P” jeszcze dojdziemy.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Przytoczę jeszcze wypowiedź Urbana na temat naszego prezydenta z tego samego wywiadu: „Prezydent wzbudza moje najgorętsze uczucia. Chciałbym, żeby miał raka wątroby i żołądka i żeby zdechł jak najszybciej. (...) To nie jest zniewaga. To są moje szczere życzenia.”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Do kompletu do powyższej wypowiedzi warto zacytować fragment wywiadu Urbana dla Dziennika z tego samego czasu (Dziennik, 23.05.09): „– A czym budzi pana sympatię Donald Tusk? – Wieloma rzeczami, ale nie chcę mu prawić komplementów, bo tylko mu zaszkodzę. Najważniejsze jest jednak to, że zapewnia stabilizację. Chroni mnie przed obozem nienawistników, którym przewodzą Kaczyńscy. Z ich nacjonalizmem, mitem suwerenności.”&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;24.03.06, Raczkowski&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Opiszę teraz zdarzenie, które czasowo zlokalizowane jest blisko wcześniej opisanego ataku Wojewódzkiego i Szczuki na Radio Maryja, z tym że tu celem ataku były polskie symbole narodowe. Ta sprawa nie jest bezpośrednio związana z projektami firmowanymi przez Wojewódzkiego, ale Wojewódzki pojawi się w jej kolejnej odsłonie. Głównym bohaterem jest tu rysownik Przekroju Marek Raczkowski, nazywany też Sraczkowskim, pochodzenie tego przezwiska zaraz się wyjaśni. Wszystko zaczęło się od happeningu na temat stosunku Polaków do psich odchodów na chodnikach. Happeningu, którego być może wcale nie było. Happening miał być wykonany przez Raczkowskiego i jego koleżankę, artystkę Agnieszkę Brzeżańską, w marcu 2006 roku. W przestrzeni publicznej zaistniał on poprzez zrelacjonowanie przez Raczkowskiego 24.03.06 w audycji Blog FM w radiu Tok FM. Gośćmi byli tam Jerzy Urban i właśnie Marek Raczkowski, a tematem przewodnim były granice satyry.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Program zaczął się od omówienia wyroku skazującego Urbana na karę grzywny za znieważenie papieża w artykule „Obwoźne sado-maso” opublikowanym w Nie w sierpniu 2002 z okazji ostatniej pożegnalnej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Przypomnę, że ten tekst składa się z samego jadu przeciwko polskiemu papieżowi. Jerzy Urban nazwał tam naszego papieża m.in. „żywym trupem obwożonym po świecie” itp. Sprawą zajęła się prokuratura na podstawie doniesień osób prywatnych (zdaniem Urbana – „wydelegowanych przez PiS”), a w marcu 2006 Urban został ostatecznie skazany na grzywnę 20 tys. zł. W opisywanym programie Urban z satysfakcją przyznał, że to daje mu więcej reklamy, niż przynosi kłopotu. Nawiasem mówiąc, to była jego pierwsza przegrana sprawa tego typu. Urban argumentował, że była to tylko uprawniona krytyka „widowisk z udziałem papieża”. „Nawet za moich ukochanych czasów, czyli w PRL-u, czasem można było widowiska teatralne czy filmowe krytykować. Ten wyrok sądu jest wyrazem klerykalizacji Polski. (...) To się działo za rządów moich przyjaciół z SLD, ale przecież oni także podlizywali się klerowi, jak tylko mogli.” Urban zapowiedział skargę do Trybunału w Strasburgu, uzasadniając to naruszeniem zasady wolności słowa. Skarga Urbana została złożona, a sprawa odżyła niedawno, w styczniu 2010, gdy media doniosły, że Trybunał w Strasburgu się nią zajął (wcześniej nie miał czasu).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W audycji nie mogło zabraknąć odniesień do Radia Maryja, w tym okresie ataki na to radio były szczególnie nasilone. Uczestnicy solidaryzowali się z Kazimierą Szczuką, która była oskarżana za niedawny obraźliwy występ u Wojewódzkiego. Raczkowski: „Nie wiem, czy słuchacze Radia Maryja mają świadomość tego, ile osób słucha tego radia dla zabawy, dla rozrywki, dla – po prostu – uciechy, szczególnie jadąc samochodem, ponieważ radio doskonale odbiera Radio Maryja w samochodzie. Ja podobną do Kazimiery Szczuki przygodę przeżyłem z panią Buczek, również słuchając z ogromnym przejęciem jej audycji, i też chcąc opowiedzieć o tym i przybliżyć tę postać znajomym, też nieświadomy nawet jej choroby, również ją nawet – przyznam się – parodiowałem, ale w domu...”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przejdźmy do głównej sensacji w tej audycji, która sprowadzała się do krótkiej wypowiedzi Raczkowskiego: „Ja muszę państwu się przyznać, że z obecną tu Agnieszką ostatnio wetknęliśmy 70 malutkich biało-czerwonych flag w kupy na trawnikach w Warszawie. Mamy zdjęcia.” W trakcie audycji odczytano mail z protestem w tej sprawie. Reakcja Urbana: „Może pani jest miłośnicą psów i ją razi to, że flaga tak marnego kraju jest wkładana w tak szlachetne wydzieliny. Dla różnych ludzi różne rzeczy są ważne i nietykalne.” Jedno głupawe zdanie wypowiedziane przez mało znanego dziwaka w niszowej stacji radiowej stało się kanwą ciągniętej przez wiele lat głośnej medialnej historii, której motywem przewodnim była polska flaga w psim gównie. Czy to przypadek, czy zaplanowana akcja – na to pytanie każdy musi spróbować odpowiedzieć sobie samodzielnie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sprawą wypowiedzi Raczkowskiego zajęła się KRRiT oraz prokuratura na podstawie doniesień osób prywatnych w sprawie znieważenia flagi państwowej. Raczkowski czynności prokuratury z jednej strony potraktował jako okazję do kpin, a z drugiej strony od razu wycofał się na bezpieczne pozycje. Wycofanie Raczkowskiego polegało na przyjęciu linii obrony takiej, że zdarzenie opisane przez niego na antenie Tok FM w ogóle nie miało miejsca. Jeszcze w maju mówił dla Gazety Wyborczej: „Razem z artystką Agnieszką Brzezańską wetknęliśmy w psie kupy 100 małych biało-czerwonych flag. Czy zawstydziło to właścicieli czworonogów, nie wiem, ale od pewnego czasu widzę, że gdy pies narobi na chodnik, jego pan niepewnie się rozgląda na boki.” A w sierpniu, gdy toczyło się śledztwo: „Czuję się dziwnie i nieswojo. Mówiąc szczerze, jestem przerażony, bo pierwszy raz słyszę słowo «prokuratura» w kontekście mojej osoby. Zapewniam, że jestem niewinny. W rzeczywistości ja tych flag nie wtykałem. Nie było takiej sytuacji. Powiedziałem o tym w radiu, bo chciałem jakoś wywołać problem psich kup. A nawet gdybym to zrobił, to jestem przecież dyplomowanym artystą. Słyszałem, że działalność artystyczną w takich sprawach traktuje się inaczej.” Media wokół sprawy tworzyły atmosferę opresyjnego państwa podgrzewaną dalej skutecznie na licznych forach internetowych. Na forach, często razem z kuriozalną sprawą bezdomnego Huberta K., podawano to jako oczywisty zwiastun powrotu Polski do czasów stalinowskich: „Mnie powoli autentycznie zaczyna to wszystko przerażać.” Zabawne było, gdy na forach nieliczni przytomni zwolennicy szargania flagi konsekwentnie skrytykowali konformizm Raczkowskiego, który zmiękł na pierwszym przesłuchaniu i nawet nie dał szansy na dojrzenie tej grozy reżimu: „Połowa szacunku, którym darzyłem tego gościa, wyparowała.” W październiku prokuratura umorzyła sprawę z powodu braku dowodów. Sam Raczkowski po tej akcji stał się swego rodzaju celebrytą. Miał nawet kandydować na prezydenta Warszawy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;25.03.08, Raczkowski&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Minęły 2 lata od pierwszej odsłony „gównianego skandalu”. Skończył się „reżim Kaczyńskich”, także dzięki dobrze skoordynowanej i skutecznej akcji na odcinku popkulturowym, a nad Polską jasno świeciło Słońce Peru. Aktywiści z kręgu Wojewódzkiego nie zaprzestawali swoich wysiłków. Trwało to, co Radek Sikorski z subtelnością charakterystyczną dla jego nowych przyjaciół nazwał dorzynaniem watah. W tej sielance nastąpiła druga odsłona „gównianego skandalu”. Pomysł odgrzewany, ale przy zastosowaniu medium masowego rażenia, czyli telewizyjnego show Wojewódzkiego, skandal znowu rozgrzał opinię publiczną. Zdarzenie miało miejsce w programie wyemitowanym przez TVN 25.03.08, w którym jednym z gości Wojewódzkiego był Marek Raczkowski-Sraczkowski. Nie potrafię zrozumieć pozy, którą w programie przyjął ten człowiek. W każdym razie ten bardzo już dojrzały mężczyzna wystawił się na pośmiewisko. Później nastąpiła kulminacyjna część z psią kupą, której realistyczny model umieszczono na stoliku obok krewetek. Raczkowski podał kolejną już wersję wydarzeń sprzed 2 lat, którą zacytuję dla dociekliwych czytelników: „Był to mój protest przeciwko kupom, które leżą na chodnikach, i tyle. Ale nie był to mój protest, tylko Agnieszki. Ja w pewnym momencie tej całej historii wziąłem winę na siebie i na policji nie sypnąłem Agnieszki, że to ona, aczkolwiek powiedziałem policjantowi, że to nie ja, a on zapytał: kto?, a ja powiedziałem, że nie powiem. Muszę uczciwie powiedzieć, że był to pomysł Agnieszki. Realizacja zresztą też... Nawet tego nie zrobiłem, tylko grupa znajomych. Ale chętnie teraz to oczywiście zrobię, bez żadnego wahania. Ja to zrobię z przyjemnością.” Wojewódzki zbudował karykaturalnie podniosły nastrój z odpowiednią muzyką, a Raczkowski wykonał ten gest, wetknął miniaturkę polskiej flagi w leżącą na stoliku psią kupę, po czym nastąpił aplauz widowni. Nie mam wątpliwości, że programy Wojewódzkiego są starannie reżyserowane włącznie z reakcjami widowni. Zresztą program po nagraniu a przed emisją jest montowany. Niemniej gest Raczkowskiego, właśnie wraz z tą – prawdziwą czy też nie – żywiołową reakcją młodzieży, zrobił niesłychanie smutne wrażenie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Postępowanie w KRRiT oraz spodziewane zawiadomienie do prokuratury Wojewódzki komentował dla mediów: „Ciągle w Polsce jest bardzo ciasna przestrzeń dla wszelkiego rodzaju prowokacji czy happeningów quasiartystycznych. Myślę, że wracają trochę duchy afery z Dorotą Nieznalską [penis na krzyżu] czy Katarzyną Kozyrą, bo jednak było to nawiązanie do takiego happeningu.” Doniesienia do prokuratury złożyły osoby z całej Polski m.in. były poseł Mirosław Orzechowski. W czerwcu 2008 KRRiT za znieważenie symboli narodowych na podstawie art. 18 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji nałożyła na TVN karę blisko 500 tys. zł (dokładnie 471 tys. zł – połowa opłaty za korzystanie z częstotliwości). Grupa osób związana z portalem Netbird zebrała ponad 10.000 podpisów w obronie flagi, o czym poinformowała prokuratora zajmującego się sprawą. Mimo to śledztwo w prokuraturze zostało umorzone już we wrześniu 2008 z wykrętnym uzasadnieniem, że „przedmiot, którym posłużyli się uczestnicy programu, nie spełnia kryteriów flagi państwowej.” Z wypowiedzi prokuratury do mediów: „Program był rozrywkowy, miał formę happeningu, a osoby w nim występujące nie przejawiały lekceważącego stosunku do flagi.” Ciekawa była reakcja Raczkowskiego na umorzenie: „Te kupy przyniosły mi dużo większą popularność niż moje rysunki, choć nie było to zamierzone. Żałuję, że już po raz drugi popełnione przeze mnie przestępstwo nie zostało docenione przez organy ścigania. Chyba będę musiał pomyśleć o kolejnym razie.” Zwraca uwagę, że osobnik ten nabiera pewności siebie wraz z upływem lat, gdy ciągnie się jego „gówniany skandal”. Ta arogancka wypowiedź wyraźnie różni się od bojaźliwego wycofania po pierwszym razie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wspomniana grupa osób z Netbird jeszcze przez wiele miesięcy podejmowała próby zmiany decyzji o umorzeniu poprzez składanie kolejnych zażaleń na niezrozumiałe decyzje prokuratury i sądu, ale bezskutecznie. Tymczasem kara KRRiT po odwołaniach do sądu gospodarczego w sierpniu 2009 została anulowana z uzasadnieniem, że „samo umieszczenie miniatur flagi w zwierzęcych ekskrementach nie jest równoważne ze znieważeniem.” Sąd pozytywnie ocenił obecny w programie element potępienia dla zanieczyszczania ulic.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;2008/09, kulminacja&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Lata 2008/09 były okresem, w którym skala ataków na braci Kaczyńskich w obiegu popkulturowym i ze strony rozmaitych osób publicznych, a zarazem stopień, w jakim do tej gry zostało wciągnięte całe społeczeństwo – to wszystko osiągnęło poziom jakiegoś ogólnonarodowego mrocznego szaleństwa. Jeśli w nieodległym czasie różni doktorzy nauk nie opiszą i nie wyjaśnią tego zjawiska w jakiś przekonujący sposób, to przyjdzie nam kiedyś samym tłumaczyć się przed przyszłymi pokoleniami z tego bezrozumnego szału. Był to czas szczytowej aktywności Palikota, którego happeningi, skrupulatnie relacjonowane przez media (w stylu „niezdrowej ciekawości”), sprytnie przykrywały bezwład rządów jego partii.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zwolennicy PiS zostali zepchnięci do narożnika: każda próba poważnej dyskusji na tematy polityki zaczynała się od ironicznych uśmieszków. Na popularnych forach internetowych rozsądne głosy zaniknęły wśród jednostronnych obelg. Jednostronnych, bo bezrozumne pyskówki to był teren, na którym elektorat PO panował niepodzielnie. Nie da się porównać kreatywności strony platformerskiej, obelżywych ‘pisiorów’, ‘pisuarów’, ‘pis-dzielców’, z bladą odpowiedzią pisowską – dobrodusznymi ‘cieniasami’ (z czasów Marcinkiewicza) czy nawet ‘platfusami’. Jeśli ktoś jest naprawdę tak naiwny, żeby wierzyć w bajki o pisowskiej agresji lub choćby w to, że istnieje tu cień równowagi, to o frekwencji poszczególnych obelg może łatwo przekonać się przy pomocy odpowiednio skonstruowanych kwerend. Jeśli na spotkaniu w małym gronie włączony był telewizor, to wystarczyło, że pojawił się jeden z braci Kaczyńskich, by zaraz ktoś zakrzyknął coś w rodzaju „o, kaczka!”, a pozostali z mniejszym czy większym zaangażowaniem śmiali się z „dowcipu” i dokładali jakieś rytualne obelgi (kartofel, Borubar itd.).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W nagonce na PiS nawet politycy nie chcieli pohamować się przed najbardziej niesmacznymi genitalnymi obelgami, w ogóle nie tracąc przy tym poważania, ani u swoich kolegów, ani w mediach. Podaję przykłady jeszcze sprzed okresu kulminacji 2008/09. Przykłady, których nie należy lekceważyć, gdyż każdy z czołowych polityków jest siłą rzeczy autorytetem dla jakiejś części społeczeństwa, przynajmniej dla elektoratu swojej partii. Takie publiczne wypowiedzi miały więc swój udział w rozkręcaniu tego szaleństwa w całym społeczeństwie poprzez wytwarzanie atmosfery przyzwolenia na takie obelgi. Pierwszy przykład to posłanka Joanna Senyszyn, która powiedziała po prowokacji TVN i Beger we wrześniu 2006: „IV RP poszła w PiS-du!”. Drugi przykład to hasło rzucone przez Mirosława Drzewieckiego, przyszłego ministra sportu, na sam koniec ostatniej debaty wyborczej w TVP przed wyborami 2007: „Idźcie na wybory, bo wygrają pisiory.”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ataki na Kaczyńskich miały ciekawy aspekt „ekspercki”, który wydaje się istotny dla całościowej analizy tego zjawiska. W mediach odnoszących się z demonstracyjną wrogością do Kaczyńskich publicyści i dyspozycyjni eksperci-politolodzy przewrotnie sączyli przekaz, który miał dawać logiczne wyjaśnienie złego wizerunku PiS w społeczeństwie oraz proponować tej partii środki zaradcze. Według założeń przyjętych a priori w ich rozważaniach źródłem wszelkiego zła w polskiej polityce oraz w samym PiS byli bracia Kaczyńscy. „Eksperci” konsekwentnie więc stwierdzali, że jedyna szansa dla PiS na uzyskanie sympatii w społeczeństwie to odwołanie prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego i wystawienie w wyborach parlamentarnych innego kandydata niż Lech Kaczyński. Podawali jeszcze inne „życzliwe” zalecenia, ale te dwa były najważniejsze, ilustrowane całą serią sondaży. Warto podkreślić, że zalecenia te wychodziły z mediów wrogich wartościom konserwatywnym oraz jawnie lewicowych. Ostatnią rzeczą, do której chcieliby przyłożyć rękę ludzie, którzy te zalecenia formułowali, było zmniejszenie szans PO na rzecz PiS czy nawet innej partii konserwatywnej. Ten przekaz „ekspercki”, mimo iż jawnie nieszczery, był ważnym dopełnieniem kampanii „nienawiści popularnej”. Życie publiczne, w którym Palikot, Niesiołowski, Kutz, Bartoszewski, media i legion pożytecznych idiotów w Internecie nieustannie oskarżają PiS o szerzenie nienawiści, przy minimum refleksji ewidentnie trąciło surrealizmem. Zagubionym ludziom, którzy potrafili zdobyć się przynajmniej na refleksję, by zauważyć ten surrealizm, ten przekaz „ekspercki” o złych Kaczyńskich dawał jedyną szansę na zracjonalizowanie sytuacji, w której znalazło się polskie społeczeństwo, czyli w pewnym sensie – na pozostanie przy zdrowych zmysłach. Efekt był taki, że ustąpienia Kaczyńskich zaczęli domagać się nawet zwolennicy PiS o słabszej wytrzymałości psychicznej. W końcu aksjomatem stało się stwierdzenie, że dopóki Kaczyńscy nie znikną z polityki, to PiS pozostanie na marginesie. Eksperci oczywiście przymykali oczy na to, że jak na „zanikającą” partię elektorat PiS jest dość trwały, a „margines” wcale nie taki wąski. Niemniej jednak, wyjście poza żelazny elektorat wydawało się prawie niemożliwe, gdyż uniemożliwiono samą dyskusję – debata publiczna została skutecznie zdemolowana.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W okresie kulminacji 2008/09 mogło powstać mylne choć zamierzone wrażenie, że winna takiego stanu rzeczy jest garstka zadeklarowanych chamów z mediów takich jak Wojewódzki i Figurski. Do tego dochodzą harcownicy z kręgu PO: Palikot, Niesiołowski, Bartoszewski, Wałęsa, którym w dobrym tonie było okazać pobłażliwość i nie rozliczać za ostro, wszak oni „już tacy są”. Jednak manipulacja była kreowana szerokim frontem, za pomocą wielu precyzyjnych metod. To za sprawą tej sięgającej bardzo głęboko manipulacji po 10. kwietnia powstało tak szokujące wrażenie, że społeczeństwo w ogóle nie znało pary prezydenckiej – pięknych, mądrych i przesympatycznych ludzi, o ogromnych zasługach dla Polski, darzących się miłością mogącą być wzorem dla wielu rodzin. Ale przed 10. kwietnia jakby nie istniały zdjęcia, na których pan i pani prezydent wyszli ładnie, a na przebitkach filmowych we wszystkich telewizjach prezydent ewidentnie sprawiał wrażenie dziwacznej, małej i niezgrabnej postaci, na dodatek jakoś żałośnie osamotnionej – tak jakby wszyscy trzymali się od niego z daleka.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W jednym z artykułów z tego okresu Dziennik, zresztą bez głębszej refleksji, epatował czytelników nieracjonalną nienawiścią do prezydenta wśród najmłodszych użytkowników Internetu (Dziennik: 6.04.09). Wg Dziennika dzieci twierdzą, że obrażanie prezydenta jest po prostu modne, gazeta przytoczyła szereg takich wypowiedzi. 13-letni Damian, który dopisał do szeregu komentarzy z obelgami, że prezydent jest „gnidą społeczną”: „Ja osobiście nic do niego nie mam, ale wszyscy się z niego śmieją, że kaczka itp., to ja nie chcę się wyłamywać. Nasz obecny prezydent w ogóle nie wygląda na prezydenta i wszędzie się ośmiesza.” 15-letni Oskar: „Spieprzaj, dziadu! Normalnie, taki prezydent to pośmiewisko na całym świecie. Wstyd mi, że wybraliśmy takego.” A jakie właściwie wpadki prezydenta pamięta? „Artur Borubar, Leo Benhauer albo «spieprzaj, dziadu».” 18-letni Adam w epitetach pod adresem prezydenta idze na całość: „Co za ch..”. Dzieci oczywiście nie mają pojęcia o polityce, mieszają urząd prezydenta z rządem, nie rozumieją, że obecnie krajem rządzi PO a nie PiS. Widać to także w wyjaśnieniach 18-latka: „Wszyscy, którzy głosowali na Lecha (i PiS), teraz żałują swoich decyzji, przynajmniej tak myślę. Ogólnie pogarszający się stan państwa i słuchanie bez przerwy złch wiadomości w tv doprowadzają mnie do frustracji. Jako, że nie mogę nic na to poradzić, próbuję się przynajmniej wyładować. Zazwyczaj słuchając wiadomości, dochodzę do wniosku, że to właśnie PiS i m.in. Lech, bezsensownie i czasami śmiesznie rządząc, doprowadzają nasz kraj do takiej sytuacji. Wolałbym, jakby rządy w kraju objęła tylko PO, jestem przeciw pluralizmowi, bo wg mnie to właśnie on przyczynia się do niepotrzebnych sporów i tego konsekwencji (PO zazwyczaj bezsensownie nie wszczyna sporów). Pozdro. PS. Specem od polityki nie jestem, ale każdy może takie zjawisko zauważyć (oczywiście oprócz zaślepionych chęcią władzy braci Kaczyńskich).”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przytoczyłem te obszerne fragmenty artykułu, by pokazać, że nienawiść dzieci nie wzięła się z niczego. Jeśli przyjrzeć się przekazowi telewizyjnemu mniej pod kątem treści (której jakże często po prostu w nim brak), a bardziej pod kątem płynących z niego emocji, to widać, że emocje dzieci są poprawną projekcją tego medialnego wykrzywionego obrazu rzeczywistości. Powstaje myśl, że znaczna część społeczeństwa wykazała się dziecinną naiwnością, dając się tak bardzo oszukać „nienawiści popularnej”.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;17.03.08, orędzie&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W ostatnich latach Unia Europejska znalazła się na zakręcie. Po raz pierwszy tendencje do pogłębiania integracji tak wyraziście starły się z tendencjami do jej zahamowania. Wokół podpisywania i ratyfikacji kolejnych wersji traktatów powstawał coraz większy ferment. W nielicznych państwach członkowskich przeprowadzono referenda, z których jasno wynikało, że ludność Unii jest znacznie bardziej sceptyczna w kwestii pogłębiania integracji niż jej elity polityczne. W chwili przystąpienia Polski do UE obowiązywał Traktat z Nicei (traktat nicejski) z 2001 roku, a jednym z elementów tego traktatu była istotna pozycja krajów wielkości Polski w Radzie UE. Już wtedy pracowano nad konstytucją europejską (eurokonstytucją), ostateczna nazwa: Traktat ustanawiający Konstytucję dla Europy (TKE) podpisany w Rzymie w 2004, krótko po przystąpieniu do UE nowych państw w tym Polski. W TKE wprowadzono system głosowania zwany podwójną większością, w którym pozycja krajów wielkości Polski uległa osłabieniu, a pozycja największych państw – Niemiec i Francji – uległa wzmocnieniu. W trakcie negocjacji nad zmianą systemu głosowania kolejne mniejsze państwa ustępowały pod naciskiem Niemiec i Francji, nie pomogło hasło Jana Rokity „Nicea albo śmierć!” Ratyfikacja TKE nie sprawiała problemu w krajach, w których decydował parlament. Spośród 4 krajów, które przeprowadziły referendum, w 2 – we Francji i Holandii w 2005 – TKE został odrzucony. Ze względu na wymóg jednomyślności UE znalazła się w patowej sytuacji. Referendum planowane w Polsce nie doszło do skutku. Jednakże nacisk na ratyfikację „martwego” TKE stał się jednym z elementów medialnej kampanii przeciwko PiS, która zaczęła się od razu po dojściu tej partii do władzy. Troska o zabezpieczenie polskich interesów była przedstawiana w naszych mediach jako obskurancka antyeuropejskość, zaprzeczenie nowoczesności.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Europejskie elity postanowiły wprowadzić ustalenia TKE nieco inną drogą – nie jako konstytucję europejską a jako traktat reformujący. Oprócz słowa ‘konstytucja’, zrezygnowano także (na jakiś czas) z kilku niezbyt istotnych pod względem prawnym, ale drażniących opinię publiczną, atrybutów państwowości UE. Ostateczna nazwa traktatu reformującego: Traktat z Lizbony zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską (traktat lizboński) podpisany w Lizbonie w 2007. Osobiste zaangażowanie Lecha Kaczyńskiego w negocjacje doprowadziło do uzyskania szeregu klauzul zabezpieczających polskie interesy, hasłowo: protokół brytyjski do Karty Praw Podstawowych, przedłużenie funkcjonowania nicejskiego systemu głosowania do 2014/17, mechanizm z Joaniny, solidarność energetyczna. Traktat lizboński został podpisany 13.12.07 już przez rząd Tuska i ogłoszony jako wspólny sukces prezydenta i nowego premiera. Już wtedy miały miejsce ostre ataki na prezydenta zmierzające do umniejszania jego roli w sprawach międzynarodowych. Klauzule wynegocjowane przez prezydenta miały znaczenie tylko wtedy, gdyby rząd chciał korzystać z możliwości, które one dają. Tymczasem z kręgów PO płynęły sygnały o gotowości do odstąpienia od tych klauzul. 20.12.07 Sejm przyjął uchwałę mówiącą, że „Sejm RP (...) wyraża nadzieję, że możliwe będzie odstąpienie przez Rzeczpospolitą Polską od protokołu brytyjskiego.” Równolegle do tych działań PO i media stosowały swego rodzaju szantaż dotyczący ratyfikacji traktatu w stosunku do PiS i prezydenta. Szybka ratyfikacja miała być zgodna z oczekiwaniami euroentuzjastycznego polskiego społeczeństwa, a opóźnianie ratyfikacji miało być niekonsekwentne, skoro traktat negocjował sam prezydent Lech Kaczyński. 28.02.08 Sejm przyjął uchwałę o ratyfikacji, odrzucając postulaty PiS, kolejnym krokiem miał być podpis prezydenta. Dalszą historię splecioną z obydwoma referendami w Irlandii pamiętamy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W nakreślonej tu bardzo szkicowo sytuacji doszło do orędzia prezydenta nadanego przez TVP 17.03.08. Prezydent w kilku zdaniach wyjaśnił, jakie korzyści odnosi Polska z przynależności do UE, oraz jakie istnieją związane z tym zagrożenia. Wśród zagrożeń wymienił możliwość pojawienia się roszczeń byłych właścicieli niemieckich dotyczących mienia pozostawionego na polskich ziemiach północnych i zachodnich oraz możliwość zmuszenia Polski do wprowadzenia związków homoseksualnych na prawach małżeństw. Prezydent powiedział, że przed tymi zagrożeniami chroni Polskę wynegocjowany przez niego protokół brytyjski, przypomniał też fragment uchwały Sejmu z 20.12.07 o możliwości odstąpienia Polski od protokołu brytyjskiego. Prezydent zapowiedział kroki w kierunku zabezpieczenia polskich interesów, zanim podpisze traktat lizboński. Zakończył słowami: „Szanowni Państwo, są takie chwile w życiu narodu, kiedy trzeba zapomnieć o partyjnych szyldach i interesach i myśleć tylko o jednym – o Polsce.” Wypowiedzi prezydenta spotykały się zwykle ze zmasowaną krytyką, szczególnie pozamerytoryczną, jako nieudane wizerunkowo. W tym przypadku orędzie było zrealizowane perfekcyjnie. Chwilami pojawiał się dyskretny podkład muzyczny oraz ilustracja omawianych zagadnień. Między innymi pojawiła się kanclerz Angela Merkel z szefową Związku Wypędzonych Eriką Steinbach, a także 2-sekundowa migawka z relacjonowanego swego czasu w mediach gejowskiego ślubu w Toronto. Skutki tej ostatniej sprawy okazały się zdumiewające, o tym dalej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Orędzie obejrzało rekordowo dużo Polaków i mimo nieustającej nagonki na prezydenta, aż połowa z widzów oceniła je pozytywnie. Front przystąpił więc do kontrataku. Media relacjonowały orędzie wyłącznie w wykrzywiony sposób jako wyraz jakichś zabobonnych lęków przed Europą i nowoczesnością. Zaatakowano TVP za, podobno, zbyt daleko idące zaangażowanie we współpracę z Kancelarią Prezydenta przy przygotowaniu i emisji orędzia, m.in. prześledzono każdy krok Patrycji Koteckiej z Agencji Informacyjnej. Z upodobaniem cytowano niemiecką prasę, która – z oczywistych względów – oceniła orędzie bardzo krytycznie. Orędzie skrytykowali politycy wszystkich opcji poza PiS. To wszystko jednak było trochę za mało spektakularne. Hitem okazało się dopiero wyciągnięcie pary gejów z migawki z gejowskiego ślubu, którzy na długi czas zapewnili mediom sensacyjne newsy jakoś związane z prezydentem. Jak się okazało, para gejów to Brendan Fay i Tom Moulton, aktywiści gejowscy z Nowego Jorku, którzy, poinformowani o sprawie przez reportera Radia Zet, chętnie weszli w rolę ofiar Lecha Kaczyńskiego, tym bardziej że mieli już doświadczenie w tego typu międzynarodowych akcjach. Ich krzywda polegała na tym, że poczuli się urażeni wykorzystaniem migawki z ich ślubu, który – przypomnijmy – był relacjonowany przez media, a zatem materiał ten jest w legalnym posiadaniu stacji telewizyjnych. Brendan Fay już następnego dnia udał się do polskiego konsulatu w celu złożenia protestu, do mediów powiedział m.in.: „To, jak wykorzystano moją i Toma prywatność w orędziu głowy państwa, które jest członkiem Unii Europejskiej, jest po prostu wstrząsające.” W Polsce pojawiły się bardzo ostre wypowiedzi aktywistów gejowskich, zapowiedzieli m.in., że będą szukać pomocy u posłów PO, żeby postawić prezydenta przed Trybunałem Stanu. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zapowiedział, że Fundacja udzieli Fayowi wszelkiej pomocy prawnej. W kolejnych dniach Fay starał się wywrzeć presję na prezydenta Polski, ostro domagając się przeprosin i grożąc prawnikami. W tym samym czasie polski konsul w Nowym Jorku, Krzysztof Kasprzyk, dał gejowi przesadnie uniżoną odpowiedź: „Chciałbym wyrazić wdzięczność za Pańskie pojednawcze podejście i empatię, jaką wykazał się Pan od pierwszej chwili, gdy wypłynął ten godny pożałowania incydent.” Sprawa zdawała się nie mieć końca. Gazeta Wyborcza tradycyjnie opublikowała list „autorytetów”, w którym czytamy: „Wolimy, żeby prezydent Kaczyński nie ośmieszał Polski – niech, skoro już musi, ośmiesza siebie i swoją przegraną formację polityczną.” TVN zorganizowało parze gejów przyjazd do Polski. Fay zapowiadał: „Mamy też, oczywiście, nadzieję spotkać się, choćby na kilka chwil, z prezydentem Polski. To jest nasz cel od samego początku. Jak napisaliśmy w naszym liście do prezydenta, pragnęlibyśmy pełnego szacunku dialogu.” W trakcie wizyty geje m.in. wystąpili w programie Teraz My! (TVN zastrzegło sobie wyłączność na wywiady telewizyjne) oraz spotkali się w Sejmie z posłami LiD. Dopiero w ten sposób prawie udało się sprowadzić orędzie prezydenta w świadomości społecznej do „właściwego” poziomu. „Prawie”, bo póki co wojowanie przy użyciu praw mniejszości seksualnych to w Polsce miecz obosieczny i akurat ten atak na prezydenta nie spotkał się z szerokim zrozumieniem w społeczeństwie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Temat gejowskiej pary wrócił do mediów po roku. Geje, Fay i Moulton, zwracali się do prezydenta z prośbą o spotkanie. „Chciałbym zwrócić uwagę prezydenta RP na sytuację gejów w Polsce” – mówił Fay, informując o liście do prezydenta z grudnia 2008, w którym zapowiadał kolejny przyjazd pary do Polski. Kancelaria Prezydenta wysłała do nich kurtuazyjną odpowiedź, w której znalazło się i takie zdanie: „Mam nadzieję, że podróżując po Europie wstąpią Panowie do Polski. Jeśli będzie to w kwietniu, to proszę nie przeoczyć w Warszawie 13. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena z udziałem takich gwiazd jak Ann-Sophie czy maestro Krzysztof Penderecki.” 17.03.09 za sprawą Radia Zet w mediach pojawiła się dezinformacja, według której Kancelaria Prezydenta wysłała do pary gejów pismo z zaproszeniem na Festiwal Beethovena. Tak przynajmniej mówiły nagłówki, a szczegóły sprawy i tak nikogo nie interesowały. Przykładowe tytuł newsów: L. Kaczyński zaprosił gejów ze swojego orędzia do Polski, Lech Kaczyński przeprosi gejów ze swojego orędzia? W Dzienniku ukazał się artykuł gejowskiego działacza, Roberta Biedronia, Prezydent zapraszający gejów to żenada. Geje przyjechali w kwietniu, zgodnie z zapowiedzią, media informowały jeszcze o jakichś próbach spotkania się z prezydentem, ale w sumie relacje z tej wizyty były znacznie skromniejsze niż za pierwszym razem. Bezpośrednim celem „kampanii gejowskiej” było przykrycie bardzo ważnych osiągnięć naszego prezydenta w sprawie korzystnych dla Polski zapisów w traktacie lizbońskim, a pośrednim – pogłębienie ogólnej atmosfery nieustannych ataków na prezydenta. Przy okazji skandaliści tacy jak Wojewódzki z Figurskim czy Palikot wykorzystywali tę sprawę jako dodatkowy motyw dla swoich rutynowych ataków na prezydenta.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;24.11.08, Komorowski&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czarny PR wokół Lecha Kaczyńskiego miał kilka stałych elementów: najmniej aktywna prezydentura, bezmyślne wetowanie ustaw, ciągłe obrażanie się. Był to sztuczny obraz, całkowicie fałszywy i krzywdzący. Weźmy aktywność prezydenta. Media nie dały w ogóle szansy społeczeństwu, by mogło dowiedzieć się, że nasz prezydent był niezwykle zapracowany, między innymi bardzo dużo robił dla dobra naszych stosunków z innymi państwami. Niemal codziennie przyjmował zagranicznych gości lub wyjeżdżał z oficjalnymi wizytami, rocznie odbywał ok. 30 wizyt zagranicznych w tym wizyty wielodniowe. Możemy być pewni, że nasz kraj reprezentował godnie. Porównanie tej aktywności prezydenta z tym, co docierało z tego do przeciętnego Polaka przez media, jest szokujące. Mit małej aktywności prezydenta starał się wykorzystać także Donald Tusk w słynnym stwierdzeniu o żyrandolu z wywiadu dla Gazety Wyborczej z wyjaśnieniem przyczyn swojej rezygnacji z kandydowania (Gazeta Wyborcza, 30.01.10, Tusk: Tracę zaszczyt, żyrandol, Pałac i weto), w którym powiedział: „Kluczowe było przekonanie, że chociaż prezydentura to wielki spektakl, a kampania wyborcza bardzo wielu wyborców ekscytuje, pociąga, to wszyscy wiemy, że po tym, jak nowy prezydent mówi słowa przysięgi, jest tylko prestiż, zaszczyt, żyrandol, pałac i weto.” Zwróćmy uwagę na frazę „wszyscy wiemy”. PO w swojej propagandzie bardzo często racjonalne argumenty zastępuje takimi ogólnikami, które swoje źródło mają wyłącznie w kampanii czarnego PR przeciwko PiS i prezydentowi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Lech Kaczyński był stosunkowo częstym gościem w Gruzji: 4 wizyty przed wojną w Osetii Południowej i Abchazji, 1 wizyta w trakcie wojny i 1 wizyta po wojnie. Wojna doprowadziła do oderwania de facto od Gruzji obu terytroriów, które już wcześniej były pod „opieką” Rosji i powodowały ciągłe napięcia. Mimo wszystko było sukcesem utrzymanie niepodległości Gruzji i do tego sukcesu w znaczący sposób przyczynił się Lech Kaczyński w trakcie słynnej wizyty 5 przywódców w Tbilisi 12.08.08. W tym kluczowym dniu prawdopodobnie miała miejsce szczególna kombinacja operacyjna, której cel był propagandowy. Z punktu widzenia Rosji społeczność międzynarodowa nie mogła odnieść wrażenia, że polski prezydent uratował niepodległość Gruzji. Dlatego opóźniono przylot 5 przywódców, tak by wcześniej w Tbilisi pojawił się Nicolas Sarkozy jako przedstawiciel UE i mediator między Rosją a Gruzją. Sarcozy pozornie wynegocjował tego dnia w Moskwie porozumienie pokojowe w imieniu Gruzji, ale w rzeczywistości zdał się całkowicie na stronę rosyjską, gdyż jemu zależało na tym, by Rosja zapewniła mu wizerunek skutecznego polityka, który doprowadził do zakończenia wojny, a jeszcze bardziej na pokazaniu domniemanej skuteczności UE jako podmiotu międzynarodowego. Porozumienie było bardzo dla Gruzji, gdyż pozostawiało sprytnie sformułowane furtki Rosjanom. Punkt 5. pozwalał na przedłużanie w nieskończoność okupowania dowolnych obszarów całej Gruzji przez wojska rosyjskie. Punkt 6. otwierał możliwość legalnego trwałego oderwania Osetii Południowej i Abchazji. Ostatecznie prezydent Micheil Saakaszwili m.in. za radą Lecha Kaczyńskiego nie zgodził się na ten ostatni punkt. Rosjanie – co za niespodzianka – porozumienie zinterpretowali bardzo tendencyjnie. Wojska rosyjskie jeszcze przez wiele dni okupowały Gori i urządzały rajdy po całym terytorium Gruzji, niszcząc gruzińskie bazy, które Saakaszwili przezornie nakazał swoim żołnierzom opuścić. Ostatecznie Rosjanie w ogóle nie wycofali się na linie sprzed rozpoczęcia działań bojowych, znacznie poszerzając obszar kontrolowany przez fasadowe państwa, szczególnie Osetię Południową.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sposób, w jaki społeczność międzynarodowa potraktowała Gruzję, miękkość w stosunku do Rosji, to powinno dać nam do myślenia. Przypomnę tu tylko jedno zdanie ze wspaniałego i – jak mamy podstawy twierdzić – proroczego przemówienia Lecha Kaczyńskiego 12.08.08 na placu w Tbilisi: „My wiemy, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i mój kraj. Potrafimy się temu przeciwstawić, jeśli Europa będzie reprezentować wspólne wartości. Tu są cztery państwa należące do UE i NATO. I Ukraina, wielki kraj. Ale powinno tu być 27 państw.” W tych historycznych dniach nie zdało egzaminu polskie społeczeństwo, które nie stanęło za swoim prezydentem. W mediach i w Internecie dominował tłum pożytecznych idiotów, krzyczących jak to nasz prezydent „jest nieobliczalny”, „macha szabelką”, „drażni niedźwiedzia” itp. Przeciwne głosy bardzo słabo przebijały się przez tę wrzawę. Nie zmienił tego jakiś taktyczny zwrot Adama Michnika, który akurat w tej sprawie wyraził poparcie dla Lecha Kaczyńskiego, pisząc: „Niesłychanie wysoko oceniam podróż prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi. Pierwszy raz poczułem się dumny z tego, że prezydent mojego państwa w tak godny sposób, a zarazem tak zgodny z polskim i moim wyobrażeniem etosu wolności, honoru, tradycji historycznej i rozumu politycznego dał temu wyraz w Gruzji.” Złośliwi twierdzą, że za tym zwrotem Michnika stały zagrożone izraelskie interesy w Gruzji. Jednak Gazeta Wyborcza nie zrezygnowała z polityki wspierania rządu Tuska i atakowania prezydenta, pojawiły się tam także polemiki z naczelnym w sprawie gruzińskiej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kolejne miesiące pokazały, że UE całkowicie nie radzi sobie z niezykle dokładnie przemyślaną i konsekwentnie realizowaną polityką Moskwy. Po zakończeniu działań bojowych w Gruzji Rosja bez oporów realizowała swoje cele. 23.11.08 prezydent Lech Kaczyński udał się z kolejną wizytą do Gruzji, gdzie wziął udział w obchodach 5. rocznicy Rewolucji Róż. Na początku wizyty miał miejsce dodatkowy punkt – wizyta w Metechi, w obozie dla gruzińskich uchodźców z terenów zajętych przez Rosjan. W trakcie przejazdu miał miejsce poważny incydent przy rosyjskim posterunku w pobliżu miejscowości Achalgori, na terytorium, które wbrew porozumieniu było nadal okupowane przez Rosjan. Rosyjscy żołnierze oddali ostrzegawcze serie z broni automatycznej z odległości ok. 30 metrów w kierunku kolumny z prezydentami Polski i Gruzji. Wydaje mi się, że nasz prezydent udał się w to miejsce w jasno określonym celu. Chodziło o to, by pokazać światu, że Rosjanie nie przestrzegają porozumień, przeszkodzić im uszczuplaniu gruzińskiego terytorium. Znając Rosjan, można zakładać, że nie było tu przypadku, oni kreują tego typu incydenty zgodnie z własnymi potrzebami. Nie doszło do żadnego incydentu, gdy wcześniej to samo miejsce wizytował Javier Solana czy inni politycy zachodni. Kraje zachodnie nigdy nie przejawiały entuzjazmu w stosunku do podmiotowej polityki polskiego prezydenta, ale reakcje na ten incydent były wyważone. Sekretarz generalny NATO, Jaap de Hopp Scheffer: „Bez względu na to, kto strzelał, nie powinno do tego dojść. To z pewnością nie jest w duchu porozumienia pokojowego. Mogę tylko obwiniać tych, którzy strzelali, bo to nie jest odpowiedzialne, zwłaszcza gdy w rejonie jest wysoki rangą gość, jak polski prezydent.” Rzecznik francuskiego MSZ: „Szef państwa gruzińskiego ma naturalnie prawo poruszać się z polskim prezydentem po terytorium gruzińskim.” Reakcje te kontrastowały z jednoznacznym potępieniem polskiego prezydenta wewnątrz kraju.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Polskie media całą odpowiedzialność zwyczajowo zrzuciły na polskiego prezydenta. To on miał zachować się w tym incydencie prowokacyjnie wobec Rosji. Jego „awanturniczy wypad w góry” miał doprowadzić świat na krawędź wojny Rosja-NATO. Komentarze publicystów obowiązkowo były formułowane w tonie lekceważącym w stosunku do prezydenta, miało z nich wynikać, że nasz prezydent pakuje się w tarapaty, bo jest nieobliczalny i trochę niekumaty. Oto bardzo charakterystyczny przykład z felietonu Moniki Olejnik (Dziennik, 25.11.08): „Wciąż tak naprawdę nie wiemy, co się w niedzielę wydarzyło. Być może doszło do prowokacji – mogła być ona korzystna dla różnych stron z różnych względów. Jedni mówią, że strzałów było kilka, inni, że strzelano z kałasznikowa blisko pięć minut. Warto odnaleźć sprawców strzałów, ale pan prezydent już wie: skoro słyszał okrzyki po rosyjsku, to znaczy, że strzelali Rosjanie. Szkoda, że nikt nie powiedział mu, że na Zakaukaziu język rosyjski jest powszechnie znany. Teraz na dodatek prokuratura zaczęła badać, czy ktoś nie zmusił naszego prezydenta do tego wyjazdu.”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W Polsce był to czas kulminacji „nienawiści popularnej” 2008/09. Nienawiścią do Kaczyńskich była wypełniona popkultura, ale opary tej nienawiści zatruwały całe życie publiczne. Z czasem trudno było nawet zorientować się, że wiele słów wypowiadanych przez na pozór poważnych polityków w ogóle nie pasuje do powagi państwa. Tylko w tym surrealistycznym otoczeniu incydent w Gruzji, mógł stać się dobrą okazją do kolejnych kpin. Przypomnijmy słynne słowa maszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego 24.11.08 w PR1 i chodzi nie tylko o słynnego „ślepego snajpera”: „Jaka wizyta, taki zamach, no bo z 30 metrów nie trafić w samochód to trzeba ślepego snajpera, więc raczej wygląda to na coś bardzo niepoważnego a przykrego, bo stawiającego polskiego prezydenta w dosyć niezręcznej sytuacji. (...) Ja sam byłem trochę ćwiczony na okoliczność ewentualnego zamachu jako Minister Obrony Narodowej. Wiem, że w sytuacji jakiegokolwiek zagrożenia to osoba chroniona jest po prostu, albo wciskana do samochodu i samochód natychmiast odjeżdża, albo jest rzucana na ziemię i na niej się kładą oficerowie ochrony. A tutaj widać zdjęcia, gdzie obaj prezydenci stoją, rozmawiają, zdaje się, że jeden się uśmiecha. No, tysiąc znaków zapytania.” Gazeta Wyborcza nieco „poprawiła” słowa marszałka, aby poprzez uwypuklenie efektu komicznego bardziej poniżyć naszego prezydenta: „W sytuacji zagrożenia prezydent jest natychmiast wciskany do samochodu i on odjeżdża.” W tej formie wypowiedź marszałka była najczęściej dalej cytowana i tak zaistniała w świadomości społecznej, a pewnym czasie całość została skrócona do jednego szyderczego zdania: „Jaki prezydent, taki zamach.” Logicznie biorąc, to ostatnie zdanie jest zgodne z intencją zawartą w wypowiedzi Komorowskiego. Sam Komorowski wielokrotnie powtarzał, że w tej wypowiedzi nie było nic złego. Swoje słowa nazwał przerysowanymi i określił je jako ironię. Utrzymuje, że miał na myśli prezydenta Saakaszwilego a nie Lecha Kaczyńskiego. W kolejnych dniach eksploatowano temat ochrony prezydenta w taki sposób, by podkreślać całkowicie przedmiotowe podejście do prezydenta. Ilustruje to wypowiedź Grzegorza Schetyny dla TVN24: „Ustalamy, czy szef prezydenckiej ochrony mógł nie wydać zgody na ten wyjazd. Moim zdaniem mógł skonsultować to z generałem Janickim. Nie zrobił tego, choć była to bardzo niebezpieczna eskapada. Gdyby takiej zgody nie uzyskał, powinien zatrzymać prezydenta.” Jakie reakcje wśród lemingów na forach internetowych wzbudziła sprawa przedstawiona w mediach w taki sposób, chyba łatwo się domyślić.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Polska reakcja na ten incydent z pewnością została przeanalizowana poza naszymi granicami. Słowa marszałka Komorowskiego były chętnie cytowane przez media na wschodzie. Kto wie, może wtedy w jakimś ośrodku decyzyjnym zauważono, że przy odpowiednim zakamuflowaniu i medialnym naświetleniu prawdziwego zamachu na polskiego prezydenta, zdarzenie takie zostałoby przyjęte w Polsce pozytywnie. Powie się na przykład: „Jaki prezydent, takie lądowanie.” C’est la vie!&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;Charakterystyka audycji „Poranny WF”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czym jest Poranny WF Wojewódzkiego i Figurskiego? Tematyka i charakter audycji polega na wybieraniu spośród bieżących newsów dziwnych wydarzeń, ciekawostek i skandali ze świata celebrytów i przerabianiu tego na specyficzny „radiowy show”. Styl WF to szokujące dowcipy, bezczelna kpina, wulgarność. Niemało w tym programie lubianego, zwłaszcza przez młodsze pokolenie, absurdalnego humoru. Poszczególne wejścia prowadzących są prowadzone w szybkim tempie, wręcz niedbale, ale ta niedbałość jest w dużej mierze pozą, programy są dość starannie wyreżyserowane. Znakiem firmowym audycji jest tzw. jazda po bandzie, wyśmiewanie wszystkiego, różnych świętości. W konwencji Porannego WF można obrazić wszystkich i wszystko i w tej samej sekundzie powiedzieć „odcinam się od tego”, co na zasadzie dziecinnej wiary w magię ma zdejmować z nich całą odpowiedzialność. Jednak główną obroną przed ewentualnymi zarzutami jest pozowanie na głupków, „niegrzeczne dzieci” – jak kiedyś byli promowani. Wojewódzki rozbrajająco przyznaje na antenie, raz – że jest idiotą, innym razem – że jest Żydem. Chcą uchodzić za błaznów, którym wszystko wolno.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zarysowany profil audycji Poranny WF przedstawia na pozór całkiem klarowny obraz: program w konwencji „przez głupków dla idiotów”; programów w tej konwencji na świecie nie brakuje. Ale to nie jest jeszcze pełny obraz, nie wyjaśnia on bowiem, dlaczego właściwie ten program miałby należeć do opisywanego tutaj obszaru „nienawiści popularnej”. Powiedzenie, że WF nawiązują do polityki często i w sposób bardzo stronniczy, też nie wyjaśnia wszystkiego. Oni sami niechętnie przyznają się do stronniczości, wolą być oficjalnie uznawani za prześmiewców, którzy atakują polityków bez względu na barwy, patrzą władzy na ręce, szargają wszelkie świętości. Tyle że to nieprawda. Wystarczy przełamać się i wysłuchać kilku audycji, by przekonać się, że żarty z PO i SLD w ich wykonaniu to raczej żarty w rodzinie, natomiast akcje przeciwko PiS i Kaczyńskim to czysta nienawiść.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jednego dnia WF mogą naśmiewać się z Palikota, a drugiego dnia Figurski przeprowadza z nim wywiad, z którego wynika, że panowie doskonale się rozumieją i na swój sposób wspierają. Palikot deklaruje: „Kuba Wojewódzki i Michał Figurski to są moi absolutni mistrzowie, jeżeli chodzi o język, swobodę, dowcip, dystans do siebie, autoironię i taki – w tym sensie wychodzący z najlepszych europejskich tracycji od Kartezjusza, gdzie się uformowała nowoczesna Europa – krytycyzm, bez którego nie ma w ogóle możliwości bycia Europejczykiem. To właśnie wprowadzacie do życia publicznego i za to jestem wam wdzięczny. Sam staram się to nieudolnie naśladować.” (Poranny WF – Śniadanie mistrzów, 04.05.09). Trzeba tu stwierdzić, że to wzajemne zrozumienie jest i koniunkturalne (polityczne), i naturalne. O ile bowiem PiS stara się stać na straży pewnych wartości spajających wspólnotę, to zarówno WF jak i Palikot z pełną determinacją starają się te wartości niszczyć. WF, Palikota, jak również ich fanów, łączy bardzo istotna więź – wspólny kod kulturowy, rynsztokowa popkultura. Działalność WF i Palikota schlebia niskim instynktom odbiorców, odpowiada na potrzebę oglądania skandalu. Ważne jest też to, że WF i Palikot dla realizacji celu nadrzędnego poświęcają swój wizerunek. Najgorsza słowna krytyka pod ich adresem, sprowadzenie ich do społecznej kloaki, raczej ich bawi niż wzrusza. Jak skrytykować kogoś, kto określa się jako „pierwszy cham III Rzeczpospolitej” i reklamuje się za pomocą sterczącego kutasa? Czy Palikota może zaboleć to, że ktoś drwi z jego atrybutów – sztucznego penisa i świńskiego ryja? To pytania retoryczne. Znamienne jest też to, że w konwencji WF mieści się wyśmiewanie Palikota, ale już żarty z Tuska zdarzają się rzadko i są bardzo wyważone.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To, co robią, WF przeciwko PiS i Kaczyńskim, to nie jest uprawianie polityki, krytykowanie władzy, satyra – to jest czysta nienawiść. Z tą nienawiścią nie da się nawet polemizować. Klasyczny spór jest tu niemożliwy. Jeśli mówimy o ludziach mediów, to różnica miedzy WF, a publicystami którym jest blisko do idei reprezentowanych przez PiS, jest różnicą o kilka klas. Nie chodzi tu o ocenę Wojewódzkiego czy Figurskiego jako prywatnych osób. Dyskusję z nimi wyklucza sposób działania, jaki oni przyjęli, owa rynsztokowa popkultura. Problem życia publicznego polega na tym, że to, co powinno być na marginesie, u nas zostało wyniesione do głównego nurtu. Rynsztokowa popkultura rozlała się na świat celebrytów, zatruła umysły dużej części młodzieży oraz polski internet, w którym ludzie zatruci tym przekazem masowo dawali upust swojej nienawiści. Ta bezosobowa nienawiść, przez to że obecna w głównym nurcie i tak napęczniała, wyrządzała konkretną krzywdę konkretnym ludziom, o czym łatwo zapomnieć w ferworze politycznej kłótni. WF wyszukują i uderzają w najczulsze punkty swoich ofiar. Potrafią słownie sponiewierać kobietę i odrzeć ją z czci. Mężczyzn starają się ośmieszyć w najbardziej podły sposób. Trudno podawać przykłady, gdyż ich plugawe szyderstwa i obelgi nie bardzo nadają się do powtórzenia. Na porządku dziennym są u nich szyderstwa wymierzone w braci Kaczyńskich. Kilka przykładów innych osób, którym z jakichś swoich chorych powodów starają się (lub starali) dopiec szczególnie mocno: ś.p. Przemysław Gosiewski, Nelly Rokita, Beata Kępa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ci, którzy tę parę skandalistów znają tylko z doniesień medialnych, mogą sądzić, że ich dokonania polityczne ograniczają się do kilku głośnych skandali, które były wymierzone w podkopywanie i niszczenie wizerunku braci Kaczyńskich. W rzeczywistości atakowanie PiS i politycznego wroga numer jeden, dziś już tylko Jarosława Kaczyńskiego, to jeden ze stałych elementów audycji Poranny WF. Jeśli już jakaś sprawa stanie się głośnym skandalem, to jest ona przedstawiana w mediach bardzo wycinkowo jako jedno zdanie lub piosenka, co zupełnie nie oddaje atmosfery seansów nienawiści i złości, jaka często w tym programie pojawia się pod płaszczykiem satyry politycznej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W charakterystyce Porannego WF jeśli mówimy o stale obecnym w audycji komponencie politycznym, to powinniśmy też powiedzieć o równie mocno akcentowanym komponencie kulturowym. Stałym elementem jest zwalczanie wiary katolickiej, a w tym są oczywiście obecne integralne elementy ich kodu kulturowego – szydzenie z Radia Maryja, ojca Rydzyka, „moherowych beretów”, pielgrzymek. Osoba słuchająca tej audycji pierwszy raz może być zaskoczona tym, że oni bez najmniejszych oporów łamią także liczne tabu narzucane w od wielu lat przez poprawność polityczną. Pozwalają sobie na prymitywne żarty z Żydów czy homoseksualistów, z udawaną ksenofobią atakują także Niemców i „Rusków”. Zagadka wyjaśnia się, gdy wsłuchamy się w ich program nieco dokładniej. Wszystkie żarty pozornie naruszające poprawność polityczną mają u nich jasny cel – jest to wzmacnianie negatywnych stereotypów na temat Polaków zgodnie z zamówieniem elit, które Polakami gardzą. Według nich Polacy są ksenofobami, antysemitami, homofobami itd. WF w rzeczywistości kpią tylko z tych nieistniejących lub absurdalnie wyolbrzymionych polskich wad narodowych. Na stronie internetowej Porannego WF wykorzystywane są motywy z serialu South Park, ale moim zdaniem oni posługują się tym skojarzeniem w sposób nieuprawniony. South Park jest bowiem satyrą podejmującą autentyczną dyskusję z poprawnością polityczną, a WF jedynie grzecznie za nią podążają. Dlatego po ich audycjach nigdy nie pojawiły się i nie pojawią się protesty środowisk żydowskich czy gejowskich.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;19.03.09, Wojewódzki i Figurski&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Audycja duetu WF nadana 19.03.09 przez Eskę Rock oraz wykreowany wraz z tą audycją skandal, to było jedno z bardziej „udanych” przedsięwzięć medialnych w sferze rynsztokowej popkultury. W szumie medialnym zniknął fakt, że sprawa miała swój początek 2 dni wcześniej w Piotrkowie Trybunalskim. Zamiast, jak większość mediów w tamtym czasie, ograniczać się jedynie do rozkładania na części pierwsze nowych obelg rzuconych na Lecha Kaczyńskiego przez WF, prześledźmy zdarzenia od początku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;17.03.09 telewizja TVN24 poinformowała o wizycie prezydenta w Piotrkowie Trybunalskim, której jednym z punktów było wygłoszenie wykładu pt. Aktualne problemy społeczno-gospodarcze i rola państwa w ich rozwiązywaniu. Ale wcześniej dziennikarze nie zajmowali się spotkaniami prezydenta z ludnością miast w różnych regionach Polski. Zamiast tego z bardzo gorliwie zajmowali się czarnym PR i przyczepianiem prezydentowi łatek typu: „samotny pan prezydent”, „prezydent nieprzystępny i zamknięty w swoim pałacu”, „prezydent mało aktywny”. Społeczeństwo nie dostało szansy, by zobaczyć, że spotkania z lokalną ludnością prezydent traktował jako zwykłą część swoich obowiązków (nie był to czas kampanii wyborczej ani prezydent nie szukał rozgłosu) i robił to chociaż i bez tego pracy mu nie brakowało. Temat i treść wykładu, który prezydent wygłosił w Piotrkowie, dyskusja po wykładze – te sprawy także niezbyt interesowały dziennikarzy. Skupili się tylko na tym, co pasowało do schematu, że każda wiadomość dotycząca prezydenta musi być zła, a jeszcze lepiej śmieszna lub kpiąca. Przeciętny widz miał szansę dowiedzieć się o wizycie prezydenta w Piotrkowie Trybunalskim tylko dlatego, że zdarzyło się coś śmiesznego. I nie dowiedział się tego z jakiejś migawki dołączonej do choćby kilkuminutowej poważnej relacji z wizyty. To śmieszne zdarzenie było jedyną rzeczą z całej wizyty, która zdaniem dziennikarzy powinna zainteresować widzów kanału – jakby nie było – politycznego, czyli ludzi raczej dorosłych i poważnych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W ten sposób mogliśmy dowiedzieć się z TVN24, że dekoracja, czyli duży napis „Wyższa Szkoła Handlowa” zrobił organizatorom psikusa: rozsypał się jak domek z kart i spadł prosto na miejsce pana prezydenta. Prezydent miał kilkuminutowe spóźnienie i właśnie w tym czasie, tuż przed wejściem na aulę prezydenta, miał miejsce incydent z napisem. Portal dodaje, że „Borowiki” w pośpiechu sprzątali resztki napisu. Nie podaje jednak, czy ktoś zainteresował się i sprawdził, dlaczego ten napis spadł w tym miejscu i czasie. Nie chodzi mi wcale o nadmierną podejrzliwość, ale wydaje mi się, że takie pytanie jest zupełnie naturalne, szczególnie z punktu widzenia ochrony prezydenta. Cóż, to tylko Lech Kaczyński... TVN-owi chyba nie wypada martwić się o zdrowie i godność tak znienawidzonego polityka. Pewnie było im przykro, że zabrakło tych kilku minut. To byłby prawdziwy hit, a pewnie udałoby się też rozpropagować nagranie w zaprzyjaźnionych mediach w świecie. Newsa o spadającym napisie powtórzyło jeszcze Szkło kontaktowe.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na forach się posypało: „Żałować tylko, że wódz się spóźnił o te kilkanaście sekund... szkoda, bo by poszło na cały świat.” „Jaki prezydent, taka dekoracja – czyli do niczego.” „Jaki wykład, taki zamach.” „Wielka szkoda, że się spóźnił.” „Całe szczęście, że się spóźnił.” „Cudem uniknął zamachu, teraz CBA, IPN, BBN będą sprawdzać pinezki przez pół roku.” „Głupi ma zawsze szczęście.” „Palec Boży uchronił go przed kompromitacją. On na niczym się nie zna i plecie głupoty. Ba, on ma problemy ze skleceniem jednego zdania.” „Powinien w kasku chodzić.” „Kolejny nieudany zamach po tym w Gruzji. Szkoda :( – No, wielka szkoda, ale mówi się «do trzech razy sztuka»!!!” W tym tonie były niemal wszystkie komentarze. Jeden rozsądny, ale też z „odpowiednią” repliką: „Żeby  się zajmować już takimi bzdurami, to trzeba mieć naprawdę nieporządek w głowach. Czyż nie ma innych poważniejszych problemów Polska??? – Prezydent jest największym problemem, jaki ma Polska, a że nie ma nic ciekawego do powiedzenia, to warto napisać o tym, że spadł tekst (ciekawszy niż wykład).” To oczywiście bardzo skromny wybór z tysięcy znacznie gorszych kpin i złorzeczeń, które na temat prezydenta były wypisywane przez ostatnie lata każdego dnia. Przytaczam kilka przykładów dotyczących jednego newsa, by pokazać przewidywalność tych komentarzy i swoisty zamknięty obieg nienawiści. Newsy są kreowane tak, by stanowiły odpowiednią pożywkę dla nienawistnych komentarzy, a obserwacja komentarzy pozwala autorom newsów poprawić skuteczność w tym zakresie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jeszcze jeden wniosek nasuwa się po przeczytaniu przytoczonych komentarzy, jeśli zwrócimy uwagę na ilość pojawiających się wariacji na temat szyderstwa „Jaki prezydent, taki zamach.” Wypowiedzi polityków, nawet te dowcipne czy ironiczne, nigdy nie są błache. Dotyczy to szczególnie czołowych polityków, do których zalicza się marszałek Sejmu. Każde słowo ma wagę i musi być starannie przemyślane, wiele elementów jest przygotowanych przez konsultantów politycznych. Szyderstwo marszałka zaczęło żyć własnym życiem jako tzw. ‘catch phrase’ i na początku zapewne właśnie taki był plan, upowszechniano to z radosną głupotą. Teraz wiemy, że po 10 kwietnia to zdanie zostanie już na stałe w świadomości społecznej jako nieusuwalna zadra. System skutecznie wykorzystywał taką nowoczesną słowną broń do walki z Kaczyńskimi. Z jednej strony drogą prowokacji i intryg upowszechniali catch phrases, które miały kompromitować Kaczyńskich i PiS jak „spieprzaj, dziadu” czy „ciemny lud wszystko kupi”. Z drugiej strony wprowadzali do obiegu coraz to nowsze szyderstwa skierowane bezpośrednio przeciwko nim jak zdanie „Jaki prezydent, taki zamach.” Różnica polega na tym, że zdanie Komorowskiego nie pojawiło się w przestrzeni publicznej w wyniku prowokacji. On chciał publicznie wyrazić swoją pogardę dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego, świadomy pełnionej przez siebie funkcji i wagi, jaką ta funkcja nadaje jego słowom.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Spadający napis z tego powodu, że nie trafił w prezydenta, nie stał się upragnionym hitem, a to widocznie było komuś nie na rękę. Najwyraźniej wyniki rządowych analiz alarmowały, że najwyższy czas na zamieszanie, które mocno uderzy w wizerunek prezydenta. Palikot był na jakiś czas zbyt zgrany, ale w odwodzie był gotowy duet WF działający w rozgłośni Eska Rock należącej do starego znajomego, Zbigniewa Benbenka. Już 2 dni po incydencie w Piotrkowie Trybunalskim, 19.03.09, przygotowali oni własną wersję tego zdarzenia w swoim programie Poranny WF. To jest jednak niszowy program, toteż nowe obelgi zaprezentowane w tym programie zostały tego samego dnia nagłośnione za pośrednictwem Presserwisu (popularne internetowe źródło informacji związane z miesięcznikiem Press) i jeszcze tego samego dnia stały się ogólnopolską sensacją.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Posunięcie z Presserwisem było sprytne, bo pozostałe media usłużnie ograniczyły się do cytowania doniesienia Presserwisu, w ogóle nie próbując zbadać sprawy poprzez sięgnięcie do zapisu audycji. Nagłaśniano więc za Presserwisem tylko kilka starannie wybranych obelg. W ten sposób sprawcom zamieszania podano na tacy linię obrony, która mogła być potrzebna, a jednocześnie podjęto próbę przyklejenia do prezydenta nowego szyderstwa. Gorącą sensacją tego dnia stały się słowa „small, retarded, stupid man”, które miał wypowiedzieć Figurski na temat naszego prezydenta. To wszystko pokazuje, że była to starannie zaplanowana akcja medialna: począwszy od audycji WF, a skończywszy na obłudnym potępieniu Figurskiego przez polityków skądinąd zaangażowanych w niszczenie wizerunku prezydenta. Ta akcja medialna tak dobrze pokazuje mechanizmy działające w sferze rynsztokowej popkultury, że zostanie ona tutaj przeanalizowana bardzo dokładnie. Na początek kilka fragmentów Porannego WF z 19.03.09.&lt;/p&gt;
&lt;div class="cytat"&gt;
&lt;p class="ct"&gt;Poranny WF&lt;/p&gt;
&lt;p class="ct_bottom"&gt;Jakub Wojewódzki, Michał Figurskigość, Eska Rock 19.03.09&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Notowanie składa się z okruchów informacji z tego tygodnia, które okrasimy dla państwa piosenką.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Istnieje parę osób, których powinien przeprosić u schyłku swojej prezydentury pan Kaczyński.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; No, gdzie, przecież on w pół drogi jest. O czym ty mówisz?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Nie, nie, już jest dwie trzecie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Ale schyłek jest od początku tak naprawdę.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Na pewno powinien przeprosić Boruca, Pereiro, Gabon, no i tak ze 30 milionów Polaków.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; To prawda. Natomiast jeżeli się zastanowić nad jego cechami żeńskimi...&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; O Jezu! Nie mów o tym!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; ...wydaje mi się, że on jako gejsza zrobiłby furorę ze względu na ten mały rozmiar stópki.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Oj, tak!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Gdyby włożyć go w taki mały pantofelek, ubrać w takie wielkie kimono i zawinąć ten łeb, żeby nikt nie widział...&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Łeb? Bo nas wsadzą do pierdla!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Przepraszam, główkę... główeczkę... A mówimy, proszę państwa, o prezydencie Lechu Kaczyńskim.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; O panu prezydencie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; O panu prezydencie, przepraszam bardzo.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;(...)&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Medalu nie dostał imć Brendan Fay, z którego prezydent tak okrutnie drwił.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Oraz Tom Moulton. Pamiętacie Państwo to prezydenckie orędzie, gdzie mówiono o Erice Steinbach, o rozbiorze Polski i o homoseksualizmie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Otóż, Proszę Państwa, pojawili się w orędziu Kaczyńskiego specjalnie w temacie traktatu lizbońskiego.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;&lt;/span&gt;nagranie z aktualną wypowiedzią Faya dla Radia Zet z 17.03.09: Dziękujemy oczywiście za zaproszenie na Festiwal Beethovena, ale dla mnie i dla Toma więcej znaczyłoby, gdyby prezydent w swoim kalendarzu znalazł dla nas choć kilka chwil i porozmawiał z nami. Jesteśmy gotowi dostosować nasze plany do terminu, który wyznaczy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; To był, Proszę Państwa, słynny gej, jak było słychać po głosie zresztą, bo to był ewidentnie homoseksualny głos Brendana Faya, tego od Toma Moultona, którzy się poślubili byli.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Proszę Państwa, chodzi o to, że mamy właśnie pierwszą rocznicę emisji tego słynnego orędzia. Okazuje się, że jakoś tak zmiękła – to jest dobre słowo – zmiękła, Kancelaria i wysłała do tych dwóch popularnych na całym świecie gejów list z zaproszeniem do Polski na Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Bethovena, który jak wiadomo był głuchym gejem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Podobno prezydent Lech Kaczyński już się zabarykadował w mieszkaniu, by na wszelki wypadek nie natknąć się na Brendana Faya i Toma Moultona, którym bynajmniej nic nie mięknie na widok prezydenta.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Ale my jako jedyni dotarliśmy do materiału, dlaczego prezydent go zaprosił. Podobno codziennie przychodził do niego Jarek i mówił: „Zaproś ich. Leszek, zaproś ich. Proszę cię, zaproś ich.”&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; „Przestań się cały czas na nich dąsać.”&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; „Zaproś ich. No, co ci szkodzi.”&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; „Maryśka, barykaduj chałupę! Oni zaraz przyjdą tu.”&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;&lt;/span&gt;Przerywnik muzyczny: Homo Twist, Oni zaraz przyjdą tu&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Jeżeli w ciągu najbliższych dni zobaczycie, że Jarek jest pogodny, macha rączką i ma wyczyszczone buciki, to znaczy, że przyjechali.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Z jakich dziwnych sprzętów domowych robiłeś sobie kiedykolwiek seks-zabawkę?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Słuchaj, robiłem z miksera kiedyś.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;(...)&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Proszę Państwa, w tej chwili łączymy się z naszą sekcją radia Eska Rock w Londynie, BBC News, I’m Bobbie Battista and...&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; ...and Larry King Live.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Ladies and gentelman.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Panie i Panowie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Miał być poważny wykład na poważny kryzysowy temat, ale tuż przed przybyciem spóźnionego Lecha Kaczyńskiego na salę nastrój zakłóciła spadająca dekoracja.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; [?] a serious lecture concernig crisis, but befor retarded Lech Kaczyński, the president, to the hall, the mood was retarded by the falling decoration.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Napis „Wyższa Szkoła Handlowa” rozsypał się z wrażenia jak domek z kart a organizatorzy i Borowiki w pośpiechu sprzątali ogromne litery, które na tle prezydenta wyglądały olbrzymie, jak Lisza na tle Ibisza.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; The sign „The Holy School of Commerce” was fallen apart like house made of cards and the organisation of Borowiki in a serious rush was cleaning after the mess with Joanna Liszowska and Krzysztof Ibisz.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Prezydent Lech Kaczyński miał w Piotrkowie wygłosić wykład „Aktualne problemy społeczno-gospodarcze i rola państwa w ich rozwiązywaniu” i odpowiedzieć na pytania studentów.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; This small mentally retarded stupid man called the president in a shithole called Piotrków was supposed to give a lecture on actual problems of economics and sign of the country in holy spirit concerning I have a dog.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Tuż przed wejściem całej delegacji na aulę napis Wyższa Szkoła Handlowa nie wytrzymał napięcia, głównie słowa „wyższa”, i spadł prosto w miejsce, gdzie miał stanąć prezydent muskając jego małą głowę o milimetry.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; In front of the entrance of Wyższa Szkoła Handlowa the sign felt down on the head of the small stupid retarded mentally man that we are talked before.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Lech Kaczyński nie wie, kto stał za tym atakiem, ale cieszy się, że żyje, niestety jest odosobniony w tym uczuciu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; The small stupid retarded man called the president of Poland Lech Kaczyński...&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Ja się od tego odcinam.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; ...was fallen apart by the letters that felt on his head.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; This is the end.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;(...)&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Będzie atak na prezydenta dekoracją?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;&lt;/span&gt;nagranie z wypowiedzią Lecha Kaczyńskiego z 02.12.08 w związku z awarią rządowego samolotu w Mongolii: Chwalę Boga ponieważ i państwo, i ja, mamy okazję rozmawiać, a także moi współpracownicy, i najważniesze, moja żona, to jest niezwykle istotne.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Czekaj, ja w ogóle nie rozumiem, możesz jeszcze raz puścić go?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Ale to jest on, to nasz prezydent.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Nie rozumiem, jeszcze raz go puść od początku.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Proszę bardzo.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Ćśś! Co on powiedział?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;&lt;/span&gt;„ekspert”: Gdybym ja tam był na miejscu, to bez względu na to, czy by się to prezydentowi podobało, czy nie, to bym nakazał zwijanie się z tego miejsca, to pierwsza sprawa i druga sprawa, szybka metoda ewakuacyjna, a więc proszę pana, musiałby być w rezerwie przynajmniej jeden śmigłowiec. To oznacza, że najprawdopodobniej jest jednak jakieś ryzyko i mimo wszystko kontynuuje, to jest wbrew zasadzie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Proszę Państwa, możemy robić sobie śmichy chichy, ale lecąca dekoracja na prezydenta to naprawdę nie jest dla nas dobra informacja.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Dotarliśmy do tajnych dokumentów BOR-u. Pierwsza zasada ewakuacji: prezydenta pod pachę i do domu!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Z tej okazji mamy piosenkę-dedykację, jak zwykle zresztą.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki i Figurski:&lt;/span&gt; O tym, że jak się przewróci prezydent, to zostawcie go, niech on tam leży, tylko omijajcie go.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;&lt;/span&gt;przerywnik muzyczny: Elektryczne gitary, Przewróciło się niech leży&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;&lt;/span&gt;piosenka: Cały luksus polega na tym, że nie muszę go podnosić. Będę się czasem potykał, ale nie muszę sprzątać&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Panie prezydencie, pan nie wstaje.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Proszę leżeć!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Pan jeszcze troszkę poleży!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;&lt;/span&gt;piosenka: To mi się wreszcie należy, więc się położę na tym&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Niech się pan nie rusza.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Tam pod literą leży! Pod literą A leży!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Rączka wystaje!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;&lt;/span&gt;piosenka: Ja w tym czasie trochę pośpię, tym bezruchem się napieszczę, napieszczę się tym bezruchem, potem otworzę okna.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Figurski:&lt;/span&gt; Tam przecież budzik leży! Ten brudny to prezydenta właśnie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kwa2"&gt;Wojewódzki:&lt;/span&gt; Dusi się!&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Na powyższym przykładzie można zauważyć, że WF w swoich atakach wykorzystują zdarzenia i narracje, które wcześniej zostały dobrze osadzone w świadomości społecznej za pomocą innych mediów zwalczających braci Kaczyńskich. Główne motywy analizowanej audycji to sprawa protestu pary gejów przeciwko prezydentowi, incydent w Piotrkowie Trybunalskim oraz narracja o konieczności ubezwłasnowolnienia prezydenta przez jego ochronę upowszechniona przez Komorowskiego i zaprzyjaźnione media w ramach akcji „Jaki prezydent, taki zamach.” To wszystko były pierwotnie pseudosensacje, których nagłośnienie w normalnym kraju byłoby znikome, oraz impertynencje marszałka Sejmu w stosunku do prezydenta, które w normalnym kraju byłyby niemożliwe. U nas jednak nadano im status ogólnie znanych afer, by w ten sposób mogły stać się podstawą do dalszego nakręcania nienawiści na forach internetowych oraz przez skandalistów z mediów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po zapoznaniu się z obszernymi fragmentami audycji można właściwie ocenić stopień zmanipulowania dalszej kampanii medialnej, która nastąpiła w tej sprawie. Kluczowym elementem było oparcie wszystkich dalszych doniesień i komentarzy nie o samo zdarzenie, a o doniesienie Presserwisu. Oto jego fragment: „W dzisiejszej audycji Poranny WF prowadzący relacjonowali wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Piotrkowie Trybunalskim. Wojewódzki udawał polskiego dziennikarza, jego słowa tłumaczył Figurski, wcielając się w reportera brytyjskiego. Nazwisko Kaczyńskiego Figurski przetłumaczył: «small, retarded, stupid man called president of Poland, Lech Kaczyński» (mały, niedorozwinięty, głupi człowiek zwany prezydentem Polski Lechem Kaczyńskim). – Każdy, kto słuchał choć przez pięć minut naszej audycji wie, że to kabaret, program satyryczny. A naszego żartu nie zrozumiano. Nie kpiłem z prezydenta, lecz z nieudolności brytyjskiego reportera. Obśmiewaliśmy kontekst w jakim, często bardzo nieprzychylnie, opisywany jest prezydent w zagranicznych mediach – tłumaczy Michał Figurski w rozmowie z Presserwisem. – Szkoda, że wyrwano to zdanie z kontekstu.” Znając rzeczywisty kontekst, widzimy skalę zakłamania w wypowiedzi Figurskiego firmowanej w jakiś sposób przez Presserwis a dalej przez pozostałe media. Znacząca była nawet mała poprawka do faktycznej wypowiedzi Figurskiego, którą wprowadzono w tym doniesieniu: określenie ‘mentally retarded’ zamieniono na ‘retarded’. W tym samym doniesieniu podano jeszcze wypowiedź ministra z Kancelarii Prezydenta, który potępił obelżywe słowa Figurskiego. Ta wypowiedź była podana jako kontrast dla Figurskiego, którego szarpią, choć tylko bronił prezydenta przed zagranicznymi mediami. Przez ten kontrast miała ona pokazać, że prezydenta cechuje pieniactwo i mściwość. Na koniec podano wypowiedź przedstawiciela ZPR, który stwierdził, że „prawnicy i lingwiści analizują zapis dzisiejszej audycji”, co z kolei miało zrobić wrażenie, że sprawa faktycznie jest nieoczywista, dyskusyjna.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tego samego dnia news Presserwisu obiegł media elektroniczne i portale jako sensacja dnia. Wszyscy powielali tę wersję, czyli jedno obelżywe zdanie w języku angielskim z sympatycznym wyjaśnieniem Figurskiego typu „just joke”. Figurski miał swoje 5 minut i udzielał tego dnia wywiadów niczym gwiazda, podając różne niespójne wykręty: „W amerykańskim slangu słowo retarded może oznaczać też ‘wspaniały, świetny’. Zależy kto z jakiego słownika korzysta. Jest to zupełnie luźna interpretacja moich słów.”; „Gdybym powiedział to w języku chociażby chińskim to nie byłoby wokół tego żadnego szumu. Nie dopuściłem się obrazy prezydenta.” Jak widać wyjaśnienia Figurskiego szły wielotorowo. W 3 wypowiedziach poznaliśmy w sumie 3 wersje usprawiedliwienia. Najciekawsza jest jednak ta ze slangowym znaczeniem słowa retarded. Jest to oczywiście wyjaśnienie obłudne, jak wszystko, co w tej sprawie miał do powiedzenia Figurski. Główne znaczenie w słownikach slangu to: ‘a retarded person: an offensive term of contempt’. Przypomnijmy zresztą określenie mentally retarded z oryginalnej wypowiedzi Figurskiego. Gdy sprawa nabrała już rozgłosu, ZPR ostatecznie zadecydował, by zawiesić audycję Poranny WF na tydzień. Główny efekt polegający na rozpowszechnianiu obraźliwych treści na temat naszego prezydenta został jednak osiągnięty. Nawet przewrotnie zapoczątkowana dyskusja na temat znaczenia słowa retarded miała w tym swój udział. Dodatkowo Eska Rock i program WF miały darmową reklamę, a Figurski mógł się lansować. Po tygodniu program Poranny WF został wznowiony.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Reakcja mediów i polityków na tę aferę była przebiegła. Media przypominały szereg obelg i impertynencji rzucanych do tej pory bezkarnie na naszego prezydenta przez Wałęsę, Palikota, Niesiołowskiego itp. Za to ci sami politycy, którzy wcześniej obrażali prezydenta, obłudnie skrytykowali Figurskiego. Palikot: „W tym wypadku będę bronił prezydenta. Czasami trzeba bronić Kaczyńskich.” Kancelaria Prezydenta oczywiście nie była zainteresowana tą aferą, ale prokuratura zajęła się sprawą z urzędu, gdyż można tu podejrzewać naruszenie artykułu 135 kk § 2 o znieważeniu prezydenta RP. W czerwcu 2009 pojawiła się informacja o umorzeniu śledztwa przez prokuraturę z uzasadnieniem, że „wypowiedziane na antenie słowa dziennikarzy nie miały charakteru znieważającego, a dziennikarze nie mieli zamiaru znieważyć prezydenta”. Dla porównania podaję słowa z 1996, za które z tego samego paragrafu w 1999 został skazany Wojciech Cejrowski: „Ten pulpeciarz nie zawsze stojący równo na nogach”; „Kwaśniewski swoim tłustym dupskiem bezcześci urząd prezydenta.” Z uzasadnienia: „Wojciech Cejrowski lżył nie tylko osobę sprawującą urząd prezydenta RP, ale i sam urząd. We wszelkich formach i przejawach życia społecznego i politycznego wygłaszane opinie, zdania czy oceny dotyczące osoby Aleksandra Kwaśniewskiego dotyczą go jako prezydenta RP. Sąd świadom jest, że prawdopodobnie nie zyska aprobaty tych, którzy politykę i satyrę uprawiają za pomocą jajek i inwektyw, oraz tych, którzy wyczuleni są w sposób szczególny na pojęcie wolności słowa. Jednakże wszelka wolność, w tym wolność słowa, niczym nie ograniczona przeradza się w samowolę.”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;UWAGA: Ten post będzie kontynuowany pod tym samym adresem&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-1335584342179407363?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/1335584342179407363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/05/kronika-nienawisci-popularnej.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/1335584342179407363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/1335584342179407363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/05/kronika-nienawisci-popularnej.html' title='Kronika nienawiści popularnej'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-3442714155461192076</id><published>2010-05-14T22:14:00.012+02:00</published><updated>2010-05-17T12:28:09.493+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Calamity Bronek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kampania wyborcza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bronisław Komorowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bronisław Katastrofa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wybory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gafa'/><title type='text'>Bronisław Katastrofa</title><content type='html'>&lt;p class="pt1"&gt;Kierownik PGR-u kandydatem PO?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Moje poglądy na temat zbliżających się wyborów prezydenckich są jasne. Ludzi Tuska należy jak najszybciej pozbawić wpływu na państwo. Ze względu na kolejność wyborów musimy zacząć od prezydenta. Jarosław Kaczyński jest naturalnym liderem odrodzonej polskiej wspólnoty narodowej i jako prezydent będzie nas w najbliższych latach prowadził do odnowienia Polski. Z pokorą przyjmuję, że nie wszyscy tak myślą, i oczekiwałbym twardej, lecz uczciwej walki na argumenty i osobowości kandydatów. Walki o przyciągnięcie do naszych idei jak największej liczby wyborców. Znamy dobrze przeciwnika, a pierwsze dni kampanii wyborczej pokazały, że nie wyzbył się on upodobania do stosowania brudnych chwytów i kampanii negatywnej. Człowieka, który z podniesioną głową stanął wobec sytuacji utraty rodziny, wielu oddanych współpracowników oraz zagrożenia faktyczną utratą suwerenności przez ojczyznę, którą – śmiem twierdzić – kocha nad życie, oni nazwali nekrofilem i pedofilem. Ich przekaz z tych pierwszych dni kampanii można by tak streścić: „Ten nekrofil, pedofil i rusofob, jest strasznie agresywny. On chce tylko konfliktować się z nami i konfliktować ludzi. Próbuje nas oszukać swoim spokojem, ale mu się to nie uda.” Jeśliby ten przekaz odnieść do rzeczywistości i sytuacji Jarosława Kaczyńskiego, to trzeba by stwierdzić, że ludzie Tuska są jakimiś potworami.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ani przez myśl mi nie przejdzie, by przeciwnika lekceważyć, lecz nieporadność kandydata Platformy Obywatelskiej, Bronisława Komorowskiego, w pierwszych dniach kampanii wyborczej mogła dziwić. Wydawało się jednak, że specjaliści w mig wypolerują wizerunek tego polityka, jak przystało na partię, która właściwie nie ma do zaoferowania nic poza wizerunkiem. Dodatkowy czynnik powodował, że poza zdziwieniem nie przywiązywaliśmy jakiejś zasadniczej wagi do wpadek marszałka. Wiadomo było, że on jest w tej komfortowej sytuacji, że kreatorzy medialnego przekazu są po jego stronie. Przy każdym kroku Jarosława Kaczyńskiego media podnoszą wrzawę, a w uporczywym wyszukiwaniu jego wpadek przekraczają granice absurdu, sięgając po imbryk i fortepian. Równolegle kolejne politycznie znaczące faux-pas marszałka traktują z ostentacyjną pobłażliwością. Niejeden pobłażliwy uśmiech prezentera czy komentatora głównych stacji telewizyjnych konsekwentnie rozbrajał kolejne miny, które marszałek właściwie sam sobie podkładał. Przypomnijmy choćby reakcję Komorowskiego na alarmujące informacje o przedmiotach a nawet fragmentach ciał znajdowanych po 3 tygodniach na miejscu katastrofy w wypowiedzi z 5 maja: &lt;span class="cyt"&gt;„Ja bym sugerował zachowanie umiaru w tworzeniu atmosfery, że gdzieś znaleziono jakiś kawałek... yyy... czy fragment odzieży, &lt;span class="em1"&gt;to nie jest wielki problem&lt;/span&gt;. Trzeba z szacunkiem tę sprawę zakończyć, to znaczy przejąć to, i jeżeli się nie da tego przekazać rodzinom, no to po prostu w inny sposób, ale z pełnym szacunkiem jakoś to rozwiązać.”&lt;/span&gt; 9 maja Komorowski, pełniąc obowiązki prezydenta, prezentował w Moskwie dla telewizji &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt; swoje „talenty” dyplomatyczne: &lt;span class="cyt"&gt;„400 lat temu &lt;span class="em1"&gt;w trochę innym charakterze&lt;/span&gt; maszerowali polscy żołnierze po Placu Czerwonym.”&lt;/span&gt; 10 maja miał błyszczeć przed wielką telewizyjną publicznością Tomasza Lisa. I zabłysnął... &lt;span class="cyt"&gt;„Pan generał &lt;span class="em1"&gt;Jaruzelski (...) powiedział, że mam charyzmę&lt;/span&gt; i jako żywo bardziej tu ufam generałowi, niż pani profesor [Staniszkis], która nawet nigdy harcerką nie była.”&lt;/span&gt; 11 maja w &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt; szef sztabu wyborczego Komorowskiego, Sławomir Nowak, stwierdził: &lt;span class="cyt"&gt;„Jarosław Kaczyński jest kandydatem specjalnej troski, ale oczekujemy większej aktywności.”&lt;/span&gt; W ten sposób PO kolejny raz strzeliło sobie w stopę. Żądanie aktywności od konkurenta brzmi śmiesznie – tak jakby sztab wyborczy Komorowskiego nie posiadał przekazu &lt;span class="nj"&gt;sui generis&lt;/span&gt; i otwarcie nastawiał się głównie na kampanię negatywną, i to tylko w stosunku do tego jednego konkurenta, który jest na celowniku. Do tego, oczywiście, mamy w tym zdaniu rażącą agresję: użycie obelżywego określenia nawiązującego do dzieci specjalnej troski, czyli upośledzonych umysłowo, i to w stosunku do kandydata, któremu nieustannie zarzuca się zmyśloną agresję.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To wszystko było trochę śmieszne i przykre, ale bez przesady. Nawet najbardziej niezgrabny kandydat nie może nam przesłonić istoty tych wyborów – gra toczy się o zagrożoną suwerenność kraju, której nieudolna ekipa Tuska nie szanuje i nie zamierza szanować. Naturalnie, cieszy mnie, że nasz kandydat jest elegancki i kompetentny, jego współpracownicy mili i profesjonalni, a posunięcia sztabu wyborczego perfekcyjne. Podkreślam jednak jeszcze raz, choć są to sprawy miłe i przede wszystkim ważne dla wyniku wyborów, to jednak nie dotyczą istoty tych wyborów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W dniach 12-13 maja, które zostaną dalej omówione, okazało się, że to, co działo się wcześniej, to był dopiero przedsmak możliwości marszałka Komorowskiego. Żenujące wpadki i kompromitujące występy marszałka wyglądają obecnie na jakąś czarną serię, a kandydat Platformy zasłużył na miano &lt;span class="tg"&gt;Bronisława Katastrofy&lt;/span&gt;. Ustępujący premier UK, Gordon Brown, w kampanii wyborczej zaliczył tyle gaf, a media (bardziej niezależne niż nasze) tak sobie na tym biedaku używały, że aż przypisano mu przydomek Calamity Brown. Patrząc na naszego Bronisława Katastrofę oczami najwierniejszych wielbicieli tej ekipy, trzeba przyznać, że oni mogą powoli zacząć wpadać w panikę. Wiadomo bowiem, że żelazny elektorat Platformy Obywatelskiej zniesie bardzo wiele – afery korupcyjne go nie obchodzą; polityką zagraniczną zaniepokoi się dopiero wtedy, gdy mu się pokaże, że źle o nas piszą zagraniczne gazety; dla dorżnięcia pisowskiej watahy zaakceptuje każdą podłość itd. Elektorat ten nie zniesie tylko jednego – obciachu. Komorowski jako polityk dość bezbarwny, wcześniej nie rzucał się w oczy, mimo pełnionej funkcji, a jego toporność, choć zauważalna, jakoś przechodziła bez echa. Teraz, gdy siłą rzeczy skupiają się na nim światła jupiterów, Bronisław Katastrofa jakby uparł się, by wbrew dającym mu pełne wsparcie mediom, pokazać się jako ktoś totalnie obciachowy. Groteskowość tego kandydata pogłębia to, że on w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki jest śmieszny. Ten ewentualny prezydent kompletnie nie umie ukryć emocji. Głupkowato cieszy się ze swoich ciężkich dowcipów, a gdy coś idzie nie po jego myśli, to robi minę obrażonego buca. Przypomina postać gospodarza domu Stanisława Anioła albo kierownika jakiegoś zapyziałego PGR-u z minionej epoki. I teraz pomyślmy – ci wszyscy „młodzi, wykształceni, z dużych miast” mają niby uwierzyć, że na niego muszą oddać swój głos? Tym bardziej w sytuacji, gdy już powiedziano wprost, że negatywny wizerunek braci Kaczyńskich był tylko podstępną kreacją?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na marginesie odnotujmy aktywność na blogu Palikota, znanego polityka Platformy od brudnej roboty, którego na miesiąc wyciszono. Palikot zaczął swoją kampanijną aktywność właśnie 12 mają od przestrogi i przecięcia uskutecznianych gdzieniegdzie spekulacji, że ewentualne zwycięstwo Kaczyńskiego nie zaszkodzi PO tylko jemu samemu: &lt;span class="cyt"&gt;„Przegrana Bronisława Komorowskiego to przegrana Platformy. Ta przegrana nie tylko, że nie ułatwi zwycięstwa PO w wyborach parlamentarnych, ale przeciwnie, oznacza utratę władzy i upadek koalicji PO-PSL. (...) Witamy w IV RP bis!”&lt;/span&gt; Kolejny dzień u Palikota to wezwanie do jedności w PO, pojednawczy zwrot w kierunku Schetyny, a dzisiaj już mieliśmy przypuszczenie pierwszego solidnego ataku na kontrkandydata w specyficznym cuchnącym stylu Palikota.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;12 maja&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;12 maja w kampanii Komorowskiego to przede wszystkim prezentacja wyborczej strony internetowej zorganizowana na Politechnice Warszawskiej. Miejsce miało zapewne sprawić wrażenie wysokich standardów platformerskiej myśli technicznej. Zamysł sztabowców – może niezbyt oryginalny, ale sensowny – nasz „kierownik PGR-u” ośmieszył już w pierwszym zdaniu, które przerwał w połowie i załomotał w mikrofon ze słowami &lt;span class="cyt"&gt;„To działa czy nie działa? Działa! Mam nadzieję, że strona internetowa będzie również świetnie działała...”&lt;/span&gt; No i zapeszył. Ale wcześniej uraczył zebranych przemówieniem pełnych fraz na miarę jakiegoś prymitywnego partyjnego aktywisty, tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę, że wyborcza strona internetowa to banalna oczywistość dzisiejszej ery. Na potwierdzenie fragment: &lt;span class="cyt"&gt;„Ta strona oznacza ułatwienie w komunikowaniu się wzajemnym. Liczę również na to, że tą nowoczesną formą przekazu i kontaktu będziemy łatwo dostępni i łatwo będziemy docierali do wielu środowisk w Polsce, w tym także środowisk ludzi młodych, którzy w sposób naturalny są zainteresowani używaniem tego rodzaju metody komunikowania się wzajemnego.”&lt;/span&gt; Prezentacja odbyła się tradycyjnie w takich przypadkach na dużych ekranach i z laptopem umieszczonym w widocznym miejscu. Strona odpaliła się z przytupem, a wirtualny Bronek ze strony, stojąc obok żywego Bronka przejął inicjatywę i przywitał się drugi raz: &lt;span class="cyt"&gt;„Witam wszystkich serdecznie i zapraszam do zapoznania się z moją stroną internetową.”&lt;/span&gt; Potem zapadło milczenie – może wszyscy oniemieli z zachwytu, bo nigdy wcześniej nie widzieli takiego bajeru, nie wiem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Głos przekazano młodej działaczce, Agnieszcze Pomasce, która stwierdziła, że zacznie prezentację strony od głównego menu. W pierwszej kolejności wypadło jej pokazanie, że strona posiada wersję WAI (Web Accessibility Initiative), co jest swego rodzaju wyznacznikiem profesjonalnego podejścia do projektowania stron, choć ja bym pewnie nie zaczął takiej prezentacji akurat od tego. Ale to już i tak nie miało żadnego znaczenia, bo zdarzył się tzw. zonk. Barwną stronę marszałka zastąpił szary ekran błędu: „Połączenie z serwerem zostało zresetowane podczas wczytywania strony.” Operator laptopa w tej sytuacji przystąpił do nerwowego klikania w przycisk „Spróbuj ponownie”. Jeden plus tej sytuacji, to dyskretne zareklamowanie wolnego oprogramowania, o czym nie mogę nie wspomnieć, bo to zawsze fakt miły mojemu sercu. Na wyborczo-marszałkowym laptopie ewidentnie zainstalowano przeglądarkę Mozilla Firefox. Po chwili konsternacji obie panie towarzyszące marszałkowi zaczęły jednocześnie. Małgorzata Kidawa-Błońska próbowała nadrabiać uśmiechem, natomiast Agnieszka Pomaska stwierdziła: &lt;span class="cyt"&gt;„To na pewno jakiś atak”&lt;/span&gt; (czyżby macki kaczystów sięgnęły już platformerskich serwerów?). Pani Pomaska coraz bardziej zdenerwowana próbowała referować dalej, podczas gdy operator laptopa, klikając nerwowo, pokazywał nie to, co trzeba, a raz po raz powracał błąd. W końcu – chyba przypadkiem – wpadł na stronę początkową Google, dokładnie w chwili, gdy Pomaska mówiła o dostępnych na stronie materiałach PDF: &lt;span class="cyt"&gt;„Tutaj są 4 bardzo konkretne strony informacji, o tym jak Bronisław Komorowski widzi prezydenturę, swoją – mamy nadzieję – prezydenturę, jeśli wygra te wybory.”&lt;/span&gt; Ostatecznie ten dość żenujący spektakl został przerwany, ale my zatrzymajmy się na chwilę w tym miejscu. Wpadki techniczne w świecie komputerów nie są niczym nowym, ale czy to aby nie pachnie jakąś improwizacją i niekompetencją? W tak ważnej chwili? Czy równie sprawnie ma działać urząd prezydenta, gdyby faktycznie Komorowski wygrał? Duże obciążenie serwera po zainaugurowaniu strony internetowej łatwo było przewidzieć – bo oczywiście nie był to żaden atak, ani awaria komputera, tylko przeciążenie serwera. Poza tym dla tak ważnej prezentacji należało pomyśleć o zabezpieczeniu się przed awariami i przygotować wersję off-line strony na tzw. lokalnym serwerze. Mało tego, można było mieć pod ręką 2 skonfigurowane i uruchomione laptopy gotowe do przepięcia do systemu projektorów i nagłośnienia w każdej chwili. I pomyśleć, że wśród tych „młodych, wykształconych, z dużych miast” pokutuje przesąd, że platformersi są najlepiej oswojeni z tzw. nowoczesną techniką. A tu dupa...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wróćmy na tę nieszczęsną konferencję marszałka. Małgorzata Kidawa-Błońska zdecydowała się na posunięcie taktyczne i stwierdziła, że skoro zawiodła technika, to zgromadzeni dziennikarze mają wyjątkową okazję do zadania pytań marszałkowi, kończąc sentencjonalnie: &lt;span class="cyt"&gt;„Technika jest techniką, ludzie są silniejsi.”&lt;/span&gt; Ale marszałek był już wyraźnie wkurzony i na pytania odpowiadał przez zaciśnięte ze złości zęby. W odpowiedzi na różne pytania unikał opisywania swojej wizji, usilnie zastępując ją krytyką Jarosława Kaczyńskiego. Wymieniając rzekome sukcesy polityki zagranicznej PO znowu użył nieeleganckich i groźnych sformułowań: &lt;span class="cyt"&gt;„Po naszej stronie jest przyjazd premiera Rosji na Westerplatte. Po naszej stronie jest spotkanie premierów Rosji i Polski nad grobami żołnierzy polskich w Katyniu. Po naszej stronie jest działanie w postaci mojej obecności w Moskwie, rozmowy z prezydentem Miedwiediewem i ustaleniem &lt;span class="em1"&gt;dalszych kroków&lt;/span&gt; ewentualnie na powybory, kiedy będziemy mogli sprawy pojednania polsko-rosyjskiego uczynić elementem ważnym w polityce obu krajów. Więc po naszej stronie są działania, czyny i konkretne kroki, a po drugiej stronie [stronie Jarosława Kaczyńskiego] są słowa. Słowa są rzeczą ważną, ale czasami mało zobowiązującą i &lt;span class="em1"&gt;niekoniecznie bardzo kosztowną&lt;/span&gt;.”&lt;/span&gt; W tej wypowiedzi wyraźnie potwierdza się groźny dla naszej suwerenności  zamiar pogłębionego osunięcia się w rosyjską strefę wpływów. Do realizacji tej polityki ekipa Tuska chce przystąpić od razu po wygranych wyborach prezydenckich! Jeśli przypomnimy sobie, jak niedawno media obwołały katastrofę w Smoleńsku przełomem w stosunkach polsko-rosyjskich, to bon mot Komorowskiego skierowany do Kaczyńskiego, który stracił tam najbliższą rodzinę, że „słowa są rzeczą niekoniecznie bardzo kosztowną” jest czymś nie do przyjęcia. Tak mógł powiedzieć tylko niewyobrażalnie głupi buc bez krzty empatii. Głupi, bo gdyby był choć trochę sprytny, jak na przykład Tusk, to by choć udawał współczucie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na tym zakończyła się ta nieudana i ponura konferencja prasowa. Agnieszka Pomaska wyjaśniła jeszcze przyczyny awarii technicznej, co zacytuję już bez komentarza. Każdy, kto ma jako taką wiedzę informatyczną sam sobie odpowie, ile sensu jest w tym wyjaśnieniu ze strony PO – partii ludzi „kompetentnych technicznie”: &lt;span class="cyt"&gt;„Na skutek wielkiego zainteresowania tą stroną internetową &lt;span class="em1"&gt;tutejszy serwer&lt;/span&gt; po prostu nie wytrzymał, ale zapewniam, że strona działa i mamy sygnały, że &lt;span class="em1"&gt;w całym kraju ta strona internetowa działa&lt;/span&gt;.”&lt;/span&gt; Małgorzata Kidawa-Błońska: &lt;span class="cyt"&gt;„To wspaniale, że jest takie duże zainteresowanie stroną – bardzo się z tego cieszymy – większe niż wytrzymuje technika. Zapraszamy do odwiedzenia strony &lt;span class="em1"&gt;w innych miejscach&lt;/span&gt;.”&lt;/span&gt; Bronisław Katastrofa: &lt;span class="cyt"&gt;„Dziękuję państwu bardzo.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;13 maja&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dzień 13 maja Komorowski zaczął od briefingu, na którym zapowiedział, że zamierza w poniedziałek powołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Jest to gest czysto polityczny i jako taki został skomentowany pozytywnie przez stronników PO i negatywnie przez przeciwników tej partii. Taka polityczna rutyna. Co by tu spieprzyć? Okazuje się, że dla Bronisława Katastrofy nie ma rzeczy niemożliwych. Krótko po konferencji na portalach pojawiła się informacja ciekawsza niż to, co miał do powiedzenia marszałek. Wścibscy dziennikarze dostrzegli kartki wystające z egzemplarza Konstytucji RP, którą miał w rękach marszałek. Na wierzchu rzucał się w oczy wydruk hasła Rada Bezpieczeństwa Narodowego z... Wikipedii. Artykuł na portalu Gazety Wyborczej zaczyna się dość dowcipnie: &lt;span class="cyt"&gt;„Co to jest Rada Bezpieczeństwa Narodowego? Bronisław Komorowski już wie – sprawdził w Wikipedii. A żeby nie zapomnieć – zabrał jeszcze wydruk z hasłem RBN na konferencję, na której zapowiedział powołanie nowego składu takiej Rady.”&lt;/span&gt; Człowiek, który ma pod sobą Biuro Analiz Sejmowych – można sądzić i mieć nadzieję, że jeden z najbardziej kompetentnych zespołów prawnych w Polsce – opiera swoje decyzje na Wikipedii. Osoba pełniąca obowiązki prezydenta, która przypuszczalnie ma do dyspozycji potężne zaplecze informacyjno-analityczne naszego kraju w postaci różnorakich służb tajnych, jawnch i... mniejsza o to jakich, robi sobie zwyczajnie jaja z powagi sprawowanych urzędów. Pomijam tu już znany fakt, że jego poprzednik sprawiał wrażenie, jakby znał całą naszą konstytucję na pamięć – cytował z pamięci artykuły, podając do nich precyzyjną interpretację. Rozumiem, że polityk potrzebuje w pracy dodatkowych materiałów, ale żeby wspomagać się ściągami z tak elementarnych spraw?! To trochę tak, jakbym do przeprowadzenia wykładu z całkowania przygotował sobie notatki ze wzorami skróconego mnożenia... Sytuacja była żenująca przede wszystkim ze względu na zademonstrowanie ignorancji marszałka. Wyborcy to widzą, co można spostrzec w komentarzach internetowych, gdzie właśnie ci szczególnie uczuleni na obciach, ale nie pozbawieni jeszcze całkowicie zdolności samodzielnego rozumowania zwolennicy PO, wyrazili zdegustowanie tą sytuacją (przykład: &lt;span class="cyt"&gt;„Ehhh, jak mnie ten Komorowski denerwuje... w życiu nie czułem takiego zażenowania... Niech już on wreszcie przegra te wybory...”&lt;/span&gt;). Tak zaczął się kolejny długi dzień koszmaru sztabu wyborczego kandydata Bronisława Komorowskiego, a także jego najbardziej zagorzałych zwolenników, którzy chyba zaczęli się już bać kolejnych wystąpień publicznych swojego ulubieńca.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Następnym punktem programu Bronisława Katastrofy było spotkanie społeczności akademickiej z marszałkiem na Uniwersytecie Śląskim, na którym miał on wygłosić wykład zapowiedziany pod tytułem: &lt;span class="tpr"&gt;Wiedza kapitałem XXI wieku&lt;/span&gt;. Po wykładzie były przewidziane pytania. Wykład zaczął się o 11.30. Temat tematem, ale Bronisław już we wstępie musiał wbić szpilę – zresztą bardzo topornie – w swojego znienawidzonego wroga (to chyba jakaś obsesja). Nawiązując do tego, że został zaproszony przez prezesa Koła Naukowego Politologów UŚ, powiedział: &lt;span class="cyt"&gt;„Swojego czasu również byłem prezesem koła naukowego. Było to Koło Naukowe Historyków na Uniwersytecie Warszawskim, więc prezesom się nie odmawia, jak państwo pamiętają, nawet się składa meldunki [krótka pauza na śmiech publiki i... nic] od czasu do czasu [?... nadal nic], także robią to politycy [?... nadal nic], więc ja serdecznie dziękuję politologom za zaproszenie [tu wesołkowaty ton głosu na chwilę opadł].”&lt;/span&gt; Marszałek był już poinformowany o konsternacji na portalach, jaką wywołał wydruk z Wikipedii na porannym briefingu, i odniósł się do tego: &lt;span class="cyt"&gt;„Należy sięgać do wszelkich źródeł wiedzy i informacji, szczególnie tych, które dają możliwość szybkiego uzyskiwania wiedzy, szybkiego także podejmowania decyzji i działania. Kto zada pierwsze pytanie temu sprezentuję z największą przyjemnością wydruk z Wikipedii o Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. [oklaski]”&lt;/span&gt; Gdybym był wykładowcą na uczelni lub ambitnym studentem, to po tej wypowiedzi ostatecznie przekreśliłbym Komorowskiego. Trzeba naprawdę nie mieć zielonego pojęcia o problemach uczelni, żeby powiedzieć coś takiego. Wikipedia jest bardzo specyficznym źródłem wiedzy i nie miejsce tutaj, by ten temat tutaj rozwijać, ale wiadomo, że dużym problem uczelni jest natrętne pisanie prac studenckich w oparciu o bezrefleksyjne wykorzystanie Wikipedii, zamiast bardziej pożądanego korzystania ze źródeł naukowych. Marszałek zakończył wykład przaśnym bon motem: &lt;span class="cyt"&gt;„Proszę państwa, mowy powinny być krótkie, a kiełbasy tylko długie, więc ja już na tym skończę.”&lt;/span&gt; Był wyraźnie zadowolony z dowcipu, choć ja nie byłbym taki pewny czy studenci śmiali się z tego tekstu. Raczej – z marszałka.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po wykładzie Komorowski odpowiadał na pytania. Kolejny raz w ostatnich dniach pokazał, że jest zupełnie nieprzygotowany do odpowiadania na trudne pytania. On najwyraźniej zachowuje się tak, jakby był przekonany, że Platforma nadal jest powszechnie i bezwarunkowo kochana, a ludzie nie chcą słyszeć niczego innego, niż cienkie i zgrane dowcipy na temat PiS, moherów itp. A studenci nie byli pobłażliwi. Jedno z pierwszych pytań dotyczyło niewywiązania się z obietnic, braku realizacji słynnego liberalnego programu Platformy, jak mamy wam powtórnie zaufać itd. Dla marszałka musiało być zaskakujące (nawet dla mnie było), że wiele takich trudnych pytań spotkało się z aplauzem na sali. Trzeba jednak przyznać, że dla przeciwwagi niektórzy oklaskiwali pytania antypisowskie. Jego odpowiedzi były, jak zwykle, niezbyt błyskotliwe, np. na wspomniane pytanie o obietnice przedwyborcze: &lt;span class="cyt"&gt;„Po pierwsze, kompletnie nie zgadzam się z taką oceną. Po drugie, bardzo bym chciał, żeby równie intensywnie rozliczano inne partie.”&lt;/span&gt; Odpowiadając na pytanie o debaty wyborcze znowu użył aroganckich przechwałek, znanych już z rozmowy z Lisem: &lt;span class="cyt"&gt;„Jestem liderem listy zaufania. Jestem na jednym z ostatnich miejsc, jeśli chodzi o poziom nieufności, co też jest ważne. Jestem liderem także rankingów związanych z szansami wyborczymi.”&lt;/span&gt; Mówi to facet najwyraźniej ślepy na to, że notowania dość dramatycznie mu zjeżdżają.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po spotkaniu na UŚ Komorowski w Katowicach jeszcze udzielał wywiadów i odbył konferencję prasową. Relacje z tej konferencji skupiły się na sprawie stanowiska prezesa NBP wakującego od czasu katastrofy w Smoleńsku. Ale, jeśli chodzi o konferencję prasowej w Katowicach 13 maja, trzeba przynajmniej wspomnieć sprawę poważniejszą, przemilczaną przez jakże litościwe dla Komorowskiego media. A Komorowski pokazał wtedy najczarniejszą twarz tej kampanii, swego rodzaju kwintesencję pogardy i nienawiści. Przypomnijmy, że od wielu dni media rozliczają Jarosława Kaczyńskiego z nieobecności. 12 maja m.in. Grzegorz Schetyna wyraził poirytowanie PO z tego powodu: &lt;span class="cyt"&gt;„Na razie to jest kampania bez kandydata. [Jarosław Kaczyński] jest mocno schowany i liczymy, że PiS rozpocznie kampanię.”&lt;/span&gt; I Komorowski tak się nasłuchał od kolegów tych żali, że bez Kaczyńskiego, którego można nienawidzić, to oni nie bardzo mają co zaprezentować wyborcom, że z właściwą tylko jemu – Komorowskiemu – kompletną bezrefleksyjnością powiedział to, co powiedział: wyraził zazdrość, że podczas gdy on – Komorowski – tak ciężko pracuje, to Kaczyński siedzi sobie w kącie i nic nie robi. Ten tekst skupia się raczej na gafach Komorowskiego, a ta ostatnia wypowiedź nie była przecież gafą, a jedynie tępą bezwzględną i złowieszczą nienawiścią. Podłość tej wypowiedzi świetnie wyraził i wyjaśnił Toyah (Toyah, &lt;span class="tpr"&gt;&lt;a href="http://toyah1.blogspot.com/2010/05/przepraszam-czy-to-mnie-ktos-nazwa.html"&gt;Przepraszam, czy to mnie ktoś nazwał bydłem?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, 13.05.10).&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Do czego to zmierza?&lt;/p&gt;
&lt;span class="cyt"&gt;&lt;/span&gt;
&lt;span class="em1"&gt;&lt;/span&gt;
&lt;p&gt;Ciąg dalszy tego żenującego przedstawienia – kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego – trwa. Nie jestem w stanie spisywać wszystkiego na bieżąco. Polecam za to refleksję, o co w tym chodzi. Większość z nas rozumie, że cała ekipa z Tuskiem i Komorowskim na czele stanowi zagrożenie dla Polski. Ale dlaczego Komorowski poprzez to całe przedstawienie działa na przekór żelaznemu elektoratowi PO, który nie wybacza obciachu i wiochy? On przecież robi wszystko, by pokazać, że kompletnie nie nadaje się na prezydenta. Jest tak głupi czy tak pewny siebie? A może chce dobrze, ale mu nie wychodzi? Na stronie Newsweeka 11 maja pojawiła się sugestia, że Tuskowi jest wszystko jedno, czy Komorowski wygra: &lt;span class="cyt"&gt;„Donald nie kiwnie palcem, aby pomóc Komorowskiemu w kampanii. Deklaruje poparcie, ale nie robi nic, by pomóc kandydatowi własnej partii. Komorowski ma o to pretensję do premiera. Podejrzewa także ludzi Tuska z Kancelarii Premiera o nielojalność i sączenie do prasy przekazu, że marnie się spisuje w roli tymczasowego prezydenta. Na blogach zaczyna się dyskusja, czy czasami Tusk nie gra na przegraną Komorowskiego.”&lt;/span&gt; Z drugiej strony Komorowski już teraz przygotowuje się do trwałego sprawowania władzy prezydenckiej: omawia wspólne zamierzenia z prezydentem Rosji, organizuje Radę Bezpieczeństwa Narodowego, chociaż akurat teraz nie jest to najpilniejsza sprawa. Czyżby miał od kogoś jakieś gwarancje rozstrzygnięcia korzystnego dla siebie? Może Platforma ma w zanadrzu jakieś niewyobrażalne asy? Zaprezentowana powyżej analiza prowadzi do zdumienia głupotą „lidera społecznego zaufania” i „lidera rankingów wyborczych” ale i niepokoi.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-3442714155461192076?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/3442714155461192076/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/05/bronislaw-katastrofa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/3442714155461192076'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/3442714155461192076'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/05/bronislaw-katastrofa.html' title='Bronisław Katastrofa'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-4475485691172944399</id><published>2010-04-28T11:02:00.014+02:00</published><updated>2010-04-29T08:05:59.575+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zdrajca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rosja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Donald Tusk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Smoleńsk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stefan Zielonka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Barack Obama'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Władimir Putin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jarosław Kaczyński'/><title type='text'>Sytuacja Polski jest niezwykle groźna</title><content type='html'>&lt;p&gt;Kocham Polskę i Polaków, a jednocześnie mam wielki żal do głupoty i krótkowzroczności moich rodaków. Mam żal także do siebie, że nie udało mi się zrobić więcej, by w 2007 roku wygrał PiS. Czułem wtedy, że ważą się nasze losy, ale po przegranej nie straciłem nadziei, a już na pewno nie przewidywałem, że sprawy zajdą tak daleko jak dziś.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Polska dziś stacza się już po równi pochyłej do utraty suwerenności. A co my na to? Nie chcę teraz pisać o ludziach zaczadzonych kulturą Wojewódzkiego czy też o tych, którzy ciężko pracując na byt swoich rodzin, nie mieli czasu i możliwości rozejrzeć się wokół siebie. Chodzi mi o prawicę. Kibicowaliśmy PiS z mniejszym czy większym zaangażowaniem, nierzadko z ironicznym dystansem, mierząc tę partię według własnego ideału prawicy. Nawet taka sprawa jak próba uratowania przed zniszczeniem jednego z naszych nielicznych skarbów narodowych, jakim jest TVP z jej archiwami, u wielu z nas budziła odrazę. Bo złe metody, bo obciach, bo gdzieś tam nastąpiło potknięcie. A teraz nagle okazało się, że emocjonowaliśmy się sprawami trzeciorzędnymi. Daliśmy się całkowicie rozpracować i zmanipulować przez zamknięcie się w wygodnych dla przeciwników ramach debaty: że chodzi tylko o afery korupcyjne, o walkę o stołki, a najbardziej to chodzi o wizerunek. Wielu powtarzało uczenie, zgodnie z naukowym marketingiem, że gdyby Jarosław Kaczyński ustąpił miejsca w partii młodszym i ładniejszym, to PiS miałby lepszy wizerunek i dałby radę gładkiemu PO, a wszelkie problemy by się skończyły.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dziś widać wyraźnie, że byliśmy całkowicie ślepi na to, że gra cały czas toczyła się o suwerenność Polski. Co więcej, okazało się, że nie jest to abstrakcyjna gra, która w regionie, w którym od dziesiątek lat nie było wojen, będzie trwać i trwać. Że możemy spokojnie oddać się - zależnie od preferencji - konsumpcji, niespiesznemu demontowaniu bazy politycznej układu pookrągłostołowego lub kłótniom, która prawica jest najlepsza: Kaczyńskich, Korwina-Mikke, Jurka czy może Dorna albo Gowina (ostatni przykład razi naiwnością, ale wielu nadal chętnie podtrzymuje mit "prawego skrzydła PO"). Narastające napięcie było, co prawda, wyczuwalne, ale nikt nie spodziewał się, że pobudka będzie tak szokująca.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zmiana koniunktury dla Polski nastąpiła jednak wcześniej, tylko że uśpiony naród tego nie zauważył, a polskojęzyczne media starannie to ukrywały lub wręcz sabotowały próby utrwalenia naszej chwiejnej suwerenności. Przypomnijmy nasze wieloletnie próby zbliżenia się do USA i reakcje polskojęzycznych mediów. Krytyka zaangażowania w Iraku i w Afganistanie. Krytyka kontraktu na F-16. Wreszcie ostre zwalczanie MD (tarczy antyrakietowej). Ta ostatnia inicjatywa mogła rzutem na taśmę uratować naszą suwerenność, a Kaczyńscy za samo to dokonanie mogliby znaleźć się w panteonie mężów opatrznościowych naszego kraju. Negocjacje z administracją Busha były właściwie zakończone. Przypomnijmy, że po zwycięstwie PO w 2007, to właśnie PO zaczęło usilnie szukać dziury w całym i sabotować zakończone już negocjacje, uzasadniając to przed opinią publiczną argumentem zupełnie idiotycznym wobec powagi sytuacji: że chcemy uzyskać od USA baterię rakiet PAC-3 (Patriot). Jedną baterię. W rzeczywistości chodziło o uzyskanie odpowiedniej zwłoki. Nawet po podpisaniu umowy strona Polska zwlekała z ratyfikacją aż do zmiany administracji w USA. Przy spodziewanym zwycięstwie Obamy można było przewidzieć, że nowa administracja straci zainteresowanie dla projektu i tak też się stało. Gdyby jednak Tusk nie był polskim zdrajcą, to zdołałby przeprowadzić projekt do fazy realizacji jeszcze za czasów administracji Busha. A wtedy USA już nie wycofałoby się z tego projektu i dzisiejsza sytuacja geopolityczna Polski byłaby diametralnie inna.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przypomnijmy w tym miejscu złowróżbne spotkanie przywódców 1 września 2009 na Westerplatte. To tam Putin przy milczącej akceptacji Tuska ogłosił początek budowy w Europie rosyjsko-niemieckiej struktury bezpieczeństwa. Krótko po tym w bardzo znamiennym dniu - 17 września - USA ogłosiło rezygnację z projektu MD. Czechy mogą znowu uznać Polskę za zdrajcę, bowiem to nie Czechy zwlekały z ratyfikacją, by ułatwić naszym wrogom utrącenie tego projektu. Nic dziwnego, że premierowi Czech tę informację przekazał telefonicznie sam prezydent Obama, natomiast Tuskowi - sekretarz stanu Clinton. Właściwie chciała przekazać, bo Tusk wolał zamknąć oczy na swój upadek i nawet nie odebrał telefonu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Obok doniosłych oficjalnych zdarzeń mają miejsce rozgrywki zakulisowe, walka służb specjalnych. Jaka szkoda, że nie możemy bliżej zapoznać się z tą - z pewnością niezwykle ciekawą - sferą. W 2008 roku pojawiła się niezbyt mocno nagłaśniana, ale wyraźnie słyszalna, informacja o zaginionym oficerze służb specjalnych, był to szyfrant Stefan Zielonka. Bardzo mnie to zainteresowało. Po raz setny a może tysięczny skonstatowałem, że to co za rządów PiS-u spowodowałoby medialną burzę i żądanie natychmiastowego ustąpienia "nieudolnego" rządu, za rządów PO przeszło bez większego echa. Tymczasem wiadomość ta wydawała się bardzo groźna. Czy to nie zastanawiające, że ta sprawa odżyła tuż po katastrofie w Smoleńsku? Jak wiązać te fakty?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Moim zdaniem dla nas, skromnych obserwatorów polityki, może być znaczący nie tyle sam fakt zniknięcia owego Zielonki, co czas i sposób wywoływania tej informacji przez media. Tajemnicze zniknięcia, niezrozumiałe dla postronnych akcje, to zapewne nie jest żadna nowość w świecie służb specjalnych. Tyle że te sprawy dzieją się całkowicie poza wiedzą społeczeństwa. Pełne agentów polskojęzyczne media doskonale wiedzą, co im wolno mówić. Nawet gdyby jakieś niezależne medium, takie jak "Gazeta Polska" i jej znakomici dziennikarze śledczy, jakoś dotarło do śladów sprawy Zielonki, to mainstreamowe media mogłyby - jak to czyniły wiele razy - całkowicie sprawę przemilczeć, ewentualnie dziennikarzy wyzwać od oszołomów. A przy okazji rząd wysłałby na nich ABW i prokuraturę. W takim razie, co oznacza oficjalne medialne nagłaśnianie sprawy zbiegłego lub zabitego Zielonki?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Moja teza jest taka, że jest to jeden z całego zbioru starannie przygotowanych sygnałów skierowanych do naszych sojuszników z NATO. Sygnały te mają na celu pokazanie im, że Polska przestała być liczącym się, wiarygodnym sojusznikiem i jako taka nie zasługuje na to, by nieść jej pomoc. W tym miejscu nie ma najmniejszego sensu wymądrzanie się na temat artykułu piątego. Wiemy doskonale, że Rosja potrafi tak realizować swoje zamiary, by leniwym sojusznikom podać na tacy preteksty do stwierdzenia, że ten artykuł w danej sytuacji nie ma zastosowania. A oni z każdego takiego pretekstu skorzystają z ulgą (Niemcy nawet dogadają z Rosją wszystkie szczegóły jeszcze przed ewentualną akcją).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Polska miała przez kilka chwil szansę na zaistnienie w NATO jako prawdziwie wiarygodny sojusznik. Dwa główne czynniki, które dałyby nam taki status, to rozwiązanie WSI i bliska współpraca z USA w dziedzinie obronności. Obie sprawy były na doskonałej drodze do realizacji za rządów PiS. Po likwidacji WSI, czyli gniazda rosyjskich szpiegów w samym sercu państwa, nasza wiarygodność w NATO wzrosła skokowo. Należało jeszcze kontynuować zakupy uzbrojenia w USA oraz współpracować w dziedzinie MD bez stawiania idiotycznych warunków. Obronność to nie tylko eskadra F-16 czy bateria PAC-3. Wymaga ona niezwykle skomplikowanych rozwiązań systemowych i taką właśnie systemową współpracę w perspektywie wielu lat oferowała nam administracja Busha w przypadku przystąpienia do MD (było to podane wprost w wypowiedziach wysokich urzędników USA). Niestety, po objęciu władzy przez zdrajcę Tuska w 2007 oferta ta została w istocie arogancko odrzucona przez stronę polską.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przywrócenie do łask agentów WSI oraz odrzucenie bliskiej współpracy z USA było pierwszym radykalnym posunięciem zdrajcy Tuska, które było dla NATO czytelnym sygnałem, że Polska przestaje być wiarygodnym sojusznikiem. W tym właśnie kontekście patrzę na medialne perypetie Stefana Zielonki, osoby która zna polskie i natowskie szyfry i tajemnice, i która po roku od tajemniczego zniknięcia okazuje się prawdopodobnie współpracować z Chinami. Jeśli do tego dołączymy śmierć w katastrofie w Smoleńsku generałów szczególnie zaangażowanych w naszą współpracę w ramach NATO, a przy okazji trudne do oszacowania kolejne straty natowskich tajemnic na rzecz Rosjan, to efekt jest opłakany. Polska może ma jakieś zasługi dla Zachodu, a może nie - to rzecz względna i słabo wymierna. Ale z punktu widzenia wojskowego dla NATO w zasadzie moglibyśmy już chyba nie istnieć.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;O NATO można powiedzieć wiele złego, ale nadal jest to jedyna - lepsza czy gorsza, ale jedyna - przeciwwaga w Europie dla potęgi militarnej Rosji. Europa w dużej mierze kocha Rosję swoją ślepą dekadencką miłością, ale również boi się jej. Dlatego nieco powściąga swoje antyamerykańskie kompleksy i chętnie zgadza się na stacjonowanie armii i rakiet USA na swoim terytorium. Jak widać Europa jest jednak o ten przywilej zazdrosna i z ulgą pozostawia Polskę i inne mniejsze państwa własnemu losowi. Przykłady Estonii, Gruzji, Ukrainy są tu całkowicie jednoznaczne. Sprzedając nas (który to już raz?) Rosji, Europa realizuje swoją perwersyjną miłość do tego kraju i - naturalnie - liczy na pełne zabezpieczenie własnych interesów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Katastrofa w Smoleńsku nie była przypadkiem. Mówienie o tym jest dla Zachodu skrajnie niewygodne, ale w analizach na potrzeby własnej polityki poszczególne państwa przyjmują to jako pewny fakt. Naiwność jest zarezerwowana dla opinii publicznej. W świetle podanego wyżej zarysu sytuacji ten krok Putina wydaje się konsekwentny, ale jest też czymś tak niezwykłym i ważkim, że nastąpiła znacząca zmiana sytuacji. Nastąpiło coś w rodzaju wyłożenia kart w szemranej partii pokera. Gracze zastygli w napięciu, a pod stołem ręce spoczęły na rewolwerach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Symbolicznie katastrofę w Smoleńsku należy interpretować przede wszystkim jako rzucenie Polski na kolana. W wersji złagodzonej na użytek mediów jest dobrowolne przyjęcie przez słabego protektoratu silnego, co bardzo jasno pokazał teatralny gest Tuska wchodzącego w objęcia Putina. W sferze symbolicznej niezwykle znacząca była też nieobecność przywódców krajów Europy Zachodniej a szczególnie prezydenta USA na pogrzebie pary prezydenckiej przy jednoczesnej obecności prezydenta Rosji, który wbrew bajkom o chmurach pyłowych i zamkniętych lotniskach ostentacyjnie przyleciał i odleciał wielkim odrzutowcem. Oznacza to pełną zgodę na ten nowy układ sił. Widać wyraźnie, że akcja w Polsce jest tylko jednym z szeregu kroków podjętych przez Rosję na rzecz odbudowy imperium. Los Gruzji wydaje się przesądzony, dziś już nikt nie stanie w jej obronie. Pytanie jest tylko, czy faktyczna aneksja nastąpi przed wyborami w Polsce, czy po. Wczorajsze wydarzenia na Ukrainie, protesty przeciwko de facto oddaniu Krymu, pokazują wyraźnie, że i temu krajowi, choć dużo silniej opanowanemu przez rosyjskie służby, nie jest łatwo pogodzić się z nową kolonizacją. W przypadku krajów bałtyckich i Polski Moskwie prawdopodobnie na jakiś czas wystarczy finlandyzacja.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Procesy społeczne nie są bynajmniej bagatelizowane przez ośrodki decyzyjne. Carowi i jego sługom nie zależy na chaosie, zamieszkach, gorących konfliktach, choć w razie potrzeby ręka im nie drgnie, by je rozpętać. Jednak znacznie bardziej praktyczne jest powiększanie strefy wpływów na zimno. Reakcja polaków na tzw. katastrofę w Smoleńsku raczej nie była wkalkulowana. Drugim potknięciem służb Putina był brak na pokładzie obu braci Kaczyńskich. Zwróćmy uwagę, że po katastrofie oczy wszystkich Polaków zwróciły się na Jarosława Kaczyńskiego jako na naturalnego lidera stronnictwa niepodległościowego. Było to oczywiste i dla zwolenników suwerenności, i dla tych, którzy chętnie by ją sprzedali.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dziś mimo pewnego przebudzenia polskiego narodu, którego zakres i głębokość są zresztą cały czas dyskutowane, nasza sytuacja jest niezwykle groźna. Można stwierdzić, że nasze państwo szybko osuwa się do statusu czegoś w rodzaju nowoczesnej kolonii na styku interesów Niemiec i Rosji, czyli do roli, którą historycznie w różnych formach kraje te usiłują nam narzucić od setek lat. Proces tego osuwania się został radykalnie przyspieszony w chwili katastrofy w Smoleńsku. Należy zadać sobie pytanie, dlaczego Putin zdecydował się właśnie teraz na tak radykalny krok i jakie scenariusze ma rozpisane dalej, bo to że nie zamierza teraz się poddać, jest całkowicie pewne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Moim zdaniem, konsekwentna polityka Kaczyńskich od wielu lat, spowodowała systematyczny wzrost w społeczeństwie nastrojów patriotycznych i niepodległościowych. Dynamika była może nie do końca dostrzegalna dla nas, ale eksperci widocznie przewidywali, że prawdopodobnym scenariuszem jest zwycięstwo wyborcze Lecha Kaczyńskiego a następnie PiS. A to umożliwiłoby Polsce przetrwanie negatywnej koniunktury geopolitycznej do prawdopodobnej kolejnej zmiany administracji w USA na republikańską. To zaś stworzyłoby szansę na wznowienie zabiegów o bliski sojusz Polski z USA oraz o podmiotowość naszego kraju na arenie międzynarodowej. Putin musiał ten trend powstrzymać. Podobnie wyglądają zabiegi Rosji w innych krajach należących do byłego imperium sowieckiego. Wszędzie tam Rosja właśnie teraz maksymalizuje wysiłki dla utrwalenia swoich wpływów, dopóki USA pod rządami Obamy pozostaje w uśpieniu. Gotowość do użycia w tym celu brutalnej siły Rosja pokazała w Gruzji w 2008 roku w końcówce administracji Busha. Posunięcie się do tak radykalnego kroku jak likwidacja pary prezydenckiej i kilkudziesięciu prominentnych polityków innego państwa w czasie formalnego pokoju jest dziś kolejnym bardzo czytelnym sygnałem dla świata od Putina. Pokazuje to pełną determinację tego kraju w dążeniu do swoich celów. Rosja - jak to ma w zwyczaju - nie cofnie się przed niczym.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ta ostatnia konstatacja oznacza, że katastrofa w Smoleńsku jest smutnym memento dla Polski. Przebudzenie patriotyczne naszego narodu napawa nas dumą i sprawia, że rosną serca, ale przecież wiemy, że potężny wróg nie po to pokazał swoją miażdżącą siłę i żelazną wolę, by teraz, ot tak, pozwolić nam na samostanowienie. Ze swojej strony proszę wobec powyższego wszystkich przyjaciół, którym suwerenność naszego kraju leży na sercu, o pełną determinację w walce o zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Musimy być jednak gotowi na wściekłą walkę polskich popleczników Rosji oraz na najbardziej podstępne ciosy i prowokacje. Nastąpi powrót do niszczenia wizerunku obu braci Kaczyńskich, szczególnie przez propagandowe lansowanie zupełnie nieprawdopodobnej teorii o tym, że do katastrofy przyczynił się sam prezydent. Mogą szykować do tego celu rozmaite sfałszowane zapisy oraz całą serię wymyślnych sfałszowanych sondaży. Nie możemy też być pewni, czy na Smoleńsku zakończy się na jakiś czas fizyczna likwidacja polskich patriotów. Dla Rosji w każdym razie nie stanowi to najmniejszego problemu, liczy się tylko rachunek zysków i strat. Zwycięstwo w tych wyborach, właśnie dlatego że tak trudne, będzie miało wielką wagę nie tylko dla Polski. Ciężka walka nie zakończy się jednak na nim. Będzie to dopiero początek drogi przebudzonego wielkiego narodu do uzyskania należnego mu miejsca wśród suwerennych państw.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-4475485691172944399?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/4475485691172944399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/04/sytuacja-polski-jest-niezwykle-grozna.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/4475485691172944399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/4475485691172944399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/04/sytuacja-polski-jest-niezwykle-grozna.html' title='Sytuacja Polski jest niezwykle groźna'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-869541120541271338</id><published>2010-02-12T12:56:00.006+01:00</published><updated>2010-02-12T17:44:59.805+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='afera hazardowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rywinland'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mirosław Sekuła'/><title type='text'>Sekuła: Wyczyść wszystkich naszych</title><content type='html'>&lt;p&gt;Za sprawą skazującego wyroku w związku z tzw. seksaferą (2 lata i 3 miesiące bezwzględnego pozbawienia wolności, wyrok nieprawomocny) Andrzej Lepper, jak się zdaje, ostatecznie zniknął z polskiej sceny politycznej, ale bynajmniej nie wraca Wersal. Platforma Obywatelska nigdy nie kryła, że jej celem jest obrona biznesmenów przed rzekomą groźbą różnorakich represji ze strony państwa (w domyśle: państwa Kaczyńskich). My domyślamy się, że chodzi raczej o obronę biznesmenów szczególnego rodzaju, tych niezbyt uczciwych, o podejrzanych kontaktach. Jeden z przedstawicieli takich właśnie biznesmenów pokazał wczoraj swoje oblicze na przesłuchaniu komisji ds. afery hazardowej. Jego zachowanie było butne, aroganckie, podszyte złością i groźbą. Zachowanie to przeczyło treści odczytanego wystąpienia, w którym przedstawiał się jako wielce uczciwy biznesmen skrzywdzony przez polityków. Oto charakterystyczny fragment jego wypowiedzi o Mariuszu Kamińskim: „Funkcjonariusz opłacany z podatków, plujący na tych, którzy składają się na jego pensję, stworzył załganą historię, opisując wydarzenia, do których nigdy nie doszło, snując hipotezy wyssane z brudnego palca.” Do Wersalu więc nadal daleko naszym politycznym salonom, ale tym razem nie za sprawą Leppera, a za sprawą czołowych polityków Platformy Obywatelskiej i ich kolegów – owych „wielce uczciwych” biznesmenów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Cofnijmy się w czasie jeszcze o jeden dzień. 10.02 w trakcie przerwy w przesłuchaniu posłanki Anity Błochowiak dziennikarze zarejestrowali ciekawą rozmowę między członkami komisji z PO – przewodniczącym Mirosławem Sekułą a Jarosławem Urbaniakiem. Przewodniczący wydawał partyjnemu koledze polecenia w następujących słowach: „Co my tu robimy za jakiś czyściec, czy co? ... Słuchaj, piszesz te wnioski o wykreślenie pozostałych? Napisz ten wniosek ... Wyczyść wszystkich naszych.” Następnego dnia nieprzekonująco tłumaczył, że chodziło o jakąś standardową procedurę związaną ze skróceniem listy świadków. Nie oszukujmy się. Przewodniczący komisji, która ma wyjaśnić aferę hazardową, w którą ewidentnie zamieszany jest rząd koalicyjny PO-PSL, wyraża zniecierpliwienie tym, że „nasi” przechodzą w tej komisji przez „czyściec”. Ale jak może być inaczej? Przewodniczący jest z PO, a w aferę zamieszani byli ministrowie z PO oraz podwładni tych ministrów. Siłą rzeczy komisja musi interesować się partyjnymi kolegami przewodniczącego komisji. Dalsza część wypowiedzi ociera się już o czynności nielegalne, zwłaszcza sformułowanie: „Wyczyść wszystkich naszych”. Samo rozumowanie w kategoriach nasi-pozostali dyskwalifikuje Sekułę jako wiarygodnego członka a tym bardziej przewodniczącego komisji śledczej. Wyraźnie zademonstrował on bowiem stronniczość na rzecz swoich kolegów. Mówienie o „czyszczeniu” też kojarzy się raczej z działaniami mafijnymi niż z działaniami ważnej instytucji państwa. Jako żywo przypomina się słynny sms Adama Halbera do Roberta Kwiatkowskiego z czasów innej afery – afery Rywina: „To jest świetny koleś – pracowity i lojalny, lubię go i cenię. Precz z siepactwem. Chwała nam i naszym kolegom. Ch..e precz!” Zdaje się, że to co nazwano kilka lat temu Rywinlandem wraca w całej rozciągłości.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-869541120541271338?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/869541120541271338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/02/sekula-wyczysc-wszystkich-naszych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/869541120541271338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/869541120541271338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/02/sekula-wyczysc-wszystkich-naszych.html' title='Sekuła: Wyczyść wszystkich naszych'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-2175159367139522814</id><published>2010-02-11T13:09:00.007+01:00</published><updated>2010-02-11T13:23:49.552+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='generał'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dyktator'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='POKiN'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wojciech Jaruzelski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Saddam Husajn'/><title type='text'>Wyprowadzić szeregowego Jaruzelskiego</title><content type='html'>&lt;p&gt;Na tym blogu wielokrotnie, właściwie od pierwszego wpisu, podkreślam dziejową niesprawiedliwość jaka spotkała Jaruzelskiego. Ta wesz (Sł. jęz. polskiego: wesz – obraźl. «o człowieku odrażającym moralnie»), moim zdaniem, powinna podzielić los innego zbrodniczego dyktatora Saddama Husajna, powieszonego, przypomnijmy, 30.12.06 w wieku 69 lat. Proces Husajna rozpoczął się 2 lata po pojmaniu w 2003 i trwał rok. Jaruzel miał w 1989 roku 66 lat. Zakładając przykładowo 3 lata procesu, w 1992 miałby akurat tyle lat, ilu dożył jego odpowiednik z Iraku. Oczywiście im więcej lat upływa od transformacji systemu, tym mniejsze szanse na uporządkowanie spraw związanych z poprzednim systemem. Za jakiś czas powymierają zbrodniarze kierujący systemem komunistycznym w Polsce, jego funkcjonariusze, utajnieni do dziś agenci. Tymczasem Jaruzelski jeszcze żyje i co gorsza obraża polskie państwo oraz obywateli poprzez to, że jest tytułowany generałem. Zacytuję, co już na ten bolesny temat pisałem:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;„Nieodzowne jest też zdegradowanie funkcjonariuszy komunistycznego reżimu, bo to, że tak nikczemne postacie, jak Jaruzelski, Kiszczak czy zamieszani w morderstwo ks. Jerzego Popiełuszki – Ciastoń i Płatek, cieszą się do dziś generalskimi szarżami i płynącymi z tego przywilejami to wielki wstyd dla naszego narodu, także wobec przyszłych pokoleń. Przyszłych pokoleń bowiem nie będzie uczył historii Adam Michnik, przyjaciel Jerzego Urbana, dla którego zdrajcy Polski są ludźmi honoru.”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;„Michnikowszczyzna zawsze wybiela Jaruzelskiego. (...) Inna socjotechnika to uparte tytułowanie tego czerwonego kacyka generałem. Skoro rzekomo wolne państwo nie spełniło swojego obowiązku i nie odebrało honorów tym, którzy uzyskali je za zbrodnie na polskim narodzie, to wypadałoby, abyśmy chociaż sami nie dawali im satysfakcji.”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Głos blogera jest z natury rzeczy słaby, dlatego z wielką radością powitałem list otwarty Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie skierowany do najwyższych przedstawicieli Polski – prezydenta oraz marszałków Sejmu i Senatu, a także do szefów klubów parlamentarnych PO i PiS – właśnie w tej sprawie. List w dobitnych słowach domaga się tej elementarnej sprawiedliwości, jaką byłoby zdegradowanie Jaruzelskiego do stopnia szeregowca. Oto początek listu:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;„Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie zwraca się do Pana Prezydenta RP oraz do Marszałków Sejmu i Senatu, aby po blisko 20 latach od odzyskania niepodległości doprowadzili w oparciu o obowiązujące prawo (albo w oparciu o specjalne przepisy) do ukarania zdrajcy Polski Wojciecha Jaruzelskiego. Ponieważ nie zlustrowane sądy nie potrafią lub nie chcą go ukarać za przestępcze działania na szkodę Rzeczypospolitej w latach 1944-89, oczekujemy zdegradowania go do stopnia szeregowca i pozbawienia wszystkich polskich odznaczeń. Polskim generałem Jaruzelski był tylko z nazwy, faktycznie będąc sowieckim czynownikiem, skutecznie reprezentującym interesy Moskwy w Polsce. Całym swoim życiem dał temu świadectwo.”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nietrudno zgadnąć, że agentura jest bardzo czuła na sprawy związane ze zdrajcą Jaruzelskim, którego nietykalność w jakiś sposób sankcjonuje cały postkomunistyczny porządek w Polsce. Zawsze, gdy temat Jaruzelskiego pojawia się w mediach, uaktywniają się gremialnie. Bronią go zarówno w mainstreamowych mediach, jak i siejąc zamęt na internetowych forach, wypisując tam rzeczy, od których ludziom o orientacji patriotycznej robi się niedobrze. Tak jest i tym razem w serwisach i portalach, które dostarczyły tę informację. Nawet nie będę tu przytaczał przykładów. Nie warto. Niech dalej odsłaniają się, pokazują swoje aktywa. Im więcej osób sobie uświadomi siłę i możliwości przeciwnika, tym lepiej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jestem bardzo usatysfakcjonowany, że poważna organizacja postawiła jasno ten problem. Sprawa tego listu nie powinna być przemilczana, przykrywana przez media czy zakrzyczana przez osobników pokroju Niesiołowskiego – przypomina się tu jego niedawna akcja przeciwko uznaniu zbrodni katyńskiej za ludobójstwo. Przydałby się silny głos społeczeństwa popierający tę inicjatywę Porozumienia.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-2175159367139522814?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/2175159367139522814/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/02/wyprowadzic-szeregowego-jaruzelskiego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/2175159367139522814'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/2175159367139522814'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/02/wyprowadzic-szeregowego-jaruzelskiego.html' title='Wyprowadzić szeregowego Jaruzelskiego'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-1267549131438151064</id><published>2010-02-06T14:44:00.018+01:00</published><updated>2010-05-29T13:00:40.390+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bronisław Komorowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WSI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jerzy Jachowicz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tomasz Sakiewicz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Toyah'/><title type='text'>Oni naprawdę wpadają w panikę!</title><content type='html'>&lt;p&gt;Impulsem do tego wpisu było pewne zdarzenie w &lt;span class="tme"&gt;TVP1&lt;/span&gt;. Zacznę jednak od moich politycznych uzależnień. Od pewnego czasu do stałej dawki programów informacyjnych (typowe uzależnienie zwierzęcia politycznego!) doszedł mi nawyk systematycznego czytania bloga &lt;span class="tme"&gt;&lt;a href="http://toyah.salon24.pl/"&gt;Salon24/Posłuchaj, to do Ciebie...&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; autorstwa Toyaha. Dlaczego akurat ten blog – trudno wytłumaczyć. Kto go czyta, ten to zrozumie. Przyznając Toyahowi ponadprzeciętną przenikliwość, czytam go – jak wszystko inne – krytycznie. Nawet bowiem, jeśli w jakieś sprawie miałbym pozostać w błędzie, to wolę zachować swoje mylne zdanie, niż przyjmować inne zdanie bez możliwie pełnego zrozumienia i przyjęcia argumentów, które za tym innym przemawiają. To zresztą chyba jedna z głównych cech różniących przeciętnego sympatyka PiS od przeciętnego zwolennika PO. Zwolennicy PO chyba wręcz muszą wyłączać myślenie, słuchając pokrętnych wypowiedzi członków PO. Wracając do Toyaha, prezentuje on ostatnio pogląd, że projekt PO znajduje się w nieporównanie gorszej kondycji niż wskazują na to sondaże, które „dostały małpiego rozumu”. Nadzorcy tego projektu coraz bardziej nerwowo zastanawiają się nad nowym rozwiązaniem kwestii zarządzania Polską na kolejne lata.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rzeczywiście – w ciągu dwóch lat Tuskowi i jego ludziom udało się przywrócić w społeczeństwie dojmujące pragnienie uczciwości i przejrzystości w życiu publicznym. Podobny stan mieliśmy w czasie działania komisji w sprawie afery Rywina. Nie chodzi tu o oczekiwanie na jakiś stan doskonały – który, jak wiadomo, w przyrodzie jest nieosiągalny – ale o pragnienie przejścia na zupełnie inny poziom, niż to wszystko z czym mieliśmy do czynienia w tym nieszczęsnym dwudziestoleciu poza krótkimi przerwami. Inaczej mówiąc, o pragnienie zmiany standardów z poziomu kraju trzeciego świata na poziom kraju bardziej cywilizowanego. W 2005 system dążył do skanalizowania tego dojmującego pragnienia uczciwości w kierunku światłego tandemu Tusk-Rokita. Nie udało się i dlatego od tamtego czasu panuje próba całkowitego zamazania polityki przez pseudopolityczny bełkot i rechot skierowany przeciwko partii PiS, jej liderowi Jarosławowi Kaczyńskiemu oraz prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Kulminacją i największym sukcesem tej pseudopolitycznej nagonki (przy istotnym udziale bardziej wyspecjalizowanych socjotechnik) były oczywiście wybory w 2007 roku. Ten bełkot i rechot musiał kiedyś wyblaknąć – stać się parodią farsy, którą był od samego początku. Pytanie było tylko – jak zdeterminowany jest sam PiS i jego elektorat. A więc wytrzymaliśmy, a przyspieszony powrót pragnienia uczciwego państwa w najszerszej części naszego społeczeństwa został wywołany przez samego Tuska i jego ludzi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na wszelki wypadek wyraźnie zaznaczam coś dla mnie oczywistego: w tej walce nie chodzi o PiS, Kaczyńskich, czy ambicje kilku blogerów. Chodzi o coś znacznie większego, a mianowicie o kondycję, przyszłość, a niewykluczone, że nawet o samą egzystencję, naszego kraju – Polski. Żeby dobrze uświadomić sobie powagę sytuacji, trzeba po prostu wziąć pod uwagę, że przez ostatnie 20 lat, z krótkimi przerwami, Polską rządzili pośrednio lub bezpośrednio agenci obcych służb, dla których prawdziwy sukces naszego kraju, czy wręcz wybicie się Polski na lidera środkowoeuropejskiego regionu, jest najczarniejszym scenariuszem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Toyah zwraca uwagę na prawdopodobnie kiepską kondycję PO. Ja jestem jednak przekonany, że główny przeciwnik jest silny, zorganizowany i ma jeszcze asy w rękawie. Czy już ma powody do nerwowości, o tym dalej. My przeciwko systemowi mamy „tylko” prawdę i poczucie, że stoimy po słusznej stronie. Co gorsza, ogólny poziom świadomości zarysowanych powyżej podstawowych faktów o ograniczonej suwerenności naszego kraju jest nadal bardzo niski w społeczeństwie, o wiele za niski. Dominuje przekonanie o niezrozumiałych wojnach na górze i wspomniane pragnienie zmiany standardów życia publicznego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dzisiaj zaszło drobne wydarzenie, które tak mi się skojarzyło ze spostrzeżeniami Toyaha na temat nerwowości wśród agentury zarządzającej Polską, iż postanowiłem podzielić się nim czym prędzej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zanim przejdę ad rem, muszę tu zaznaczyć jeszcze jedną z tych oczywistych spraw, które przed społeczeństwem są skrzętnie ukrywane. Chodzi tu o rozmieszczenie agentów służb na ważnych stanowiskach w najważniejszych redakcjach – w prasie, radiu i tv. Nie możemy poznać szczegółów tej działalności (także dzięki światłemu TK – wyrok z kwietnia 2007 w sprawie lustracji), ale jej przejawy są na tyle widoczne, że nie będę tego faktu tutaj szerzej uzasadniał.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Incydent, o którym piszę, będzie znany widzom programu Tomasza Sakiewicza &lt;span class="tpr"&gt;Pod Prasą&lt;/span&gt;. Przestrzegałbym od razu przed trywialnym kojarzeniem tego dziennikarza jako sympatyzującego z PiS i stawianiem go jako naturalna przeciwwaga do mediów sympatyzujących z PO np. &lt;span class="tmp"&gt;Gazety Wyborczej&lt;/span&gt; czy &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt;. Nie dajmy się zwieść twierdzeniom, że istnieje tu symetria. Tomasz Sakiewicz reprezentuje przede wszystkim określone poglądy, które rzeczywiście w wielu sprawach zbieżne są do tego, co mówi PiS i co czuje elektorat tej partii. A redaktorzy z &lt;span class="tmp"&gt;Gazety Wyborczej&lt;/span&gt; czy &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt; mają nie tyle poglądy, ile realizują propagandowe wytyczne, co więcej robią to otwarcie i bezwstydnie. W programie Sakiewicza &lt;span class="tpr"&gt;Pod Prasą&lt;/span&gt; zawsze byli obecni przedstawiciele różnych opcji politycznych – nawet dziennikarze tak zaangażowanych mediów jak radio &lt;span class="tme"&gt;Tok FM&lt;/span&gt;. Przy tym dzięki osobowości Tomasza Sakiewicza dyskusje odbywały się spokojnie, wręcz w niezwykle kulturalnej atmosferze, gdzie każdy był sprawiedliwie dopuszczony do głosu bez przerywania w połowie myśli, jak to nagminnie dzieje się choćby w &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt;. W ogóle spotykane na niektórych blogach stwierdzenie, że &lt;span class="tme"&gt;TVP&lt;/span&gt; jest „pisowska”, jest niczym więcej jak bezmyślnym powielaniem fobii &lt;span class="tmp"&gt;Gazety Wyborczej&lt;/span&gt;. Nawet program &lt;span class="tpr"&gt;Pod Prasą&lt;/span&gt; – prowadzony kulturalnie i obiektywnie – był obecny na antenie dość krótko, przy czym dostał bardzo słabą porę emisji, a po przejęciu władzy w &lt;span class="tme"&gt;TVP&lt;/span&gt; przez Farfała został natychmiast zdjęty. Nawiasem mówiąc, ciekawą prawicę reprezentuje Farfał i jego patroni z LPR, skoro w telewizji działał on głównie na rzecz układu. Jednym z efektów odejścia Farfała było przywrócenie programu &lt;span class="tpr"&gt;Pod Prasą&lt;/span&gt;, ale obawiam się, że i tym razem na krótko.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;img style="margin: 2px 6px 2px 0px; float: left; width: 249px; height: 214px;" src="http://lh5.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TADDLDqo_LI/AAAAAAAABG0/gj3Nfh2CBzs/tv_set_wsi.jpg" alt="Służby specjalne kontrolują polskie media"&gt;Dzisiaj gośćmi Tomasza Sakiewicza była Małogrzata Naukowicz – radio &lt;span class="tme"&gt;Tok FM&lt;/span&gt;, Sławomir Jastrzębowski – &lt;span class="tmp"&gt;Superexpress&lt;/span&gt; i Jerzy Jachowicz. Nadmienię – wielu może o tym już nie pamiętać – że Jerzy Jachowicz to nietuzinkowy dziennikarz śledczy: za pisanie o wpływach esbecji w strukturach polskiego państwa zapłacił najwyższą cenę. W Polsce nie są to popularne tematy, ale bliższe szczegóły zachował w Internecie np. &lt;span class="tmp"&gt;New York Times&lt;/span&gt;, którego artykuł polecam zainteresowanym (&lt;span class="tpr"&gt;&lt;a href="http://www.nytimes.com/1990/04/23/world/evolution-in-europe-polish-police-accused-in-a-fatal-fire.html"&gt;Polish Police Accused in a Fatal Fire&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, &lt;span class="tmp"&gt;New York Times&lt;/span&gt;, 23.04.90). Z tego względu trudno dziwić się dzisiejszej odwadze Jerzego Jachowicza w mówieniu o niewygodnych sprawach – osobiście odnoszę wrażenie, że on po prostu nie musi się już bać. Pierwsza część programu była poświęcona dość sensacyjnym informacjom dzisiejszej &lt;span class="tmp"&gt;Rzeczpospolitej&lt;/span&gt; na temat afery hazardowej: dzięki zeznaniom Ryszarda Sobiesiaka w prokuraturze potwierdza się wersja Mariusza Kamińskiego dotycząca przecieku na temat akcji CBA. Druga część była poświęcona kandydatom PO na kandydata na prezydenta, chodzi o Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego. W materiale wprowadzającym do dyskusji wspomniano o pewnej słabości tego pierwszego: w przypadku kandydowania na prezydenta dziennikarze i opozycja mogliby wypomnieć mu jego związki z ludźmi WSI. I tu po krótkiej dyskusji doszło do najciekawszego momentu. Jerzy Jachowicz, wypowiadając się jako ostatni, powiedział: &lt;span class="cyt"&gt;„Jeśli chodzi o Komorowskiego, to jedna rzecz jest niebezpieczna. Mianowicie, że on – podobnie zresztą jak Janusz Onyszkiewicz, swego czasu również jako Minister Obrony narodowej – oni dali się omotać tym starym oficerom WSI z generalicji, sztabowi generalnemu, i oni byli właściwie bezwolnymi wykonawcami sugestii i obrazu prowadzenia armii, prowadzenia WSI, właśnie przez tych starych doświadczonych, często szkolonych w Moskwie, oficerów wywiadu.”&lt;/span&gt; Wszystko wskazuje na to, że po tym jak to zdanie poszło w eter (program był na żywo) komuś nagle puściły nerwy. Sławomir Jastrzębowski zdążył jeszcze zacząć zdanie po czym... program został po prostu przerwany. Ot, tak; ktoś nacisnął guzik i ekran telewizji stał się czarny, jedynie w rogu widniało logo TVP1 z wymownym napisem poniżej „na żywo”. Program nie został wznowiony. Po kilkunastu sekundach pojawiły się reklamy. Coś takiego w – jak to się mówi – wolnej Polsce nie zdarza się często, dlatego jestem ciekaw, jakie będą następstwa tego incydentu oraz jak będzie on tłumaczony.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Podejrzewam, że – jeśli w ogóle będzie jakaś sprawa – to jak zwykle atak pójdzie wielotorowo. Z jednej strony będzie wyjaśnienie, że był jakiś problem techniczny, przy czym osoby doszukujące się drugiego dna zostaną wyśmiane jako oszołomy. Z drugiej strony pójdzie atak na samego Tomasza Sakiewicza i wszelkie próby doszukiwania się ciemnych stron miłościwie nam panującej ekipy Donalda Tuska. Komorowski zostanie przywołany jako jednostka pełna wszelkich cnót i zalet, o kryształowym wręcz życiorysie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I na tym można by poprzestać – taką narrację przyjmą desperaci, którzy jeszcze wierzą Tuskowi, &lt;span class="tmp"&gt;Wyborczej&lt;/span&gt; etc. Spróbujmy jednak jeszcze pokusić się o pewien eksperyment myślowy, nie przesądzając sprawy – problem techniczny czy interwencja oficera dyżurnego. Gdyby takie zdarzenie miało miejsce w trakcie programu – dajmy na to – Tomasza Lisa, gdy jakiś zaślepiony platformers rzuca rytualne klątwy na braci Kaczyńskich, to dopiero byłaby afera! &lt;span class="tmp"&gt;Gazeta Wyborcza&lt;/span&gt; dałaby nazajutrz na pierwszej stronie wielki paniczny tytuł w stylu „Reżim Kaczyńskich wraca”, a pod spodem mniejszymi literami „... na razie tylko w TVP”. I miesiącami opinia publiczna debatowałaby na temat – co się w tej „pisowskiej” telewizji wyprawia, wręcz zmuszając „strudzonego” premiera, by wykonał kolejne podejście do przejęcia lub zniszczenia mediów publicznych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zamknę ten wpis, wracając do wspomnianej na wstępie przenikliwości Toyaha. Może oni tam faktycznie popadli już w lekką psychozę, skoro decydują się na tak jaskrawe odkrycie swoich możliwości, celów i fobii za jednym głupim posunięciem. Gdyby ten program poszedł normalnie, to pewnie nikt nie zwróciłby na niego większej uwagi. Wszak „porządni” dziennikarze nawet nie wspominają o Sakiewiczu. „Zapis na Sakiewicza” oficjalnie kiedyś ogłosiła jakaś młoda dziennikarka z &lt;span class="tmp"&gt;Wyborczej&lt;/span&gt;, przemawiając w &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt; – powiedziała, że wszystko, co wiąże się z Tomaszem Sakiewiczem i &lt;span class="tmp"&gt;Gazetą Polską&lt;/span&gt;, trzeba całkowicie przemilczeć, bo samo podejmowanie dyskusji jest już tu szkodliwe. A teraz oni pokazali jak na dłoni, co ich zabolało. Komorowski musi być ich wielką nadzieją na pokonanie Lecha Kaczyńskiego. Związki Komorowskiego z WSI muszą być faktem, skoro aż tak starają się to ukryć, widocznie bardzo im zależy na tym, by w przestrzeni publicznej ta tematyka nie funkcjonowała, a już zwłaszcza nie w kontekście moskiewskich patronów WSI. W końcu, pośrednio pokazali też swoje możliwości, czyli to, o czym już tu wspomniałem – że faktycznie są obecni w mediach. Osobiście sądzę, że zarówno na stanowiskach eksponowanych (tu każdy może we własnym zakresie typować dziennikarzy z drugim etatem), jak i nieeksponowanych.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-1267549131438151064?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/1267549131438151064/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/02/oni-naprawde-wpadaja-w-panike.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/1267549131438151064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/1267549131438151064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2010/02/oni-naprawde-wpadaja-w-panike.html' title='Oni naprawdę wpadają w panikę!'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh5.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/TADDLDqo_LI/AAAAAAAABG0/gj3Nfh2CBzs/s72-c/tv_set_wsi.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-3309215020035042100</id><published>2009-12-07T18:10:00.024+01:00</published><updated>2010-01-12T14:27:06.932+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PO'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jarosław Kuźniar'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rafał Grupiński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><title type='text'>Co zniesmacza posła Grupińskiego</title><content type='html'>&lt;p&gt;Swego czasu napisałem nawet manifest swojego bloga. Problem polega na tym, że mu się sprzeniewierzyłem. Zadeklarowałem się, że zamierzam swoimi skromnymi środkami promować satyrę polityczną przeciwko naszemu establishmentowi i Tuskowej &lt;span class="t2"&gt;kamaryli&lt;/span&gt;, ogólnie – przeciwko tej naszej zatęchłej oligarchii, którą nazwałem roboczo &lt;span class="t2"&gt;świniokracją&lt;/span&gt;. Satyra miała być programowo na niskim poziomie, wyzyskiwać oczywiste, a zaniedbywane przez ogół humorystów, właściwości naszych polityków, jak choćby to, że Wałęsa jest kompletnym idiotą, Tusk skończonym tchórzem i neurotykiem, Michnik największym kłamcą tych czasów, a – dajmy na to – Palikot po prostu wziętym psycholem. Moja natura popychała mnie jednak stopniowo w kierunku szczegółowych analiz ważnych tematów, a wpisy zgodne z programowym manifestem pojawiały się coraz rzadziej. Czytelnicy, którzy łaskawie czytują ten blog częściej niż jednorazowo, mogliby poczuć się czasem zdezorientowani z powodu tego braku konsekwencji. Toteż wyjaśniam, że z braku lepszego miejsca nadal będą tu publikowane moje analizy, które – nieskromnie zauważę – bywają wartościowe (powstają kolejne!). Jednocześnie zastrzegam (czy też przestrzegam), iż będą pojawiać się także wpisy znacznie lżejsze, które odnosząc się do wybranych wypowiedzi i zdarzeń medialnych, będą demaskować beznadziejny poziom kultury naszego establishmentu, który chce podtrzymać tradycję „przewodniej siły narodu” dzięki dominacji w mediach i socjotechnice. A także wpisy nastawione na to, by po prostu w niewybrednej formie ustosunkować się do całej tej &lt;span class="t2"&gt;świniokracji&lt;/span&gt;, która od lat konsekwentnie dewastuje Polskę i do dzisiejszych twarzy tej &lt;span class="t2"&gt;świniokracji&lt;/span&gt; – polityków (a może raczej szaleńców) z Platformy Obywatelskiej.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 420px; height: 280px;" src="http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/Sx46WKEwSuI/AAAAAAAAAvo/1QJtzAMur5k/tvn24_JKuzniar.jpg" alt="Jarosław Kuźniar, prezenter TVN24"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 1.&lt;/span&gt; Jarosław Kuźniar, prezenter TVN24 w trakcie programu.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Niniejszy wpis należy do tych lżejszych. Wytykam w nim chorobę naszych mediów – skrajną stronniczość i manipulację, a także zwracam uwagę na niskie standardy Platformy Obywatelskiej w dziedzinie kultury politycznej. Zapraszam na wycieczkę po kilku skojarzeniach związanych z sobotnim porannym programem TVN24 (05.12.09). Program ten ostatnio często prowadzi taki śliski typek – Jarosław Kuźniar (ciekawe czy ma coś wspólnego z inną gwiazdą TVN24 od wygłaszania prorządowych opinii – Romanem Kuźniarem, doradcą Tuska, który m.in. lobbował za utrudnianiem i przeciąganiem negocjacji z USA w sprawie MD). Prezenter Jarosław Kuźniar oficjalnie ma za zadanie ożywiać ciąg suchych informacji zabawnymi komentarzami, jego starania są jednak raczej nieporadne, wychodzi mu to strasznie drętwo. Spełnia jednak podstawowe kryterium telewizyjnych piesków – liże swoich, a podgryza wrogów, czyli PiS, prezydenta i zbliżone kręgi. Robi to nawet niby-prywatnie, czyli na swoim blogu, i to w tak charakterystycznym dla zwolenników PO stylu pełnym chamstwa i pogardy połączonym z żałosnym pozerstwem. W przypadku Kuźniara pozerstwo przyjęło formę używania niby-literackich figur. Pierwszy z brzegu przykład z wpisu pt. &lt;span class="tpr"&gt;Chaotyczny jak Kaczyński&lt;/span&gt;, który Kuźniar zaczyna w te słowa: &lt;span class="cyt"&gt;„Znam trzy odmiany ust prezydenta. Jego własne, głównie zaciśnięte, stęsknione uśmiechu...”&lt;/span&gt; Atak kontynuuje, odkrywając, że gdy z tych ust wydobywa się &lt;span class="nj"&gt;pisk&lt;/span&gt; (ta pogarda!) zafrasowania sprawami obywateli, to czuć nieszczerość. Ja zaś w tych podrygach Kuźniara czuję dokładnie ten sam kod kulturowy i te same cele, co w projektach Wojewódzkiego i Figurskiego. Przypomnę tu dosłowny i typowy dla nich cytat z ich audycji radiowej z 19.03.09: &lt;span class="cyt"&gt;„The small, stupid, retarded mentally man called the President of Poland Lech Kaczyński was fallen apart by the letters that fell on his head”&lt;/span&gt; – Figurski rzucał te inwektywy, tłumacząc na niby na angielski słowa Wojewódzkiego, a Wojewódzki przy tym pokrzykiwał fałszywie: &lt;span class="cyt"&gt;„Ja się od tego odcinam.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kuźniar to typ karierowicza-wazeliniarza. Na swoim politpoprawnym blogu oczywiście atakuje PiS i zastrzega, że jego wpisów nie należy identyfikować z linią TVN24, ale jakoś trudno wyobrazić sobie w TVN24 prezentera, który równie gorliwie wyrażałby nienawiść do PO i Tuska. Trudno też uwierzyć, że ta nienawiść Kuźniara – mniej czy bardziej podyktowana interesem przypodobania się przełożonym – nie przekłada się na jego pracę. Kuźniar po prostu gorliwie spełnia rolę trybika w machinie manipulacji opinią publiczną. Jego udawana wesołość polega na traktowaniu z wyższością i wyśmiewaniu większości prezentowanych wypowiedzi polityków PiS oraz nawiązywaniu ciepłych przyjacielskich relacji z politykami PO. I tak na przykład raz na wizji, zapowiadając rozmowę z Joachimem Brudzińskim, prostacko naśmiewa się z jego nazwiska (&lt;span class="cyt"&gt;„wypijemy brudzia z Brudzińskim”&lt;/span&gt;), by innym razem zabawiać widzów andrzejkowym laniem wosku w świetnej komitywie z Żelem-Karpiniukiem. Przyjmuje z wielką atencją marszałka Komorowskiego, a stara się lekceważyć wicemarszałka Putrę. Nowe przykłady tej praktyki pojawiają się niemal codziennie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Właśnie we wspomnianym sobotnim programie TVN24 prezenter Kuźniar lekceważąco odnosił się do wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Putry. Putra komentował praktykę pacyfikowania komisji hazardowej przez PO. Przy przechodzeniu do kolejnego tematu Kuźniar zachował się nie jak poważny dziennikarz, a jak ostatni cham: poprosił o komentarz do artykułu w aktualnej gazecie, a gdy Putra powiedział, że nie zna sprawy, to zamachał wicemarszałkowi tą gazetą przed oczami (&lt;span class="cyt"&gt;„o, tutaj napisali!”&lt;/span&gt;), kamery to pokazały. Kuźniar raczej miał świadomość, że prezentuje się w tym momencie jako zwykły cham, mało tego – miał pełne satysfakcji poczucie bezkarności. Przecież realizuje on instrukcje stacji należącej do medialnego frontu, który od lat robi wszystko, by wpoić społeczeństwu pogardę do PiS. Postępowanie Kuźniara było tu jedynie zwykłym przejawem praktyki stosowanej od lat.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kilka minut później miała miejsce wideo-rozmowa z posłem i członkiem PO i dworu Tuska, jednym z 8 (!) wiceprzewodniczących klubu parlamentarnego PO, Rafałem Grupińskim. W tej rozmowie Kuźniar starał się jedynie stworzyć tło dla wyrzucenia przez Grupińskiego potoku drwin i złośliwości w stosunku do opozycji. Nie poruszono merytorycznie żadnego rzeczywistego problemu, a Kuźniar wcale nie nalegał, by sprowadzić rozmowę na rzeczowe tory. Następnie zmienił temat i nastąpiła wymiana zdań, która zainspirowała mnie do dzisiejszego wpisu. Trzeba tu wspomnieć, że Kuźniar na swoim blogu katuje czytelników także swoimi poetyckimi eksperymentami. Przed rozmową z Grupińskim zaś wyrecytował jakiś banalny wierszyk. Miało to być wprowadzenie do jednego z tematów rozmowy – tomu wierszy &lt;span class="tpr"&gt;Uspokojenie&lt;/span&gt; autorstwa Grupińskiego-poety.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;
&lt;img style="width: 720px; height: 544px;" src="http://lh5.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/Sx49V-oDdoI/AAAAAAAAAx8/_y0svHGCpFs/Grupinski_i_dwor_Tuska.jpg" alt="Rafał Grupiński promuje Uspokojenie, dwór Tuska"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 2.&lt;/span&gt; Rafał Grupiński 02.12.09 jako poeta promuje tom wierszy &lt;span class="tpr"&gt;Uspokojenie&lt;/span&gt;. Z prawej Rafał Grupiński jako polityk Platformy Obywatelskiej. Poniżej politycy należący do zauszników Donalda Tuska, czyli tzw. dwór Tuska wg &lt;span class="tmp"&gt;Polityki&lt;/span&gt; w składzie sprzed afery hazardowej, czyli: Sławomir Nowak, Tomasz Arabski, Igor Ostachowicz, Paweł Graś, Rafał Grupiński.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Nie wierzę, by oddani i prominentni funkcjonariusze tak szkodliwej i zakłamanej partii jak Platforma Obywatelska umieli wznieść się na poziom wartościowej sztuki, ale sama idea polityka wszechstronnego, o bogatej osobowości jest jak najbardziej sympatyczna. Jak łatwo jednak Grupiński pokazał w krótkiej rozmowie z przyjaznym dziennikarzem twarz nienawistnego, małostkowego złośliwca! Oto Kuźniar w konwencji żartu poprosił go o pomoc zawodowego poety dla amatorskiego poety i podpowiedzenie rymu do słowa ‘zniesmacza’. I w tym krótkim momencie, gdy zadziałało prawo pierwszego skojarzenia, Grupiński pokazał swoją prawdziwą twarz: nie artysty czy kompetentnego polityka, ale małego, sfrustrowanego politykiera i wypalił: ‘sprawa kacza!’ Ta odpowiedź w pełni zadowoliła Kuźniara. By upewnić widzów, że chodziło dokładnie o tych znienawidzonych Kaczorów, Kuźniar kokieteryjnie zaznaczył, że chodziło mu o skojarzenie związane raczej z Platformą. Grupiński zorientował się, że zbytnio odsłonił tę typowo platformerską małostkowość i nikczemność, zwłaszcza gdy odnieść to do pozowania na poetę, czyli kogoś o wyszukanej osobowości. Szybko dodał, że nie będzie podawał więcej rymów, bo on preferuje wiersz biały. Ale słowa zostały już wypowiedziane. Panowie pożegnali się w świetnych nastrojach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A mnie od razu przypomniał się pewien dowcip z długą brodą, ale nadzwyczajnie pasujący do powyższej sytuacji &lt;span class="sml"&gt;:-)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;span class="cyt"&gt;&lt;/span&gt;
&lt;div class="cytat"&gt;
&lt;p class="cz"&gt;W pociągu jedzie dwóch gości, sami w przedziale, jest nudno, przedstawiają się sobie. Jeden nazywa się Buła, a drugi Paliwko.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;Buła mówi:&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;– Panie Paliwko, jedziemy, nudno jest, opowiem o panu fraszkę, ale nie obrazi się pan?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;– Ależ skąd! Śmiało, niech pan wali!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;– Paliwko, Paliwko... skocz pan po piwko!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;Po jakimś czasie odzywa się Paliwko:&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;– Panie Buła, jedziemy, nudno jest, może teraz ja o panu opowiem fraszkę, pan o mnie, to ja o panu, nie obrazi się pan?&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;– Ależ skąd! Ja o panu, pan o mnie. Wal pan śmiało!&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;– Buła, Buła, ty chuju!&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/i53C7uQkpig&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/i53C7uQkpig&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Klip 1.&lt;/span&gt; Dowcip z fraszką w formie telewizyjnego skeczu. Występują: Marian Opania i Krzysztof Kowalewski.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;
&lt;img style="width: 720px; height: 517px;" src="http://lh5.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/Sx5x4ZPl_II/AAAAAAAAA1U/1KKTHqXFoBo/s720/rozmowa_polskiej_elity.jpg" alt="Rozmowa polskiej elity intelektualnej: Rafał Grupiński (Uspokojenie) i Jarosław Kuźniar (TVN24)"&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 3.&lt;/span&gt; Rozmowa polskiej elity intelektualnej – na podstawie programu TVN24 w sobotę 05.12.09.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="ramkabig2"&gt;&lt;span class="em1"&gt;Podsumowanie:&lt;/span&gt; Czas, by nasza inteligencja zrozumiała, że Platforma Obywatelska nie jest partią intelektualistów o rzekomych wysokich standardach etycznych, a odrażającego w sensie kultury politycznej Palikota trzyma tylko koniunkturalnie czy tymczasowo. Jest dokładnie przeciwnie. To jest partia, w której wszyscy członkowie są pokroju Palikota (inni – jeśli byli – już odeszli lub zostali wygryzieni). Tyle tylko, że pozostali na co dzień udają bardziej kulturalnych, co wychodzi im lepiej lub gorzej, a czasem maska spada przez przypadek czy nieuwagę, jak tu w przypadku posła Grupińskiego.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-3309215020035042100?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/3309215020035042100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/12/co-zniesmacza-posla-grupinskiego.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/3309215020035042100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/3309215020035042100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/12/co-zniesmacza-posla-grupinskiego.html' title='Co zniesmacza posła Grupińskiego'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/Sx46WKEwSuI/AAAAAAAAAvo/1QJtzAMur5k/s72-c/tvn24_JKuzniar.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-6432752925348204518</id><published>2009-11-21T09:49:00.016+01:00</published><updated>2009-11-21T21:56:32.806+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='elektorat'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wybory'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>Losy jeszcze się ważą</title><content type='html'>&lt;p class="pt1"&gt;Divide et impera&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Osoby, które świadomie i rozumnie obserwują scenę polityczną, często blogerzy (te 2 kategorie dziś w znacznym stopniu pokrywają się), dokonują świetnych spostrzeżeń szczegółowych, ale wszyscy mamy spory problem z nakreśleniem naszej sytuacji na bardzo ogólnym poziomie. Nie można zatem ustawać w wysiłkach na rzecz uporządkowania podstawowych faktów i prób przewidywania rozwoju sytuacji w kolejnych miesiącach i latach. Podtrzymywanie wrażenia niezrozumiałego chaosu, rozchwiania jest dziś korzystne dla &lt;span class="nj"&gt;bad guys&lt;/span&gt;, ale o tym za chwilę. Problem narasta i ma on wymiar zarówno globalny jak i lokalny – polski. Zwykły obywatel jest zasypywany ogromną ilością chaotycznych przekazów. Może przy tym poczuć się mały i zastraszony, bądź też wkurzony i obojętny. Dla macherów pociągających za sznurki obie opcje są korzystne. Dziś alienacja, zanik instynktu wspólnotowego, działa silnie na ich korzyść. Stara zasada &lt;span class="sen"&gt;divide et impera&lt;/span&gt; jest cały czas aktualna, w coraz to ulepszonych wersjach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przyjrzyjmy się w wielkim skrócie, jak zasadniczo rozchwiany jest obraz dzisiejszego świata. W czasach zimnej wojny wiedza o tym, że kapitalistyczna demokracja jest dobra, a komunistyczna dyktatura jest zła, była – mimo kontrkulturowych zawirowań na zachodzie i wszechobecnej siłowej propagandy po stronie wschodniej – wiedzą powszechnie akceptowaną po obu stronach żelaznej kurtyny jako pewien punkt odniesienia. Po upadku ZSRS w naturalny sposób pojawiła się koncepcja USA jako „światowego policjanta”, która była tyle nierealistyczna, co wygodna dla narodów, które po latach życia w cieniu bomby atomowej, chciały nacieszyć się spokojnym rozwojem i bogactwem. A co mamy dzisiaj? Z jednej strony potęga i rozsądek USA jako jedynego kraju, który zdecydowanie przeciwstawia się proliferacji broni atomowej, a z drugiej strony skuteczna propaganda mówiąca, że to polityka USA jest źródłem wojen i zła we współczesnym świecie. Obama miał być dobry przez to, że sprawi, że Ameryka przestanie się wtrącać w sprawy innych krajów, ale czy tę obietnicę dobrze zrealizował, a jeśli tak, czy to na pewno dobrze dla świata? Z jednej strony widzimy powrót groźnych imperialnych aspiracji Rosji, a z drugiej strony mamy uspokajanie, że jest to nasz naturalny partner, który już się ucywilizował. Mimo że się ucywilizował, należą mu się jednak daleko idące ustępstwa, by go nie drażnić, bo jednak może być groźny, no i ma te rakiety... Niektórzy już zaczęli przejmować się apetytem Chin na silniejsze zaakcentowanie swoich interesów w globalnej grze, ale znowu gubią się – cieszyć się, że ktoś wreszcie przytrze nosa tym aroganckim Jankesom? A jeśli tak, to pozostaje niepokojąca myśl – czy można zakładać, że Chińczycy będą nas bardziej lubić od Jankesów, czy choćby będą bardziej sprawiedliwi w swoich działaniach dotyczących innych krajów? A Unia Europejska? – cały ten euroentuzjastyczny przekaz jest jakiś plastikowy. Staje się on dla myślących ludzi niewiarygodny przez sam fakt całkowicie bezrefleksyjnej akceptacji dla wszelkich posunięć zwiększających integrację. Jak w starym dowcipie o temacie wypracowania w sowieckiej szkole: „Kto jest twoim największym bohaterem i dlaczego Lenin?” W Jewropejskim Sojuzie (tak naprawdę nazywa się UE po rosyjsku! – był &lt;span class="jez"&gt;Советский Союз&lt;/span&gt;, a jest &lt;span class="jez"&gt;Европейский союз&lt;/span&gt;) temat brzmiałby: „Jaka jest najlepsza przyszłość dla Europy i dlaczego jest to pełna integracja w ramach UE?”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Podobne rozchwianie mamy w polityce wewnętrznej. Trwający czwarty rok medialny jazgot mający całkowicie zdyskredytować jedną tylko partię polityczną, czyli PiS, doprowadził do spustoszenia w społecznej świadomości. Z jednej strony bowiem efekt został osiągnięty. Powtarzane wszędzie jak mantra zawołania, że „Każdy byle nie PiS i Kaczyńscy”, „Prezydent Kaczyński jest niewybieralny na drugą kadencję”, zostały metodą &lt;span class="t2"&gt;prania mózgu&lt;/span&gt; trwale wdrukowane u sporej części mniej świadomych, można powiedzieć – bezbronnych, odbiorców medialnego przekazu. Dziś już nikt nie pyta – właściwie dlaczego nie PiS? – to jest aksjomat. Z drugiej strony jednak te antypisowskie zaklęcia powoli tracą swoją moc, wycierają się. Na dodatek w mediach powoli zaczyna pojawiać się dość nieśmiała jeszcze krytyka partii, która miała być lekarstwem na PiS, czyli PO, pod ochroną jest jeszcze tylko Donald Tusk. Ta krytyka jest podyktowana tylko tym, by wiodące media nie utraciły do reszty kontaktu z rzeczywistością, a co za tym idzie – wiarygodności. Rządowe zaklęcia o dobrej sytuacji gospodarczej Polski stoją wszakże w sprzeczności z codziennym doświadczeniem, szczególnie na rynku pracy, w służbie zdrowia. Nieuchronnym kosztem dopuszczenia głosów krytycznych jest to, że u odbiorcy pojawia się dysonans poznawczy. Sytuację skomplikowało ujawnienie afer w rządzie – w ich kontekście służalczość mediów w stosunku do rządu jest tak jaskrawa, że trudno to sobie wewnętrznie poukładać i nadal wierzyć, że w mediach panuje obiektywizm i pluralizm.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Gdyby istniała siła, która miałaby możliwość ustanowienia w społeczeństwie poważnej, uczciwej debaty na kilka kluczowych tematów, to szybko okazałoby się, że ocena elit III RP musiałaby być miażdżąca. Od początku w 1989 aż do dzisiejszych rządów PO poczynania tych elit były antyspołeczne, antypolskie i skupione na maksymalizacji korzyści dla wąskich grup. Taka poważna debata nie tylko całkowicie pogrążyłaby Platformę Obywatelską, ale i pozbawiła legitymizacji całe nasze zaprzedane elity, establishment oraz skompromitowałyby korporacje, które pełnią głównie funkcje usługowe dla &lt;span class="t2"&gt;układu&lt;/span&gt;, a poniekąd stanowią jego komponenty (prawnicza, dziennikarska itd.). I to jest właśnie przyczyna wspomnianego na wstępie podtrzymywania wrażenia zamętu na scenie politycznej, wrażenia, że logiczne poukładanie wszystkich dziwnych procesów, których odpryski do nas docierają przez media, jest z gruntu niemożliwe.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zwróćmy uwagę na to, że w mediach pojawiają się zamiennie dwie główne „szkoły” w analizie bieżącej sytuacji politycznej uprawiane zresztą przez te same osobowości medialne. Raz pojawia się bezwstydnie stronnicza kampania na rzecz jednej partii na zasadzie „wszystkie ręce na pokład”. W ramach takiej kampanii wzmacnia się w społeczeństwie entuzjazm, zaangażowanie w „słuszne” idee. Drugim razem pojawia się smęcenie, że cała polityka to jedno wielkie bagno, żadnym politykom nie wolno wierzyć, wszyscy są w coś umoczeni. Najlepiej w ogóle zająć się własnymi ciekawszymi sprawami i zostawić całe to polityczne tałatajstwo swojemu marnemu losowi. W tym podejściu wzmacnia się w społeczeństwie cynizm, zobojętnienie. Oczywiście, tego typu akcje są ściśle zsynchronizowane z aktualną sytuacją polityczną i teraz jesteśmy w &lt;span class="tg"&gt;drugiej fazie&lt;/span&gt;. Nietrudno zgadnąć, na czym polega odpowiednia synchronizacja. Gdy trzeba udupić wrogów &lt;span class="t2"&gt;układu&lt;/span&gt;, jak np. PiS i Kaczyńskich, to przechodzi się do &lt;span class="tg"&gt;pierwszej fazy&lt;/span&gt;. Gdy trzeba zneutralizować krytykę swoich ludzi, jak np. w przypadku katastrofalnych rządów PO i Tuska, to przechodzi się do &lt;span class="tg"&gt;drugiej fazy&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Warto zwrócić uwagę, że SLD sprowadzono dziś do roli partii czysto usługowej dla podtrzymania elektoratu w stanie korzystnym dla &lt;span class="t2"&gt;układu&lt;/span&gt;. Myślę, że ta konieczność jest dla SLD, która czuje się – jeszcze z moskiewskiego nadania – prawowitym gospodarzem Polski, bardzo trudna do przełknięcia i odbywa się to tam z wielkim bólem. Stąd smętne przepychanki na lewicy i trudności z pogodzeniem się z tą sytuacją przez takich polityków jak na przykład Leszek Miller. Ta rola została ostatecznie przypisana do SLD po porażce w 2005 roku. W 2007 odbyło się ewidentne przekazanie elektoratu SLD/LiD Platformie Obywatelskiej, by nie dopuścić do katastrofy &lt;span class="t2"&gt;układu&lt;/span&gt;, jaką byłoby przedłużenie rządów Kaczyńskich. Starannie przemyślanym sygnałem dla wyborców było huczne ogłoszenie Kwaśniewskiego „lokomotywą wyborczą” LiD, po czym epatowanie społeczeństwa jego błazeństwami i rzekomą nieumiejętnością zapanowania nad alkoholizmem w ciągu ledwie kilku miesięcy kampanii wyborczej. Drugim takim sygnałem były przesłania Kwaśniewskiego i Tuska do wyborców LiD w podsumowujących wystąpieniach na koniec ostatniej debaty przedwyborczej Tusk-Kwaśniewski, a zatem przed ogromnym audytorium tuż przed wyborami. Uważne przesłuchanie tych wystąpień pokazuje, że Kwaśniewski nie wezwał wprost do głosowania na LiD, a wymienił je dopiero na 3. miejscu na liście celów! Czy tak mówią zasady marketingu politycznego, którymi ponoć Kwaśniewski biegle się posługuje? &lt;span class="cyt"&gt;„Namawiam wszystkich, którzy myślą tak jak lewica – zagłosujcie. Potrzebna Polsce jest równowaga polityczna, potrzebna jest Polsce centrolewica i potrzebny jest Polsce LiD.”&lt;/span&gt; Tusk wtedy przemawiał jako drugi i spokojnie i jednoznacznie poprosił, by ze względu na konieczność odsunięcia od władzy braci Kaczyńskich wyborcy LiD zagłosowali na PO. Ani Kwaśniewski, ani nikt z liderów LiD, po tej debacie nie zaprotestował wyraźnie przeciw takiemu postawieniu sprawy. Wyborcy LiD to często ludzie zdemoralizowani, aspołeczni, ale na tyle inteligentni, by doskonale zrozumieć zaistniałe okoliczności oraz wagę takiego komunikatu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dziś politycy SLD kontynuują odgrywanie usługowej roli na rzecz &lt;span class="t2"&gt;układu&lt;/span&gt;. W trakcie wspomnianej przeze mnie &lt;span class="t2"&gt;drugiej fazy&lt;/span&gt; akcji medialnej zakłada się kompromitowanie klasy polityków jako całości. Dlatego politycy SLD pojawiają się na kompromitujących sesjach fotograficznych. Przypomnijmy: w maju przed wyborami europejskimi Olejniczak w rozpiętej koszuli pokazuje owłosioną klatkę na okładce &lt;span class="tmp"&gt;Wprost&lt;/span&gt; jako przykład polityka „wylaszczonego”. W lipcu we &lt;span class="tmp"&gt;Wprost Light&lt;/span&gt; ukazała się profesjonalna sesja fotograficzna z Napierniczakiem ucharakteryzowanym na Jamesa Deana – czy to nie jest cokolwiek żałosne? Ale okazuje się, że to nie koniec. Teraz dowiadujemy się o Senyszynce (profesor! – haha) na okładce grudniowej &lt;span class="tmp"&gt;Machiny&lt;/span&gt;, gdzie niezbyt skromnie wystawia na publiczny widok swoje starcze wdzięki. Dziennikarz Sylwester Latkowski usłużnie zapytuje na swoim blogu &lt;span class="cyt"&gt;„Jak nisko jeszcze mogą upaść politycy w autopromocji?”&lt;/span&gt; Ach, ci nasi dziennikarze z ich instynktownym wyczuciem, skąd wieje wiatr, i starannie wypracowaną umiejętnością udawania idioty. &lt;span class="t2"&gt;Druga faza&lt;/span&gt; trwa, toteż Latkowski w żadnym razie nie odnosi swojego zdegustowania do Senyszyn, SLD, czy lewicy. On właśnie zdegustował się politykami w ogóle i to zdegustowanie ogłasza społeczeństwu na swoim blogu, by ono za jego przykładem i mocą jego dziennikarskiego autorytetu podzieliło to uczucie do całej klasy politycznej.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Klincz&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W toku kolejnych, często wzajemnie niespójnych, medialnych akcji siłą rozpędu zostały utrwalone w świadomości społecznej kalki, które tworzą dziś dziwną układankę, nie zawsze zgodną tym, czego oczekiwaliby macherzy. Operują oni na materii, która – to jasne – nie jest dowolnie plastyczna. Na przykład utrwalił się od pewnego czasu schemat, że SLD nie można popierać, bo popieranie postkomunistów jest rzeczą wstydliwą. Na tym schemacie budowano poparcie dla PO jako dla partii, która rzekomo nie wchodzi we wstydliwe układy z postkomunistami, a jednym z zaklęć przeciwko PiS w ostatnich miesiącach stały się oskarżenia o współpracę z SLD. Doszło do tego, że postacie, dla których &lt;span class="t2"&gt;układ&lt;/span&gt; ma jakieś opcje, trzeba było medialnie wypreparować ze środowiska czerwonych, mam tu na myśli chociażby Jolantę Kwaśniewską czy Włodzimierza Cimoszewicza. Inną ciekawostką jest to, że nie udało się wypromować Libertasu czy SD – w tym przypadku oszustwa były szyte zbyt grubymi nićmi nawet dla najbardziej lojalnych i wyrozumiałych odbiorców mediów. W przypadku SD wyrachowanie takich polityków jak Piskorski czy Olechowski, zresztą nie tak dawno należących do wierchuszki PO, zbyt mocno rzucało się w oczy. Najsilniej lansowaną kalką jest oczywiście odrzucenie PiS, i to odrzucenie a priori, na zasadzie aksjomatu przyjętego bez dowodu. Stąd nieuchronnie musi pojawiać się takie zdanie jak w wywiadzie Olejnik ze Schetyną sprzed 2 dni, w którym Olejnik podsumowała zaniedbania rządu PO: &lt;span class="cyt"&gt;„Jedyny wasz plus jest taki, że dla was nie ma alternatywy.”&lt;/span&gt; Świadczy to o żelaznym klinczu w jakim znajdują się dziś macherzy i ogłupione – lecz nie do końca – społeczeństwo. Z jednej strony utrwalono kalki, z których medialnym osobowościom trudno nagle wycofać się – PiS jest złe, popieranie SLD jest wstydliwe. Z drugiej strony już wiadomo, że nie przejdzie bezczelny kant z SD, a PO padnie z hukiem tym większym im dłużej medialna kroplówka jest do tego projektu podłączona, sztucznie podtrzymując poparcie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Jaka jest właściwie świadomość elektoratu&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kilka dni temu serwer &lt;span class="tme"&gt;&lt;a href="http://blogpress.pl/"&gt;Blogpressa&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; też stanął po stronie &lt;span class="nj"&gt;bad guys&lt;/span&gt; i pożarł moją dyskusję z &lt;span class="tme"&gt;&lt;a href="http://dokwadratu.blogspot.com/"&gt;Ckwadratem&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, który nie pierwszy raz z poświęceniem wziął na siebie niewdzięczną rolę &lt;span class="nj"&gt;advocatus diaboli&lt;/span&gt;, co umożliwiło sformułowanie kilku ważnych spostrzeżeń. W dyskusji tej Ckwadrat pesymistycznie ocenił, że miernota naszej dzisiejszej władzy jest odzwierciedleniem miernoty elektoratu. Arogancja, cynizm, pozerstwo to wszak cechy, które w wielu kręgach zapewniają towarzyski sukces. Ludziom tego pokroju może zaimponować Palikot czy cierpiący na jakąś wściekliznę Niesiołowski – osoby w niemałym stopniu odpowiedzialne za zdemolowanie debaty publicznej opartej o argumenty merytoryczne. Nie zgodziłem się z taką generalizacją, uznając, że proces powstawania w społeczeństwie określonych sympatii politycznych jest bardziej złożony. Mało tego, kierując się taką uproszczoną analizą, narażamy się na łatwe rozegranie przez układ. A i poczucie rezygnacji i bierności, które łatwo może pojawić się przy takiej interpretacji, też nie byłoby korzystne. A po stronie układu nastroje społeczne są niewątpliwie monitorowane przez sztaby analityków.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Myślę, że cała zabawa z analizą zbiorowej świadomości elektoratu polega na tym, że równie łatwo jest przecenić jego możliwości zrozumienia sytuacji politycznej, jak i tych możliwości nie docenić. Bez wątpienia mamy tu do czynienia z równaniem z wieloma zmiennymi i na szczęście żaden wynik nie jest z góry przesądzony. Gdyby było inaczej i pożądany wynik można było osiągnąć tylko i wyłącznie poprzez dostrojenie określonych parametrów tego równania, to by oznaczało, że demokracja straciła wszelki sens, a jedyną szansą na zmianę sytuacji są rozwiązania siłowe, jak to drzewiej bywało.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tymczasem parametry równania będące pod kontrolą układu są naciągane do granic możliwości. Wspomniałem już o obrzydzeniu ludziom PiS metodą &lt;span class="t2"&gt;prania mózgu&lt;/span&gt;, a dalej o taktyce nazwanej przeze mnie roboczo &lt;span class="t2"&gt;drugą fazą&lt;/span&gt;, która polega na obrzydzeniu ludziom polityki w ogóle. Oczywiście do sporej części wyborców PO można z powodzeniem zastosować spostrzeżenie Ckwadrata. Są to ludzie, którzy legitymizują takie działania PO jak zamiana polityki w kabaret, kpiny z ludzi, którzy próbują nawiązać merytoryczną dyskusję, prowadzenie polityki, kierując się wyłącznie PR-em, ciągłe krętactwa. Grupa ta pokrywa się z fanami Kuby Wojewódzkiego, wszyscy oni operują wspólnym kodem kulturowym. Inna duża część wyborców doskonale rozumie układ polityczno-medialny, który ukształtował się w Polsce i będzie głosowała za tym układem, bo zwyczajnie ma w tym interes. Te 2 ostatnie grupy są także brane pod uwagę i maksymalnie motywowane do dalszego zainteresowania projektem PO. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystkie te czynniki (parametry) są już mocno naciągnięte, a w powietrzu wisi jakaś zmiana.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Napisałem wyżej, że łatwo też nie docenić możliwości elektoratu. Prawdę powiedziawszy w dużym stopniu wszyscy popełniamy nieustannie taki właśnie błąd. Bo przecież elektorat to tak naprawdę my wszyscy. Właśnie my, którzy widząc szaleństwo Tuska i jego kolegów, powtarzamy naokoło wszem i wobec, że jesteśmy za Platformą, bo jakże inaczej, przecież SLD to czerwoni, a z Kaczorami to na Księżyc, więc tylko tę Platformę mamy, a ona jest taka nasza, swojska, przecież nie bez wad tak jak my sami. A jak zechcemy snobować się na oryginałów, to powiemy, że jesteśmy za UPR, bo Platforma to socjaliści, którzy tylko przybrali maskę liberałów, a SLD i Kaczory to socjalizm, którego wszak nie znosimy. No ale jak ktoś przyciśnie, to przyznamy, że Platforma a nawet SLD lepsze od PiS, bo przecież to partie mniej socjalistyczne. Elektorat to także my, którzy chcemy jakoś przeżyć, a normalnie w naszym biednym kraju przecież nie da się żyć. Kto nie kombinuje, ten całe życie klepie biedę. Więc może chcemy silnej Polski, ale nie jesteśmy pewni, czy gdy przyjdzie ten PiS i zaprowadzi ten swój upragniony porządek, żadnych przekrętów, to czy nie stracimy na tym za bardzo. A choć – w odróżnieniu od tych najbiedniejszych, którzy siedzą po części na garnuszku rodziców i nie są w stanie nic zaoszczędzić – mamy może już częściowo spłacone kredyty, stać nas w tym wszystkim na kochanki, to nagłe zmniejszenie dochodów może spowodować finansową katastrofę. Zatem może lepiej nie ryzykować. Polskę naprawimy innym razem. Wszystkie te ludzkie uwikłania oczywiście przekładają się na decyzje wyborcze tak lub inaczej, ale nie oznacza to, że można lekceważyć polityczne wyczucie ludzi te decyzje podejmujących, że wszyscy tak naiwnie wierzą w &lt;span class="nj"&gt;pierdoły&lt;/span&gt;, które opowiada Tusk, czy w bajki o złych Kaczorach, które chcą wprowadzić w Polsce dyktaturę. Jaką motywację mieli chociażby penitencjariusze zakładów karnych, którzy gremialnie zagłosowali na PO? Przecież nie kierowała nimi wiara w cud gospodarczy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dynamikę zmian świadomości społecznej w tej dekadzie nadała afera Rywina. Niedoceniany już dziś wpływ miała też chyba śmierć Jana Pawła II. Od tamtego czasu panuje chwiejna równowaga. Wiemy przecież, że zwycięstwo PiS i Lecha Kaczyńskiego w 2005 nie przyszło bynajmniej łatwo, do ostatniej chwili toczyła się walka o nieprzerwaną kontynuację Rywinlandu pod światłym i nowoczesnym przywództwem tandemu Tusk-Rokita. Częsty błąd w ocenie elektoratu polega także na tym, że wydaje nam się, że w ciągu zaledwie kilku lat i bez takich wstrząsów jak afera Rywina może dojść do zasadniczych zmian w elektoracie. Owszem, następna dekada będzie kierowała się już nową logiką, którą – oprócz podkładu, który dziś wypracowujemy – wyznaczą zmiany pokoleniowe, prawdziwy kryzys ekonomiczny i niepewna sytuacja międzynarodowa. Mamy więc od kilku lat praktycznie ten sam elektorat, a kolejne wyniki wyborów są efektem jedynie pewnych wahań nastrojów, szczególnej mobilizacji wspólnoty lub zręcznej inżynierii społecznej. W 2005 mieliśmy do czynienia z niezwykłą mobilizacją. Wielu ludziom – tym samym, którzy wcześniej głosowali na Kwacha i na kolejne projekty Michniksa – w tym jednym szczególnym roku wydało się, że to jest ten moment, gdy warto coś poświęcić dla dobra wspólnoty. Może na początku nie będzie lekko, ale razem będziemy w stanie zbudować uczciwe państwo, tak różne od tego zafundowanego przez wielkie okrągłostołowe oszustwo. Podtekstem wściekłego ataku na PiS po wyborach 2005 była chęć obrzydzenia ludziom takich myśli na przyszłość. Temu służyły takie medialne kreacje związane z Samoobroną i LPR, jak prowokacja TVN z Beger czy choćby sprawa &lt;span class="tpr"&gt;Ferdydurke&lt;/span&gt; w zestawie lektur, którą tak mocno rozpalono społeczne emocje. Ale to nie wystarczyło, PiS miał nadspodziewanie dobre ostatnie tygodnie i przez kilka chwil przed wyborami 2007 &lt;span class="t2"&gt;układ&lt;/span&gt; był faktycznie zagrożony. Wtedy trzeba było uciec się do inżynierii społecznej i szczególnej mobilizacji części elektoratu – młodego, nieuświadomionego politycznie, lecz urobionego przez tę specyficzną dzisiejszą popkulturę. Temu służyła całkiem udana z marketingowego punktu widzenia akcja z obroną geja Tiky Winky, akcja „zabierz babci dowód” (babci! – przecież babcie i dziadków mają osoby dość młode, zwykle do dwudziestu paru lat), czy wreszcie wielka manipulacja z rzekomo społecznymi akcjami skierowanymi do młodego elektoratu typu „Zmień kraj. Idź na wybory” (&lt;a href="http://www.niepoprawni.pl/blog/80/jak-zmanipulowano-wybory-2007-roku"&gt;&lt;span class="tpr"&gt;Jak zmanipulowano wybory 2007 roku&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;). Analitykom wiele mówią liczby związane z wyborami 2007 – frekwencja, bezwzględne poparcie dla określonych partii. Ale pozostaje faktem, że finisz, czyli ostatni tydzień, należał do Platformy, a na dodatek skala jej zwycięstwa była duża i raczej niespodziewana. Wieczór wyborczy i długie dramatycznie oczekiwane na pojawienie się słupków obrazujących takie wyniki miało kolosalne znaczenie psychologiczne. W blokowiskach widać było jak niecodziennie rozświetlone są późną porą mieszkania aż do ogłoszenia wyników mimo tego, że następny dzień był dniem pracy. W moim odczuciu to dopiero w tym momencie pękła ta wspólnota, która pozwoliła na zwycięstwo PiS w 2005 roku i dała duże szanse w 2007 roku, pomimo zabójczej mobilizacji elit przeciwko PiS, zgodnie z zasadą „wszystkie ręce na pokład”. Ludzie na gorąco nie analizowali szczegółowo wyników i przyczyn porażki. Po prostu zrozumieli, że cały ten wysiłek nie ma sensu, i tak nic się nie zmieni, nie warto grać na straconych pozycjach, stali się na powrót pragmatyczni, wspólnota pękła jak bańka mydlana. Chęć ostatecznego zdeptania wszelkiej nadziei była podtekstem narracji, którą najtrafniej tuż przed wyborami wyraził Radek Sikorski: &lt;span class="cyt"&gt;„Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy, wygramy tę batalię!”&lt;/span&gt;. Dorzynanie watah – to była przyczyna dość zaskakującego faktu, że kulminacja medialnej nagonki na PiS i prezydenta Kaczyńskiego przyszła &lt;span class="em1"&gt;po&lt;/span&gt; wygranych przez PO wyborach, o ile to jeszcze pamiętamy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dziś przypuszczam, że po dwóch latach rządów PO następuje powrót do stanu równowagi z czasów afery Rywina. Trudno będzie wykrzesać tego ducha prawdziwej nadziei na zmiany, jaka mimo braku politycznej stabilności i ostrego oporu ze strony &lt;span class="t2"&gt;układu&lt;/span&gt; towarzyszyła rządom PiS w latach 2005-2007. Plusem jest to, że dziś lepiej wiadomo, kto gdzie stoi. Wielu zostało zniechęconych do PiS, ale i wielu przyznaje dziś, że w 2005 głosowało na PO z niewiedzy. Jarosławowi Kaczyńskiemu zarzuca się ostre sformułowania, a układ stara się go ośmieszyć i zakrzyczeć, ale to dalekowzroczny polityk. Mówiąc o tradycji AK z jednej strony politycznej barykady, i tradycji ZOMO z drugiej strony, wyznacza istotne ramy dla trwającej walki politycznej, zasadniczo ułatwia intuicyjne zaklasyfikowanie jej różnorakich uczestników i nadaje tej walce właściwą rangę symboliczną. Choćby media nie wiem jak wyśmiewały ten podział i zaklinały rzeczywistość, to nie zdołamy już od niego uciec i bardzo dobrze. Nie chodzi tu bowiem o polaryzację sceny politycznej, w istocie to Tusk zaczął totalną wojnę z Kaczyńskimi, wojnę na wyniszczenie. Także Tusk odrzucał wszelkie próby nawiązania choćby nikłego porozumienia i współpracy. Chodzi o to, byśmy jako społeczeństwo dokonali ostatecznego wyboru. Takiego wyboru nie zapewnią żadne oszukańcze projekty polityczne na kilka lat, żadna inżynieria społeczna, najbardziej wymyślne hasła, spoty, najmądrzej napisane programy, których nikt nie czyta, żadni mistrzowie ciętej riposty w telewizji. Ale dobrze zdefiniowane odniesienia do sfery symbolicznej mogą umożliwić dokonanie takiego wyboru. Jeśli faktycznie większość z nas to ci, którzy uważają Jaruzelskiego za bohatera, Kiszczaka za człowieka honoru, Kuklińskiego za zdrajcę, powstanie warszawskie tylko za tragiczną pomyłkę, a pamięć o Katyniu za przeszkodę w unormowaniu stosunków polsko-rosyjskich, a także ci, którzy nie płakali po papieżu, to wtedy może przyjdzie ten czas, by pogodzić się z ostatecznym przedefiniowaniem projektu Polska, a może i jego zamknięciem w nieodległym terminie. Dziś jednak mamy czas, gdy próby przywrócenia naszej historii do powszechnej świadomości znajdują szeroki oddźwięk, istnieje wręcz pewien głód wiedzy na ten temat, a to dobry znak. Jeśli jesteśmy przy sferze symbolicznej, to jak ładnie zawołanie Sikorskiego o dorzynaniu watah komponuje się z piosenką Okudżawy/Kaczmarskiego &lt;span class="tpr"&gt;Obława&lt;/span&gt; i jak potwierdza to diagnozę Kaczyńskiego, jeśli idzie o pozycje, jakie zajęli poszczególni politycy w dzisiejszej politycznej wojnie.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-6432752925348204518?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/6432752925348204518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/11/losy-jeszcze-sie-waza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/6432752925348204518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/6432752925348204518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/11/losy-jeszcze-sie-waza.html' title='Losy jeszcze się ważą'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-6459558553961743324</id><published>2009-10-18T20:39:00.004+02:00</published><updated>2009-10-18T20:49:33.164+02:00</updated><title type='text'>Czekam na happy end</title><content type='html'>&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 720px; height: 555px;" src="http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/SttgZ0uYhVI/AAAAAAAAAuI/8lKMRzPbi-s/CBA-tv-skojarzenie.jpg" alt="Filmowy detektyw trafia na ślad porozumienia wysoko postawionych polityków z przestępcami. Skojarzenie z Mariuszem Kamińskim i aferą hazardową narzuca się samo..."&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 1.&lt;/span&gt; Filmowy detektyw trafia na ślad porozumienia wysoko postawionych polityków z przestępcami. Skojarzenie z Mariuszem Kamińskim i aferą hazardową narzuca się samo...&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Czekam na happy end :)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-6459558553961743324?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/6459558553961743324/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/czekam-na-happy-end.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/6459558553961743324'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/6459558553961743324'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/czekam-na-happy-end.html' title='Czekam na happy end'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/SttgZ0uYhVI/AAAAAAAAAuI/8lKMRzPbi-s/s72-c/CBA-tv-skojarzenie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-6090652319443919901</id><published>2009-10-17T04:46:00.006+02:00</published><updated>2009-10-18T05:50:03.785+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Donald Tusk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Waldemar Pawlak'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lech Wałęsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bolek'/><title type='text'>Tusk i Pawlak byli i są zdrajcami</title><content type='html'>&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/PuLkoJlTchc&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/PuLkoJlTchc&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Klip 1.&lt;/span&gt; &lt;span class="tpr"&gt;Lech Wałęsa – Zaginione dokumenty&lt;/span&gt;. Ten klip przypomina w pigułce przebieg wypadków związanych z ratowaniem postkomunistycznego układu przed zdemaskowaniem. Głównym bohaterem jest Bolek (Lech Wałęsa), którym posłużono się do obalenia rządu Jana Olszewskiego pamiętnej nocy 04/05.06.1992. Warto zwrócić uwagę na to jak gorliwie wtedy wykonywali swoje podrzędne role Tusk i Pawlak – dzisiejszy premier i wicepremier. Dalsza część klipu od 02:10 dotyczy wykradania przez Bolka akt państwowych i mikrofilmów dotyczących swojej osoby.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Donald Tusk (rocznik 1957, 52 lata) i Waldemar Pawlak (rocznik 1959, 50 lat) mogliby być kolegami. Ich drogi polityczne zeszły się na chwilę w nocy 04/05.06.1992 w sejmowym gabinecie, gdzie grupa posłów pod kierownictwem ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsy przygotowywała „gangsterski chwyt” – jak nazwał to sam Pawlak (paradoksalnie jedyny, którego ruszyło sumienie) – w celu obalenia rządu Jana Olszewskiego. Rząd ten w imię żywotnych polskich interesów był gotów naruszyć potężne interesy mafii, szemranego biznesu i obcych wywiadów, dla których teren Polski i jej państwowy majątek rozkradany na potęgę to było wtedy prawdziwe eldorado. W swojej determinacji Olszewski zamierzał ujawnić listy byłych agentów SB wśród czołowych polityków i to wystarczyło, by wywołać ogromną mobilizację niemal wszystkich stron sceny politycznej w celu zatrzymania tych działań. Przeciwnik był wtedy zbyt silny, a po zażegnaniu niebezpieczeństwa okopał się jeszcze mocniej. Warto jednak tamte wydarzenia stale przypominać, by wspomagać naturalną tendencję do wypływania prawdy na wierzch. Proces ten będzie drążył skałę tak długo, aż nie zostanie zakończony.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na początku klipu słyszymy posła wywodzącego się z opozycji z czasów PRL, Kazimierza Świtonia, który wypowiedział słynne słowa: &lt;span class="cyt"&gt;„Pragnę powiedzieć, że na drugiej liście jest pan prezydent jako agent Służby Bezpieczeństwa.”&lt;/span&gt; W istocie postępowanie Wałęsy zaczęło budzić wątpliwości u bardziej świadomych obserwatorów dość wcześnie. Problem polegał na tym, że pod koniec lat 80. Wałęsę kryli wszyscy: komunistyczna władza była żywotnie zainteresowana w uwiarygodnianiu swojego człowieka jako lidera opozycji, a zachodnim rozgłośniom radiowym nadającym po polsku brakowało szczegółowych informacji lub prowadziły własną grę. Niemała liczba osób autentycznie walczących z komuną w kluczowym roku 1989 i wyczuwających przekręt nie miała siły przebicia, by zahamować niedemokratyczne przejmowanie rzekomo demokratycznie wybieralnych 35% miejsc w Sejmie i 100% miejsc w Senacie przez Komitety Obywatelskie Wałęsy i niedopuszczanie kandydatów spoza kliki.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jeszcze w czasie debaty telewizyjnej Wałęsa-Miodowicz 30.11.88 patrzyło się na Wałęsę z jakąś nadzieją, choć już wtedy mocno dawało do myślenia, że fala strajków z sierpnia 1988 była nieprzyjemnym zaskoczeniem nie tylko dla władz, ale i dla opozycji... A organizacja strajku wymagała rzeczywistej woli walki. Wtedy jeszcze częste były pacyfikacje przez ZOMO i wiadome konsekwencje dla liderów. Wałęsa, prowadząc swoją politykę, niczym już nie ryzykował w tym czasie (w rzeczywistości – jako człowiek służb – nigdy nie ryzykował). Większe wątpliwości, co do prawdziwego sensu gry prowadzonej przez „Solidarność” Wałęsy, wzbudziło już pokazane przez tv powitanie Wałęsy i Jaruzelskiego, gdy pierwszy raz spotkali się 18.04.89 – Jaruzelski: &lt;span class="cyt"&gt;„Góra z górą...”&lt;/span&gt;, Wałęsa: &lt;span class="cyt"&gt;„Tym razem chyba się nie rozejdziemy”&lt;/span&gt;, Jaruzelski: &lt;span class="cyt"&gt;„Wszystko dla dobra Polski.”&lt;/span&gt; Całkiem możliwe, że ta gładka wymiana zdań była wyreżyserowana. Wszystko stało się jasne po odrażających próbach przepchnięcia rządu Kiszczaka, a potem po powstaniu rządu Mazowieckiego z resortami siłowymi obsadzonymi przez komunistów oraz po wyborze Jaruzelskiego na prezydenta. Lepiej zorientowani w prywatnych rozmowach wprost nazywali Wałęsę ironicznie Bolkiem. Tymi zorientowanymi, nawet częściej niż ideowi lecz często naiwni zwolennicy „Solidarności”, byli dobrze ustawieni myślący komuniści, ci sami, którzy środowisko młodych entuzjastycznych i nieświadomych przekrętu, jakiego są częścią, zwolenników dekomunizacji nazywali pogardliwie &lt;span class="t2"&gt;pampersami&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zdanie o agenturalności Wałęsy rzucone z sejmowej trybuny przez Kazimierza Świtonia było ważne. W dzisiejszym nazewnictwie można by powiedzieć, że dokonało ono pierwszego nieznacznego wyłomu w oficjalnej narracji o pokojowym przekazaniu władzy opozycji przez reżim PRL – w rzeczywistości o żadnego przekazania władzy nie było, zmieniły się tylko formy administrowania Polakami. W artykule z 2007 Wyborcza  w charakterystycznym ociekającym jadem stylu opisuje zdarzenia z 1992: &lt;span class="cyt"&gt;„Poseł Sławomir Siwek z PC próbuje starego tricku – zgłasza wniosek o utajnienie obrad. W chwilę później Kazimierz Świtoń krzyczy z mównicy: «Prezydent Wałęsa jest na drugiej liście jako agent SB!»”&lt;/span&gt; Jak można usłyszeć, nie było żadnych krzyków, tylko Wyborcza – jak zawsze – broni agentów, sugerując, że zwolennicy ich ujawnienia to niebezpieczni maniacy. Interesujący jest fakt, że zdanie Świtonia wykreślono ze stenogramu obrad i to na wniosek... posła Jana Rokity. Na następny poważniejszy wyłom w narracji trzeba było czekać niestety aż 16 lat do ukazania się książki Cenckiewicza i Gontarczyka.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przyjrzyjmy się roli jaką w wydarzeniach 1992 roku odegrali młodzi wtedy lecz gorliwi kandydaci na przyszłych namiestników Polski: Tusk i Pawlak. Będąc ledwo po trzydziestce, należeli wtedy do politycznej młodzieży. Podczas gdy mafioso Wałęsa organizował na zapleczu przewrót z potencjalnie niepewnymi klubami, inni mafiosi – Geremek, Kwaśniewski – zabezpieczali operację w Sejmie, o ich wsparcie Wałęsa nie musiał się martwić. Tacy ludzie jak Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Jan Olszewski, z determinacją dążyli do prawdziwego oczyszczenia polskiej polityki i ponieśli za to wysoką cenę jako politycy – byli zwalczani za pomocą służb specjalnych (koordynował to płk Jan Lesiak, co udowodniono w sądzie w 2007), oczerniano ich w mediach zmonopolizowanych przez środowisko Michnika, byli w dużej mierze pozbawieni kontaktu ze społeczeństwem poprzez wykluczanie ich osób oraz idei z przestrzeni publicznej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jak widać w klipie, Tusk i Pawlak nawet przez chwilę nie mieli wątpliwości, po czyjej stronie stanąć. Dialogi jak z filmu sensacyjnego. Wałęsa: &lt;span class="cyt"&gt;„Słuchajcie, bo jak nie przejdzie [Pawlak], to jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji.”&lt;/span&gt; Tusk: &lt;span class="cyt"&gt;„Jak SLD nie skrewi, to przejdzie.”&lt;/span&gt; SLD miałoby skrewić? Żart? Niekoniecznie. Tusk na tym zebraniu zdominowanym przez graczy z wyższej ligi nie ma nic do powiedzenia, jest tylko takim gówniarzem z ambicjami. Toteż odzywa się nie dlatego, że ma coś ważnego do powiedzenia, ale by podkreślić swoje gorliwe zaangażowanie w tę sprawę i by nie zostało mu to zapomniane. Kto wie, może gdyby wtedy zdystansował się od tego szemranego towarzystwa, milcząc wyniośle, dziś nie byłby premierem. W każdym razie Tusk wolał nie ryzykować. By podkreślić swoją przynależność do grupy, poufale użył paragangsterskiego języka: „jak SLD nie &lt;span class="nj"&gt;skrewi&lt;/span&gt;”.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ciekawie ogląda się także wylęknionego Pawlaka, gdy powtarza przed Wałęsą wyuczoną lekcję: &lt;span class="cyt"&gt;„Potem, po powołaniu, składam podziękowanie, «sytuacja jest dramatyczna», wniosek o MSW i MON. I czyszczę sobie UOP.”&lt;/span&gt; Za chwilę wygłasza w Sejmie swoim charakterystycznym, dobrze znanym dziś tonem: &lt;span class="cyt"&gt;„Sytuacja stała się dramatyczna.”&lt;/span&gt; Zapis narady został wykonany na potrzeby Wałęsy, który nie chciał, by – w przypadku ewentualnych problemów – całą odpowiedzialność za przewrót zrzucono na niego. Taśmy w żadnym razie nie miały przeniknąć do opinii publicznej. Przegrany pokątnie materiał VHS wyciekł przez niedbalstwo pewnych osób i determinację innych – za coś takiego łatwo można zostać „uciszonym”. Opinia publiczna poznała ten materiał z filmu Jacka Kurskiego &lt;span class="tpr"&gt;Nocna zmiana&lt;/span&gt; z 1994, który został raz wyemitowany w publicznej tv w 1995 i do czasu upowszechnienia się Internetu i sieci P2P w bieżącej dekadzie był słabo dostępny. Dopiero gdy film stał się popularny, napisała o nim Wyborcza w swoim charakterystycznym nienawistnym stylu. Tymczasem w 1998 ukazał się album Kultu &lt;span class="tpr"&gt;Ostateczny krach systemu korporacji&lt;/span&gt; z piosenką &lt;span class="tpr"&gt;Lewy czerwcowy&lt;/span&gt; nawiązującą do &lt;span class="tpr"&gt;Nocnej zmiany&lt;/span&gt; a w szczególności wyśmiewającą niewdzięczne zadanie, jakie otrzymał młody Pawlak. Kazik Staszewski nie bez ironii wtedy śpiewał: &lt;span class="cyt"&gt;„Tak panie Waldku, pan się nie boi / Dwie trzecie Sejmu za panem stoi / Panie Waldku, pan się nie boi / Cały naród murem za panem stoi.”&lt;/span&gt; ... &lt;span class="cyt"&gt;„Panie Waldku, pan się nie boi / Pan prezydent także za panem stoi.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W klipie zwrócono uwagę także na postać Tomasza Bańkowskiego (Polski Program Gospodarczy, inaczej: Duże Piwo, czyli frakcja Polskiej Partii Przyjaciół Piwa Janusza Rewińskiego). Później Bańkowski dołączył do posłów z KLD w klubie poselskim Polski Program Liberalny, a po powstaniu PO w 2001 zapisał się do tej partii. W trakcie nocnej zmiany Bańkowski przemawiał: &lt;span class="cyt"&gt;„Pan Waldemar Pawlak (...) mam nadzieję, że będzie w stanie sformułować rząd, który będzie służył dobrze Polsce Ludowej... Polsce... przepraszam [na sali śmiech, oklaski]”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tusk i Pawlak w 1992 potwierdzili swoją przynależność do klubu zdrajców. Historia zatoczyła koło i w 2007 z błogosławieństwem emerytowanego już Bolka-Wałęsy ponownie gorliwie przyłożyli się do przerwania działania patriotycznego rządu. Tym razem był to rząd Jarosława Kaczyńskiego. Tym razem Tusk przeszedł kilka szczebli wyżej w hierarchii i został namaszczony na mafiosę z pierwszego szeregu, może nawet myśli, że coś rozgrywa. Zwróćmy uwagę, że Pawlak był na tym etapie znacznie wcześniej, a mianowicie w czasie swoich 33 dni po obaleniu rządu Olszewskiego oraz w latach 1993-1995. Jakikolwiek jest dziś prawdziwy cel Tuska, widać na zdrowy rozsądek, że nie da się wziąć odpowiedzialności za swoje rządy przed historią i jednocześnie sprawować funkcję premiera tak nieudolnie jak Tusk. Nawet jeśli dziś maska PR-u i osłona medialna względnie dobrze działa, to z perspektywy jakiś 5 lat nędza i błazeństwo rządu Tuska będą już całkowicie oczywiste.&lt;/p&gt;
&lt;span class="cyt"&gt;&lt;/span&gt;
&lt;p&gt;Moim zdaniem nie należy łudzić się, że &lt;span class="t2"&gt;afera hazardowa&lt;/span&gt; i &lt;span class="t2"&gt;afera stoczniowa&lt;/span&gt; wyczerpują repertuar tego rządu. Sytuacja w Polsce dziś intensywnie zmierza w kierunku samowoli mafii oraz służb (polskich i obcych) charakterystycznej dla lat 90. Dla doświadczonego obserwatora wykrycie afer przez ostatnią zdolną do tego służbę, czyli CBA, nie jest zaskoczeniem, a w udostępnionych stenogramach zwraca uwagę nie głupota uczestników zdarzeń, którą kłamliwie podkreśla oficjalna propaganda. Zwraca uwagę raczej ich uzasadnione poczucie bezpieczeństwa i bezkarności. Podobnie było w latach 90., gdy złapany gangster wysokiej rangi ze śmiechem oznajmiał oficerowi śledczemu lub prokuratorowi, że za kilka dni go wypuszczą. I rzeczywiście, po kilku dniach przychodziło z góry polecenie zwolnienia pod byle pretekstem, a nadgorliwy glina czy prokurator był w najlepszym razie odsuwany od sprawy. Jeśli dalej był zbyt dociekliwy, to sam prosił się o poważne kłopoty, których początkiem było zdegradowanie czy utrata pracy. Nieliczne w porównaniu z rozmiarami procederu, lecz nagłaśniane, policyjne akcje przeciwko gangom były w rzeczywistości elementem wojny gangów. Przypomina się też „Pershing”, który będąc szefem największego polskiego gangu odpowiedzialnym za wiele morderstw, odsiadywał 4-letni wyrok w komfortowych warunkach, kierując swoim imperium z więzienia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W latach 00. bossowie zalegalizowali swoje mafijne kapitały i ulokowali je w legalnym biznesie. Początek rządów zdrajców Tuska i Pawlaka to dla tych „biznesmenów” – jak pokazują afery – sygnał do powrotu na większą skalę do macierzystej branży. O ile jednak prominentni politycy SLD pełnili w ówczesnych rozgrywkach funkcję podmiotową, o tyle politycy PO są dziś tylko miernymi wykonawcami przygotowującymi grunt dla powrotu „prawowitych” administratorów Polski rodem z PZPR-SLD. Przygotowanie to polega na wprowadzaniu do służb specjalnych ludzi pracujących dla SLD i KGB, m.in. z rozwiązanego przez rząd PiS WSI, oraz likwidacji CBA. To jest dziś prawdziwy cel i jedyny sens sprawowania funkcji premiera przez Tuska.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-6090652319443919901?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/6090652319443919901/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/tusk-i-pawlak-byli-i-sa-zdrajcami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/6090652319443919901'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/6090652319443919901'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/tusk-i-pawlak-byli-i-sa-zdrajcami.html' title='Tusk i Pawlak byli i są zdrajcami'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-3214610850876078548</id><published>2009-10-14T20:26:00.011+02:00</published><updated>2009-11-02T11:34:51.515+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Donald Tusk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='SLD'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PO'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><title type='text'>Z Tuska złazi farba</title><content type='html'>&lt;p class="pt1"&gt;Absurdy rządowo-medialnej narracji&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nawet kompromitująca afera nie musi spowodować natychmiastowego spadku notowań takiej partii jak Platforma Obywatelska oraz jej lidera – premiera Donalda Tuska. Pojawiają się kolejne dowody na to, że wielu czołowych polityków tej partii jest uwikłanych w ciemne interesy i służy nie państwu a podejrzanym wpływowym grupom. Donald Tusk w obliczu takich wstrząsów nie wykonał tak naprawdę ani jednego realnego posunięcia, stosuje jedynie szereg nie zawsze spójnych technik PR-owskich. Zaczyna od stwierdzenia, że nie było żadnej afery, stosując przy tym logikę, że warunkiem koniecznym wystąpienia afery jest wystąpienie przestępstwa, a tego ujawnione stenogramy – jego zdaniem – nie dowodzą, a czego dowodzą nieujawnione – nie może powiedzieć, bo są tajne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mało tego, mamy uwierzyć, że jego ludzie w rzeczywistości mieli dobre intencje: chcieli najlepszej dla państwa ustawy hazardowej i najkorzystniejszej dla państwa sprzedaży stoczni. „Pseudoafery” wzięły się stąd, że do realizacji swoich dobrych intencji zabrali się bardzo nieudolnie, oraz stąd, że CBA to służba, która szuka korupcji głównie w szeregach partii władzy, zamiast skupić się na mniej drażliwych tematach. Jednocześnie PO to partia mająca najlepszych profesjonalistów i zawodowców w sprawach ekonomicznych oraz najwyższe standardy. Dalej Tusk usuwa z rządu szereg ludzi, zapewniając jednocześnie społeczeństwo o tym, że do tych wyrzuconych ma pełne zaufanie, jednak do wyrzucenia ich zobowiązują go właśnie najwyższe standardy etyczne obowiązujące w jego partii (?!). Odgrywa jednocześnie surowego – który karze za błędy i dobrego – który wszystkim ufa, wszystkich kocha i nikomu nie robi krzywdy. Co prawda idzie na wojnę z PiS-em, ale to nie kłóci się z główną narracją miłości, gdyż PiS jest w oficjalnej narracji traktowany jako ciało obce, wrzód do wycięcia, wataha, którą należy dorżnąć. W narracji o Tusku bardzo ważne jest to, że jest on świetnym liderem. Nie mogą tego w żadnym razie podważyć takie fakty jak otaczanie się nieudolnymi ludźmi czy brak panowania nad ich działaniami, a nawet osobiste zaangażowanie się w kompromitujące rozmowy z Katarem na najwyższym szczeblu w sprawie ustawionego przetargu. Zawsze winni muszą być niekompetentni wykonawcy, a lider pozostaje nieskazitelny.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Premier używa srogich zapewnień, co do chęci rozprawienia się z choćby ewentualnością korupcji lęgnącej się w szeregach PO, a ma temu posłużyć komisja sejmowa do spraw &lt;span class="t2"&gt;afery hazardowej&lt;/span&gt;. Jednocześnie bojowy nastrój platformersów prących do wojny z PiS-em oraz przejmujących CBA pokazuje, że wynik prac tej komisji jest przesądzony. Zdaniem Tuska i jego ludzi ta komisja ma błyskawicznie dojść do wniosku, że nie było żadnej afery, podejrzani z Platformy są czyści jak łza, a cała historia była wynikiem intrygi piekielnych Kaczyńskich i piekielnego CBA. Na szczęście dzielny i mądry Tusk obronił skoncentrowane w PO siły dobra oraz – przy okazji – wszystkich Polaków przed tymi piekielnymi zakusami i ostatecznie wykorzenił zło z naszego świata. Dopiero wtedy mógł nareszcie... nie odpocząć! Zająć się prawdziwym rządzeniem krajem. Happy end. Ten eschatologiczny typ myślenia jest widoczny w szeregach PO od kilku dni – są karni, zmobilizowani i zdeterminowani. Wydawałoby się jednak, że wspinając się na wyżyny absurdu, nie dojdą do mówienia w kategoriach świętej wojny zupełnie wprost. Oto jednak oryginalne wypowiedzi jednego z głównych kapciowych Tuska, Sławomira Nowaka, z wywiadu, który ukazał się w &lt;span class="tmp"&gt;Polska&lt;/span&gt; 10.10.09:&lt;/p&gt;
&lt;div class="cytat"&gt;
&lt;p class="pyt"&gt;Ludzie Platformy ufają Tuskowi, nawet jeśli nie rozumieją jego decyzji?&lt;/p&gt;
&lt;p class="odp"&gt;On nie jest żadnym nawiedzonym mistykiem, który ma olśnienia, ale na pewno jest dotknięty przez Pana Boga geniuszem i nieprawdopodobną intuicją. Premier zawsze szuka niestandardowych rozstrzygnięć i na tym też polega jego siła. Obrady klubu zakończył ostatnio sformułowaniem: „nie traćcie ducha”. Biblijnie, powiało świeżą bryzą.&lt;/p&gt;
&lt;p class="odp"&gt;(...)&lt;/p&gt;
&lt;p class="pyt"&gt;Na co ma Pan teraz ochotę?&lt;/p&gt;
&lt;p class="odp"&gt;Wrócić do domu, być z rodziną. Trochę pogadać o tym.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pyt"&gt;I co będzie dalej?&lt;/p&gt;
&lt;p class="odp"&gt;Spotkamy się ze znajomymi, pójdziemy na spacer, może skoczymy do zoo w Oliwie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pyt"&gt;Zobaczyć tygrysa?&lt;/p&gt;
&lt;p class="odp"&gt;Tak. I powiem dzieciom: to jest taki przyczajony tygrys, ukryty smok, zupełnie jak pan premier. [śmiech]&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Rozumiem, że mając słabą orientację w politycznych wydarzeniach i oceniając je tylko przez pryzmat serwisów informacyjnych, można zgodzić się z powtarzanymi do znudzenia propagandowymi deklaracjami, że CBA było policją polityczną PiS-u, a w rządzie PO nie było żadnych afer. Nie sposób jednak nie zauważyć w rządowo-medialnej narracji przytłaczającego nagromadzenia absurdu. Jest to ważne spostrzeżenie i tym, którzy zachowali resztki rozsądku na pewno da to do myślenia. Należy jednak sobie zadać pytanie, czy najwierniejsi zwolennicy PO głosowali na tę partię, kierując się zdrowym rozsądkiem? Czy medialne zarzuty pod adresem PiS z czasów wyborów 2007, że ta partia wszystkich podsłuchuje i zwykłym biednym ludziom wchodzi o 6 rano do domów, a na dodatek – jak nic – zamierza wprowadzić w Polsce stan wojenny, czy te zarzuty mają coś wspólnego ze zdrowym rozsądkiem? Raczej nie, i tu jest chyba klucz do zrozumienia nagromadzenia absurdu w dzisiejszej narracji Tuska. On swoje przemówienia i działania kieruje do swojego żelaznego elektoratu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Problem Tuska z żelaznym elektoratem PO&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jaki jest prawdziwy sens popierania takiej partii jak PO wśród jej żelaznego elektoratu? Typowa afera gospodarcza na tym elektoracie nie robi wrażenia – raczej traktuje on korupcję jako nieodłączny element życia polityczno-gospodarczego. Wydaje mi się, że ostatnie 2 afery Tuska są dla tego elektoratu w pełni akceptowalne. Sensem pierwszej, &lt;span class="t2"&gt;afery hazardowej&lt;/span&gt;, było w końcu, ogólnie biorąc, zmniejszenie opodatkowania oraz zwiększenie dostępności automatów do hazardu, co daje się wpisać w bezkompromisowe wspieranie wolności gospodarczej. Sensem drugiej, &lt;span class="t2"&gt;afery stoczniowej&lt;/span&gt;, było ustawienie przetargu, co jest, co prawda, zaprzeczeniem wolności gospodarczej, ale za to daje się wpisać w determinację urzędników, by pozbyć się wreszcie nierentownych stoczni i „kłopotliwych” stoczniowców. Wykrętne tłumaczenia Tuska i jego ludzi, usunięcie ministrów ze stanowisk – to daje się wyjaśnić stanem wyższej konieczności. Zmiany w rządzie nie cieszą żelaznego elektoratu jako sprzeczne z przyjętym wizerunkiem PO, ale dają się usprawiedliwić koniecznością utrzymania poparcia u tych, którzy „nie rozumieją polityki w pełni” i prymitywnie „domagają się głów”. Dla żelaznego elektoratu ciężkim grzechem Tuska mogłaby być najwyżej jakaś ewidentna żenująca gafa, ale ponieważ na ogół to media decydują, co i kiedy jest gafą, Tusk z tym na razie nie ma problemu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Główną przesłanką przynależności do żelaznego elektoratu PO jest chyba potrzeba zaakcentowania przynależności do pewnej grupy. Jest to szczególnie widoczne wśród elit, zwanych też &lt;span class="t2"&gt;salonem&lt;/span&gt;, gdzie popieranie Tuska i PO, to jeden z podstawowych towarzyskich obowiązków. Wyrwanie się z poparciem dla PiS jest traktowane jako nietakt właściwie wykluczający z towarzystwa. Co ciekawe, popieranie PO nie jest traktowane jako „polityczne”, natomiast ten, kto popiera PiS, musi otrzymać od razu łatkę jakiegoś podejrzanego politycznego aktywisty, wręcz oszołoma. Na podtrzymanie tego stanu wśród elit wydatnie wpływa sieć zależności finansowych związanych z przepływem pieniędzy głównie w branży rozrywkowej i telewizyjnej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W Polsce istnieje także potężna grupa społeczna, która głęboko podświadomie czuje potrzebę ciągłego potwierdzania swojej przynależności do „lepszego towarzystwa”. A wymagania stawiane szaremu obywatelowi, by do tego lepszego towarzystwa dostać przepustkę są w sumie niewielkie: bezwarunkowe popieranie PO (dla pozyskania aktualnych argumentów wystarczy od czasu do czasu zajrzeć do &lt;span class="tmp"&gt;Gazety Wyborczej&lt;/span&gt; i &lt;span class="tme"&gt;TVN24&lt;/span&gt;), gorliwe udawanie znawcy towarzyskich nowinek takich jak suschi, czy też zachwycanie się beznadziejnym humorem &lt;span class="tpr"&gt;Szkła kontaktowego&lt;/span&gt; (widzowie niemal obowiązkowo zaczynają swoje telefoniczne opinie od „szkiełko to wspaniały program”, „jesteście moją ulubioną parą” i kontynuują: „te Kaczory to bezmózgie kreatury, jak ja ich nienawidzę, zróbcie coś, żeby ich wreszcie nie było”). Zagospodarowanie tej przemożnej potrzeby awansu towarzyskiego swego czasu pozwoliło osiągnąć wysokie poparcie społeczne Unii Wolności, a dzisiaj jej duchowemu i politycznemu spadkobiercy – Platformie Obywatelskiej. Ten specyficzny snobizm na PO zauważył Marek Migalski. Potraktował to jako słabość tej partii i znakomicie punktuje. Nic dziwnego, że jest on dziś traktowany przez salon jako jeden z głównych wrogów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z powyższego wynika, że wśród żelaznego elektoratu Tuskowi i Platformie nie zaszkodzi absurdalność narracji, może natomiast jak najbardziej zaszkodzić wizerunek polityków obciachowych. Z ostatnich wydarzeń najbardziej zaszkodził Tuskowi nie Chlebowski załatwiający ciemne interesy z Sobiesiakiem, tylko Chlebowski, który poci się jak szczur pod naciskiem oczekiwań swojego patrona rzucającego „kurwami”, a potem żałośnie wije się na konferencji prasowej przed dziennikarzami. Zaszkodził Chlebowski spotykający się ze swoim patronem pokątnie na stacji benzynowej jak podrzędny gangster zamiast w wyszukanym lokalu jak boss z bossem. Zaszkodził – nie Drzewiecki jako minister tolerancyjny dla kolosalnej korupcji w sporcie, ale Drzewiecki jako Miro, który szuka okazji by gdzieś zachlać, nieważne czy w kraju, czy za granicą, a potem obnosi się ze swoją czerwoną pijacką mordą, co przy okazji ostatnich wydarzeń wszyscy sobie dobitnie uświadomili. Nieudolność Tuska też jest pomijalnym szczegółem wobec takiego obciachu jak stwierdzenia Nowaka: &lt;span class="cyt"&gt;„Tusk jest dotknięty przez Pana Boga geniuszem.”&lt;/span&gt; &lt;span class="cyt"&gt;„Pan premier to taki przyczajony tygrys, ukryty smok.”&lt;/span&gt; Paradoksalnie z Tuska dziś złazi farba i dzięki Markowi Migalskiemu, i dzięki Sławomirowi Nowakowi z jego psalmami pochwalnymi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Scenariusze polityczne&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mimo dość gwałtownego przełamania politycznej sztampy ostatnich 2 lat, proces przeformatowania elektoratu nie nastąpi z dnia na dzień. Dla dobrego zrozumienia procesów zmian sympatii wyborczych w społeczeństwie niezbędne wydaje się doświadczenie życiowe, otwartość na ludzi i kontakty z wieloma środowiskami. To lepsze dla zrozumienia elektoratu niż socjologiczne studia. Spróbujmy jednak spojrzeć na te procesy z najbardziej ogólnej perspektywy. Spójrzmy najpierw na przybliżone wyniki wyborów parlamentarnych 2007 w liczbach bezwzględnych: PO – 6,5 mln, PiS – 5 mln, LiD – 2 mln, PSL – 1,5 mln, 1 mln – pozostałe partie, które nie przekroczyły progu wyborczego. Razem 16 mln. Frekwencja 54% została uznana za bardzo wysoką i zapewne w kolejnych wyborach parlamentarnych 2011 nie będzie ona wyższa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pierwsze ważne spostrzeżenie jest takie, że na 3,5 mln wyborców głosujących na LiD i PSL można liczyć chyba w znikomym stopniu. Przy LiD w ostatnich wyborach został chyba tylko najtwardszy postkomunistyczny elektorat. Jedynie wśród wyborców PSL mogła się znaleźć pewna liczba zdezorientowanych „politycznych rozbitków”, zwłaszcza, że był wtedy budowany wizerunek PSL jako partii spoza układów „tych” i „tamtych”, „nieskażonej” udziałem w rządach. Dopiero po wyborach zaczęto więcej mówić o PSL jako byłym koalicjancie SLD. Pozostałe mniejsze partie to głównie Samoobrona i LPR, które w warunkach konfliktu między PiS a byłymi koalicjantami przed wyborami 2007 także mogły przyciągnąć głównie elektorat zdecydowanie sprzeciwiający się PiS. Wraz z postępowaniem politycznej edukacji społeczeństwa, można spodziewać się tendencji do zmniejszania liczby głosów na partie, które nie przekraczają progu, załóżmy, że w kolejnych wyborach będzie ich 0,5 mln – te głosy uznajmy za „zmarnowane”, nie będą brane pod uwagę w dalszej analizie. Na tym etapie analizy mamy więc 4 mln głosów, mówiąc w dużym uproszczeniu, na formacje postkomunistyczne. Głosy „postkomunistyczne” zasilą SLD i PSL lub też – jeśli zajdzie taka konieczność – jakąś nową postkomunistyczną mutację, na przykład SD.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W przypadku PiS możemy mówić o twardym elektoracie, który potwierdzają nawet stronnicze sondaże preferencji politycznych, i wynosi on ok. 4 mln Polaków. Do tego w ostatnich wyborach doszło 1 mln niezdecydowanych, którzy obecnie przynajmniej sondażowo dołączyli do elektoratu PO. Jedynym potencjalnym elektoratem PiS-u jest więc twardy elektorat tej partii oraz ta część wyborców o chwiejnych poglądach, która w 2007 roku wybrała PO lub PiS, kierując się jakimś ogólnym obrazem wyłaniającym się z medialnego szumu. Wśród wyborców PO była spora część elektoratu postkomunistycznego, która w 2007 roku na wyraźne sygnały liderów obu ugrupowań – PO i LiD – przeniosła poparcie na PO. Ten ostatni aspekt można w tej analizie pominąć. Przyjmijmy też dla uproszczenia, że żelazny elektorat PO, czyli niereformowalne &lt;span class="t2"&gt;wykształciuchy&lt;/span&gt; (bliższe rosyjskiemu terminowi &lt;span class="jez"&gt;образованщина&lt;/span&gt; wprowadzonemu przez Aleksandra Sołżenicyna byłoby może określenie: &lt;span class="jez"&gt;wykształceniec&lt;/span&gt;), oraz część elektoratu postkomunistów przetransferowana z LiD w 2007 to ok. 4 mln ludzi. Zostaje szacunkowe 3,5 mln niezdecydowanych Polaków, w większości uczciwych porządnych ludzi, których politykowanie razi i męczy, na co dzień raczej od tego uciekają, a ich szczątkowa wiedza na ten temat pochodzi głównie z pobieżnie przyswajanych informacji medialnych. Warto zdać sobie sprawę, że w praktyce to o ich serca toczy się walka.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Można sobie wyobrazić wiele scenariuszy, które tu odrzucam, by nie przedłużać wywodu. Katastrofalne byłoby na przykład każde pęknięcie po prawej stronie, czy to wewnątrz PiS, czy poprzez powstanie innej partii prawicowej w istotny sposób odbierającej głosy. Łatwo też sobie wyobrazić pesymistyczny scenariusz, w którym PiS nieznacznie zwiększa stan posiadania, ale zostaje z łatwością rozegrany politycznie przez pozostałe partie, które w tej czy innej konfiguracji zawsze będą reprezentować elity rządzące Polską od 20 lat.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;Scenariusz 1. Przesunięcia na scenie politycznej (możliwy w przypadku przyspieszonych wyborów)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Załóżmy, że PiS przyciąga do siebie ok. 2 mln niezdecydowanych wyborców (PiS – 6 mln, PO – 5,5 mln,  postkomuniści – 4 mln) – tyle wystarczy, by uzyskać przewagę nad PO, ale bez większości bezwzględnej. Ten wariant był chyba rozważany przed wyborami 2007. Takie nazwiska jak Rokita czy Płażyński miały grać na rozłam w PO, które po przegraniu kolejnych wyborów znalazłoby się w kryzysie. Gdyby tak jeszcze do Sejmu nie wszedł PSL, to PO wtedy wizerunkowo dystansujące się od koalicji z SLD byłoby w poważnych tarapatach. Teraz taki wariant jest jednak już całkowicie nieaktualny. Po zwycięstwie wyborczym nastąpiła silna integracja zaplecza politycznego i biznesowego PO. Poza tym w PO chyba już nie ma ludzi przyzwoitych, którzy chcieliby odejść z tej partii w imię dobra Polski, owego mitycznego prawego skrzydła tej partii. Próbny balon z puszczeniem plotki, że do rządu Tuska miałby wejść Włodzimierz Cimoszewicz pokazuje, że to środowisko nie czuje żadnych oporów nawet przed otwartą współpracą z postkomunistami i akceptacja tego stanu rzeczy przechodzi na żelazny elektorat. Cicha współpraca PO z SLD w samorządach kwitnie od samego początku istnienia PO, słynny układ warszawski Piskorskiego oraz układ krakowski Majchrowskiego to tylko 2 przykłady, a jest ich znacznie więcej. W istocie jest to układ sitw oplatających Polskę, zwany czerwono-różową nomenklaturą. Coraz mniej ludzi pamięta o PRL i PZPR, a wszystko da się wytłumaczyć koniecznością działań na rzecz „niedopuszczenia do władzy Kaczyńskich”. Można przyjąć, że w tym scenariuszu powstałaby wielka koalicja PO+SLD+PSL lub partii o innych nazwach, ale wywodzących się z tych samych środowisk. Głównym celem rządów tej koalicji byłaby konserwacja wpływów dotychczasowych elit: w instytucjach państwowych, mediach, biznesie. W istocie proces ten jest aktualnie bardzo intensywnie prowadzony – następuje rozdawanie stanowisk wśród „swoich” oraz dalsze przejmowanie wszelkich istotnych dziedzin biznesu (tu zielone światło mają szczególnie ludzie związani z SLD). Jednocześnie zadbano by bardzo starannie, aby nie zostały więcej popełnione takie błędy wizerunkowe, które doprowadziły do przegranej i naruszenia interesów establishmentu w latach 2005-2007. Kto wie, może posunięto by się do dyskretnego uciszenia stron internetowych i blogerów „siejących zamęt”. W sprawach zagranicznych należy się w tym scenariuszu spodziewać najdalej posuniętego klientelizmu wobec Brukseli, Berlina i Moskwy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;Scenariusz 2. Przetasowania na scenie politycznej (możliwy w przypadku terminowych wyborów)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;PiS przyciąga do siebie ok. 3 mln niezdecydowanych wyborców (PiS – 7 mln, PO – 4,5 mln,  postkomuniści – 4 mln). Przy 7 mln głosów na PiS – partie establishmentu – czy postkomunistyczne SLD, czy jakaś nowa, miałyby ogromny problem, by nawet wspólnymi siłami uzyskać władzę. Musiałyby podobnie jak w 2007, ale na jeszcze większą skalę, zmobilizować maksymalną ilość elektoratu do głosowania na tylko jedną z nich, ordynacja bowiem przy rozdziale mandatów wyraźnie preferuje największe partie. Z tym wiąże się problem – mobilizacja na tak wielką skalę musiałaby się wiązać z praktycznym porzuceniem jakichkolwiek pozorów. Byłoby to w istocie przejście ogłoszonej przez Tuska wojny politycznej z opozycją w fazę pełzającej wojny domowej, gdzie takie zdarzenia jak pobicie i próba skompromitowania aktorki, która przeszła na stronę opozycji, to drobiazg. Na wypadek większych przetasowań PO jest już raczej spisana na straty, na pożarcie przez gniewny tłum. Być może na nową taką partię szykowane jest SD, które przejmie „wykształciuchów” po podupadłym PO i otrzyma zdyscyplinowany elektorat SLD. Do tego pomoc medialna i sondażowa może zdziałać cuda. Szansą dla sił patriotycznych jest fakt, iż społeczeństwo coraz lepiej orientuje się w skali medialnej manipulacji, jakiej jest poddawane, a upadek PO będzie tu istotną lekcją, podobnie jak wcześniej niesławny upadek Unii Wolności w 2001. Pamiętajmy, że &lt;span class="tmp"&gt;Gazeta Wyborcza&lt;/span&gt; tak samo wściekle agitowała wtedy za UW jak dziś za PO. Tyle, że agitacja za UW była posłannictwem, a dzisiejsza agitacja za PO to tylko deal, o czym &lt;span class="tmp"&gt;Wyborcza&lt;/span&gt; od czasu do czasu przypomina. Zadaniem PO przed całkowitym upadkiem jest dziś pogrążenie PiS, a istotnymi krokami – likwidacja instytucji takich jak CBA czy IPN, które działają wbrew elitom. Spodziewany w 2010 roku kryzys (ten prawdziwy, a nie obecna recesja niefrasobliwie nazywana kryzysem) spowoduje prawdziwe przetasowania na scenie politycznej. Można się spodziewać niesłychanej agresji i działań przy wykorzystaniu wszelkich środków, by zniszczyć PiS i nie dopuścić do realizacji tego scenariusza. Zapewne dlatego kazano Tuskowi przejąć CBA bez oglądania się na przepisy prawne. Moim zdaniem jest to niepokojący sygnał zwierania szyków przed spodziewanymi niepokojami społecznymi. Do zniszczenia PiS-u będą zapewne wykorzystywane także służby specjalne, co będzie niejako powtórką z lat 90. Sądzę, że w najbardziej tajnych komórkach służb specjalnych dziś ćwiczy się pacyfikowanie manifestacji od wewnątrz poprzez podstawianie prowokatorów, przejmowanie roli liderów i inne zaawansowane metody, nad którymi „świat miłości i postępu” zapewne intensywnie pracuje.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Sens&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To tylko prognozy budowane na podstawie pewnego doświadczenia, intuicji, wynikających z długoletniej obserwacji polityki. Chętnie dowiem się, co myślą inni na ten temat, tym bardziej że budowanie takich prognoz i scenariuszy jest zawsze bardzo potrzebne. Są one bowiem budowane na pewnych założeniach, które można w przyszłości weryfikować, obserwując faktyczny rozwój wydarzeń. Uzyskana w ten sposób wiedza pozwoli chociażby na świadome podejmowanie decyzji politycznych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Istotnym założeniem, które ja przyjąłem, budując powyższe scenariusze polityczne jest brak autentyczności większości partii politycznych. W tej chwili autentyczne wydaje się PiS, które reprezentuje coraz liczniejszą grupę Polaków zainteresowanych całkowitą wymianą zdegenerowanych polskich elit oraz skończeniem z przesadnym i niepotrzebnym klientelizmem Polski wobec silniejszych sąsiadów. Drugą autentyczną partią jest SLD, które w czytelny sposób reprezentuje środowiska postkomunistyczne wraz z ich stanem posiadania, w którym wbrew pozorom mieszczą się nadal kolosalne aktywa w administracji (szczególnie na niższych szczeblach), służbach, a zwłaszcza w największym biznesie (np. banki, media). Są to jednocześnie środowiska skrajnie prounijne, dążące do pełnej federalizacji i stworzenia państwa europejskiego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Reszta dzisiejszych partii to bardziej swego rodzaju projekty polityczne, w które środki są angażowane tylko tak długo, jak projekt jest potrzebny. Donald Tusk chyba nigdy nie był właścicielem projektu „PO” inspirowanego – jak już wiemy – przez Gromosława Czempińskiego: &lt;span class="cyt"&gt;„Dość duży miałem udział w tym, że powstała Platforma. (...) Mogę powiedzieć, że odbyłem wtedy olbrzymią liczbę rozmów, a przede wszystkim musiałem przekonać Olechowskiego i Piskorskiego do pewnej koncepcji, którą później oni świetnie realizowali. (...) Z Tuskiem także rozmawiałem”&lt;/span&gt; (&lt;span class="tme"&gt;Polsat News&lt;/span&gt; 03.07.09). Oczywiście, można mieć co najwyżej domysły, dla kogo pracuje dziś Czempiński, ale być może to jego mocodawcy są tymi samymi, u których zbiegają się sznurki rozmaitych politycznych projektów w „prowincji” Polska.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pozostaje jeszcze przyszła rola Tuska i wierchuszki PO. Myślę, że dla utrzymania pełnego zaangażowania Tuska w realizację „projektu”, szczególnie w sytuacji gdy wysoce prawdopodobnym efektem jest samozniszczenie, musi mieć on coś obiecane. A co mogłoby usatysfakcjonować Tuska? Oczywiście, prezydentura w 2010. Cel jest możliwy do osiągnięcia, a taki układ jest korzystny dla wszystkich stron. To, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, a mianowicie podtrzymanie wizerunku Tuska jako mądrego lidera, męża stanu, oraz odseparowanie tego wizerunku od bezczynności i porażek rządu, wraz ze zbliżaniem się terminu wyborów wydaje się coraz bardziej w zasięgu ręki. Spodziewany dramatyczny spadek poparcia dla Tuska można powstrzymywać za pomocą podtrzymywania wizerunku Tuska jako nieskazitelnego wodza i arbitra oraz kontynuowania ataków na Lecha Kaczyńskiego, a przede wszystkim za pomocą niebagatelnej broni, jaką jest możliwość nagłaśniania przekłamanych sondaży. Już teraz został wysłany sondażowy sygnał. Według sondażu GfK Polonia z 07.10.09 (&lt;span class="tmp"&gt;Rzeczpospolita&lt;/span&gt; 09.10.09) w drugiej turze wyborów prezydenckich spotkałby się Cimoszewicz z Tuskiem, przy czym wygrałby Cimoszewicz! Jest to też wyraźna oferta dla prawicowego elektoratu: „lepiej głosujcie na Tuska, bo będziecie mieć znowu postkomunistę”. Poza tym dla przyklepania dealu we właściwym momencie Tusk dostanie jakieś kwity na Cimoszewicza i zostanie powtórzony manewr podobny jak w 2005, tyle że tym razem już bez fuszerki.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Prezydentura to dla takiej niedołęgi jak Tusk szczyt marzeń i na pewno go usatysfakcjonuje. Będzie to też dla niego zwyczajnie dobre zabezpieczenie osobiste na nadchodzące ciężkie czasy a i na resztę życia i sposób na wynagrodzenie wszystkich swoich wiernych dworzan, którzy dostaną posady u prezydenta. Temu akurat prezydentowi nikt nie będzie wypominał budżetu. Myślę, że tylko taka obietnica z jego strony mogła zapewnić mu w obecnych ciężkich dla partii chwilach tak daleko posuniętą lojalność wierchuszki. Jej członkowie muszą przecież przynajmniej domyślać się tego, że PO zatonie i w związku z tym oferta Tuska jest dla nich nie do pogardzenia. Niższe struktury PO też nie powinny narzekać. Na pewno umieją odczytać sygnał płynący z decyzji o praktycznej likwidacji CBA: „Teraz jest dla was czas żniw.”&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z punktu widzenia prawdziwych właścicieli projektu „Platforma Obywatelska” spełnił on swoje zadanie idealnie, tylko kilka razy było groźnie, ale niebezpieczeństwa zostały już zażegnane, a prezydent Tusk będzie świetnym rozwiązaniem. Szczególnie, gdy porównać go z Lechem Kaczyńskim. Tusk jako „prezydent wszystkich Polaków” nie będzie powodował żadnych konfliktów i pozwoli bezkolizyjnie w pełni zagospodarować państwo na powrót przez stary establishment rodem z PZPR-SB-UD-SLD-PD... A jak gdzieś przypadkiem trafi się jakiś nadgorliwy prokurator czy sędzia, to prezydent Tusk wzorem swojego mistrza – Kwaśniewskiego vel „Alka” – i ułaskawi kogo trzeba.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-3214610850876078548?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/3214610850876078548/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/z-tuska-zlazi-farba.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/3214610850876078548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/3214610850876078548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/z-tuska-zlazi-farba.html' title='Z Tuska złazi farba'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-1485723373341222566</id><published>2009-10-11T19:14:00.009+02:00</published><updated>2009-10-13T11:32:25.658+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='afera hazardowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PO'/><title type='text'>Druga twarz afery hazardowej</title><content type='html'>&lt;p&gt;Tropiąc elementarne uchybienia w oficjalnej rządowo-medialnej narracji dotyczącej ostatnich afer, w dwóch wpisach zwróciłem już uwagę na takie cechy tej narracji jak (1) brak przyzwoitości, (2) akceptowanie braku poszanowania dla prawa, (3) brak zdrowego rozsądku. Czas na kolejny aspekt, który jest dość konsekwentnie pomijany w debacie publicznej. Jest to jakość branży hazardowej oraz proweniencja ludzi, którzy się nią zajmują. Tymczasem omijam aspekty wymagające dokładniejszej analizy kontaktów poszczególnych polityków, treści stenogramów itd., niemniej łatwo domyślić się, że i na tym polu można wykazać niespotykaną od końca komunizmu pobłażliwość mediów dla ekipy rządzącej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Fakt, że określona branża gospodarki opiera się na kontrowersyjnych produktach czy usługach w żadnym razie nie oznacza, że bez namysłu należy ją zdelegalizować i pozostawić szarej strefie na wyłączność. Nie można też jednak w pełni zaakceptować właściwej wielu liberalnym koncepcjom obojętności na kwestie społeczne. Niektórzy liberałowie chętnie widzieliby prostytucję i zazębiający się z nią pornobiznes jako pełnoprawne legalne branże gospodarki. Przewijają się dyskusje na temat legalizacji lekkich narkotyków, trwają przepychanki dotyczące tzw. dopalaczy, które są chytrze sprzedawane jako „nienadające się do spożycia przed ludzi”. Z kolei tradycyjne używki – alkohol i papierosy – obkłada się kolejnymi akcyzami i ograniczeniami. Nie wiem jaki jest klucz tych działań, ale wiem, że celem nadrzędnym powinno być optymalne wyważenie obu wartości: (1) wolności jednostki i liberalizmu ekonomicznego oraz (2) troski o dobro społeczeństwa. Doświadczenie pokazuje się, że system uwzględniający tylko jedną stronę medalu jest utopią. Branża hazardowa bez wątpienia należy do takich, które wymagają wprowadzenia starannie przemyślanych ograniczeń.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Hazard wykorzystuje słabość zakorzenioną w ludzkiej naturze bardzo głęboko, czyli skłonność do ryzyka. Można przyjąć, że ta skłonność do ryzyka jest przystosowaniem ewolucyjnym, któremu zawdzięczamy także ekspansywność naszego gatunku. W przypadku hazardu skłonność ta przejawia się w chęci podejmowania działań nieracjonalnych, w których prawdopodobieństwo poniesienia straty jest zbyt duże w porównaniu do szans na osiągnięcie sukcesu. Ta cecha, jak wiele innych ewolucyjnych specjalizacji zbędnych w nowoczesnej cywilizacji, staje się często podłożem, na którym rozwijają się zaburzenia kompulsyjne i uzależnienia, zwłaszcza w „sprzyjających” warunkach alienacji, dystresu. Zorganizowany hazard jest swego rodzaju oszustwem, bo zawsze obiecuje wygraną, ale w rzeczywistości wygrywa tylko ten, kto prowadzi grę. I to wygrywa dużo. Spółka Skarbu Państwa, Totalizator Sportowy, przyniosła 250 mln zł zysku w 2008 r. Kasyna to ekskluzywny biznes, dzięki któremu wspaniałe miasto mogło wyrosnąć nawet na pustyni, chodzi oczywiście o Las Vegas. Automaty do gier to – jak wykazują badania naukowe i życiowe doświadczenie – wyjątkowo łatwo dostępna i łatwo uzależniająca forma hazardu, toteż stanowią one bardzo atrakcyjne źródło zysku. Jeśli do łatwego zarobku dodamy ściągalność haraczu, możliwość łatwego prania brudnych pieniędzy, to od razu widać, że branża hazardowa jest idealna dla świata przestępczości zorganizowanej, a regulowanie tej branży za pomocą przepisów prawnych jest zadaniem niełatwym, ale koniecznym.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Podsumujmy zatem podstawowe problemy na jakie natrafi państwo, próbując uregulować branżę hazardową. Hipotetycznie zakładamy przy tym najlepszą wolę administracji, by działać dla dobra społeczeństwa:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;niezależnie od przyjętej w ustawie formy i wielkości opodatkowania mafia lub mafie zawsze postarają się znaleźć sposób, by obejść przepisy i uzyskać „swoje”; w tym celu użyją wszelkich oszustw, skorumpują urzędników, w razie potrzeby zastosują brutalną siłę;
&lt;li&gt;istnieje problem właścicieli lokali, którzy będą skazani na przymusową dzierżawę automatów do gier przy czym „dzierżawa” będzie sprowadzała się do oddawania haraczu do rąk gangsterów (niejednemu przejdzie ochota na własny biznes); przy tym poszerza się szara strefa kontrolowana przez mafię i powiększają się aktywa oraz siła mafijnego biznesu;
&lt;li&gt;istnieje problem graczy, których liczba będzie naturalnie zwiększać się wraz ze wzrostem liczby automatów do gier i ich dostępnością; wielu z tych graczy uzależni się od hazardu i dla kilku emocjonujących chwil będą marnować zarobione pieniądze, często ze szkodą dla swoich rodzin; na dodatek pieniądze te nie będą napędzać gospodarki, a tylko wzmocnią mafię;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Zgodnie z przyjętą przeze mnie metodą krytyki rządowo-medialnej narracji postaram się teraz postawić tutaj zupełnie elementarne problemy. Ile życiowego doświadczenia i wyobraźni trzeba, by zrozumieć, jak poważne zagrożenia niesie ze sobą branża hazardowa? Kogo reprezentują tak zwani biznesmeni i lobbyści związani z branżą hazardową, a jednocześnie bliscy znajomi polityków PO? Dlaczego politycy PO i osobowości medialne generalnie omijają ten temat wielkim łukiem (wyjątkiem był wywiad z byłym gangsterem „Masą” w TVN24), skupiając się w temacie afery hazardowej niemal wyłącznie na sprawach personalnych oraz na procesie legislacyjnym. Czyżby chodziło o wyznaczenie pól debaty, w których względnie łatwiej będzie wybronić Donalda Tuska i jego ludzi?&lt;/p&gt;
&lt;div class="ramkabig2"&gt;&lt;span class="em1"&gt;Podsumowanie:&lt;/span&gt; Branża hazardowa należy do dziedzin działalności gospodarczej najbardziej narażonych na patologię polegającą na kontrolowaniu tego biznesu przez mafię. W Polsce w dziedzinie automatów hazardowych niewątpliwie taka sytuacja ma miejsce, a potwierdził to wywiad z byłym gangsterem „Masą”, który obecnie ma status świadka koronnego. Klimat półświatka panujący na styku mafijnego biznesu i ubogich ludzi popadających w uzależnienie od łatwo dostępnego hazardu powoduje stopniowe poszerzanie się przestrzeni opanowanej przez mafię. Rządowo-medialna narracja w zakresie afery hazardowej używa fraz o nieetycznym lobbingu lub o nieudolnej asertywności po to, by zamaskować łatwo widoczny fakt, że czołowi politycy PO są uwikłani w kontakty z biznesmenami i lobbystami, których każdy rozumny człowiek może podejrzewać o pracę dla mafii. Kontakty te są przy tym nader zażyłe, a politycy PO zdają się pełnić w tych kontaktach rolę podrzędną, tłumaczą się z postępów w załatwianiu spraw na szczeblu rządowym dla swoich patronów.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-1485723373341222566?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/1485723373341222566/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/druga-twarz-afery-hazardowej.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/1485723373341222566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/1485723373341222566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/druga-twarz-afery-hazardowej.html' title='Druga twarz afery hazardowej'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-8463738197552821356</id><published>2009-10-10T17:14:00.016+02:00</published><updated>2009-11-02T08:41:58.716+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mariusz Kamiński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Donald Tusk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='afera hazardowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='afera stoczniowa'/><title type='text'>Dom tuskowariatów</title><content type='html'>&lt;p&gt;Sprawa &lt;span class="t2"&gt;afery hazardowej&lt;/span&gt; skłoniła mnie do refleksji na temat obojętności Polaków na tak elementarne wartości jak zwykła przyzwoitość czy poszanowanie dla demokratycznie ustanowionego prawa i na ten temat był poprzedni wpis o „wojnie polsko-tuskiej”. Próbowałem także dociec przyczyn tej obojętności. Dzisiaj kontynuuję temat poprzez refleksję nad kolejną elementarną wartością, która jest całkowicie omijana w rządowo-medialnej narracji dotyczącej afery hazardowej, a za nią – w myśleniu większości społeczeństwa. Jest to zdrowy rozsądek w ocenie sytuacji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W jednym zgodzę się z Tuskiem. Powtarza on ostatnio, że nie ma takiej partii, w której byliby sami święci, że korupcja pleni się wszędzie – ja temu nie przeczę. Inna sprawa, że gdyby Tusk i jego ekipa nie zgrywali od początku takich dziewic, to teraz nie wyglądaliby tak śmiesznie, gdy okazało się, że to ich dziewictwo było wizerunkową sztuczką, parawanem zakrywającym niezłe szambo. Ale co z tą korupcją, która podobno miesza się do polityki zawsze i wszędzie? Moja krótka analiza będzie oparta nie na wiedzy prawnej, tylko na zwykłym lecz deficytowym w rzeczywistości zdominowanej przez platformerski PR – &lt;span class="em1"&gt;zdrowym rozsądku&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Szefowi CBA, Mariuszowi Kamińskiemu, zarzuca się ostatnio, że postąpił wbrew prawu, gdyż o prowadzonych działaniach operacyjnych informował premiera czy inne osoby kierujące państwem, a nie prokuraturę. Dzisiaj doszło nawet do tego, że Paweł Graś, rzecznik prasowy rządu, odpowiadając na pytania dziennikarzy, stwierdził butnie, że w efekcie otrzymania od CBA materiałów dotyczących kolejnej w ostatnich dniach afery w rządzie, premier skierował 2 zawiadomienia do prokuratury: jedno w sprawie korupcji wynikającej z otrzymanych materiałów, czyli nowej afery – &lt;span class="t2"&gt;afery stoczniowej&lt;/span&gt;, a drugie przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu za to, że nie skierował sprawy do prokuratury osobiście.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kuriozalność relacjonowanych w mediach zarzutów przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu o nieskierowanie sprawy do prokuratury, wcześniejszych – werbalnych i obecnych – formalnych, jest widoczna na pierwszy rzut oka. Intencja przepisów nakazujących donoszenie prokuraturze o wiadomych danej osobie czy funkcjonariuszowi przestępstwach jest bowiem bardzo prosta. Chodzi w tych przepisach o to, by przestępstwa nie mogły pozostać w ukryciu, bez możliwości ich osądzenia i ukarania. Jest zupełnie jasne, że Mariusz Kamiński żadnych przestępstw nie ukrywał. Kierowanie do prokuratury tego rodzaju zarzutów przeciwko Kamińskiemu jest w tym momencie ze strony Tuska jedynie grą obliczoną na zniszczenie wizerunku szefa CBA, co Tuskowi jest teraz bardzo potrzebne, choćby na krótko. W oczach ludzi posługujących się głową straci raczej Tusk. Bo przyjmując roboczo punkt widzenia osoby, która uważa, że w konflikcie Kamiński-Tusk obaj mają tyle samo racji, widać, że Kamiński nie zgłasza, przynajmniej na razie, żadnych roszczeń dotyczących przypuszczalnie bezprawnej próby zdymisjonowania go, czyli nie podgrzewa konfliktu. W tym samym czasie Tusk mściwie składa absurdalne doniesienie na Kamińskiego w prokuraturze. Zwróćmy uwagę, że tę spiralę można nakręcać. Skoro Kamiński popełnił przestępstwo, przekazując bezpośrednio Tuskowi z pominięciem prokuratury materiały dotyczące &lt;span class="t2"&gt;afery stoczniowej&lt;/span&gt;, to analogicznym przestępstwem było przekazanie Tuskowi materiałów dotyczących &lt;span class="t2"&gt;afery hazardowej&lt;/span&gt;. A skoro tak to, logicznie biorąc, Tusk również wtedy powinien był zawiadomić prokuraturę o przestępstwie Kamińskiego. A skoro tego nie zrobił to, znowu logicznie biorąc, dziś Tusk powinien donieść do prokuratury również na siebie za to, że ukrywał to pierwsze „przestępstwo” Kamińskiego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Opisane wyżej zarzuty przeciwko Kamińskiemu wydają się więc absurdalne już na pierwszy rzut oka, ale wgryźmy się w to głębiej, próbując rozwiązać pewne zagadnienie prawne zdroworozsądkowo. Punktem wyjścia jest korupcja na szczytach władzy, powiedzmy – w rządzie jakiegoś państwa. Mamy funkcjonariusza, który tę korupcję wykrył. Czy aby na pewno jest to standardowa sytuacja, która wymaga standardowej reakcji w formie określonego przepisami złożenia zawiadomienia do prokuratury? Czy ktoś tu czasem nie robi nas w balona, pomijając pewien „drobny” fakt? Pomyślmy. A co, jeśli podejrzanym jest minister sprawiedliwości i prokurator generalny albo ktoś z kręgu zbliżonego do niego? Skąd nasz funkcjonariusz ma wiedzieć, czy usłużny prokurator przyjmujący zawiadomienie nie zadzwoni od razu do swojego szefa, informując go, że taki a taki funkcjonariusz ośmielił się donieść na samego ministra? Jakie szanse na prawidłowy przebieg ma śledztwo prokuratury w sprawie urzędującego ministra? Czy jeśli podejrzanym jest prokurator generalny, to zawiadomienie w jego sprawie ma trafić właśnie do niego? A jeśli nie do niego, to jak funkcjonariusz ma ustalić, który prokurator jest w zmowie z przełożonym, a który gotów jest podjąć wielkie osobiste ryzyko i zaangażować się w sprawę przeciwko swojemu szefowi? To są pytania retoryczne. Dziwię się, że nikt ich nie stawia, bo jest to absolutne przedszkole chociażby w dziedzinie filmów sensacyjnych. Może ja jestem dziwny, że takie filmy oglądam, ale chyba nie, bo to jakieś 25% kinowej i telewizyjnej oferty. Cóż, można się śmiać, że filmy opisują nieprawdopodobne sytuacje, ale zdarza się i tak, że rzeczywistość przerasta wyobraźnię filmowców...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W naszej sytuacji mamy prokuratora generalnego, który formalnie niewiele jeszcze wie o sprawie poza opublikowanymi kompromitującymi dla rządu stenogramami. Chyba że sam jest zamieszany, wtedy oczywiście wie więcej. Ten prokurator generalny w pierwszym wywiadzie po ujawnieniu afery stwierdza, że jego koledzy partyjni i ministrowie zamieszani w tę aferę są &lt;span class="cyt"&gt;„absolutnie niewinni”&lt;/span&gt;, a ten funkcjonariusz, który aferę wykrył jest osobą niepoczytalną, dalej nasz prokurator generalny podaje jakieś fantastyczne dowody tej niepoczytalności. Co podpowiada zdrowy rozsądek? Chyba tylko jedno: jak można było na miejscu tego prokuratora generalnego – mowa oczywiście o ministrze Andrzeju Czumie – tak głupio odkryć karty i zaprezentować się publicznie jako osoba mocno podejrzana o współudział w aferze. Na miejscu Czumy średnio inteligentny człowiek – no, taki z wykształceniem licealnym, powiedzmy, z maturą – na poczekaniu skleciłby jakąś bajeczkę, że jest oburzony informacją o korupcji w rządzie, materiały dotyczące sprawy zostaną starannie przeanalizowane, wnioski wyciągnięte, a funkcjonariusz, który aferę wykrył jest godny pochwały. Może z zaciśniętymi zębami, ale trzeba było taką bajeczkę społeczeństwu wstawić, a po cichu zająć się ukręceniem łba sprawie. Oczywiście, nie mówię, że byłoby to ładne czy porządne, ale na pewno byłoby w jakimś sensie normalne, w sensie zdrowego rozsądku. Lecz nie ma wiele wspólnego z normalnością sytuacja, gdy prokurator generalny sam siebie jawnie sypie, a potem jest przez premiera chwalony jako najuczciwszy człowiek, do którego premier ma pełne zaufanie, a naród nadal poszedłby za tym premierem w ogień. To raczej jakieś koszmarne zdrowego rozsądku zaprzeczenie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wróćmy jednak do sprawy podstawowej. Sytuacja funkcjonariusza wykrywającego przestępstwa poza systemem wyższych szczebli administracji jest względnie prosta. Ale sprawa się komplikuje, gdy sam system okazuje się chory. Czy trzeba doktoratu z prawa, żeby to zrozumieć, czy też wystarczy trochę zdrowego rozsądku? A co miałby zrobić nasz funkcjonariusz, gdyby wykrył przestępstwo korupcyjne samego premiera? Ciężka sprawa. Może warto byłoby stanąć dumnie i odważnie przeciwko całemu systemowi i odwołać się bezpośrednio do społeczeństwa? To akurat pytanie nie jest retoryczne i nie podejmuję się odpowiedzi na nie. Wiem tylko, że na polskie zaczadzone społeczeństwo nie podziałałby żaden dowód. Mariusz Kamiński wymyślił bardzo rozsądne rozwiązanie oraz – co istotne przy dzisiejszych oskarżeniach – pozostał całkowicie lojalny w stosunku do premiera Tuska. Mówienie o jakieś pułapce na premiera to brednie, które – by nie przedłużać tego tekstu – polecam do samodzielnej zdroworozsądkowej analizy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zakończę krótko. Dzisiaj w Polsce ludzi, którzy zachowali zdrowy rozsądek, jest mniejszość. Według różnych sondaży odsetek tej mniejszości oscyluje między 24% a 28%. Cieszę się, że należę do tej mniejszości. Gdzie podział się zdrowy rozsądek pozostałych? Może przyćmiło go Słońce Peru?&lt;/p&gt;
&lt;div class="ramkabig2"&gt;&lt;span class="em1"&gt;Podsumowanie:&lt;/span&gt; Afery korupcyjne w polskim rządzie: hazardowa i stoczniowa – są rozgrywane w mediach w taki sposób, by sprawić wrażenie, że znacznie poważniejszy kaliber mają zarzuty przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu, funkcjonariuszowi, który te afery wydobył. Są to zarzuty o nieinformowanie prokuratury o wykrytych przestępstwach oraz o nielojalność w stosunku do premiera. Bezrefleksyjna zgoda na taką interpretację przez osobowości medialne oraz dużą część społeczeństwa sprawia wrażenie uśpienia elementarnego zdrowego rozsądku. Wbrew tej alogicznej interpretacji jest rzeczą całkowicie zrozumiałą, że funkcjonariusz wykrywający przestępstwa na najwyższych szczeblach władzy musi zastosować specjalny tryb informowania władz, by – mówiąc kolokwialnie – nie ukręcono łba sprawie. Poinformowanie o sprawie bezpośrednio premiera dowodzi pełnej lojalności funkcjonariusza w stosunku do premiera, a zaniechania premiera pokazały jego nieporadność lub wręcz celową bezczynność i możliwość, że ta sprawa była sabotowana przez premiera.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-8463738197552821356?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/8463738197552821356/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/dom-tuskowariatow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/8463738197552821356'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/8463738197552821356'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/dom-tuskowariatow.html' title='Dom tuskowariatów'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-6428740219742845621</id><published>2009-10-09T18:06:00.016+02:00</published><updated>2009-11-02T08:30:18.509+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mariusz Kamiński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Donald Tusk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='afera hazardowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='CBA'/><title type='text'>Wojna polsko-tuska</title><content type='html'>&lt;p&gt;Nasze media z każdym nowym tematem wznoszą się na kolejne wyżyny hipokryzji. Dzisiaj mamy temat &lt;span class="t2"&gt;afery hazardowej&lt;/span&gt;, przy czym mamy do czynienia z tak bardzo nadmuchanym balonem hipokryzji, że ja już nie mogę uwierzyć, że on nadal nie pęka, że jeszcze nikt dobitnie nie wykrzyknął &lt;span class="sen"&gt;„Król jest nagi!”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;span class="t2"&gt;Afera hazardowa&lt;/span&gt; oczywiście zasługuje na szczegółową analizę dat, jawnych dokumentów, które można znaleźć w mediach i w Internecie. Cenne są również spekulacje na temat przypuszczalnych głębszych niejawnych procesów, czyli działania tzw. &lt;span class="tg"&gt;układu&lt;/span&gt; – tego wszystkiego, co leży u podstaw tego typu afer, a co zawsze pozostaje w cieniu. Na szczegółowe wyjaśnienie ze strony odpowiednich instytucji państwowych trudno liczyć w obecnych warunkach. Spośród niezliczonej liczby afer, które miały miejsce w III RP, tylko w nielicznych udało się kogokolwiek osądzić, a chyba nie było przypadku, by sięgnięto dalej niż po płotki. Dlatego aktywność blogerska na tym polu jest szczególnie przydatna. W ramach tej aktywności należałoby poszukać wszelkich luk i niespójności w narracji przygotowanej przez ekipę rządzącą, bardzo wyraźnie te braki naświetlić i choćby w Internecie pozostawić świadectwo nadużywania władzy ze strony ludzi Tuska.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ja w tym miejscu chciałbym odnieść się do &lt;span class="t2"&gt;afery hazardowej&lt;/span&gt; krótko i na zupełnie elementarnym poziomie. Jak się okazuje, na tym poziomie łatwo zauważyć pewne aspekty, na ogół pomijane, które muszą wzbudzać strach u porządnych ludzi. Strach przed tym, że jest już w naszym kraju beznadziejnie. Bowiem poza oczywistym analizowaniem &lt;span class="t2"&gt;afery hazardowej&lt;/span&gt;, szukaniem jej drugiego dna itd., mamy do czynienia z koniecznością odnotowania zupełnie elementarnego braku przyzwoitości oraz poszanowania dla prawa u rządzących. Z sytuacją, która w normalnym demokratycznym kraju doprowadziłby do politycznego trzęsienia ziemi i takiej medialnej burzy, że w zasadzie władza zastałaby zmieciona. Tymczasem u nas tylko dalej nadymany jest balon hipokryzji. Na czym ten brak przyzwoitości i poszanowania dla prawa polega?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oto ministrowie rządu zostali przyłapani na korupcji przez instytucję powołaną do rozpracowywania właśnie takich spraw, czyli CBA. Jakby tego było mało miejscem akcji nie są salony, lecz mamy do czynienia z ordynarnymi, pełnymi wulgaryzmów, rozmowami przez telefon oraz spotkaniami w podejrzanych miejscach. Przypomina to trochę ministra Janusza Kaczmarka, który w hotelowym korytarzu nerwowo oczekuje na audiencję u rekina biznesu. W każdym jednym kraju korupcja na wysokich szczeblach władzy jest trudnym sprawdzianem dla systemu władzy. Bywa, że dochodzi do sensacyjnego załamania wielkich karier, ale bywa i tak, że sprawie ukręca się łeb. Takie życie, to jest próba sił – czasem między dobrem a złem, częściej między różnymi koteriami – i ktoś musi z niej wyjść zwycięsko. Ale chyba nigdzie nie jest tak, że demokratyczne społeczeństwo przyjmuje takie historie bezkrytycznie. Władza, jeśli już zdecyduje się iść drogą zła i korupcji, to skrzętnie to ukrywa, a gdy sprawy wyjdą na jaw, musi poddać się surowemu osądowi mediów i opinii publicznej. Nie może być tak, że premier po prostu wychodzi i mówi: &lt;span class="cyt"&gt;„Właściwie nic się nie stało, nie ma przestępstwa (nasi prawnicy już to przeanalizowali), moi ludzie są super, ale wiem, że jesteście państwo trochę wkurzeni tym zamieszaniem, więc umówmy się, że tych moich super-ludzi przesunę na inne stanowiska, a wy za to nie będziecie się już gniewać. Aha, i jeszcze coś, tego gałgana, który wydobył tę aferę, wywalam na zbity pysk, bo on to zrobił nie z obowiązku, tylko tak specjalnie, żeby mi zaszkodzić.”&lt;/span&gt; Jeśli to ma być reakcja premiera na wykrycie korupcji w swoim rządzie, to jest to &lt;span class="em1"&gt;brak przyzwoitości&lt;/span&gt;. Jeśli ten brak przyzwoitości jest z jakiś powodów powszechnie akceptowany, to mamy do czynienia z sytuacją moralnego upadku, i to nie tyle samej władzy co władzy wraz z całym społeczeństwem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wspomniany moralny upadek społeczeństwa daje się wyjaśnić długoletnim przygotowaniem gruntu – przez stworzenie gimnazjów demoralizujących ludzi już od dzieciństwa, przez publiczne i bezkarne deptanie wyższych wartości (działalność ludzi pokroju Jakuba Wojewódzkiego i jemu podobnych), przez zniszczenie debaty publicznej i wprowadzenie do niej skrajnej pogardy dla oponentów (aktywność Palikota i większość tzw. twarzy PO oraz wspierających ich czołowych dziennikarzy). Daje się ten upadek wyjaśnić także stłamszeniem społeczeństwa przez żelazny uścisk mediów, które pozorując obiektywność i pluralizm, stanowią w rzeczywistości dobrze zsynchronizowaną orkiestrę ukierunkowaną na precyzyjnie zaplanowane pranie mózgów. To wszystko dobre wyjaśnienia, ale fakt pozostaje faktem. Społeczeństwo, które nie widzi lub nie chce widzieć ewidentnego zła, którego dopuszcza się władza, niezależnie od przyczyn tej ślepoty, staje się częścią tego przegniłego systemu, jego milczącym uczestnikiem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Obok kwestii moralnego upadku jest jeszcze druga sprawa elementarna, która znika w ogniu sporów o to kto co powiedział któregoś-tam sierpnia (jak wspomniałem, sporów ważnych, ale tu piszę na nieco innym poziomie). Ta druga sprawa to obecne w słowach premiera otwarte &lt;span class="em1"&gt;lekceważenie prawa&lt;/span&gt;, o którym nikt z licznych „autorytetów” i ekspertów produkujących się w telewizjach i, niestety, kształtujących opinię publiczną nawet się nie zająknął. Chodzi mi w tym miejscu nie o podstępne i skrywane łamanie prawa przez urzędników, którzy dopuszczają się korupcji, ani nawet nie o przewrotne krycie tych urzędników przez premiera, tylko o lekceważenie prawa publicznie i z poczuciem dumy. Mianowicie od kilku dni Tusk, jego ludzie i wysługujący się partii rządzącej dziennikarze używają pewnej narracji w odniesieniu do konfliktu między premierem Donaldem Tuskiem a szefem CBA Mariuszem Kamińskim. Narracja ta mówi, iż Mariusz Kamiński zachował się źle, nielojalnie wobec swojego przełożonego, teraz więc Tusk może go – jako swojego podwładnego – po prostu dyscyplinarnie zwolnić. I z premedytacją wciska się ludziom ten kit, nie ukrywając zbytnio, że tak naprawdę chodzi tylko o to, byśmy przymknęli oko na faktyczny zamach stanu, jakim będzie ewentualna dymisja szefa CBA. Tymczasem struktury państwa nie są zwykłym biznesem, w którym szef może według własnych ocen rozwiązać umowę z podwładnym, na warunkach tej umowy, w dowolnym momencie. W życiu obywatela obowiązuje złota zasada demokratycznych społeczeństw, iż &lt;span class="sen"&gt;wszystko co nie jest zabronione – jest dozwolone&lt;/span&gt;. W razie potrzeby zawieramy umowy, a wątpliwości reguluje kodeks cywilny. Natomiast w administracji państwowej obowiązuje inna zasada mówiąca, że &lt;span class="sen"&gt;urzędnik może działać tylko na podstawie i w granicach prawa&lt;/span&gt;. Tusk też podlega tej zasadzie i, jeśli nie jest idiotą, to świadomie, perfidnie oszukuje społeczeństwo, twierdząc, że może podjąć autonomiczną decyzję o dymisji szefa CBA. Przesłanką do takiej dymisji nie może być przeświadczenie Tuska, że Kamiński zrobił coś złego. Jeśli nawet by zrobił, to musi to zostać udowodnione przed sądem i musi zapaść wyrok. Jeśli prawne przesłanki do zdymisjonowania Kamińskiego nie wystąpią, a Tusk tę dymisję przeforsuje, dokonując swoich manipulacji opinią publiczną oraz jakiś prawnych kreacji i łamańców, to znaczy, że nasze państwo znajduje się w kryzysie – nie tylko gospodarczym czy politycznym, ale bytowym. I jeśli społeczeństwo szybko się nie obudzi, to z tego kryzysu coraz trudniej będzie się nam wydobyć.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Obywatelska zgoda na respektowanie wspólnego systemu prawnego jest chyba podstawowym warunkiem funkcjonowania państwa. Obserwowany dziś upadek naszego systemu prawnego – podobnie jak wyżej opisany upadek moralny – też ma swoje podstawy i przygotowanie. Wystarczy przypomnieć lansowane przez polityków PO hasło nieposłuszeństwa obywatelskiego w stosunku do władzy sprawowanej przez PiS w latach 2005-2007. Hasło to wykorzystały szczególnie chętnie osoby podejrzane o współpracę z SB w czasach PRL dla uniknięcia złożenia oświadczeń lustracyjnych, a najgłośniejszym przypadkiem był wtedy Bronisław Geremek. Dalej mieliśmy niszczenie mediów publicznych przez zachęcanie społeczeństwa przez premiera Tuska do niepłacenia wymaganego przepisami i niewysokiego przecież abonamentu na publiczne radio i telewizję. Myślę, że uważni obserwatorzy mogliby wymienić więcej przypadków takich działań. Dziś możemy mieć do czynienia z bardzo poważnym atakiem na system prawny naszego państwa ze strony urzędującego premiera.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Premier Tusk na tym nie kończy. Na konferencji prasowej 07.10.09 (śr), by przykryć swoje niesłychanie szkodliwe działania, jednocześnie z zapowiedzią dymisji szefa CBA uderza w tony wojenne. Po sparaliżowaniu działań szefa CBA, czyli urzędnika, który wykrył korupcję w rządzie i mógł stanowić istotną pomoc w sprawie wyjaśnienia tej afery, a także wykrywać ewentualne kolejne afery, premier fałszywie zapewnia, że jego celem jest wyjaśnienie afery w swoim rządzie. Ale głównym przesłaniem jego przemówień oraz wypowiedzi jego ludzi w ostatnich dniach jest wezwanie do wojny. Wojny z opozycją, a konkretnie z PiS-em, bo tylko tę partię Tusk wymienia jako przeciwnika. Zwróćmy uwagę, że PR-owcy Tuska zadbali nawet o taki szczegół jak ton głosu. Premier i jego ludzie nazwę PiS i nazwisko Kaczyński wymawiają szczególnym jadowitym tonem, jakby sama nazwa była już obelgą. Celem wojny jest zniszczenie przeciwnika. Premier Tusk chyba więc boi się tej opozycji, skoro nie zadowala się już codziennym bezpardonowym zwalczaniem jej w mediach, a postanowił wykorzystać okazję i przekształcić aferę w swoim rządzie w oficjalną wielką wojnę z jedną opozycyjną partią. Coś takiego chyba jeszcze nie miało miejsca nawet w dotychczasowym chorym systemie zwanym III RP, w którym użycie służb specjalnych do walki z opozycją w latach 90. starano się przynajmniej trzymać w tajemnicy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mam w sobie wielką nadzieję, że nasze społeczeństwo jednak się obudzi. Że choćby ostatnie rocznice, przypominające o naszej nie zawsze zwycięskiej lecz zawsze chwalebnej walce o niepodległość oraz o ponoszonych w przeszłości ofiarach dla niepodległości, staną się iskrą, która obudzi w ludziach myślenie patriotyczne i propaństwowe. A wojna Tuska z opozycją o władzę nie dla dobra Polski, ale dla obcych interesów i przy okazji dla geszeftów swoich kolesi, stanie się „wojną polsko-tuską”, podobnie jak „wojna polsko-jaruzelska”, którą pod kłamliwymi hasłami wytoczył nam niegdyś niejaki „człowiek honoru”. Wojną, w której – tego akurat jestem pewny – ten mały żałosny zdrajca Tusk już przegrał, bo teraz chyba tylko cud mógłby sprawić, żeby spełnił swoje marzenie i został prezydentem Polski. Ale przebieg i ostateczny wynik tej wojny jest bardzo bardzo niepewny. Obawiam się bowiem, że została ona tak zaplanowana (łącznie z opisanym wcześniej upadkiem obywatelskiej przyzwoitości oraz szacunku dla prawa), by w najgorszym przypadku – z punktu widzenia macherów pociągających za sznurki – pogrzebać i PO, i PiS, a na zgliszczach wrócić wreszcie do władzy ze swoimi sprawdzonymi towarzyszami.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Moje obawy i pesymizm mają swoje uzasadnienie w obserwowanym zobojętnieniu społeczeństwa na bieżące sprawy państwa podobnym do tego, z którym mieliśmy do czynienia przez większość okresu III RP a szczególnie w umownym okresie 1995-2005. A trzeba tu polegać bardziej na własnych obserwacjach niż na zmanipulowanych sondażach opinii publicznej. Zapewne sondaże pokażą wahania poparcia dla PO, ale wiadomo w czyich rękach są firmy wykonujące badania opinii publicznej i czyje zlecenia one realizują. Najważniejszy jest dziś sondaż GfK Polonia z 06.10.09 (&lt;span class="tmp"&gt;Rzeczpospolita&lt;/span&gt; 07.10.09), czyli przed konferencją prasową Tuska, w którym na pytanie &lt;span class="cyt"&gt;„Czy Donald Tusk powinien odwołać szefa CBA Mariusza Kamińskiego?”&lt;/span&gt; 56% ankietowanych miało odpowiedzieć &lt;span class="cyt"&gt;„tak”&lt;/span&gt;, a 37% – &lt;span class="cyt"&gt;„nie”&lt;/span&gt;. Firma GfK Polonia zapewne wykonała tu odgórne polecenie, zgodnie z którym miała dać Tuskowi do ręki wygodny argument dla tej dymisji. Jeśli jednak faktycznie większość Polaków tak myśli, jest tak zindoktrynowana lub zdezorientowana, by nie dostrzec wymienionych przeze mnie wyżej dwóch zupełnie elementarnych spraw związanych z &lt;span class="t2"&gt;aferą hazardową&lt;/span&gt;, to jest po prostu bardzo źle z nami.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Gdy w 1989 roku entuzjaści mówili o upadku komunizmu, a realiści – o transformacji systemu, daleki byłem od triumfalizmu. Nastroje tonował redaktor rzekomo „naszej” gazety Adam Michnik oraz złowieszcza postać Wojciecha Jaruzelskiego na stanowisku prezydenta Polski. Jednak w najczarniejszych myślach nie sądziłem, że ta walka będzie trwać jeszcze tak długo. Dzisiaj widzę, że czeka nas bardzo długi marsz. Pogodziłem się nawet z tym, że nie spełni się moje marzenie i nie doczekam, przynajmniej w życiu aktywnym zawodowo, ojczyzny na swoją miarę silnej gospodarczo i militarnie oraz wolnej od obcych wpływów realizowanych na miejscu czy to przez postkomunistów, czy innych zdrajców. Wierzę jednak, że nie można rezygnować ani z tych marzeń, ani z walki o nie w takiej formie, jak jest to możliwe. Bardzo ważna jest też praca pozytywistyczna. Jeśli nie można zrobić nic innego, to trzeba dbać o osobiste powodzenie, budować lokalne społeczności, a najcenniejsze wartości – uczciwość, honor i szacunek dla Polski – przekazywać swoim dzieciom.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width: 720px; height: 397px;" src="http://grafik.rp.pl/grafika2/374985,383605,9.jpg" alt="Mariusz Kamiński - Liga Republikańska - lata 90."&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 1.&lt;/span&gt; Mariusz Kamiński w latach 90. jako założyciel i lider stowarzyszenia Liga Republikańska, które programowo sprzeciwiało się powrotowi byłych komunistów do władzy.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="ramkabig2"&gt;&lt;span class="em1"&gt;Podsumowanie:&lt;/span&gt; Ostatnia afera korupcyjna w polskim rządzie przyniosła dwa istotne nowe elementy w polskiej polityce. Jest to po pierwsze brak przyzwoitości premiera, który jawnie bagatelizuje sprawę oraz chroni swoich ludzi przed konsekwencjami, i po drugie brak poszanowania prawa przez premiera, który postanowił przeforsować dymisję szefa CBA, mimo że nie są spełnione przesłanki prawne dla takiej decyzji. Brak zdecydowanej reakcji medialnej oraz społecznej na te niesłychane działania jest powiązany z upadkiem dwóch wymienionych elementów w świadomości całego społeczeństwa, czyli upadku moralnym i upadku poszanowania dla prawa. Tymczasem Donald Tusk zapowiada polityczną wojnę, w której, wzniecając agresję i pogardę do opozycji, doprowadzi do dalszej degeneracji instynktu wspólnotowego i publicznego w naszym społeczeństwie, a co za tym idzie – degeneracji tkanki społecznej naszego państwa.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-6428740219742845621?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/6428740219742845621/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/wojna-polsko-tuska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/6428740219742845621'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/6428740219742845621'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/10/wojna-polsko-tuska.html' title='Wojna polsko-tuska'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-6669066823456327144</id><published>2009-08-17T08:28:00.026+02:00</published><updated>2009-08-25T21:19:56.344+02:00</updated><title type='text'>One small step - refleksje po 40 latach</title><content type='html'>&lt;p&gt;Patrząc ogólnie na osiągnięcia naszej cywilizacji, mamy prawo do dumy i obowiązek zachowania pokory. Nie można bowiem zapominać, że bezlitosny postęp sprawi, że dla naszych potomnych będziemy ze swoimi dzisiejszymi cudami techniki jedynie historyczną ciekawostką. Jednak w dzień 40. rocznicy kulminacyjnego momentu misji Apollo 11 – lądowania na Księżycu, mamy dobrą okazję do refleksji nad naszą potęgą. Gdybym miał najkrócej podsumować najwspanialsze osiągnięcia naszej cywilizacji, to racjonalistyczna część mojej osoby opowiedziałaby się za Internetem (z całą jego amorficznością i anarchicznością) natomiast romantyczna jej część opowiedziałaby się właśnie za lądowaniem na Księżycu. To wydarzenie ma rangę niezwykłego porywającego symbolu. Wymagało ono sprostania takim wyzwaniom, pokonania tylu trudności, że można je uznać nie tylko za triumf rozumu, ale i triumf woli.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Tło kosmicznego wyścigu&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W latach 50. dla specjalistów było jasne, że rozwijająca się właśnie technologia balistycznych pocisków rakietowych pomyślanych głównie do przenoszenia ładunków jądrowych i termojądrowych może być wykorzystana do eksploracji Kosmosu. Takie plany istniały i były deklarowane zarówno po stronie amerykańskiej jak i rosyjskiej. Jednak prawdziwe emocje o globalnym zasięgu zaczęły się dopiero, gdy doszło do realizacji tych wizji. Zaczęło się od niemiłego zaskoczenia, wręcz szoku, jaki przeżyli Amerykanie w wyniku sukcesu, jaki odnieśli Sowieci na samym początku nieformalnego kosmicznego wyścigu. Sowieci mieli na koncie pierwszego sztucznego satelitę (Sputnik 1, 1957), pierwszego psa w Kosmosie (Sputnik 2, 1957, Rosjanie dopiero w 2002 ujawnili, że wskutek awarii Łajka zginęła po krótkim czasie), pierwszy program lotów bezzałogowych na Księżyc (Łuna 1-3, 1959, Łuna 1 wskutek awarii stała się pierwszym obiektem, który opuścił pole grawitacyjne Ziemi, Łuna 2 planowo uderzyła w Księżyc, Łuna 3 wykonała pierwsze zdjęcia niewidocznej strony Księżyca, program Łuna był kontynuowany w kolejnych latach), pierwszy załogowy lot kosmiczny (Wostok 1, 1961, Jurij Gagarin). Misja Mercury 3 z Alanem Shepardem odbyła się 23 dni po locie Gagarina, co było gorzką pigułką do przełknięcia przez inżynierów i astronautów z NASA. Te zwycięstwa Sowietów miały znaczenie nie tylko prestiżowe, ale i wojskowe. Stanowiły czytelny dowód na to, że ZSRS stało się pełnoprawnym mocarstwem atomowym dysponującym strategicznym środkiem przenoszenia w formie międzykontynentalnych rakiet balistycznych jako odpowiedzią na amerykańskie bombowce strategiczne B-52. Wyniesienie Sputnika dobitnie pokazało Amerykanom, że sowieckie rakiety są w stanie osiągnąć terytorium USA, natomiast trafienie w Księżyc udowodniło, że mogą one nie tylko dolecieć, ale i precyzyjnie uderzyć w amerykańskie miasta. Administracja USA nie była przygotowana na taką sytuację, analizy wywiadu mówiły, że Sowieci mogą zbudować pierwszy ICBM dopiero za 5 lat. Rosjanie odnieśli jeszcze wiele interesujących sukcesów w Kosmosie w latach 60. i 70., jednak tak naprawdę ich zdolność do przewodzenia w kosmicznym wyścigu zaczęła się wyczerpywać krótko po locie Gagarina.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W 1961 r. nastroje jednak nie były dobre. Sowieci nie mieli znaczącej przewagi technologicznej, ale za to mieli zdecydowaną przewagę psychologiczną. Trzeba było wizjonera, który potrafił wskazać cel i porwać naród do jego realizacji. Wizjonerem tym okazał się 35. prezydent USA John Fitzgerald Kennedy. Przypomnę tu 2 istotne fragmenty przemówień Kennedy’ego. Przemówienie &lt;span class="tpr"&gt;Pilne potrzeby narodowe&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;Urgent National Needs&lt;/span&gt;) do połączonej sesji Kongresu 25.05.61 (po locie Gagarina):&lt;/p&gt;
&lt;div class="cytat"&gt;
&lt;p class="cz"&gt;Jeżeli chcemy wygrać bitwę, która toczy się teraz na całym świecie pomiędzy wolnością a tyranią, to dramatyczne osiągnięcia w eksploracji Kosmosu, które miały miejsce w ostatnich tygodniach, powinny nam wszystkim jasno unaocznić, tak jak zrobił to Sputnik w 1957 r., wpływ, jaki te przedsięwzięcia wywierają, na świadomość wszystkich ludzi, którzy próbują dokonać wyboru drogi, którą chcą kroczyć. Od początku mojej kadencji, dokonywaliśmy przeglądu naszej aktywności w dziedzinie eksploracji Kosmosu. Za radą wiceprezydenta, który jest prezesem National Space Council [chodzi o Lyndona Johnsona, późniejszego prezydenta], zbadaliśmy, w czym jesteśmy mocni, a w czym nie; gdzie możemy odnieść sukces, a gdzie nie. Teraz nadszedł czas na uczynienie większego kroku – czas na wielkie nowe amerykańskie przedsięwzięcie – czas, by ten naród zaczął zdecydowanie przewodzić w dokonaniach związanych z eksploracją Kosmosu, która w wielu aspektach jest kluczowa dla naszej przyszłości na Ziemi. (...) Jestem przekonany, że nasz naród powinien zmierzyć się z wyzwaniem, aby przed końcem tej dekady człowiek wylądował na Księżycu i bezpiecznie powrócił na Ziemię. Żaden projekt kosmiczny w tym okresie nie będzie bardziej porywający dla ludzkości ani ważniejszy dla długofalowej eksploracji kosmosu; i ukończenie żadnego nie będzie tak trudne ani tak kosztowne.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kom2"&gt;If we are to win the battle that is now going on around the world between freedom and tyranny, the dramatic achievements in space which occurred in recent weeks should have made clear to us all, as did the Sputnik in 1957, the impact of this adventure on the minds of men everywhere, who are attempting to make a determination of which road they should take. Since early in my term, our efforts in space have been under review. With the advice of the Vice President, who is Chairman of the National Space Council, we have examined where we are strong and where we are not, where we may succeed and where we may not. Now it is time to take longer strides – time for a great new American enterprise – time for this nation to take a clearly leading role in space achievement, which in many ways may hold the key to our future on earth. (...) I believe that this nation should commit itself to achieving the goal, before this decade is out, of landing a man on the Moon and returning him back safely to the earth. No single space project in this period will be more impressive to mankind, or more important for the long-range exploration of space; and none will be so difficult or expensive to accomplish.)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Przemówienie w Rice University 12.09.62:&lt;/p&gt;
&lt;div class="cytat"&gt;
&lt;p class="cz"&gt;Postanowiliśmy polecieć na Księżyc w tej dekadzie i dokonać innych rzeczy, nie dlatego że są łatwe, ale dlatego że są trudne.&lt;/p&gt;
&lt;p class="cz"&gt;&lt;span class="kom2"&gt;We choose to go to the Moon in this decade and do the other things, not because they are easy, but because they are hard.)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Od tego momentu temu celowi były podporządkowane kolejne amerykańskie programy załogowych lotów kosmicznych: Mercury, Gemini i Apollo, a także programy bezzałogowych lotów na Księżyc. Po zabójstwie Kennedy’ego w Dallas w 1963 r. słowa te stały się powszechnie akceptowanym w Stanach Zjednoczonych testamentem politycznym tego prezydenta.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Źródłem kosmicznego wyścigu – jak wynika z wypowiedzi prezydenta  Kennedy’ego – była walka o prestiż między USA i ZSRS. Wiąże się ona z nowym etapem szerzenia się kultury masowej, czyli upowszechnieniem kolejnych środków masowego przekazu, w szczególności – z szerokim upowszechnieniem telewizji w latach 50. Jak wiele innych przemian kulturowych i społecznych, zjawisko to było początkowo niedostrzegane i niedoceniane. Pierwsze kosmiczne projekty i eksperymenty w latach 50. odbywały się w cieniu tajnych projektów wojskowych, a miłośnicy sf byli główną grupą czekającą z utęsknieniem na początek eksploracji Kosmosu, przy czym przez resztę społeczeństwa byli traktowani jak nieszkodliwi wariaci... Władze po obu stronach były niezwykle ostrożne w kierowaniu zasobów z programów wojskowych na projekty kosmiczne – wydawały się one mniej ważne, mniej realne, zaś ewentualne korzyści wydawały się nieprzekonujące i odległe. Nawet sowieccy specjaliści od propagandy nie od razu docenili potencjał eksploracji Kosmosu. Plany umieszczenia sztucznego satelity na orbicie początkowo traktowano jako ciekawostkę, którą ekscytowali się naukowcy, a pierwszy sztuczny satelita miał być uświetnieniem Międzynarodowego Roku Geofizyki 1957/58. W 1955 r. prezydent Eisenhower poinformował o planach wystrzelenia sztucznego satelity w ramach cywilnego programu Vanguard, a sowiecka delegacja na konferencji w Kopenhadze oficjalnie ogłosiła, że możliwe, iż ZSRS wystrzeli satelitę wcześniej i będzie on cięższy. Tymczasem amerykańskiej opinii publicznej pomysł ze sztucznym satelitą wydał się dziwaczny.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zupełnie niespodziewanie pierwsze zrealizowane loty kosmiczne – bezzałogowe i załogowe – w jakiś magiczny sposób wyzwoliły masową fascynację i entuzjazm dla eksploracji Kosmosu. Być może był to efekt kumulacji oczekiwań pokolenia wychowanego na sf w połączeniu ze znanym nam z dzisiejszych czasów medialnym szaleństwem. Media upowszechniały naukę i technikę w wersji pop – uproszczonej i lekkostrawnej. Okruchy materii wyniesione przez człowieka w Kosmos nazywano z emfazą „sztucznymi księżycami”, „sztucznymi planetami” (podobnie jak komputery nazywano „mózgami elektronowymi”).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Siłą rzeczy światowe media stały się pełne podziwu dla sukcesów Sowietów. Przy okazji niektórzy zaczęli zastanawiać się, czy obietnice postępu i świetlanej przyszłości składane przez komunistów faktycznie są tylko pustymi słowami. Podczas gdy przed Sputnikiem eksperymenty w ramach amerykańskiego programu Vanguard przechodziły bez szerszego echa, nieudany start zakończony efektowną eksplozją w grudniu 1957 r. wzbudził sensację, a w największych gazetach pojawiły się kpiny typu: &lt;span class="nj"&gt;Flopnik&lt;/span&gt;, &lt;span class="nj"&gt;Kaputnik&lt;/span&gt;, &lt;span class="nj"&gt;Oopsnik&lt;/span&gt; itd. Swoją drogą trudno wyobrazić sobie analogiczną reakcję mediów na porażkę po drugiej stronie żelaznej kurtyny &lt;span class="sml"&gt;:)&lt;/span&gt; W rzeczywistości Amerykanie już w 1954 r. mieli rakiety o wystarczającej mocy i niezawodności do wyniesienia sztucznego satelity w ciągu 2 lat (projekt Orbiter), ale ze względów politycznych i strategicznych nie chcieli, by pierwsze satelity były kojarzone z zastosowaniami wojskowymi (niezależnie od tego, która strona je wystrzeli). Projekt Vanguard był rozwijany na bazie rakiet meteorologicznych a nie przeznaczonych do przenoszenia głowic jądrowych. Sowieci oczywiście nie zawracali sobie głowy chociażby formalnym rozdzieleniem programów cywilnych i wojskowych, ale przynajmniej otwarcie deklarowali pokojowy charakter Sputnika i o to właśnie chodziło. W przeciwnym wypadku mogłoby dojść do roszczeń dotyczących dostępu do przestrzeni kosmicznej na zasadach przestrzeni powietrznej, co z kolei mogłoby na wiele lat zablokować eksplorację Kosmosu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dla komunistycznych reżimów agresywna i bezczelna propaganda oraz sterowanie opinią publiczną należały do podstawowych narzędzi władzy. Nic dziwnego, że komuniści szybko zorientowali się w nowej możliwości oddziaływania na świadomość społeczną, jaką stworzyły sowieckie sukcesy w eksploracji Kosmosu, i postanowili maksymalnie tę możliwość wyzyskać. Od tego czasu aż do symbolicznego zakończenia kosmicznego wyścigu sowieckie zespoły zajmujące się eksploracją Kosmosu dostawały ściśle wytyczone cele od władz politycznych, które kierowały się wyłącznie korzyściami propagandowymi. W ten sposób pojawiła się cała seria sowieckich kosmicznych „pierwszeństw”. Były one realizowane w pośpiechu i kosztem ogromnego ryzyka, często ocierały się o propagandowy absurd, a niektóre były kłamstwem, a jednak do dziś – także u nas i na Zachodzie – jest mnóstwo ludzi, którzy z podziwem i nostalgią wspominają Związek Sowiecki i potrafią jednym tchem wymienić te sowieckie kosmiczne sukcesy podmalowane przez ówczesną propagandę tyleż zręczną co bezczelną. Przykładem takiego do dziś uporczywie powtarzanego żałosnego „sukcesu” Sowietów był nieszczęsny pies, Łajka, który w wyniku awarii pojazdu zginął w mękach. Ugotował się po 7 godzinach lotu, a planowo miał zostać humanitarnie uśpiony po 10 dniach zbierania danych, powrót psa nie był planowany. Z technicznego punktu widzenia kłamstwem było pierwsze spotkanie na orbicie w ramach programu Wostok w 1962 r., gdyż był to efekt dokładnie zsynchronizowanych startów a nie manewrowania na orbicie. Manewr spotkania na orbicie (&lt;span class="jez"&gt;space rendezvous&lt;/span&gt;) pierwsi opanowali Amerykanie w ramach programu Gemini i przygotowań do lotu na Księżyc w 1965 r. W amerykańskim systemie nastawionym na efektywność strata zasobów na widowiskowe, lecz bezcelowe z technicznego punktu widzenia, zsynchronizowane starty byłaby nie do pomyślenia. Jednak zauroczona sowieckimi „sukcesami” publiczność na całym świecie nie interesowała się szczegółami technicznymi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oddzielnym fenomenem było stanowisko sowieckiego przywódcy, Nikity Chruszczowa. Od momentu, gdy loty kosmiczne stały się propagandowym hitem, nie tylko cieszył się nimi jak dziecko, ale i – zdaniem niektórych historyków – autentycznie uwierzył, że komunizm właśnie odnosi cywilizacyjne zwycięstwo nad kapitalizmem. Jednocześnie był pierwszym, który żądał od swoich biur projektowych kolejnych propagandowych sukcesów za wszelką cenę zamiast solidnej podstawowej pracy naukowej i inżynierskiej. Z punktu widzenia rzeczowych zachodnich obserwatorów (nie obciążonych lewicowym skrzywieniem) liczne wypowiedzi Chruszczowa sprawiały groteskowe wrażenie. Po sukcesie Sputnika i równoległej serii nieudanych startów rakiety Vanguard w ramach amerykańskich prób wyniesienia satelity mniejszego od Sputnika Chruszczow kpił w ONZ, że Sowieci z przyjemnością pomogą Amerykanom w wyniesieniu na orbitę ich „małego grejpfruta” (w ang. źródłach &lt;span class="jez"&gt;little grapefruit&lt;/span&gt;) w ramach programu ONZ pomocy krajom rozwijającym się. Z kolei po okrążeniu Ziemi przez Gagarina i locie suborbitalnym Sheparda Chruszczow nazwał amerykańską misję zwykłym skokiem pchły (w ang. źródłach &lt;span class="jez"&gt;a mere flea hop&lt;/span&gt;). Jest jasne, że Kennedy traktował program Apollo przede wszystkim w kategoriach politycznych, jednakże nie ma w tym porównania z Chruszczowem, dla którego program kosmiczny był politycznym ciężkim działem. Kosmiczna obsesja Chruszczowa połączona z chaosem panującym w sowieckim programie kosmicznym była jednym z istotnych czynników (czy też pretekstów), które doprowadziły do odsunięcia go od władzy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W Polsce do dziś propagowana jest – pewnie nie bez udziału razwiedki – lewicowa narracja, według której Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki to byli w czasach zimnej wojny przeciwnicy nie różniący się pod względem oceny moralnej. W wersji &lt;span class="nj"&gt;hard&lt;/span&gt; tej narracji to USA było i jest głównym źródłem zła na świecie. Nawet jeśli przyjąć łagodniejszą wersję mówiącą o moralnej równorzędności Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego a później Rosji, to według lewicowej narracji Polacy z bliżej nie określonych powodów (może ze strachu?) powinni lojalnie wspierać historycznie Związek Sowiecki a obecnie Rosję Putina. Straszy nas jednocześnie ta narracja, że po transformacji systemu Polska przestała być zależna od Rosji, ale za to z własnej woli i na swoją zgubę uzależniła się od USA. Jest to kosmiczna bzdura, choć całkiem sprytny sposób na zamącenie w zbiorowej świadomości polskiego narodu, który przez pokolenia słusznie upatrywał w USA ostoję wolnego świata. Wbrew razwiedce – nie zmieniłem swoich sympatii i w kosmicznym wyścigu zawsze kibicowałem USA na dobre i złe. Mimo uzasadnionych słów krytyki, sportowo oddaję też szacunek rosyjskiej technice. Rosjanie na swój sposób przez cały ten czas desperacko starają się utrzymać w grze.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W kontekście rocznicy lądowania na Księżycu, które faktycznie zakończyło kosmiczny wyścig, a przynajmniej jego najbardziej spektakularny etap, trzeba tu koniecznie podkreślić jakże ważną prawdę o ludzkiej naturze. Okazuje się, że najbardziej niezwykłe osiągnięcia powstają w wyniku ostrej konkurencji. Gdyby USA nie miało przeciwnika zdolnego do nawiązania walki na tym polu, stopniowy rozwój techniki zapewne i tak doprowadziłby kiedyś do lądowania człowieka na Księżycu, ale nie byłoby w tym tego porywającego zogniskowania ludzkiego rozumu, zaradności i woli.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Podstawy lotów kosmicznych&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;Przestrzeń kosmiczna i jej specyfika&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Istnieją rozbieżności dotyczące samej definicji &lt;span class="nj"&gt;przestrzeni kosmicznej&lt;/span&gt; oraz &lt;span class="nj"&gt;lotu kosmicznego&lt;/span&gt;, które jednak nie będą tu szczegółowo roztrząsane. Warto natomiast uświadomić sobie, iż Kosmos w pewnym sensie jest dość blisko (choć nader trudno tam się dostać). Przeciętna średnica i obwód Ziemi to odpowiednio 12,7 tys. km i 40 tys. km (dla porównania: Księżyc – 3,5 i 10,9; Mars – 6,8 i 12,1; Wenus – 12,1 i 38). Ziemia jest nieznacznie spłaszczona i dość gładka – w odniesieniu do poziomu morza średnia wysokość lądów wynosi 0,5 km (max ok. 9 km), a średnia głębokość oceanów 4,5 km (max ok. 11 km). Trzy czwarte powietrza znajduje się w troposferze – dolnej warstwie atmosfery do ok. 15 km. W tej warstwie występują chmury i zachodzi obieg wody w przyrodzie. Wraz z wysokością spada temperatura i ciśnienie – atmosfera staje się bardzo nieprzyjazna. Nad troposferą do 50 km jest stratosfera. Już w dolnej warstwie stratosfery temperatura ustala się na −60°C. Na wysokości 15-18 km niskie ciśnienie powoduje &lt;span class="tg"&gt;hipoksję&lt;/span&gt; – utratę tlenu i w konsekwencji utratę przytomności w ciągu ok. 10 s (aparaty tlenowe stosowane w samolotach w przypadku dehermetyzacji kabiny ratują życie do wysokości 10-13 km). Ciśnienie na wysokości ok. 19 km osiąga wartość, przy której w temperaturze ludzkiego ciała następuje wrzenie wody, ten efekt nazywamy &lt;span class="tg"&gt;ebulizmem&lt;/span&gt;, powoduje on puchnięcie, ale nie powoduje rozerwania tkanek i natychmiastowej śmierci. Powyżej stratosfery w miarę wzrostu wysokości kolor nieba przechodzi przez granatowy do czarnego, pojawiają się gwiazdy. Atmosfera pozostaje widoczna w formie niebieskiej wstążki nad horyzontem. Cząstki bardzo rozrzedzonego powietrza znajdują się jeszcze na wysokościach od 85 km do 2000 km. Temperatura staje się wartością umowną, gdyż w rozrzedzonym powietrzu nie zachodzi wymiana ciepła; nie rozchodzą się także fale dźwiękowe.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Orientacyjne osiągi statków powietrznych pod względem pułapu to: helikoptery – 6 km, samoloty śmigłowe – 7,5 km, samoloty odrzutowe – 15 km, niektóre myśliwce i samoloty bezzałogowe – 20 km, SR-71 – 26 km, niektóre systemy przeciwlotnicze – 30 km, balony meteorologiczne – 40 km. Atmosferę powyżej pułapu balonów bada się za pomocą rakiet badawczych (tzw. rakiety sondażowe, rakiety meteorologiczne). Rakiety sondażowe rutynowo stosowane przez NASA osiągają pułap 100-200 km. ICBM osiągają pułap do 1200 km (środkowa faza lotu – 25 min w przestrzeni kosmicznej).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Umowną granicą między atmosferą Ziemi a przestrzenią kosmiczną jest tzw. &lt;span class="tg"&gt;linia Kármána&lt;/span&gt; na wysokości 100 km (definicja FAI; NASA przyjmuje wysokość 50 mil, czyli 80 km). Na wysokości 100 km ciśnienie atmosferyczne wyonosi 1 Pa (na poziomie morza ok. 1000 hPa, czyli 100 000 Pa), powyżej tej granicy pojęcie ciśnienia atmosferycznego traci zastosowanie. Efekty związane z wejściem do atmosfery z przestrzeni kosmicznej zaczynają się od 120 km i jest to minimalna wysokość dla sztucznych satelitów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z przebywaniem w przestrzeni kosmicznej wiąże się szereg fenomenów, spośród których kilka zostanie omówionych. W Kosmosie występuje &lt;span class="tg"&gt;próżnia&lt;/span&gt; związana z brakiem atmosfery. Nie jest to próżnia doskonała (taka nie istnieje), ale jej jakość wielokrotnie przewyższa próżnię możliwą do uzyskania na Ziemi w warunkach laboratoryjnych przy obecnej technice. Ponadto w Kosmosie występuje &lt;span class="tg"&gt;stan nieważkości&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;weightlessness&lt;/span&gt;, &lt;span class="jez"&gt;zero gravity&lt;/span&gt;, &lt;span class="jez"&gt;zero-g&lt;/span&gt;). Warto zwrócić uwagę, że w istocie w niewielkiej odległości od Ziemi oddziaływanie grawitacyjne Ziemi &lt;span class="em1"&gt;nie jest znacząco mniejsze&lt;/span&gt; niż na jej powierzchni (nieważkość nie jest równoznaczna z brakiem grawitacji). Istnieją specyficzne miejsca, w których w wyniku znoszenia się pól grawitacyjnych nie ma żadnych oddziaływań grawitacyjnych (w pewnym sensie), ale takich miejsc jest w Układzie Słonecznym niewiele. Fizycznie stan nieważkości można rozumieć jako efekt &lt;span class="t2"&gt;spadku swobodnego&lt;/span&gt;. Obiekt na orbicie porusza się ruchem będącym złożeniem &lt;span class="t2"&gt;spadku swobodnego&lt;/span&gt; i &lt;span class="t2"&gt;ruchu poziomego&lt;/span&gt;. Olbrzymia prędkość pozioma jaką otrzymał obiekt znajdujący się na orbicie powoduje, że jego swobodne spadanie w kierunku Ziemi następuje w tym samym tempie, co „cofanie się” powierzchni Ziemi wynikające z jej krzywizny. Ruch orbitalny jest niekończącym się spadaniem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Interesująca jest kwestia wpływu próżni na organizmy żywe. Nie występują efekty znane z filmów sf takie jak eksplozja czy zamarznięcie ciała astronauty albo zagotowanie krwi. W przypadku &lt;span class="t2"&gt;nagłej dekompresji&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;explosive decompression&lt;/span&gt;), która jest najgroźniejsza, następuje wyssanie powietrza z płuc oraz gwałtowna &lt;span class="t2"&gt;hipoksja&lt;/span&gt;. Jeszcze gorsze jest pozostanie na wdechu – nim powietrze ujdzie przez tchawicę następuje rozerwanie delikatnej tkanki płuc. W tym czasie można doznać uczucia silnego wysysania powietrza z płuc (ze świstem), uczucia gotowania się płynów na języku oraz uczucia mrozu, szczególnie na ustach i w miejscach wydzielania potu. Utrata przytomności następuje po ok. 10 s, gdy pozbawiona tlenu krew dotrze do mózgu. &lt;span class="t2"&gt;Ebulizm&lt;/span&gt; powoduje puchnięcie, jednak w przypadku przywrócenia ciśnienia w czasie do ok. 30 s objawy ustępują i możliwy jest pełny powrót do zdrowia. Ustanie akcji serca następuje po 1,5 min, a śmierć mózgu po ok. 2 min. Jeśli oddychanie nie jest zakłócone, kończyny mogą być wystawione na próżnię przez dłuższy czas. Występuje &lt;span class="t2"&gt;ebulizm&lt;/span&gt; powodujący ból i puchnięcie, ale po przywróceniu ciśnienia wracają do normy. W 1971 r. w końcowej fazie misji Sojuz 11 na wysokości 170 km nastąpiła dehermetyzacja, po czym w ciągu 112 s nastąpiła całkowita dekompresja i śmierć 3 kosmonautów. W 1991 r. w czasie misji STS-37 miał miejsce przypadek przebicia rękawicy astronauty przebywającego w przestrzeni kosmicznej. Na skutek uderzenia powstała dziura na ok. 3 mm oraz krwawienie. Dłoń astronauty oraz krzepnąca krew zatkały dziurę, tak że nie nastąpiła dekompresja kombinezonu. Co ciekawe, będący pod wpływem adrenaliny astronauta nie zauważył wypadku i wykonał zadanie do końca. Wypadek odkryto dopiero po powrocie do pojazdu. Nie wystąpiły żadne poważne konsekwencje zdrowotne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Astronautów od próżni oddziela hermetyczna kabina. Podobne rozwiązanie stosuje się w samolotach pasażerskich latających na dużych wysokościach – w kabinie jest utrzymywane właściwe ciśnienie. Przy obecnej technice nie da się natomiast uniknąć stanu nieważkości w Kosmosie. Efektem stanu nieważkości u osoby nieprzyzwyczajonej jest ciągłe wrażenie spadania lub przebywania w pozycji do góry nogami, dezorientacja i niepokój. U połowy osób w trakcie adaptacji do nieważkości podczas pierwszego lotu kosmicznego pojawia się zespół objawów podobnych do choroby lokomocyjnej (np. mdłości itp.) nazywany &lt;span class="tg"&gt;chorobą kosmiczną&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;SMS&lt;/span&gt;, &lt;span class="jez"&gt;space motion sickness&lt;/span&gt;, &lt;span class="jez"&gt;SAS&lt;/span&gt;, &lt;span class="jez"&gt;space adaptation syndrome&lt;/span&gt;), który zwykle mija po 1-3 dniach. U 10% osób SMS ma ciężki przebieg. SMS po raz pierwszy wystąpił u Giermana Titowa w misji Wostok 2 – pierwszym całodobowym locie kosmicznym. Dopiero pod koniec misji zjadł posiłek, gdyż 2 wcześniejsze próby kończyły się nudnościami lub wymiotami.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przy długotrwałym przebywaniu w stanie nieważkości następują takie efekty jak atrofia mięśni, demineralizacja kości w dolnej części ciała, co czyni je podatnymi na złamania. Szczególnie niebezpieczne jest zmniejszenie się mięśnia sercowego spowodowane tym, że serce przy zmniejszonym wysiłku pompuje mniej krwi. Konieczne są ćwiczenia 2-3 godziny dziennie, czasem wykorzystując zmyślne urządzenia. Z domowych przyrządów do ćwiczeń na stacji kosmicznej przydałby się ekspander, natomiast hantle byłyby oczywiście nieprzydatne. Ćwiczenia jednak pomagają tylko w pewnym stopniu i nie zapobiegają demineralizacji kości oraz innym zmianom fizjologicznym. Nie dopuszcza się do przebywania w Kosmosie kobiet w ciąży ani do poczęcia w Kosmosie, gdyż stan nieważkości zaburzyłby rozwój płodu. Po powrocie z długotrwałej misji na stacji kosmicznej astronauci nie mogą stać, gdyż na skutek zmniejszonej objętości krwi zemdleliby po kilku minutach. Wszystkie zmiany cofają się całkowicie po kilku tygodniach od powrotu na Ziemię. Nie wiadomo jaki jest krytyczny czas pobytu w stanie nieważkości, który spowodowałby nieodwracalne zmiany. Można jednak zakładać, że pobyt w stanie nieważkości trwający kilka lat jest przy obecnej technice niemożliwy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kolejnym problemem jest &lt;span class="tg"&gt;promieniowanie kosmiczne&lt;/span&gt; – naładowane cząstki, których głównym źródłem jest wiatr słoneczny. &lt;span class="t2"&gt;Promieniowanie kosmiczne&lt;/span&gt; jest zjawiskiem naturalnym na Ziemi – w każdej sekundzie przez ludzkie ciało przelatuje kilkadziesiąt naładowanych cząstek (powodując miliony jonizacji). Większość cząstek wiatru słonecznego jest odchylana od Ziemi przez magnetosferę, ich natężenie zmniejsza się też wskutek przejścia przez atmosferę. Poza atmosferą w czasie krótkiej misji orbitalnej astronauta otrzymuje zwiększoną dawkę promieniowania porównywalną z typowym badaniem rentgenowskim. Przy dłuższych misjach ta dawka odpowiednio zwielokrotnia się. Natężenie promieniowania kosmicznego jest jeszcze większe poza magnetosferą oraz zabójczo wysokie w &lt;span class="tg"&gt;Pasach Van Allena&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;Van Allen radiation belts&lt;/span&gt;)– otaczającej Ziemię pułapce magnetycznej na naładowane cząstki. Jak dotychczas na zagrożenia wynikające z przejścia przez &lt;span class="t2"&gt;Pasy Van Allena&lt;/span&gt; oraz wyjścia poza magnetosferę byli narażeni tylko członkowie księżycowych misji Apollo.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W medycynie kosmicznej rozważa się także psychiczne konsekwencje długotrwałej misji kosmicznej związane z długotrwałym przebywaniem kilku osób w małej przestrzeni przy ograniczonej liczbie zajęć. Problem ten rozważa się szczególnie w kontekście przyszłej misji na Marsa. Dotychczas tego typu problemy nie pojawiły się na dużą skalę, co wynika z tego, że astronauci są selekcjonowani nie tylko pod kątem predyspozycji fizycznych i intelektualnych, ale także pod kątem stabilności emocjonalnej i wysokiej motywacji. Ponadto programy misji zawierają tyle zadań, że są oni prawie cały czas zajęci. Jednak powstawanie napięć podczas długotrwałych misji zostało potwierdzone. Walentin Lebiediew, który w 1982 r. uczestniczył w długotrwałej misji na stacji Salut 7, ujawnił w wydanych wspomnieniach napięcia między nim a jego towarzyszem – w miarę upływu czasu rozmowy między nimi stały się krótkie i wrogie, na stacji zapanował terytorializm. Ogólne trendy w długotrwałych misjach kosmicznych są podobne jak w misjach polarnych i na okrętach podwodnych – po dłuższym czasie poziom interakcji między ludźmi zmniejsza się. Zapewne wszyscy zainteresowani misją na Marsa będą obserwować przebieg ambitnego eksperymentu Mars-500 zorganizowanego przez Rosję, w którym 6 mężczyzn ma przetrwać w kompleksie odizolowanych pomieszczeń o powierzchni ok. 200 m kw. (nie licząc „lądownika”) 500 dni hipotetycznej wyprawy na Marsa. Główna część eksperymentu ma zacząć się w marcu 2010 r.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt2"&gt;Prędkości w lotach kosmicznych&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zacznijmy od jednostek. Prędkości dostępne codziennemu doświadczeniu mierzymy w kilometrach na godzinę (km/h), natomiast w lotach kosmicznych mamy raczej do czynienia z prędkościami rzędu kilometrów na sekundę (km/s). Dla lotów kosmicznych w fazie wynoszenia na orbitę oraz powrotu do atmosfery istotne są zjawiska z dziedziny aerodynamiki. W aerodynamice do określania prędkości wykorzystuje się tzw. &lt;span class="tg"&gt;liczbę Macha&lt;/span&gt;, która jest wielkością bezwymiarową określającą stosunek prędkości obiektu do prędkości dźwięku. Ma to praktyczne zastosowanie w lotnictwie, gdyż odniesienie do prędkości dźwięku jest tu często bardziej istotne od bezwzględnej wartości prędkości. W miarę zbliżania do prędkości dźwięku zachowanie powietrza otaczającego samolot podlega zakłóceniom, np. gwałtownie rośnie współczynnik oporu Cx i w pobliżu prędkości dźwięku osiąga maksimum (czasem mówi się o tzw. &lt;span class="nj"&gt;barierze dźwięku&lt;/span&gt;). Pojawia się &lt;span class="tg"&gt;fala uderzeniowa&lt;/span&gt;, która zawsze towarzyszy lotom naddźwiękowym i jest tym silniejsza im szybszy przelot. Z punktu widzenia obserwatora &lt;span class="t2"&gt;fala uderzeniowa&lt;/span&gt; jest głośnym dźwiękiem określanym jako &lt;span class="nj"&gt;podwójny bang&lt;/span&gt;. W wilgotnej atmosferze przy przekraczaniu bariery dźwięku wokół samolotu pojawia się &lt;span class="tg"&gt;obłok Prandtla-Glauerta&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;Prandtl–Glauert singularity&lt;/span&gt;, &lt;span class="jez"&gt;osobliwość Prandtla-Glauerta&lt;/span&gt;).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Stosowanie &lt;span class="t2"&gt;liczby Macha&lt;/span&gt; może prowadzić do nieporozumień przy przeliczaniu prędkości na tradycyjne jednostki. Tradycyjnie jako prędkość rozchodzenia się dźwięku podaje się wartość zmierzoną na poziomie morza w temperaturze 15°C, która wynosi 1225 km/h (340 m/s). Jednak prędkość dźwięku zmienia się zależnie od temperatury i ciśnienia, a zatem zmienia się wraz z wysokością – mianowicie ze wzrostem wysokości do pewnego momentu zmniejsza się. Jeśli osiągi samolotów odrzutowych pod względem prędkości podawane są w &lt;span class="t2"&gt;liczbach Macha&lt;/span&gt;, to zwykle bierze się pod uwagę prędkość dźwięku na wysokościach 11-25 km, która w tym zakresie wynosi 1062 km/h (295 m/s).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Poruszaniu się z wielkimi prędkościami w atmosferze towarzyszą określone zjawiska. Stąd podział tych prędkości (wg klasyfikacji NASA): &lt;span class="t2"&gt;poddźwiękowe&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;subsonic&lt;/span&gt;) – od 400 km/h, M&amp;lt;1; &lt;span class="t2"&gt;okołodźwiękowe&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;transonic&lt;/span&gt;) – 0,8&amp;lt;M&amp;lt;1,2; &lt;span class="t2"&gt;naddźwiękowe&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;supersonic&lt;/span&gt;) – 1&amp;lt;M&amp;lt;3; &lt;span class="t2"&gt;wysokie naddźwiękowe&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;high supersonic&lt;/span&gt;) – 3&amp;lt;M&amp;lt;5; &lt;span class="t2"&gt;hiperdźwiękowe&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;hipersonic&lt;/span&gt;) – 5&amp;lt;M&amp;lt;10; &lt;span class="t2"&gt;wysokie hiperdźwiękowe&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;high-hipersonic&lt;/span&gt;) – 10&amp;lt;M&amp;lt;25.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Samoloty śmigłowe latają z prędkościami poddźwiękowymi do 750 km/h. Cywilne samoloty odrzutowe zwykle latają z prędkościami okołodźwiękowymi do Ma 0,85 (900 km/h); najszybszy cywilny odrzutowiec Cessna Citation X osiąga Ma 0,92 (wycofane już Concorde i Tu-144 latały z prędkością Ma 2).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z prędkościami naddźwiękowymi latają obecnie generalnie tylko myśliwce i samoloty eksperymentalne. Orientacyjne osiągi myśliwców pod względem prędkości wynoszą do Ma 1,5 bez dopalania i do Ma 2 z dopalaniem, przy czym dopalanie wykorzystuje się tylko w krótkich fragmentach misji takich jak start z lotniskowca, sytuacja bojowa. Pociski z ręcznej broni palnej wylatują zwykle z prędkościami okołodźwiękowymi i naddźwiękowymi – 300-900 m/s, czyli do Ma 2,6.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z prędkościami wysokimi naddźwiękowymi latał samolot zwiadowczy SR-71 z silnikami strumieniowymi. Prędkości rakiet powietrze-powietrze, ziemia-powietrze leżą w zakresie Ma 2-5. Przy prędkościach od ok. Ma 2,5 staje się znaczące zjawisko &lt;span class="tg"&gt;nagrzewania aerodynamicznego&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;aerodynamic heating&lt;/span&gt;) – pojawiają się temperatury, przy których aluminium staje się plastyczne. Np. w SR-71 lecącym z prędkością Ma 3,1 niektóre części nagrzewały się do 315°C. Powoduje to konieczność stosowania specjalnych materiałów, np. tytanu. Zjawisko &lt;span class="t2"&gt;nagrzewania aerodynamicznego&lt;/span&gt; nasila się ze wzrostem prędkości.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W latach 60. odbywały się loty eksperymentalnego samolotu X-15 z napędem rakietowym z prędkościami hiperdźwiękowymi, maksymalnie Ma 6 w 1967 r. W sumie w ramach programu odbyło się ok. 200 lotów, a w kilku z nich pilotem był Neil Armstrong. Oprócz rekordowych prędkości osiągano także rekordowe pułapy, a w 2 lotach przekroczono granicę kosmosu. Obecnie jest w fazie testów silnik scramjet przeznaczony do lotów z predkościami hiperdźwiękowymi a w przyszłości wysokimi hiperdźwiękowymi. W latach 00. odbyło się kilka testów eksperymentalnych bezzałogowych samolotów z silnikiem scramjet, które osiągały prędkości do Ma 9. Spekuluje się, że na wyposażeniu CIA są załogowe samoloty Aurora z silnikami scramjet o pułapie 40 km i maksymalnej prędkości Ma 8. Spekuluje się także, że Rosja opanowała technologię głowic ICMB oraz pocisków manewrujących wyposażonych w silniki scramjet, które mogą manewrować z prędkością Ma 10-15 i są zdolne do uniknięcia ewentualnego przechwycenia. Przy prędkościach hiperdźwiękowych, czyli od Ma 5, zaczyna się zjawisko jonizacji cząsteczek powietrza, a lecący obiekt nagrzewa się miejscami do 1000°C.&lt;/p&gt;
&lt;span class="tg"&gt;&lt;/span&gt;
&lt;p&gt;Z prędkościami wysokimi hiperdźwiękowymi latają pojazdy kosmiczne oraz ICBM. W przestrzeni kosmicznej odnoszenie się do prędkości dźwięku nie ma praktycznego znaczenia. Znaczenie mają prędkości hiperdźwiękowe osiągane w trakcie wznoszenia i powrotu do atmosfery. W trakcie wznoszenia wysoka hiperdźwiękowa prędkość osiągana jest dopiero na granicy Kosmosu. Aerodynamika hiperdźwiękowa jest natomiast szczególnie istotna w trakcie &lt;span class="tg"&gt;powrotu do atmosfery&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;reentry&lt;/span&gt;). Pojazd zdolny do wykonania takiego manewru nazywamy &lt;span class="tg"&gt;pojazdem powrotnym&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;reentry vehicle&lt;/span&gt;), a prędkość, z którą wchodzi on do atmosfery – &lt;span class="tg"&gt;prędkością powrotną&lt;/span&gt; (&lt;span class="jez"&gt;reentry speed&lt;/span&gt;). Przykłady pojazdów powrotnych: wahadłowiec, który w końcowej fazie lotu jest szybowcem, kapsuły powrotne innych pojazdów kosmicznych (obecnie głównie Sojuz), głowice bojowe oddzielone od ICBM. Główne zjawiska aerodynamiczne przy tych prędkościach to nagrzewanie aerodynamiczne oraz fala uderzeniowa powodująca kompresję powietrza przed pojazdem i jego przejście w stan plazmy. Zjawiska te powodują, że na powierzchni zwykłych obiektów wchodzących w atmosferę zachodzi ablacja powodująca, że lecący obiekt ulega zniszczeniu, a mniejsze obiekty całkowicie wyparowują i rozpraszają się w atmosferze. Pojazdy muszą być wyposażone w osłony termiczne. Maksymalna temperatura występuje na wysokości ok. 50 km, a jej wartość zależy od prędkości powrotnej, kształtu pojazdu powrotnego i rodzaju osłony termicznej. Orientacyjne wartości maksymalnej temperatury to 3000°C dla kapsuły powrotnej Apollo, 6000°C dla wahadłowca, 11000°C dla głowic bojowych. Przyjęta w zestawieniu prędkości liczba Ma 25 określająca górną granicę prędkości wysokich hiperdźwiękowych odpowiada typowym sytuacjom powrotu do atmosfery z lotu orbitalnego, czyli 8 km/s. Dla precyzyjnej informacji lepiej jednak w tym zakresie prędkości posługiwać się wartościami bezwzględnymi niż &lt;span class="t2"&gt;liczbą Macha&lt;/span&gt;. W lotach suborbitalnych prędkości powrotne nie przekraczają 8 km/s. Najważniejszym przykładem są tu głowice bojowe, które nie zwalniają całkowicie tylko osiągają cel z prędkością maksymalnie 4 km/s (Ma 12). Typowa prędkość powrotna z niskiej orbity wynosi ok. 8 km/s. W przypadku bezpośredniego powrotu z lotów międzyplanetarnych prędkość powrotna jest jeszcze wyższa. Najwyższa prędkość pojazdu załogowego wystąpiła podczas powrotu kapsuły Apollo 10 – 11 km/s (załoga znalazła się w Księdze rekordów Guinnessa), natomiast najwyższa prędkość powrotna kapsuły bezzałogowej wystąpiła podczas powrotu kapsuły Stardust – 13 km/s. Meteory wchodzą w atmosferę z prędkościami od 12 km/s do 72 km/s, przy czym prędkości rzędu kilkudziesięciu km/s charakteryzują obiekty docierające do Ziemi z przestrzeni międzygwiezdnej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Orientacyjne zestawienie prędkości w różnych jednostkach:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;samolot śmigłowy Cessna 172, prędkość przelotowa – 226 km/h
&lt;li&gt;lepsze helikoptery, prędkość maksymalna – 300 km/h
&lt;li&gt;samolot pasażerski śmigłowy ATR 72, prędkość przelotowa – 500 km/h
&lt;li&gt;samolot pasażerski odrzutowy Boeing 747 (Jumbo Jet), prędkość przelotowa – 900 km/h – Ma 0,85 (11 km)
&lt;li&gt;dźwięk na wysokościach 11-25 km – 1062 km/h – 295 m/s – 1 Ma (11 km)
&lt;li&gt;dźwięk na poziomie morza – 1225 km/h – 340 m/s – 1 Ma (0 km)
&lt;li&gt;pocisk z pistoletu CZ 75, prędkość początkowa – 1440 km/h – 400 m/s – Ma 1,18 (0 km)
&lt;li&gt;samolot myśliwski F-22, prędkość maksymalna bez dopalania – 1900 km/h – 550 m/s – Ma 1,82 (11 km)
&lt;li&gt;samoloty myśliwskie F-16, F-22, Su-35, prędkość maksymalna – 2400 km/h – 650 m/s – Ma 2,25 (11 km)
&lt;li&gt;samolot zwiadowczy SR-71, prędkość maksymalna – 3700 km/h – 1 km/s – Ma 3,5 (24 km)
&lt;li&gt;rakiety systemu PAC-1 – 5300 km/h – 1,5 km/s – Ma 5 (11 km)
&lt;li&gt;lot eksperymentalnego samolotu X-15 w 1967 r., prędkość – 7273 km/h – 2 km/s – Ma 6,25 (58 km)
&lt;li&gt;lot eksperymentalnego bezzałogowego pojazdu X-43A w 2004 r., prędkość – 10300 km/h – 3 km/s – Ma 9,7 (11 km)
&lt;li&gt;ICBM, prędkość głowicy w chwili osiągnięcia celu (maksymalnie) – 14400 km/h – 4 km/s – Ma 12 (0 km)
&lt;li&gt;prędkości wahadłowca wracającego do atmosfery z niskiej orbity
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;120 km (0 min)– 28400 km/h – 7,9 km/s
&lt;li&gt;90 km (5 min) – 28800 km/h – 8 km/s
&lt;li&gt;61 km (15 min) – 19800 km/h – 5,5 km/s
&lt;li&gt;55 km (18 min) – 13000 km/h – 3,6 km/s
&lt;li&gt;30 km (23 min) – 4400 km/h – 1,2 km/s
&lt;/ul&gt;
&lt;li&gt;prędkość powrotna kapsuły Apollo 10 wracającej z orbity Księżyca – 39900 km/h – 11 km/s
&lt;li&gt;prędkość powrotna kapsuły Stardust wracającej ze spotkania z kometą Wild 2 – 46500 km/h – 13 km/s
&lt;li&gt;prędkość obiektu z przestrzeni międzygwiezdnej wchodzącego w atmosferę Ziemi – 260000 km/h – 72 km/s (prędkości meteorów wchodzących w atmosferę Ziemi leżą w zakresie od 12 do 72 km/s)
&lt;li&gt;średnia prędkość wiatru słonecznego w pobliżu Ziemi – 450 km/s (od 200 do 890 km/s)
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2874616510362500554-6669066823456327144?l=kamaryla.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://kamaryla.blogspot.com/feeds/6669066823456327144/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/08/one-small-step-refleksje-po-40-latach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/6669066823456327144'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2874616510362500554/posts/default/6669066823456327144'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://kamaryla.blogspot.com/2009/08/one-small-step-refleksje-po-40-latach.html' title='One small step - refleksje po 40 latach'/><author><name>filozof grecki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14099367408925487706</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_VuiI2Kqzwnk/Sc3RTsqR66I/AAAAAAAAAAM/3KJ4cmMPwLk/S220/aristotle2.png'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2874616510362500554.post-7822736997585339131</id><published>2009-07-14T22:46:00.036+02:00</published><updated>2009-12-01T09:46:30.109+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='An-2'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wojciech Czuchnowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='SB'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wojciech Jaruzelski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dionizy Bielański'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MiG-21'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='L-29'/><title type='text'>Zestrzelić polskiego uciekiniera!</title><content type='html'>&lt;p class="pt1"&gt;Żywot czerwonego ścierwa&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Życie Wojciecha Jaruzelskiego powinno być badane podobnie jak innych kreatur, które niechlubnie zapisały się w naszej historii. Przypomnijmy, że stoi on w jednym szeregu z pozostałymi moskiewskimi namiestnikami, którzy na stanowisku I sekretarza KC PZPR upokarzali Polskę przez 45 lat. Najbardziej znani to Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Edward Gierek, Wojciech Jaruzelski. Konieczność odkrywania historycznej prawdy leży poza dyskusją, jednakże każdy nowy szczegół z życiorysu Jaruzelskiego, który od czasu do czasu staje się medialnym newsem, napawa mnie szczególnego rodzaju smutkiem. Jest w tym, rzecz jasna, pamięć ofiar, do których śmierci, szykanowania czy wygnania z kraju się przyczynił. Jest w tym i świadomość jego nietykalności. To że żyje on sobie komfortowo i śmieje się w twarz narodowi, który tak sponiewierał w czasie stanu wojennego, i dane mu będzie spokojnie umrzeć, uwiera mnie niczym cierń, a każda nowa wiadomość o jego dawnych draństwach ten cierń porusza. Ale to wszystko dość jasno i zrozumiale wpisuje się w dzisiejszą rzeczywistość. Co innego, moim zdaniem, jest szczególnie zasmucające w medialnych wiadomościach odkrywających coraz to nowe szczegóły z biografii Jaruzelskiego. Jest to ahistoryczna wymowa tych wiadomości. Michnikowszczyzna zawsze wybiela Jaruzelskiego (o tym dalej), ale nawet w bardziej neutralnych mediach wymowa wiadomości o Jaruzelskim jest mniej więcej taka: „Oto okazuje się, że ten niejednoznacznie oceniony przez historię bohater narodowy, Jaruzelski, jednak ma co nieco na sumieniu.” Jest to wielki sukces szerzenia kłamstw metodą „prawdy leżącej po środku”. Jeśli wielu ludzi pamięta Jaruzelskiego jako zdrajcę i zbrodniarza, a jednocześnie wiele mediów przedstawia go jako bohatera podejmującego trudne lecz konieczne decyzje rzekomo dla ratowania Polski, to wystarczy tylko rzucić hasło, że &lt;span class="sen"&gt;prawda jak zwykle leży po środku&lt;/span&gt; i nagle Jaruzelski ze zbrodniarza staje się co najwyżej kontrowersyjnym bohaterem, niepozbawionym osobistych zalet i zasług dla kraju.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Obok podstępnie skutecznej metody „prawdy leżącej po środku” &lt;span class="nj"&gt;salon&lt;/span&gt; stosuje szereg łatwiejszych do rozszyfrowania socjotechnik. Chociażby metoda „na litość”, czyli nawoływanie, by nie ciągać po sądach biednego starego schorowanego człowieka, jakim jest dziś Jaruzelski. A po jego śmierci będą nawoływać, by o zmarłych źle nie mówić. Byle &lt;span class="nj"&gt;czerwoni&lt;/span&gt; byli zawsze na wierzchu. Inna socjotechnika to uparte tytułowanie tego &lt;span class="nj"&gt;czerwonego kacyka&lt;/span&gt; generałem. Skoro rzekomo wolne państwo nie spełniło swojego obowiązku i nie odebrało honorów tym, którzy uzyskali je za zbrodnie na polskim narodzie, to wypadałoby, abyśmy chociaż sami nie dawali im satysfakcji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pojawiają się więc te newsy o mrocznej przeszłości Jaruzelskiego, niezwykle smutne, w swej bezsilności wobec zakłamywanej na naszych oczach historii, a my rozpaczliwie czepiamy się tych wiadomości, szukając w nich jakiegoś cienia szansy na powrót na miejsce wykolejonego świata wartości, na potwierdzenie, że jednak białe jest białe a czarne jest czarne, że Jaruzelski faktycznie był postacią negatywną. Tak jakby jego ponura rola w polskiej historii nie była doskonale wszystkim znana. Kto, jeśli nie on, stał w czasach stanu wojennego tam, gdzie ZOMO? Ci, którzy go dzisiaj bronią i wybielają, niestety, też przechodzą na tamtą stronę. Nie da się bowiem wyabstrahować zbrodniczego systemu od ludzi, którzy nim kierowali i to w żadną stronę. Niemcy po wojnie osądzili, i to pod przymusem, nielicznych hitlerowskich zbrodniarzy, niejako wymazując ze świadomości zbiorowej istnienie całego zbrodniczego systemu. U nas na odwrót – w najlepszym razie krytycznie osądzamy system, zapominając, że tworzyli go konkretni ludzie spośród których nie jesteśmy w stanie osądzić nawet głównych kierowniczych sprawców.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ci, którzy uzurpowali sobie prawo do rozgrzeszenia dawnych zdrajców i zbrodniarzy oraz do nazwania ich „ludźmi honoru” okazali się tak skuteczni w ich wybielaniu, że dziś spora część społeczeństwa uwierzyła w nową wersję historii. W tej nowej wersji w stanie wojennym wszyscy na równi przeżywali swoje dramaty – od ludzi spragnionych wolności i pałowanych na ulicach na śmierć, przez dobrze ustawionych w systemie partyjniaków, milicję i esbeków, do kierującego totalitarnym systemem moskiewskiego namiestnika, Jaruzelskiego. Chciałbym wierzyć, że sondaże są załgane i nie jest prawdą, iż większość społeczeństwa dziś pozytywnie ocenia wprowadzenie stanu wojennego w 1981 r. Byłby to bowiem przerażający sukces tych, którzy chcą z Polaków uczynić naród niewolników, którzy – choć wyzwoleni – tak zatracili już zdolność samodzielnego stanowienia o sobie, że nawet dobrze wspominają rękę trzymającą nad nimi bat.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sądzenie Jaruzelskiego w Polsce rzekomo wolnej od 1989 r. jest tak upokarzające dla Polaków, iż lepiej chyba, by w ogóle do żadnego procesu nie doszło. Niemrawe próby w ramach sejmowej komisji w latach 90., wieczne zasłanianie się złym stanem zdrowia tudzież niepamięcią w kolejnych latach, wreszcie – szczyt absurdu – stanowisko sądu z 2008 r., który nakazał przesłuchanie świadków Margaret Thatcher i Michaiła Gorbaczowa (wyobrażam sobie, jaki ubaw mieli sędziowie lub byli esbecy, gdy wpadli na ten pomysł). To wszystko świadczy jedynie o braku woli elit rządzących, by choć włos z głowy spadł Jaruzelskiemu. Trudno zaakceptować samą formę oskarżenia. Choć komunistyczne państwo PRL zostało wprowadzone na ziemiach polskich nielegalnie, to jednak czynione są łamańce prawne, by udowodnić Jaruzelskiemu złamanie prawa ówczesnego totalitarnego kraju, jakim było PRL. A przecież jest jasne, że nielegalna i niedemokratyczna władza, która opierała się na przemocy, mogła wprowadzić a następnie realizować dowolne zbrodnicze prawo i nie wahała się tego czynić. Ciekaw jestem, czy ci „mędrcy” z dziedziny prawa zadali sobie choć raz pytanie, jakie zbrodnie musiałby popełnić Jaruzelski, by przestali usprawiedliwiać go tym, że działał zgodnie z prawem PRL, czy w ogóle jest taka granica? A może zdaniem „mędrców” w ramach zgodności z nielegalnie wprowadzonym w Polsce systemem, który nawet post factum nigdy w trakcie swojego istnienia nie uzyskał legitymacji społecznej, można było zrobić z Polakami dokładnie wszystko?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Cóż, prawnicy, którzy biedzą się nad kwalifikacją czynów Jaruzelskiego i skomplikowanymi regułami przedawnień, zdają się zupełnie pomijać (celowo?) jedną prostą prawdę. Jaruzelski dopuścił się przestępstwa, przy którym cała pozostała zbrodnicza działalność w stosunku do społeczeństwa może spokojnie zostać pozostawiona do zbadania historykom. Jest on winien zdrady stanu, podobnie jak inni przywódcy komunistyczni w Polsce. W moim odczuciu jest to przestępstwo najgorsze ze wszystkich, za które należy mu się kara śmierci, którą należałoby wykonać, choćby trzeba było dla tej jednej egzekucji uchwalić specjalną ustawę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tytuł tego rozdziału został wybrany świadomie i celowo. Ma on w mojej intencji podkreślać fakt, że Jaruzelski godny jest w polskim społeczeństwie jedynie najwyższej pogardy. On i jego koledzy, tacy jak Kiszczak czy Urban, muszą być świadomi, że za to, co zrobili, mogą ich spotkać w Polsce w najlepszym razie pogardliwe obelgi. A jednocześnie mogą być szczęśliwi, że na zakręcie historii ocalili głowy i nie znaleźli się tam, gdzie ich miejsce, czyli na szubienicy. Przynajmniej na razie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Wzorowy sługus Moskwy&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Poczucie nierealności i przenicowania historii związane z postacią Jaruzelskiego wraca raz po raz, gdy pojawiają się nowe informacje z jego życiorysu. Takie odczucia towarzyszyły mi, gdy pojawiły się w mediach w 2007 r. informacje o tym, że Jaruzelski był do połowy lat 50. agentem Informacji Wojskowej o pseudonimie „Wolski”. Informacja Wojskowa została później przekształcona w WSW a po 1989 r. w WSI. W każdej z tych faz służba ta zapisała się złowrogo i niesławnie w historii Polski, a istnieją przesłanki do stwierdzenia, że była one lojalne bardziej w stosunku do Moskwy niż do naszego rządu. Warto podkreślić, że Jaruzelski w tym przypadku nie był funkcjonariuszem służb lecz szpiclem ocenionym przez swoich mocodawców jako „wzorowy”. Choć Jaruzelski z czasem znalazł się na samym szczycie zbrodniczych instytucji PRL, to Judasz pozostał Judaszem. Tyle że poprzez kolejne awansy od sprzedawania kolegów przeszedł do sprzedawania całego kraju.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Agenturalny epizod jest istotnym dopełnieniem jego biografii, ale w niczym nie może zmienić ogólnej oceny. Nie można tego porównać z ujawnieniem agenturalności kogoś, kto do czasu ujawnienia cieszył się jakimś zaufaniem społecznym, a zamieszczanie newsów dotyczących ujawnienia „Wolskiego” w takim właśnie tonie było pośrednim wybielaniem Jaruzelskiego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dziś nie inaczej odbieram informację o tym, że Jaruzelski zatwierdził zestrzelenie polskiego samolotu cywilnego nad Czechosłowacją w czasie, gdy już jako generał LWP był szefem MON. Znowu wraca paradoks życiorysu Jaruzelskiego. Media zręcznie rozgrywają emocje wokół tego, czy faktycznie to on osobiście wydał zgodę na to morderstwo, czy też zrobił to ktoś inny, zdając się zapominać, że już wtedy, jako szef resortu siłowego, czyli – w realiach komunistycznych – członek najściślejszego kierownictwa kraju i kreator zbrodniczego systemu, odpowiadał za zbrodnie tegoż systemu (a więc zarówno w przypadku poleceń wydawanych osobiście, jak i na niższych szczeblach systemu). Mając na uwadze to zastrzeżenie, warto przyjrzeć się bliżej temu ciekawemu przyczynkowi do komunistycznych zbrodni popełnionych w Polsce i do zbrodni Jaruzelskiego w szczególności.&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Ostatni lot Dionizego Bielańskiego&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;36-letni Dionizy Bielański mieszkał z rodziną w Opolu, miał żonę i dwie córki. Był dobrym doświadczonym pilotem i cenionym instruktorem lotnictwa. Od 1973 lub 1974 pracował w Zakładzie Usług Agrolotniczych we Wrocławiu. Od 3 tygodni wykonywał prace agrolotnicze w Nadleśnictwie Niepołomice.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;16.07.75 przebywał na polowym lotnisku we wsi Gawłówek na skraju Puszczy Niepołomickiej (okolice Krakowa), nad którą dzień wcześniej wykonywał opylania. Miał problem – dzień wcześniej milicja aresztowała 2 podwładnych z jego załogi. Bielański kilkakrotnie dzwonił na posterunek – interweniował i starał się bronić swoich ludzi. Nie zanosiło się na to, że zostaną zwolnieni, więc poinformował współpracowników z lotniska, że udaje się samolotem do Wrocławia po nową załogę. Niektóre źródła podają, że polecenie przylotu po nową załogę otrzymał od przełożonego z Wrocławia. Ok. 14.00 wystartował i skierował się na zachód. Po kilku kilometrach zmienił kurs na południe, zmierzając do Austrii przez Czechosłowację. Samolot użyty do ucieczki to produkowany w Polsce i bardzo popularny dwupłatowy An-2, nazywany Antkiem lub potocznie choć nieprecyzyjnie – Kukuruźnikiem (przezwisko Kukuruźnik właściwie odnosiło się do starszego sowieckiego dwupłatowca). An-2 był produkowany w różnych wersjach do różnych zastosowań, w tym przypadku była to wersja do zastosowań rolniczych. Ucieczki z krajów Bloku Wschodniego na Zachód były częste, a system reagował na nie z furią, gotów był zabijać. Szczegóły postępowania z uciekinierami zależały od konkretnego kraju i okoliczności, trzeba jednak przyznać, że nie praktykowano zestrzeliwania cywilnych samolotów należących do własnego bloku, a w latach 70. taka decyzja była już zdecydowanie przejawem nadgorliwości. Tak czy inaczej, każda tego rodzaju ucieczka była niesamowitym wyczynem. Zapewne i w tym przypadku pilot doskonale zdawał sobie sprawę z wysokiego ryzyka.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dionizy Bielański udał się w kierunku granicy z Czechosłowacją i przed 15.00 niezauważony przekroczył granicę. Leciał lotem koszącym w kierunku Austrii, który to kierunek pokrywał się z dzisiejszą granicą między Czechami a Słowacją. Lot koszący polega na utrzymywaniu niskiej wysokości w celu uniknięcia wykrycia przez radary. Była to dobra taktyka, ale pechowo w Žilinie dostrzegł go kapuś, lokalny szef Svazarmu (&lt;span class="jez"&gt;Svaz pro spolupráci s armádou&lt;/span&gt;, &lt;span class="jez"&gt;Związek Współpracy z Armią&lt;/span&gt;), czechosłowackiej organizacji, w pewnym stopniu odpowiednika polskiego ORMO, i od razu zameldował o tym przełożonym. Od tej chwili An-2 Bielańskiego został namierzony przez wojskowe radary. Wysłano w jego kierunku 4 czechosłowackie wojskowe samoloty z bazy w Brnie: 2 myśliwce przechwytujące MiG-21 (uzbrojone w stałe działko i prawdopodobnie w podwieszane rakiety kierowane powietrze-powietrze) oraz 2 szkolno-treningowe L-29 Delfin (uzbrojone w podwieszane karabiny maszynowe). Myśliwce nawiązały z nim kontakt mniej więcej w połowie drogi nad Czechosłowacją i towarzyszyły mu przez ok. 30 min. Piloci musieli widzieć się nawzajem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pilot jednego z L-29, Vlastimil Navrátil, wykonywał kolejne nawroty do znacznie wolniejszego An-2 i próbował zmusić jego pilota do podporządkowania się. Używał w tym celu rac sygnalizacyjnych oraz ustalonych manewrów ostrzegawczych. Bielański podobno w odpowiedzi na ostrzegawcze manewry pokazywał czechosłowackim pilotom przyjazne gesty, chcąc zapewne zyskać na czasie. W każdym razie zamiast podporządkować się, obniżył lot do minimalnego możliwego pułapu i kontynuował kurs w kierunku Austrii. Pilot Vlastimil Navrátil otrzymał ze stanowiska naprowadzania w Brnie rozkaz wykonania strzałów ostrzegawczych, który wykonał tak by pilot An-2 mógł zauważyć błysk pocisków, potem wykonał kolejne manewry ostrzegawcze.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;8 km przed granicą z Austrią Vlastimil Navrátil otrzymał rozkaz zestrzelenia Polaka. Podobno, wiedząc, że rozkaz jest niezgodny z prawem, prosił o potwierdzenie, jednak jako żołnierz musiał ten rozkaz wykonać. Odmowa wykonania rozkazu wiązałaby się z poważnymi konsekwencjami z możliwością sądu wojskowego i kary śmierci włącznie. Można też domyślać się, jakie instrukcje mieli piloci wojskowi na wypadek podejrzanego zachowania jednego z nich. Wysłanie aż 4 myśliwców do jednego Antka może świadczyć o braku zaufania władz do pilotów. O 15.56 strzały z karabinów L-29 oddane z odległości ok. 300 m trafiły An-2 z lewej strony kadłuba. An-2 spadł na pola koło miejscowości Kúty i spłonął (dziś ta miejscowość znajduje się niedaleko zbiegu granic Czech, Słowacji i Austrii po stronie słowackiej). Pilot zginął na miejscu z powodu odniesionych obrażeń.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Strzelanie do samolotów cywilnych nie jest cywilizowaną praktyką i nie było zgodne z prawem i procedurami nawet w krajach komunistycznych, był to jednostkowy przypadek tego rodzaju. Moim zdaniem przypadek ten można nazwać morderstwem dokonanym na Dionizym Bielańskim przez osoby odpowiedzialne za wydanie rozkazu zestrzelenia.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width:720px; height:418px;" src="http://lh3.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/Sl8sJvCZRJI/AAAAAAAAAh8/b3DLnx_mtbA/mapa_wydarzen_750716.jpg" alt="Dionizy Bielański, mapka wydarzeń 16 lipca 1975 r." /&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 1.&lt;/span&gt; Mapka wydarzeń.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Okoliczności ucieczki&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dionizy Bielański urodził się w 1939 r. na Wołyniu. Młodość spędził w Szklarskiej Porębie. Po szkole średniej, by zostać pilotem, wybrał się do Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie. Później pracował w żywieckiej szkole szybowcowej „Żar”, w Aeroklubie Jeleniogórskim. Pod koniec lat 60. dostał pracę w Aeroklubie Opolskim. W Opolu dał się poznać jako koleżeński, lubiany przez młodzież lotnik, instruktor. Żona wspomina, że w pełni realizował się zawodowo. &lt;span class="tmp"&gt;Trybuna Opolska&lt;/span&gt; z 1971 r. pisała: &lt;span class="cyt"&gt;„Dobry był sezon 1970 (...), 20 opolskich załóg startowało w zawodach klubowych i krajowych (...). Tak gwałtowny rozwój działalności sportowej nie był jeszcze notowany w dziejach klubu. Podać warto, że kierownikiem sekcji samolotowej jest instr. Dionizy Bielański”&lt;/span&gt; Jego córka zgromadziła wiele pochwalnych i fachowych wycinków prasowych dotyczących ojca z tego okresu. Sam Bielański pisał w &lt;span class="tmp"&gt;Skrzydlatej Polsce&lt;/span&gt;. Miał szczęśliwą rodzinę, przyjaciół.&lt;/p&gt;
&lt;div class="multi"&gt;
&lt;p class="obr"&gt;&lt;img style="width:640px; height:374px;" src="http://lh5.ggpht.com/_VuiI2Kqzwnk/SmM0eYg05XI/AAAAAAAAAsQ/zC5Zqp5BNg8/bielanski01.jpg" alt="Dionizy Bielański" /&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="podpis"&gt;&lt;span class="kwpodpis"&gt;Obr. 1.&lt;/span&gt; Dionizy Bielański w latach 60. Zdjęcie ze zbiorów rodzinnych.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Na swoje nieszczęście Bielański był też trochę niepokorny. Znaczący jest fakt, że nie należał do partii. W tamtych czasach brak zaangażowania politycznego był źle widziany. Im wyższe i bardziej prestiżowe stanowisko tym większy był wywierany nacisk, by się zapisać i większe kłopoty wiązały się z brakiem przynależności. Inna sprawa, że powszechna reguła była inna. Wielu oportunistów najpierw zapisywało się do partii, a wtedy otwierały się przed nimi możliwości awansu – uzyskiwanie wysokich stanowisk było ułatwione niezależnie od zdolności.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;30.03.71 SB założyła Dionizemu Bielańskiemu teczkę nomen omen o kryptonimie „Ikar”. Pod wnioskiem o opracowanie kandydata na tajnego współpracownika podpisał się „sierżant magister inżynier A. Brzozowski”. We wniosku Brzozowski napisał: &lt;span class="cyt"&gt;„Kandydat jest etatowym pracownikiem Aeroklubu Opolskiego i z racji zajmowanego stanowiska ma możność uzyskiwania informacji o nastrojach panujących wśród pilotów.”&lt;/span&gt; Esbecy zamierzali spróbować metody werbunku przez wyszukanie kompromitujących materiałów na Bielańskiego. Wkrótce opolska SB otrzymała charakterystykę Bielańskiego z SB z Żywca, miasta, w którym wcześniej pracował. Charakterystyka była niekorzystną z punktu widzenia komunistów: &lt;span class="cyt"&gt;„Gdy zapytano go, dlaczego nie należy do partii oraz unika pracy społecznej, oświadczył, że na te sprawy ma swój osobisty pogląd i z tego nie będzie się tłumaczył. Z zachowania i postawy wymienionego należy stwierdzić, że jego stosunek do naszej rzeczywistości był negatywny.”&lt;/span&gt; Trzeba zaznaczyć, że wtedy taka postawa w stosunku do funkcjonariusza była aktem niemałej odwagi. Po prostu tak się z funkcjonariuszami nie rozmawiało. Konsekwencje zadzierania z SB mogły być tragiczne, a strach przed komunistycznym reżimem był w społeczeństwie mocno zakorzeniony aż do samego końca systemu w 1989 r. Zresztą dziś ujawnieni TW masowo używają tego jako argumentu, by się wybielać – twierdzą, że musieli rozmawiać z esbekami, bo takie były czasy. Bielański, jak wielu podobnych do niego pilotów, miał ambicję „załapać się” na kontrakt za granicą, np. w Afryce, co było wtedy traktowane jako zawodowy sukces oraz dawało możliwość zarobienia dużo lepszych pieniędzy niż w Polsce. Nawet to pragnienie nie skłoniło go jednak do uległości w stosunku do SB.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ciekawy fragment teczki Bielańskiego dotyczy incydentu w Aeroklubie Opolskim, o którym dla SB relacjonował TW „Bogumił” (jeden z wielu TW z otoczenia Bielańskiego, ale wyjątkowo obrzydliwy – gorliwie donosił na niego powodowany własnymi kompleksami i zawiścią, gdyż jako pilot nie odnosił sukcesów): &lt;span class="cyt"&gt;„Na jednym z takich szkoleń prowadzonych przez aktywistę partyjnego Bielański oficjalnie wystąpił z prowokacyjnymi pytaniami i podważał wywody prelegenta. Podkreślić należy, że na owym szkoleniu omawiane były zagadnienia związane z walką o utrwalenie władzy ludowej w PRL i sytuacją polityczną w Chinach. Jednomyślną decyzją obecnych na szkoleniu członków Aeroklubu wyproszono Bielańskiego ze szkolenia, a następnie zmuszono do przeproszenia prelegenta. (...) wszyscy byliśmy zawstydzeni, proszę mnie wierzyć, słowami Bielańskiego. W efekcie ob. Bielański przeprosił prelegenta i postawił z drwiną pół litra wódki pracownikom, co miało miejsce w kilka dni po prelekcji w wyniku nacisku pracowników.”&lt;/span&gt; TW „Bogumił” skarżył się m.in., że Bielański zwyzywał go od partyjniaków, i gorliwie dopominał się u SB o wskazówki.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W tej sytuacji SB zrezygnowała z próby zwerbowania Bielańskiego, co w późniejszej analizie już po wypadkach w 1975 r. zostało uznane jako błąd. Zamiast tego zaczęła go szykanować za pomocą swoich ponurych metod. Przystąpiono do pełnej inwigilacji jego życia – podsłuch telefonu, czytanie korespondencji, 8 informatorów, do tego zwolnienie z pracy w Aeroklubie Opolskim pod błahym pretekstem w 1972 r. i blokowanie przyjęcia w innych firmach zatrudniających pilotów. Już po zwolnieniu Bielańskiego TW „Bogumił” pisał dla SB: &lt;span class="cyt"&gt;„W przypadku przedostania się za granicę jest pewne, że Bielański będzie szkalował ustrój. Talent organizatorski oraz zaradność pozwolą mu urządzić się w miarę wygodnie.”&lt;/span&gt; Po latach wśród kapusiów i szpicli wymienionych w dokumentacji SB rodzina ze zdumieniem rozpoznała kolegów Bielańskiego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Bielański wiedział, że SB chce mu zaszkodzić, choć pewnie nie domyślał się, przynajmniej na początku, skali tych działań. Świadczą o tym zarejestrowane przez SB rozmowy z sekretarzami partii, do których dzwonił: &lt;span class="cyt"&gt;„Ja sobie sam pracę załatwię. Wy mnie nie pomagajcie, tylko wy mnie nie przeszkadzajcie. Dajcie mi opinię taką, jak mi się należy, jakim ja jestem człowiekiem i niech prawdą będzie to, co Gierek mówi, wasz sekretarz, że w Polsce jest miejsce dla partyjnych i bezpartyjnych, dla wierzących i niewierzących. A ja sobie już sam dam radę, tylko aby mnie nie szkodzić...”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;SB nabrała podejrzeń, że Bielański chce uciec na Zachód, miały na to wskazywać takie fakty jak to, że uczył się angielskiego oraz skupował dolary. Gdy w końcu dostał pracę w Zakładzie Usług Agrolotniczych we Wrocławiu, jego pracodawca otrzymał tajny zakaz wysyłania Bielańskiego za granicę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;15.07.75 milicja aresztowała dwóch podwładnych Bielańskiego pod zarzutem kradzieży paliwa lotniczego. Rodzina Bielańskiego tak widzi okoliczności tej sprawy. Dionizy Bielański musiał być coraz bardziej świadomy szeroko zakrojonej esbeckiej operacji przeciwko niemu. Sprawa aresztowania pracowników wyglądała na intrygę spreparowaną przeciwko niemu, aby wrobić go w uczestnictwo w kryminalnym procederze i odebrać mu licencję pilota. Bez licencji i szykanowany przez SB byłby w PRL nikim. Decyzję o ucieczce prawdopodobnie podjął pod wpływem impulsu. Podobnie wypowiada się badacz z IPN dr Łukasz Kamiński: &lt;span class="cyt"&gt;„Ja myślę, że on uciekał do tej Austrii, bo zaciskała się wokół niego pętla. Z dokumentów wynika, że służby chciały mu za wszelką cenę zaszkodzić, szukały pretekstu, przepytywały ludzi. Ktoś musiał Bielańskiemu coś powiedzieć, musiał coś przeczuwać. A on bał się, że straci licencję pilota.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p class="pt1"&gt;Od „wypadku” do przywracania pamięci&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Żona Dionizego Bielańskiego dopiero po kilku dniach została telefonicznie poinformowana, że był wypadek i odbędzie się pogrzeb męża. Powiedziano jej o śmiertelnym „wypadku”, który miał miejsce w Czechosłowacji, ale już na pytanie, co mąż tam robił, odpowiedziało jej milczenie. Po kilku dniach ludzie w mundurach (formacji żona już nie pamięta, nie była to milicja) przywieźli zaplombowaną metalową trumnę. Nie pozwolono jej zobaczyć zwłok, więc nie ma nawet pewności, czy trumna w ogóle zawierała zwłoki i czy był to faktycznie Dionizy Bielański. Pokazano jej dokumenty w języku czeskim mające świadczyć o tym, że nastąpił wypadek lotniczy. Pogrzeb odbył się nietypowo jak na wypadek znanego lotnika – bardzo cicho i skromnie. W prasie nie ukazały się żadne wzmianki na ten temat. Dziś żona chciałaby przeprowadzić ekshumację, ale do tego potrzebna jest decyzja prokuratora.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Żona pilota procesowała się z Zakładem Usług Agrolotniczych w sprawie odszkodowania za męża, wszak rzekomo miał miejsce wypadek. Sądy jednak orzekły, i to w najwyższej instancji, że za życie Dionizego Bielańskiego jego żonie nic się nie należy. Do tego doszedł strach. Znajomi, którzy coś wiedzieli, nabrali wody w usta, odwrócili się od niej. Była zastraszana przez „dziwne telefony”, kazano jej zaprzestać chodzenia wokół tej sprawy, ostatni telefon był w 1984 r. Ta atmosfera wokół żony Bielańskiego znajduje potwierdzenie w materiałach SB. Wynika z nich, że po śmierci pilota jego żona była nadal inwigilowana. Władze postanowiły sprawę jak najszybciej wyciszyć. Zachowała się tajna specjalnego znaczenia instrukcja MSW z 26.09.75: &lt;span class="cyt"&gt;„W celu przecięcia różnego rodzaju domysłów żony D. Bielańskiego i dwuznacznych jej komentarzy w środowisku (...) zobowiązać dyrekcję ZUA WSK «Okęcie» do zajęcia jednoznacznego stanowiska w tej sprawie: współpracownicy męża zostali aresztowani przez MO w związku z kradzieżą benzyny lotniczej, w czym brał udział również Bielański. (…) [Bielański] nielegalnie przekroczył granicę powietrzną PRL i lecąc 10 metrów nad ziemią spowodował wypadek na terytorium CSSR.”&lt;/span&gt; W ten sposób usiłowano zniszczyć pamięć o Bielańskim, czyniąc z niego złodzieja i kiepskiego pilota. Co ciekawe, niektóre gazety i środowiska do dziś trzymają się tajnych esbeckich wytycznych!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Żona Bielańskiego zawdzięcza przetrwanie rodzinie i przyjaciołom swoim oraz męża. Właściwie i dziś nie jest pewna swojego bezpieczeństwa. Twierdzi, że najwyraźniej bardzo wpływowi ludzie blokują rozliczenie takich spraw jak sprawa jej męża, skoro trwa to tyle czasu. Do jakichś fragmentów prawdy musiała dotrzeć już w 1975 r. Informację o zestrzeleniu polskiego uciekiniera nad Czechosłowacją podała &lt;span class="tme"&gt;Wolna Europa&lt;/span&gt;. Ze strachu nie mówiła o tych tajemnicach nawet córkom. Dopiero po roku 2000 jedna z córek ze zdziwieniem przeczytała w jakiejś publikacji wspomnieniowej o Aeroklubie Opolskim, że jej ojciec zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Niewyjaśnionych? Zaczęła drążyć temat, szukać informacji w różnych archiwach, instytucjach. W 2005 r. przeżyła szok, gdy trafiła w Internecie na referat czeskiego historyka o sprawie zestrzelenia jej ojca. Wtedy złożyła do IPN wniosek o udostępnienie teczki ojca oraz o wszczęcie śledztwa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dobrym świadectwem tego, w jakiej rzeczywistości żyjemy jest to, że i dziś – choć trudno w to uwierzyć – ukazują się artykuły pisane zgodnie z esbeckimi wytycznymi z poprzedniej epoki. Tego typu zakłamane dziennikarstwo uprawia Rafał Święcki z &lt;span class="tmp"&gt;Gazety Wrocławskiej&lt;/span&gt; należącej do grupy &lt;span class="tmp"&gt;Polska The Times&lt;/span&gt; (Rafał Święcki, &lt;span class="tpr"&gt;&lt;a href="http://jeleniagora.naszemiasto.pl/wydarzenia/996994.html"&gt;Ciekawe historie: Ostatni lot Dyzia&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, &lt;span class="tme"&gt;NaszeMiasto.pl&lt;/span&gt; 09.05.09). Ciekawe, czy w ogóle rozumie on, jakim ciemnym siłom wysługuje się, przepisując lub powtarzając kłamstwa, za pomocą których zbrodniczy system niszczył ludzi w mrocznych latach PRL-u. Wypowiedzi rzekomych kolegów Dionizego Bielańskiego, które przytacza Święcki są tak dokładnie zbieżne z materiałami odnalezionymi w teczce „Ikara”, że można z dużą dozą pewności stwierdzić, że to właśnie ówcześni tajni współpracownicy SB dziś pomagali temu redaktorowi szkalować pamięć pilota.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wersja SB gorliwie zrekonstruowana przez Święckiego przedstawia się następująco. Bielański na pewno nie uciekał z pobudek ideowych, bo gdyby tak było, to wcześniej miał do tego nawet lepsze okazje, będąc za granicą. Po prostu dzielna milicja wpadła na trop afery polegającej na kradzieży benzyny lotniczej i pokątnym jej sprzedawaniu, w którą był on zamieszany. Milicja najpierw aresztowała wspólnika Bielańskiego. 16.07.75 patrol właśnie pędził na lotnisko po samego Bielańskiego, ale niestety ktoś go ostrzegł. Nieobliczalny pilot spróbował cokolwiek nieporadnej ucieczki, ale w porównaniu ze sprawną machiną Układu Warszawskiego oczywiście nie miał żadnych szans. Przyczynił się tylko do tego, że jego koledzy mieli 
